samotna.mezatka
22.06.13, 12:03
witam, to moj pierwszy post na forum.
Mam 23 lata, mam roczna coreczke i jesem mezatka od ponad roku. Ciaza nie byla przypadkiem, pragnelam dziecka, moj maz tez twierdzil, ze chcial, ale teraz nie jestem tego pewna. Mieszkamy pod duzym miastem, mamy mieszkanie na kredyt i srednia sytuacje finansowa-starcza na wszystko, ale jest problem z odlozeniem czegokolwiek, ja jeszcze studiuje(magisterka).
moj maz ubolewa jak to mial na wszystko za czasow kawalerskich, ja tez wtedy mialam na wszystko, ale nie narzekam... rodzina jest dla mnie wazniejsza.
Moj maz robi rozne wybryki- stanowczo za duzo pije, zaczal palic,sprowadzal do domu podejrzanych kumpli, jest leniem, ma pretensje ze chce by cos zrobil, a sam nie widzi potrzeby zrobienia tego, ogolnie za wszystkim musze latac sama i sie o wszystko prosic, co jest mega meczace, a on jeszcze twierdzi, ze zrzedze ciagle:( kiedys nawet umawial sie ze swoja byla na piwo-nie widzac w tym nic zlego i ukrywal przede mna ich rozmowy;/
czesto sie klocimy o pierdoly, zalezy mi na nim chociaz widze ze coraz bardziej sie oddalamy, on teraz mowi ze chce rozwodu. Tak na prawde to ja chyba tego go chce chociaz sie do tego przed soba nie chce przyznac, bo coraz czesciej mysle ze byloby mi bez niego lepiej, co nie znaczy, ze lzej. problem jest tego typu ze boje sie zostac sama z mala bo wiem, ze bedzie mi mega ciezko zarowno psychicznie, fizycznie jak i finansowo, bo uzgodnilismy ze przez rok czy 2 zostane z mala w domu. teraz musialabym wrocic do domu rodzinnego, bo nie stac mnie na kredyt i oplaty etc.. maz nie ma nigdy nic zaplanowane, lubi spontan, nie rozumie podstaw zycia rodzinnego, uwaza ze wspolne spacery z dzieckiem to strata czasu bo jedna osoba moze wtedy odpoczywac...;/
powiecie, ze mam co sobie wybralam.. no i wlasnie tu sie nie zgodze, bo to byl inny czlowiek, teraz przerosla go wizja obowiazkow-moim zdaniem. dodaz ze maz ma 26 lat. ja jestem sumienna, lubie miec wszystko zaplanowane i wkurza mnie kiedy cos nie wychodzi.. on tego nienawidzi. codziennie 2-3 piwka, w weekend czesto wiecej, srednio co drugi weekend jest pijany i nie widzi w tym nic zlego. czy wy tez tak macie? u mnie w domu sie nie pilo za duzo, wiec dla mnie to jest niezrozumiale.. dla mnie to problemy alkoholowe, z ktorymi trzeba walczyc, a nie norma.
ogolnie masakra, ktos ma podobna sytuacje? mloda mama z dzieckiem, na utrzymaniu meza (w wiekszosci), ktory ma wszystko "w dupie". czy myslicie ze lepiej sie meczyc i dalej o wszystko prosic czy zyc swoim zyciem i moze kiedys je poukladac na nowo?