czarnaowca75
22.08.13, 02:21
Kochani mam problem, na który sama już nie patrzę obiektywnie ani racjonalnie.
Poznałam mojego chłopaka 6 lat temu, kiedy byliśmy jeszcze w liceum, zaczęliśmy być razem, wszystko się układało. Mimo, że mieliśmy raz lepsze raz gorsze dni mieliśmy wspólne i poważne plany spędzenia razem przyszłości.
Z czasem zaczęło się coraz bardziej psuć między nami, przeszkadzało mi, że był wiecznym dzieckiem, nie dotrzymującym słowa, nieodpowiedzialnym chłopcem, stale zawalającym studia, bez stałej pracy mieszkającym z rodzicami. Ja kończyłam studia, on ciągle był na drugim roku. Chciałam czegoś więcej od niego i życia.
Rok temu stwierdziłam, że nie wytrzymam, miałam dość, odeszłam. Związałam się z chłopakiem, którego poznałam na studiach. Wtedy mój już były wówczas chłopak uświadomił sobie, że nie może beze mnie żyć. Przeszedł załamanie nerwowe, wyjechał do Anglii. Robił wszystko, żeby mnie odzyskać, niestety był za późno.
Kiedy ten związek się rozpadł, po jakimś czasie przypadkiem znowu spotkaliśmy się. Zmienił się nie do poznania, można powiedzieć życie go zmieniło. Wziął się za siebie, zmienił kierunek studiów, zaczął zawsze dotrzymywać słowa, totalna przemiana na plus. Postanowiliśmy spróbować znowu być razem, na poważnie jak kiedyś.
I tutaj zaczyna się cały problem. Nie jestem mile widziana w jego rodzinie (to mało powiedziane). Jego siostry, przyjaciele, kumple obwiniają mnie o to jak cierpiał po naszym rozstaniu. Wiem, że to z nim mam żyć, nie z jego rodziną ale dziwnie się czuję kiedy patrzą na mnie bykiem, mówią przez "pani" i traktują mnie jak powietrze..
Nie mam prawa wymagać od niego wyboru- oni albo ja, to byłoby toksyczne, tym bardziej, że ma z nimi bardzo silne relacje. Już nie wiem co robić. Chwilami dla świętego spokoju byłabym gotowa zrezygnować z tego związku...