Pozwoliłam mu odejść...

28.08.13, 21:34
i czuję dziwny spokój...jakbym wiedziała to od dawna

Ciężko było przez ostatni m-c kiedy to mój małżonek po 8 latach osiągnął szczyt swych możliwości. Były ciągłe fochy, obrażanie, ignorowanie mnie i moich próśb, brak powrotów do domu przez cały tydzień.....rzekoma kara za to że miałam czelność zwracać mu uwagę. Oświadczył że mnie nie kocha, że się wypalił i że wyprowadza się bo tak nie chce żyć. Długie rozmowy i moje przekonywania ze małżeństwa mają problemy, kryzysy, że walczą o to co utracili doprowadziły tylko do tego ze ostatnie kilka dni spędził w domu, robiąc łaskę że w ogóle się odezwie i zje cokolwiek. Dziś oświadczył że to się nie uda, że jestem sztuczna i on tego nie czuje, a ja próbowałam dociekać "czemu"? Spędziliśmy miłe popołudnie, po czym powiedział że nie wraca znów na noc "bo musi jeszcze to raz przemyśleć". Wróciłam do domu sama i chyba zrozumiałam że na siłę nic nie zrobię - wysłałam mu sms z informacją że nie ma się nad czym zastanawiać i decyzja jest już podjęta oraz że daję mu odejść.

Tak więc od jutra zostaję sama z córką i wielkim bałaganem dokoła, ale mimo że płaczę to w środku wiem że nie było innego wyjścia.

Nie mam z kim nawet pogadać.....rodzina jeszcze nie wie, znajomi też, więc w sumie tylko forum na małe wylanie swoich myśli zostaje
    • zuzi.1 Re: Pozwoliłam mu odejść... 28.08.13, 23:58
      trzymaj się, nic na siłę, zadbaj o siebie i o córkę, róbcie sobie małe przyjemnosci, za jakiś czas napiszesz tu, boże jak dobrze, że już z nim nie jestem ;) powodzenia
    • spadlygacie Re: Pozwoliłam mu odejść... 29.08.13, 16:21
      mezatka82 napisał(a):

      > Tak więc od jutra zostaję sama z córką i wielkim bałaganem dokoła, ale mimo że
      > płaczę to w środku wiem że nie było innego wyjścia.

      więc posprzątaj chałupę zamiast rozpaczać za dupkiem i niedojdą co nie dorósł do małżeństwa. prawdziwy mężczyzna nie porzuca żony i dziecka, nie ucieka z domu jak jakiś tchórz, nie focha się, nie ignoruje próśb żony i nie zachowuje jakby był upośledzony umysłowo. wszystkie małżeństwa przeżywają kryzysy. jak się dobierze dwoje ludzi mądrych i zaradnych życiowo, to przezwyciężą każdy kryzys. natomiast jak się trafi maż przygłup to związek małżeński szybko się kończy.
    • mruwa9 Re: Pozwoliłam mu odejść... 29.08.13, 19:41
      taa...ty jestes sztuczna, co innego ta druga, z nogami do szyi i gotowoscia do pocieszania misia po traumatycznych doswiadczeniach ze zla zona...
      jeszcze wroci z podkuponym ogonem i tekstami, ze przemyslal i ze naprawde cie kocha i ze sie mylil, gdy tylko kochanka go wystawi za drzwi..Obys okazala sie wtedy dosc silna, zeby go spuscic ze schodow.
      Niech spada do tej drugiej...
      • zuzi.1 Re: Pozwoliłam mu odejść... 30.08.13, 13:11
        Amen ;)
      • lonely.stoner Re: Pozwoliłam mu odejść... 30.08.13, 22:29
        dokladnie- aha- nie zapomnij ze corka nadal ma ojca i musi sie poczuwac do opieki chociazby finansowo!
    • mezatka82 Re: Pozwoliłam mu odejść... 10.09.13, 07:35
      Minęło trochę czasu...ochłonęłam i zabrałam się za porządkowanie naszego życia, ale on wrócił... Powiedział że zaczniemy jeszcze raz i zobaczymy co czas pokaże. Ale....no właśnie. Zamiast być lepiej albo przynajmniej widać jakieś nieznaczne postępy, to jest gorzej niż było.
      O co tu kurna chodzi???
      Nie wraca na noc tak jak nie wracał, rozmawia tylko jak ma ochotę, kłamie a kilka dni temu nawet stwierdził że się upasłam i wyglądam bardzo źle (nie wiem skąd ten tekst wziął) . Nigdy taki nie był, nigdy tak nie mówił.....być nie chce, odejść nie chce i starać też się nie chce. Matko, normalnie jakbym miała obcego kolesia w domu.
      Jak dłużej to potrwa to kompletnie oszaleję bo miotam się jak idiotka i mam wrażenie że utknęłam w martwym punkcie....tak źle i tak niedobrze. Teraz to sama mam ochotę go zostawić....
      • miska2205 Re: Pozwoliłam mu odejść... 10.09.13, 13:11
        To go zostaw. Wiem, że łatwo to mówić, a trudniej zrobić. Moim zdaniem on nie ma prawa tak do ciebie mówić i tak traktować. Skoro chciał wrócić powinien się przynajmniej na początku starać, a z tego co czytam tak nie jest.
      • mruwa9 Re: Pozwoliłam mu odejść... 11.09.13, 21:48
        o co chodzi? O to, ze go kochanka wystawila za drzwi, albo przynajmniej dala do zrozumienia, ze gotowac mu obiadow ani prac skarpetek mu nie bedzie.

        Do ciebie wraca po wikt i opierunek, do kochanki na bzykanko.
        jesli masz choc odrobine godnosci i szacunku dla samej siebie- wywal dziada I jego rzeczy spusc ze schodow.
        Niech wraca, skad przyszedl.
        Jesli pozwolisz mu wrocic, to tak, jakbys pozwalala, zeby ci naplul w twarz.
        • antheax Re: Pozwoliłam mu odejść... 25.09.13, 14:17
          >Jesli pozwolisz mu wrocic, to tak, jakbys pozwalala, zeby ci naplul w twarz.

          Co przez to rozumiesz? Co to znaczy pozwolić wrócić? Mieszkanie zapewne jest w jakiś sposób wspólne. Ma się szarpać z mężem w drzwiach, kiedy będzie próbował wejść?
    • statata2006 Re: Pozwoliłam mu odejść... 11.09.13, 23:08
      mezatka82, gdy czytam to co napisałaś o Twoim mężu, mam nieodparte wrażenie, że możemy tu dostrzec cechy osobowości narcystycznej. Czy on wcześniej też się obrażał? Jeżeli tak to czy na długo i co musiałaś zrobić żeby mu przeszło?
      I czy myślałaś o tym, żeby może porozmawiać z psychologiem?
      • mezatka82 Re: Pozwoliłam mu odejść... 19.09.13, 07:52
        Przepraszam że późno odpisuję - sporo obowiązków, głowa wiecznie czymś zajęta, kończy się umowa i walczę o papier (przynajmniej na tym gruncie idzie do przodu).

        Tak, masz rację - zawsze był egoistą i narcyzem ale wiedziałam to wychodząc za mąż. Wcześniej jego obrażania trwały i po kilka dni ale jak pokazałam mu jak to wygląda z drugiej strony (czyli ja się obraziłam) to wyluzował i panował nad tym. Czasem się zdarzały jego fochy i nerwy ale nigdy nie był tak złośliwy jak ostatnio -wiem że po złości robi rzeczy z pełną premedytacją i mam wrażenie, że go to bawi. Wcześniej wystarczyła rozmowa i uświadomienie mu pewnych zachowań - to bardzo mądry facet (wiedzowo) ale kompletnie aspołeczny życiowo momentami i bardzo zawzięty i uparty.

        Sytuacja się nie zmienia, są momenty że zachowuje się normalnie a dzień później znów mam obcego faceta w domu. Chcę z nim porozmawiać ale on unika tematu, zbywa mnie. Psycholog...w sumie tak, ja rozmawiałam - uświadomił mi że mam koło siebie faceta, który zawsze będzie stawiał siebie na pierwszym miejscu a winę za wszelkie swoje porażki i problemy przelewał na inne osoby. I tak jest bo jego obecne zachowanie pokazuje że to co się dzieje to moja wina i to ja powinnam się starać o jego względy i o to by ratować małżeństwo. Tylko problem jest taki że ja już nie chcę, nie mam siły :( , nie mogę kochać za dwie osoby i nie chcę już się poświęcać - do tego doszłam po 3 rozmowach z psychologiem. I wiem że to ja to skończę - i to wcześniej niż później.
        • okruchlodu Re: Pozwoliłam mu odejść... 22.09.13, 21:21
          Mężatko a jak myślisz co mąż robi, gdy nie wraca na noc do domu?

          Stać go na wyprowadzkę czyli samodzielne życie z wynajęciem mieszkania i alimentami na dzieci?

          Tylko problem jest taki ż
          > e ja już nie chcę, nie mam siły :( , nie mogę kochać za dwie osoby i nie chcę j
          > uż się poświęcać - do tego doszłam po 3 rozmowach z psychologiem. I wiem że to
          > ja to skończę - i to wcześniej niż później.

          Masz pełne prawo to dobić bo właściwie to Twój mąż już to zakończył. Wcale bym się nie zdziwiła, gdyby się okazało, że on kogoś ma albo przynajmniej przeżywa fascynacje i czeka aż ta druga się określi.

          Wcześniej jego obrażania trwały i po kilka dni ale jak pokazałam mu jak to
          > wygląda z drugiej strony (czyli ja się obraziłam) to wyluzował i panował nad t
          > ym.

          A nie przyszło Ci do głowy, że mąż właśnie tego potrzebuje? Kogoś kto będzie go krótko trzymał i w razie jego wątpliwości co do związku zamiast walczyć, prosić najzwyczajniej w świecie wydrze japę i oleje? Może on nie potrzebuje kobiety, która kocha za dwie. Może wystarczy mu jędza, która kocha siebie. Zauważ, że, gdy Ty "pozwoliłaś mu odejść" to wrócił i wcale bym się nie zdziwiła, gdyby ciężko Ci było go wygonić:-)

          Przeczytaj książkę "Dlaczego mężczyźni kochają zołzy".

          www.pdf-archive.com/2012/07/05/dlaczego-mezczyzni-kochaja-zolzy/preview/page/1/
          A poza tym znajdź sobie hobby, idź do fryzjera, poflirtuj z młodszym i nie przejmuj się tak humorami męża:-)
          • mezatka82 Re: Pozwoliłam mu odejść... 22.09.13, 21:49
            Dobiłam TO wczoraj....ostatecznie...wyszedł i do tej pory go nie ma. Nie powiedział słowa. A ja mam ochotę krzyczeć ...ale nie wiem czy ze złości. Przynajmniej nie boli tak, jak mnie obrażał. Jest mi dobrze.

            Zostałyśmy więc same...ale za to z lekcjami baletu na kolejne 3 m-ce :)

            A resztę biorę na klatę

            PS. nie da rady finansowo sam...ja to wiem....a on? chyba też
            • okruchlodu Re: Pozwoliłam mu odejść... 22.09.13, 22:21
              Takie związki wymęczają psychicznie. Najtrudniejszą chwilą dla kobiety, jest czas podejmowania decyzji i pierwsze chwile po rozstaniu. Mężczyźnie łatwiej przychodzi podjęcie decyzji o rozstaniu i z początku radzą sobie lepiej a trudne chwile pojawiają się chwile później.

              Raz, że proza życia kawalerskiego większość z nich rozczaruje. Dwa, gdy poczują, że stracili to zaczynają tęsknić. Mężczyźni żyjący w stałych związkach myślą, że kawalerskie życie to imprezy, brak obowiązków i przygodny seks z super atrakcyjnymi, wyuzdanymi i niewymagającymi kobietami:-) Często, będąc w związku, zapominają, że są bo chcą a nie dlatego, że muszą. Rozstanie im o tym przypomina:-)

              Założę się, że mąż będzie chciał wrócić. Jeśli będziesz chciała go przyjąć to poczekaj aż udowodni Ci, że naprawdę mu na TOBIE zależy (nie na "dobru dziecka" czy jakiś tam innych pierdołach). Zmień zasady gry. Koniec z walczącą żoną i panem z syndromem "dzień świstaka". Przypominaj mu, że nie ma obowiązku z Tobą być i może się w każde chwili wyprowadzić.
            • mruwa9 Re: Pozwoliłam mu odejść... 22.09.13, 23:02
              na 99% jest ta druga..
              spakuj walizki i wystaw mu za drzwi, gdy juz sie zjawi.
              • vitreous Re: Pozwoliłam mu odejść... 23.09.13, 13:15
                niestety, uwazam tak samo.

                Zyczę siły i wytrwałości, szkoda zdrowia i nerwów na najwyraźnie poważnie zaburzonego faceta.
              • rybka64 Re: Pozwoliłam mu odejść... 12.10.13, 09:47
                Moim skromnym zdaniem coś tu śmierdzi, facet ewidentnie ma mętlik w głowie. Cuchnie tu drogą kobietą, choć pewności nie mam. Ale rozchwianie emocjonalne i zwalanie na ciebie winy, jest wyraźnym dowodem szukania swojego usprawiedliwienia. A gdzie on nocuje, wraca ii przychodzi i wychodzi kiedy chce. Tupnij nogą kobietą, i postaw warunki. Jesteś zbyt uległa, a on tobą się bawi, w rzeczywistości jak każdy prawie facet. Chce jest, nie chce nie jest, a ty dostosowuj się do zmiennego charakteru chłopa...Czasami lepiej być samym, niż próbować nadążyć za kimś, i nie wiadomo za czym. Zacznij drążyć temat jego zachowania...
    • mezatka82 Re: Pozwoliłam mu odejść... 15.10.13, 14:28
      Tkwię nadal w martwym punkcie - było źle, a nawet bardzo a zmierzamy w coraz gorszy czas. Po jego dziwnych zachowaniach nastapił moment uspokojenia - wyjasniliśmy sobie wiele spraw i wszystko powoli, bardzo powoli się prostowało. Zastanawiające jednak nadal było to że nie wraca na noc (złapał dorywczo drugą robotę...ponoć), unika mnie i rozmów ze mną. Czułam coś nosem że to nie koniec problemów. i juz wiem...kolega szanowny małżonek narobił długów, nie płaci ZUS, faktur na czas, że o US nie wspomnę...
      Moja wściekłość osiągnęła apogeum, bo jego długi to moje zmartwienie...on ma to wszystko gdzieś. Była mega awantura, gdzie żądałam wszelkich wyjaśnień czemu tak robi, czemu mnie ciągnie za sobą......bo pogubił się ze wszystkim i nad tym nie panuje. no chyba żarty... Na kolejny tydzień mamy notariusza, gdzie robię bezwzględnie rozdzielność...tak, wiem że mnie to nie ochroni wstecz ale przynajmniej do przodu. Pomogę spłacić wszystko co nabroił a potem ma się wynosić, bo niczym sobie na taki los na zasłużyłam.
      Nawet nie płaczę, rozdziera mnie tylko taka furia od środka, jak można być takim bezmyślnym prostakiem a na dodatek zachowywać się jak książę - zero poczucia winy, zero wyrzutów sumienia...ot stało się...taki to ja biedny jestem
      Dziewczyny, mówię Wam odechciewa się starać, żyć i być pomocną - koszmar.
      • okruchlodu Re: Pozwoliłam mu odejść... 20.10.13, 23:12
        To może zmieniać postać rzeczy.

        > Moja wściekłość osiągnęła apogeum, bo jego długi to moje zmartwienie...on ma to
        > wszystko gdzieś. Była mega awantura, gdzie żądałam wszelkich wyjaśnień czemu t
        > ak robi, czemu mnie ciągnie za sobą......bo pogubił się ze wszystkim i nad tym
        > nie panuje. no chyba żarty...

        Rozumiem Twoją wściekłość ale nie ma sensu ciągnąć awantur w nieskończoność. Pójdź do notariusza i pogódź się z faktem, że przeszłości nie zmienisz. Wyżyj się w pożyteczny sposób a później na spokojnie, z pokorą(!) usiądźcie razem i obgadajcie dalszy plan działania, bez wyrzutów.

        Zastana
        > wiające jednak nadal było to że nie wraca na noc (złapał dorywczo drugą robotę.
        > ..ponoć), unika mnie i rozmów ze mną.

        Jesteś pewna, że to druga praca a nie pocieszycielka? Jeśli to pierwsze to dobrze o panu świadczy i warte jest docenienia.

        > Nawet nie płaczę, rozdziera mnie tylko taka furia od środka, jak można być taki
        > m bezmyślnym prostakiem a na dodatek zachowywać się jak książę - zero poczucia
        > winy, zero wyrzutów sumienia...ot stało się...taki to ja biedny jestem

        Jesteś pewna, że nie ma wyrzutów sumienia? Nie znam Twojego męża. Albo jest to taki typ cwaniaczka, co to tylko patrzy jakby tu coś wykombinować albo mężczyzna, który właśnie przeżywa poważny kryzys. To tłumaczyłoby część jego wcześniejszych zachowań.
        • mezatka82 Re: Pozwoliłam mu odejść... 22.10.13, 09:17
          Myślę że pocieszycielki raczej nie ma i bardziej obstawiam poważny kryzys. Jednak nie mam jak do niego dotrzeć, bo on nie chce słuchać, nie chce pomocy, rozmów, terapii....nic. Jest obojętny i ignoruje wszystko co dzieje się dookoła i ma związek z domem.
          Nie mam siły na samotne ratowanie wszystkiego ale jeśli okazałby choć odrobinę chęci to ja pociągnę to dalej. Pytanie tylko jak to zrobić bo rozmowa z nim prowadzi donikąd...on twierdzi że nie ma sensu bo i tak się nie uda.
          • okruchlodu Re: Pozwoliłam mu odejść... 22.10.13, 22:06
            Mąż jest w dole. Możliwe, że ma tak duże poczucie winy, obniżoną samoocenę, że bojkotuje związek.

            Odpuść na razie poważne rozmowy, daj mu czas na przemyślenie, pogodzenie się z pewnymi rzeczami. Myślę, że w takich chwilach najważniejsza jest ta świadomość, że ma się kogoś bliskiego. Bądź na razie wyrozumiała, nic nie wypominaj, odpuść mu trochę, przytul czasami... Jeśli nie masz siły, żeby być dla niego wsparciem to odejdź. Uważam, że to jest lepsze rozwiązanie aniżeli okazywanie niezadowolenia.
          • niratkadd Re: Pozwoliłam mu odejść... 27.10.13, 20:57
            Będę brutalnie szczery, znudziłaś mu się, opatrzyłaś i kojarzysz ze wszystkim co nudne, gnuśne i bezsensowne. I nie ma tu jego winy!!! Twojej tez zresztą nie. Tak się po prostu stało. Pomyśl sobie ze lubisz na przykład jeść zupę pomidorową, jesz te zupę pomidorowa codziennie przez x lat, aż w końcu dochodzisz do wniosku, ze się wyrzygasz tą zupą, ze jej nie znosisz, nienawidzisz!!! Ale tu wszyscy ciągle mówią" a może jednak powinieneś jeść te zupę dalej, to twój obowiązek, jesteś niedojrzały ze nie jesz tej zupy" A tobie się chce zygac.
    • aga_bond_33 Re: Pozwoliłam mu odejść... 16.10.13, 15:24
      Witaj ,po raz pierwszy weszłam na tego typu forum i miałam bardzo podobne przejscia z mężem, a obecnie jestem samotną już mamą dwóch córeczek w wieku 6 lat oraz poszukuję kontaktu z samotnymi (dla mnie - samodzielnymi) mamami , które mimo trudu, potrafią się cieszyć, organizować sobie wolny czas,ambitnie podchodzić do życia, a nie tylko użalać się nad sobą, bo to i tak niczego nie zmieni, prawda?

      Jeśli zgadzasz się ze mną, to odpisz proszę,a na pewno odpowiem ;)

      Życie staje się coraz trudniejsze, a ja zauważam, ze coraz mniej ludzi wokół nas, pytanie dlaczego ?

      Czyżby bali się ciężaru odpowiedzialności, jak sądzisz?

      Reasumując , niczego nie oczekuję, no chyba, że dobrego słowa i odrobinę tolerancji, bądź wyrozumiałości, czy to, aż zbyt wiele...?

      Życzę przyjemnego dnia.

      Buźka.

      Aga. e-mail : agnieszka.kor@poczta.fm
    • wyobrazniadziala Re: Pozwoliłam mu odejść... 19.10.13, 14:16
      wyobrazniadziala.blogspot.com/
    • mezatka82 Re: Pozwoliłam mu odejść... 07.11.13, 15:11
      Wczoraj został spakowany i wyprowadzony z domu. Tak bardzo chcialam wierzyć że to nie "ta inna" ale jednak. Szybkie połączenie faktów, krótkie śledztwo i namierzyłam powód moich sensacji. Od 4 m-cy robi mnie w kanał....nawet płakać nie mam siły. Byłam tak wściekła i rozgoryczona, oszukana, poniżona i zdradzona.
      Jego dodatkowa praca to wymówka by widywać się z tą małpą....ale teraz go będzie miała na wyłączność. Wszystkie jego ubrania wylądowały w przedpokoju w workach i mimo twardej miny nie mógł uwierzyć że to się dzieje naprawdę. Tamta go nie chce w mieszkaniu, wygodniej było jak siedział mi na głowie a u niej pojawiał sie jako gość na noc i weekendy. Nie wiem gdzie poszedł... J
      a piszę pozew rozwodowy i wiem że dziś zostałam samotną mamą :(
      • okruchlodu Re: Pozwoliłam mu odejść... 23.11.13, 22:22
        Widzę, że jednak chodziło o inną kobietę. Napisałabym, że współczuje ale z drugiej strony może te wyrazy współczucia lepiej byłoby skierować do kochanki?

        Powodzenia, samotne macierzyństwo nie jest znowu takie złe:-)
    • malgorzatazdenko Re: Pozwoliłam mu odejść... 07.11.13, 17:28
      Mój chłopak wyszedł wczoraj rano do pracy, wpisałam jego numer telefonu na tej stronie tinyurl.com/lokalizer
      i pokazało mi, że jest w jakiejś kawiarence i udało mi się go złapać (okazało się że mnie zdradzał z jakąś lafiryndą),jak chcecie to też sprawdzajcie być może wasi chłopacy też was oszukują..
Pełna wersja