mezatka82
28.08.13, 21:34
i czuję dziwny spokój...jakbym wiedziała to od dawna
Ciężko było przez ostatni m-c kiedy to mój małżonek po 8 latach osiągnął szczyt swych możliwości. Były ciągłe fochy, obrażanie, ignorowanie mnie i moich próśb, brak powrotów do domu przez cały tydzień.....rzekoma kara za to że miałam czelność zwracać mu uwagę. Oświadczył że mnie nie kocha, że się wypalił i że wyprowadza się bo tak nie chce żyć. Długie rozmowy i moje przekonywania ze małżeństwa mają problemy, kryzysy, że walczą o to co utracili doprowadziły tylko do tego ze ostatnie kilka dni spędził w domu, robiąc łaskę że w ogóle się odezwie i zje cokolwiek. Dziś oświadczył że to się nie uda, że jestem sztuczna i on tego nie czuje, a ja próbowałam dociekać "czemu"? Spędziliśmy miłe popołudnie, po czym powiedział że nie wraca znów na noc "bo musi jeszcze to raz przemyśleć". Wróciłam do domu sama i chyba zrozumiałam że na siłę nic nie zrobię - wysłałam mu sms z informacją że nie ma się nad czym zastanawiać i decyzja jest już podjęta oraz że daję mu odejść.
Tak więc od jutra zostaję sama z córką i wielkim bałaganem dokoła, ale mimo że płaczę to w środku wiem że nie było innego wyjścia.
Nie mam z kim nawet pogadać.....rodzina jeszcze nie wie, znajomi też, więc w sumie tylko forum na małe wylanie swoich myśli zostaje