andromeda84
01.09.13, 12:30
Witajcie, zbierałam się już jakiś czas by opisac swoja sytuacje na jakims forum i mysle, ze dobrze trafiłam :-)
Będzie mi milo, albo choć troszkę milej jak ktoś zechce mnie wesprzeć dobrym slowym, bo bardzo go potrzebuje.
zaczne może od początku ...
Mam 29 lat jestem męzatka i mam prawie dwuletniego synka. Zanim doszło, do tego wszystkiego tj zanim wyszłam za maz zanim urodziłam dziecko, zylam przez kilka dobrych lat korzystając z zycia, pracując intensywnie zawodowo i miałam innego partnera przez 5lat. Nie ukaladalo mi się w związku, stale klotnie ponizenia, zdrady z jego strony doprowadzily do tego, ze w końcu powiedziałam dość i po prostu odeszłam na dobre (odchodziłam wiele razy), zalogowałam się na portalu randkowym i poznałam mojego obecnego meza. Z mojej strony to była milosc od pierwszego wejrzenia i szybko zapomniałam o moim poprzednim partnerze, z jego strony na początku nie czułam to bo nie okazywal takiego zainteresowania jakie ja bylam gotowa mu okazac. Wspolne wyjazdy których było mnóstwo, zycie z dnia na dzień (on praktycznie wprwadzil się do mnie) sprawilo, ze jemu zaczelo bardzo zalezec i wiem, ze pokochal mnie całym sercem. Nigdy nie zapomnę tych dni tego czasu bo to były moje szczęśliwe chwile, a nie było ich dużo w moich zyciu. K (tak go nazwe) bardzo mnie adorowal poswiecal podwozil do pracy obsypywal prezentami i miałam w nim wielka pomoc. Wszystko wygladalo jak z bajki ... wyznaczyliśmy date zaręczyn oficjalnych bo do naszych tylko we dwoje doszło dużo wcześniej , ich tez nigdy nie zapomnę, później wyznaczyliśmy date slubu, K kupil mieszkanie i zamieszkaliśmy razem. Było cudownie urządzanie mieszkania, wspólne namiętne noce i szczęśliwe dni, wyjazdy zaowocowaly moja ciaza, nieoczekiwana i nieplanowana. Poplakalam się gdy zobaczyłam dwie kreski na teście ciążowym K szalal ze szczęścia, a ja? sama nie wiem co wtedy poczułam, może to, ze moje zycie zmieni się diametralnie w niewytłumaczalny wtedy jeszcze dla mnie sposób. 9 miesięcy minelo szybko i ciężko ciaza przebiegala prawidłowo, urodziłam w wielkich meczarniach zdrowego chłopca :-) Tuz po porodzie mój maz wyjechal na prawie miesiąc w delegacje zostałam sama z malym dzieckiem i kompletnie nie wiedziałam o co chodzi. Bylam jak z krzyza zdjeta i nie odroznialam dnia od nocy maly bardzo plakal nie najadał budzil się co dwie godz nie najdal się moim mlekiem, ogolnie pierwsze miesiące macierzyństwa swspominam jako meczarnie. Bylam sama w wielkim miescie gdyż i mama i tesciowa (ojca nie mam) mieszkają daleko i musiałam sama zajmować się synkiem. Od tamtej pory nic nie było już takie samo, meza nigdy nie ma w domu, pracuje leczy nad papierami nawet w nocy a jak już przychodzi wolny dzień jedzie na ryby i zostawia mnie sama z dzieckiem. Gdy poloze małego spac siedze i lzy leca mi jak grochy patrze w lustro i pytam gdzie się podzialas A????? Jestem wyksztalcona podobno niczego mi nie brakuje. Gdzie moje pragnienia potrzeby?Dlaczego to wszystko spadlo na mnie? Dlaczego mąz nie ponosi odpowiedzialności za nasze dziecko, nie karmi nie kapie nie chodzi na spacery nie wychowuje? dlaczego chociaż raz nie może mnie wyreczyc? wczoraj gdy wrocil chciałam z nim porozmawiać na spokojnie, ale nasza spokojna rozmowa przeistoczyla się w klotnie, maz zabral się i pojechal na ryby na nocke wyjechal o 16 dziś jest już po 12 a on ani razu nawet nie zadzwonil nie zapytal czy wszystko w porządku z malym i ze mna czy wszystko ok... nie wytrzymałam i zadzwoniłam, ale nie odebral ... cisnelo mi się by napisac sms, ale zaniechałam. Gdyby chciał to pewnie by przedzwonil, przecież numer zony na pewno ma zapisany prawda? jest mi bardzo ciężko z malym gdyż jest bardzo energicznym dzieckiem i wymaga ciągłego zajmowania się nim, mimo to zawsze znjduje czas nawet poznym wieczorym jak maz wraca by podac mu obiad kolajce upiec ciasto, ugoscic gości (podobno jestem bardzo dobra gospodynią), ostatnio nawet jego mama przyjechala do nas na noc bo na drugi dzień miała wizyte u lekarza, koszule ma zawsze czyste i wyprasowane, w mieszkaniu tez jest porządek mimo, ze jest male dziecko, staram się by było w naszym domu tak zwane domowe ognisko, ale ja już mam dość ciągłego podkładania do ognia a maz nie lubi się przy nim ogrzewac. Moje towarzystwo i synka go meczy i nudzi, gdy już ma wolny dzień nie chce go spedzac z nami tylko woli gdzies wybyc. Jestem samotna matka, samotne spacery , zakupy itd. Nie mam prawa jazdy wstyd przyznać, ale wielokrotnie probowalam zdawać i zawsze oblewałam, nie wiem co ze mna nie tak jest może się nadaje? mimo to chce pojsc od września na to prawko, tylko pytanie kiedy miałabym się umawiać na jazdy? i kto mialby zostać z synkiem? to nie jest tak z, ze jestem zasiedziala kura domowa, ja mam pomysl na siebie, ale dziecko mnie teraz blokuje no i brak samochodu prawa jazdy tez, na meza nie mogę liczyc, mama daleko stad. Co powinnam zrobić ze swoim życiem? Jaka droga pojsc? Bardzo tesknie za czasami kiedy bylam beztroska panienka ...