mrs.voldermort
19.09.13, 15:31
A mialo byc tak pieknie.
I niby nic sie takiego miedzy nami nie dzieje, a ja mam wrazenie ze rozwod to kwestia czasu.
Jestesmy obydwoje po 30-stce wiec chyba nie ma mowy o nie przemyslanej decyzji.
Jak mysle o nas za 10 lat to widze nas w tym samym miejscu gdzie jego rodzice sa teraz. Oni od lat spa w odzielnych pokojach. Jedyne co razem robia to sie kloca.
Ojciec przsiaduje na dzialce calymi dniami a jak wraca to zje obiad, obejzy wiadomosci idzie spac o 8. Matka,jak tylko moze to wyjedza to corki, ktora mieszka w hiszpanii I potrafi tam byc 6 miesiecy na raz. Nawet jak jest, to znjaduje sobie zajecie byle tylko sie nie nudzic (kolezanki, spacer etc.)
Znam H. od lat I zawsze byl dusza towarzystwa. Wyjezdzal w gory, spedzal wolny czas z kumplami. Tam gdzie byl on, bylo zawsze wesolo i ciekawie. Nidgy nie przynudzal w domu tylko szukal sobie jakiegos zajecia.
Odkad jestesmy razem, jego chec do jakiegokolwiek zycia towarzyskiego zanikla. Kiedys myslalam, ze to przez prace, bo pracowal ciezko fizycznie. Teraz jednak pracuje w sklepie i sie nudzi bo malo klientow maja. A on? Tak samo zmeczony.
Przychodzi do domu o 18.15, je obiad I kladzie sie spac na 1-2 godziny. Potem wstaje i… niby mamy jeszcze caly wieczor przed soba, ale on spedza go w innym pokoju niz ja. Jak ja jestem w sypialny to bierdze laptopa i idzie do salonu, jak ja przychodze do salonu to on idzie do sypialni.
I tak mija nam poniedzialek do piatku. W sobote on zreguly pracuje w sklepie do 17 (ma moze 3 klientow) I tam caly dzien sie nudzi. Przychodzi do domu i idziemy do sklepu by zrobic zakupy na caly tydzien. A potem on zajmuje sie soba. W niedziele z reguly siedzi caly dzien w domu. On tylko posiedzi ze mna przez 30 min jak zrobie obiad, jak nie ma obiadu to nie siedzi.
I tak wyglada moje zycie po roku slubu.
Ja wychodze z domu i spotykam sie z mioim znajomymi i zawsze cos fajnego sie dzieje. A on? Wychodzi z nami jesli juz naprawde musi. I zawsze jest to zwiazane z jego jeczeniem bo on by sobie w domu posiedzial a ty ktos ma akurat urodziny.
Rozmawialam z nim na ten temat tyle razy, tylko ze on z naszej paczki prawie nikogo nie lubi i on nie ma z nimi o czym rozmawiac.
Na poczatku jeszcze prosilam i wyszedl ze mna, ale teraz to juz nie ma sensu bo zamin wyjdziemy to bedzie znowu marudzil.
Teraz nieodzywamy sie do siebie od soboty wieczoremi I nie ma za duzej roznicy w naszej codziennosci.
I co teraz? Po co tkwic w zwazku, gdzie obydwoje sie mecza. On moze sie nie meczy za bardzo, bo ma swiety spokoj I kogos do lozka. A ja z tego zwiazku nic ostanio nie dostaje. Moze tylko tyle, ze do czynszu sie doklada.
To nie jest wszystko co mnie meczy, bo jest jeszcze wiele malych rzeczy jak na przyklad fakt, ze on mi nie lubi kupywac kwiatow. Dla niego jest to strata kasy. Do restauracji nie chodzimy bo on zje w 10 min i chce isc. Jak gdzies jade na kilka dni, to nie powie mi ze teskni, tylko (niby w zartach) jak fajne jest bo ma chate wolna.
Dobrze, ze dzieci nie mamy, bo by to tylko skomplikowalo sprawe a tak to kazde moze w swoja droge pojsc. I chyba nie moge sie doczekac az tak sie stanie.
Ahhh…