Rok po slubie a mysle o rozwodzie

19.09.13, 15:31
A mialo byc tak pieknie.
I niby nic sie takiego miedzy nami nie dzieje, a ja mam wrazenie ze rozwod to kwestia czasu.
Jestesmy obydwoje po 30-stce wiec chyba nie ma mowy o nie przemyslanej decyzji.
Jak mysle o nas za 10 lat to widze nas w tym samym miejscu gdzie jego rodzice sa teraz. Oni od lat spa w odzielnych pokojach. Jedyne co razem robia to sie kloca.
Ojciec przsiaduje na dzialce calymi dniami a jak wraca to zje obiad, obejzy wiadomosci idzie spac o 8. Matka,jak tylko moze to wyjedza to corki, ktora mieszka w hiszpanii I potrafi tam byc 6 miesiecy na raz. Nawet jak jest, to znjaduje sobie zajecie byle tylko sie nie nudzic (kolezanki, spacer etc.)
Znam H. od lat I zawsze byl dusza towarzystwa. Wyjezdzal w gory, spedzal wolny czas z kumplami. Tam gdzie byl on, bylo zawsze wesolo i ciekawie. Nidgy nie przynudzal w domu tylko szukal sobie jakiegos zajecia.
Odkad jestesmy razem, jego chec do jakiegokolwiek zycia towarzyskiego zanikla. Kiedys myslalam, ze to przez prace, bo pracowal ciezko fizycznie. Teraz jednak pracuje w sklepie i sie nudzi bo malo klientow maja. A on? Tak samo zmeczony.
Przychodzi do domu o 18.15, je obiad I kladzie sie spac na 1-2 godziny. Potem wstaje i… niby mamy jeszcze caly wieczor przed soba, ale on spedza go w innym pokoju niz ja. Jak ja jestem w sypialny to bierdze laptopa i idzie do salonu, jak ja przychodze do salonu to on idzie do sypialni.
I tak mija nam poniedzialek do piatku. W sobote on zreguly pracuje w sklepie do 17 (ma moze 3 klientow) I tam caly dzien sie nudzi. Przychodzi do domu i idziemy do sklepu by zrobic zakupy na caly tydzien. A potem on zajmuje sie soba. W niedziele z reguly siedzi caly dzien w domu. On tylko posiedzi ze mna przez 30 min jak zrobie obiad, jak nie ma obiadu to nie siedzi.
I tak wyglada moje zycie po roku slubu.
Ja wychodze z domu i spotykam sie z mioim znajomymi i zawsze cos fajnego sie dzieje. A on? Wychodzi z nami jesli juz naprawde musi. I zawsze jest to zwiazane z jego jeczeniem bo on by sobie w domu posiedzial a ty ktos ma akurat urodziny.
Rozmawialam z nim na ten temat tyle razy, tylko ze on z naszej paczki prawie nikogo nie lubi i on nie ma z nimi o czym rozmawiac.
Na poczatku jeszcze prosilam i wyszedl ze mna, ale teraz to juz nie ma sensu bo zamin wyjdziemy to bedzie znowu marudzil.
Teraz nieodzywamy sie do siebie od soboty wieczoremi I nie ma za duzej roznicy w naszej codziennosci.
I co teraz? Po co tkwic w zwazku, gdzie obydwoje sie mecza. On moze sie nie meczy za bardzo, bo ma swiety spokoj I kogos do lozka. A ja z tego zwiazku nic ostanio nie dostaje. Moze tylko tyle, ze do czynszu sie doklada.
To nie jest wszystko co mnie meczy, bo jest jeszcze wiele malych rzeczy jak na przyklad fakt, ze on mi nie lubi kupywac kwiatow. Dla niego jest to strata kasy. Do restauracji nie chodzimy bo on zje w 10 min i chce isc. Jak gdzies jade na kilka dni, to nie powie mi ze teskni, tylko (niby w zartach) jak fajne jest bo ma chate wolna.
Dobrze, ze dzieci nie mamy, bo by to tylko skomplikowalo sprawe a tak to kazde moze w swoja droge pojsc. I chyba nie moge sie doczekac az tak sie stanie.
Ahhh…
    • zuzi.1 Re: Rok po slubie a mysle o rozwodzie 19.09.13, 18:00
      po tym co napisałaś, to raczej nie ma się nad czym zastanawiac, chyba, że chcesz się unieszczęsliwic na kolejne lata...
    • dystans4 Re: Rok po slubie a mysle o rozwodzie 19.09.13, 18:26
      Zgadzam się z Zuzi.
      Jeśli to co opowiedziałaś, wyczerpuje całość Waszych relacji, to chyba zastanawiać się nie ma co.
      Jedno tylko mnie dziwi - w jaki sposób człowiek, który był b. towarzyski, po ślubie zmienił się aż tak bardzo. Chodzi nawet nie o "towarzyskość", bo to relacja ze światem zewnętrznym, ale o otwartość, poczucie bliskości, które wcześniej realizowało się w "towarzyskości", a powinno spełnić w bliskości z, przede wszystkim, osobą najbliższą. Gdzie to jest? Było i wyparowało?
      --
      Pozdrowienia
      buldog.
    • mrs.voldermort Re: Rok po slubie a mysle o rozwodzie 19.09.13, 18:36
      No wlasnie, gdzie?
      Czuje sie jakbym go zepsula. Moze i rzeczywiscie tak sie stalo?
      Jak z nim rozmawialam o tym to on mi powiedzial, ze on sie juz wyimprezowal i teraz woli siedziec w domu. Tak jakby nagle postarzal sie o 10 lat i zdziadzial.
      • dystans4 Re: Rok po slubie a mysle o rozwodzie 19.09.13, 19:33
        Chodziło mi o coś innego. Wyimprezować się facet mógł, to jeszcze potrafię zrozumieć, ale chodzi mi o co innego. O bliskość, potrzebę bliskości, ona chyba nie znika, jeśli człowiek ją posiada (nie wiem, czy każdy ją posiada, drętwi są również). Chyba że całe wcześniejsze życie było pustym imprezowaniem bez życia - jeśli tak, na koniec zostaje pustka. Wielu jest takich ludzi, nie to że ich nie rozumiem (intelektualnie b. łatwo ich pojąć), oni są mi całkowicie obcy.
        Zacznij się rozglądać dokoła, tak powiem (znaczy, odważę się to zasugerować).
        --
        Pozdrowienia
        buldog.
        • mrs.voldermort Re: Rok po slubie a mysle o rozwodzie 19.09.13, 21:34
          Musze sie przyznac ze blisko jestem by sobie kogos znalesc.
          Wiem, ze to zabrzmi strasznie kreci, ale mnie jeden facet w pracy. Albo moze bardziej mysl o kims takim jak on. Facet z ambicjami, silny psychicznie, co wie co chce od zycia. A moj pan maz? Tu ja jestem trybikiem napedzajacym nasze zycie. Wychowalam sie w biednym domu i nie chce wracac do tego. Nie jestem zlym czlowiekiem i nie robie kariery po trupach. Ale jestem w dobrym miejscu i gdybym teraz dostala promocje i musiala zmienic kraj, to musze to sama zrobic bo on nie znajdzie sobie dobrej pracy,bo nie pracuje nad soba. Przez te 4 lata naszego zwiazku to ja nas utrzymywalam jak on zmienial prace i przez dlugi czas siedzial w domu. Teraz moglby spokojnie po pracy raz w tygodniu na angielski chodzic, ale nie robi tego bo jest zmeczony. A gdyby cos sie stalo i ja strace prace? jestesmy w zalatwieni bo on nas nie utrzyma. Jest inteligetnym facetem, duzo czyta ale co z tego?
          Nie jest zlym czlowiekiem, wiem ze mnie nie zdradzi. W sumie to ciezko by mu teraz bylo bo by musial z domu wyjsc :) Ludzie chca sie znim spotkac a on ich ma wszystkich za bande kretynow.
          I co z kims takim zrobic? Tesknie za nim, za tym jaki byl.
          • via_z_raydell Re: Rok po slubie a mysle o rozwodzie 19.09.13, 22:27
            być może małżenstwo tak na neigo podziałało. Podświadomie ustatkował się i za ustatkowanie uważa też siedzenie w domu, zamiast gdzieś wychodzić. Mój mąż też ostatnio nie ma ochoty nigdzie wychodzić ani nikogo zapraszać. Przed każdą imprezą narzeka, jak mu się nie chce. Ale za to po prawie każdej mówi, że jednak było fajnie :) i że powinnam go wyciągać, bo jak już gdzieś pójdzie to zazwyczaj się dobrze bawi. Może zaproś jakichś jego znajomych, na urodziny na przykłąd- niech odnowią więzi, pogadają. Skoro mąż nie przepada za Twoimi znajomymi, może przypomną mu się jego ;)
            Może spróbuj go namówić, żeby pomógł Ci w gotowaniu, albo chociaż posiedział z Tobą w kuchni i porozmawiał (opowiedział, co robił, posłuchał Ciebie). Zróbcie coś, co lubicie oboje- wyjście do kina, teatru, na kręgle, bilard. Najsmutniejsze dla mnie jest to, że z Twojego pierwszego postu wynika, że praktycznie ze sobą nie rozmawiacie i nie przebywacie... Jeśli tak jest to porozmawiaj z nim, że myślisz o rozwodzie, może to go obudzi.
            • mrs.voldermort Re: Rok po slubie a mysle o rozwodzie 20.09.13, 12:08
              Jak juz sie spotkamy to ze soba rozmawiamy. Czasami jest nawet wesolo jak on ma dorbry humor, z reguly jak jest w domu. Tylke, ze tych chwil jest coraz mniej. Ostatni nasz dluzszy wypad na miasto byl na poczatku lipca. Poszlismy cos zjesc, bilety do kina kupione. Zostala nam godzina, wiec poszlismy do parku. Piekna pogoda a on zaczal sie o cos wkurzac. Nawet juz nie wiem o co. Poszlismy do kina a mi sie ryczec chcialo, bo mial byc fajny wieczor a on znowu zmeczony po pracy i w zlym humorze. Tylko po czym? Bo musial w sobote pracowac, mimo tego ze w sklepie mial kilu klientow a on siedzial i sie nudzil.
              Co do znajmoych, to on sie nawet ze swoimi nie chce spotykac i musze go zmuszac czasami by szedl.
          • dystans4 Re: Rok po slubie a mysle o rozwodzie 20.09.13, 20:01
            Kilkoro z nas wdało się tu w rozmowę na b. poważny temat.
            Sam jestem po rozwodzie. Rozstaliśmy się w przyjaźni (decyzja była rozsądna) i nie powoduje mną złość, wrogość etc., moją byłą Żonę wspominam b. dobrze.
            Zatem także wiem, o czym mowa. Jednak nie o rozstaniu chcę pisać, bo to ewentualna konsekwencja rozpoznania tego co jest.
            Jest taka fajna średniowieczna sentencja "wierne postrzeganie rzeczywistości jest właściwym kryterium świętości". To samo [mamy] w hinduizmie, buddyzmie, pewnie w jeszcze innych kręgach kulturowych też się to znajdzie.
            Nie wspominam regułki dla ubarwienia narracji, ale żeby spróbować dojść do prawdy, bo tylko to umożliwi właściwy wybór. Którego nie będziesz żałować, z którego będziesz zadowolona.
            Napisałaś, że facet stał się zamknięty. Pierwszorzędną wagę ma to, czy czuje się niedowartościowany, niespełniony i dlatego się zamyka, czy robi to, bo [b]tak chce[/b].
            Czy umiałabyś na to pytanie odpowiedzieć?
            --
            Pozdrowienia
            buldog.
          • vel_hornet Re: Rok po slubie a mysle o rozwodzie 22.09.13, 18:32
            Myśle, że zaczynasz dorabiać ideologię i szukasz argumentów i usprawidliwienia siebie, że ktoś inny zaczyna ci kręcić.
          • boogusia Re: Rok po slubie a mysle o rozwodzie 29.09.13, 16:38
            I tu leży pies pogrzebany. "Wiem, ze to zabrzmi strasznie kreci, ale mnie jeden facet w pracy."
            Więcej mówić nie potrzeba.
          • mozambique Re: Rok po slubie a mysle o rozwodzie 30.09.13, 10:22

            no cóż - cale to kawalerskei imprezowanie polega na piciu z kumplami i szukaniu dupencji do zaliczania
            kobiety podobnie - jako singileki ganiaja po klubach aby poznac czy "wyrwac" fajengo faceta
            to oczywiste
            po slubei mezowi priorytety sie zminiely - nie chce juz lasek w klubach wyszukwiac, ma juz ukochana kobiete i za piciem najwidoczniej nie przepada , woli domowy spokój niz wydzieranie sie w klubie
            tobie widocznie jeden facet nie wystarcza wiec dziwnym trafem juz w otoczeniu spostrzegłas jakies inne atrkacyjne portki zmierzasz do cudzego łóżka
      • kakaokakao Re: Rok po slubie a mysle o rozwodzie 03.10.13, 01:22
        Nic w tym dziwnego gdyz w pewnym wieku nie chce sie juz imprezowac i zmieniaja sie priorytety mysli sie wiecej o dzieciach a nie o sobie.Co z tego jak nie mozna miec dzieci.Ale wy chyba macie je?Powinniscie sie zajac corka.
    • jestemsofi Re: Rok po slubie a mysle o rozwodzie 20.09.13, 01:09
      Kochana, jeśli o tym myślisz, to powinnaś poważnie rozważyć rozwód. Nie ma sensu tego przeciągać. Najgorsze są sytuacje, w których niby wszystko jest ok, ale ciagle masz poczucie, ze jednak coś nie gra, choć nie wiesz co.
      Ja się rozwiodłam po 2 latach. Nasłuchałam się od rodziny, plotki poszły po znajomych etc. Teraz jestem w nowym związku i jestem szczęśliwa. Jeśli są wątpliwości, to nie można nigdy myśleć "jakoś to będzie" - nie, niestety nie bedzie.
      Powodzenia!
      • mrs.voldermort Re: Rok po slubie a mysle o rozwodzie 20.09.13, 12:19
        Do JestemSofi
        Jade do domu na tydzien w pazdzierniku, bede miala troche czasu dla siebie.
        W tym momencie najchetnies spakowalam bym walizke i wyjechala jak najdalej. Nowa praca, nowi ludzie, nowe zycie!
        Ciekawi mnie jednak co ciebie popchnelo do podjecia decyzji o rozwodzie? Chetnie popisze z toba na priva :)
    • amancjuszka Re: Rok po slubie a mysle o rozwodzie 22.09.13, 15:01
      Ja tu widzę dwie kwestie: 1- utrzymywalas faceta przed slubem, czyli nie mial ambicji, i miec nie bedzie. Taki byl od poczatku a teraz Ci to przeszkadza. Niestety wszystko trzeba przed slubem wyjasniac, bylo postawic sprawe jasno, ze ma znalezc satysfakcjonujaca prace dla niego i wymagac tak wymagac zeby Ci kupowal kwiaty. Jak sama przebimbalas to to teraz masz takiego faceta.
      2- taka, ze jak on juz zalozyl Ci obraczke na palec to mu sie calkiem odechcialo, moze z Toba jest bo mu wlasnie wygodnie. Trzeba z nim porozmawiac na ten temat, ze albo cos zmieniacie i probujecie ratowac zwiazek albo kazde idzie w swoja strone.
    • masianaa Re: Rok po slubie a mysle o rozwodzie 25.09.13, 14:47
      witaj ,jeśli nadal chiala być o tym porozmawiac ,to chętnie cie wysłucham i porozmawiam na priv, pozdrawiam masianaa
      • speleus Re: Rok po slubie a mysle o rozwodzie 25.09.13, 15:22
        Będzie gorzej. Znam takie przypadki . Bierz rozwód jak najszybciej i nie odwlekaj. Sprawy rozwodowe ciągną się bardzo długo. On w sądzie będzie mówił, że cię kocha i nie będzie się zgadzał. Zadbaj o to, żeby nie było dziecka, bo dopiero wtedy rozpocznie się jazda. Jak trafisz na mądrą sędzię to masz załatwione. Najgorsze są stare panny, albo rozwódki. Będą obstawały za facetem . Znam to od moich bardzo dobrych znajomych. Męczą się ze sobą, ale sąd nie dał zgody na rozwód. Ułożysz sobie życie. A po co mieć histeryczkę babę, albo oszołoma faceta w domu. Wejdź sobie na stronkę jak pisać pozwy rozwodowe. Znam również taki przypadek sprzed lat, gdzie zaistniała sytuacja, że rozwód był gotowy po miesiącu. Facet przegiął pałkę, bo wpakował się do łóżka z buciorami i jeszcze uwalił kupę w łóżku. A też było cacy do czasu. Pozdrawiam i trzymaj się.
        • dionizy192 Re: Rok po slubie a mysle o rozwodzie 26.09.13, 08:10
          Poczytałem sobie i co się dowiedziałem? Ano to że to ,,on,, jest zły, leniwy, nierozrywkowy, milczący,zamknięty, niedoceniający, śpiący, cichy, niechętny.... to no jest źródłem wszelakiego zła i niepowodzenia. Ale wiesz co? Prawda zawsze leży po środku podobnie jak wina. Niestety nie mamy do przeczytania opisu pożycia tej drugiej strony. Szkoda bo mogłoby to być ciekawe.
          • lillian79 Re: Rok po slubie a mysle o rozwodzie 26.09.13, 17:30
            Ha! I wreszcie ktoś sprawę ujął jasno.Tutaj wszyscy tak popychają do tego rozwodu,tak zachęcają,żeby sobie znaleźć "ambitnego faceta" itp.Kto w ogóle odpowiada na te posty się pytam??
            "Jestes jego ŻONĄ, tzn masz go wspierac a nie przy pierwszym trudnym momencie po prostu sobie od niego odejść, bo tak bedzie ci wygodniej, tym bardziej ze juz kogos masz na oku.."-bardzo ładnie powiedziane,brawa dla tej pani.
            Kęci cię kumpel z pracy??Echhhh...Bije z tego postu jakieś takie szczeniactwo,niedojrzałość.Mąż się nie sprawdza,to rozwód,wymiana na lepszy model.Tylko że ten lepszy model po jakimś czasie również może okazać się niewypałem.Bo poważny związek/małżeństwo to ciągła walka i staranie się OBYDWU stron.
            • donmarek Re: Rok po slubie a mysle o rozwodzie 27.09.13, 10:01
              @lillian79
              No tak, Małżeństwo to Twój krzyż. To droga do zbawienia. Ktokolwiek inaczej - prosta droga do piekła.
              I jeszcze:
              - jak się baby nie bije, to jej wątroba gnije!!!
              Gratuluję !!!
              • annajustyna Re: Rok po slubie a mysle o rozwodzie 28.09.13, 11:13
                A slub cywilny? Swiadomy praw i OBOWIAZKOW...
                • donmarek Re: Rok po slubie a mysle o rozwodzie 01.10.13, 08:36
                  Prawa dla jednej strony, obowiązki dla drugiej strony umowy zwanej małżeństwem?
              • gzesiolek Re: Rok po slubie a mysle o rozwodzie 29.09.13, 14:00
                Co Ty z tym krzyzem?
                Zboczenie jakies?
                Malzenstwo nie ma byc krzyzem, ani produktem z hipermarketu...
                Zadna skrajnosc nie jest wskazana...
                • donmarek Re: Rok po slubie a mysle o rozwodzie 01.10.13, 08:42
                  Przez kilkadziesiąt lat tego się nasłuchałem na niedzielnych kazaniach w kościele. Ale - NA SZCZĘŚCIE - od dobrych kilkunastu lat nie muszę już tego słuchać i... wszystko to mam w głębokim ... !
                  • gzesiolek Re: Rok po slubie a mysle o rozwodzie 02.10.13, 03:18
                    No to masz niezle przerysowane pod kopula skoro kilkanascie lat Ci zajelo dojscie do tego, ze sie nie zgadzasz z kazaniami i/lub nie chcesz ich sluchac... ;)

                    Ja jakbym mial sie tak meczyc i przezywac takie traumy dalbym sobie spokoj maksymalnie po miesiacu...

                    O ile zdrowszy bys byl i o ile mniej jadu wylewal...
                    • donmarek Re: Rok po slubie a mysle o rozwodzie 02.10.13, 08:53
                      Nie kilkanaście, a kilkadziesiąt, bo niemal do 50 roku życia byłem wierzącym. I to dość mocno. Jednak GŁUPOTA tzw pasterzy czy tez hierarchów zmusiła mnie do MYŚLENIA· A wtedy ... jako ta kula śnieżna. coraz szybciej, coraz bardziej ... . A dzisiaj ... nikogo do niczego nie zmuszam, nie nawracam. Sam sobie jestem bogiem!!! Każdy ma swoje życie, które musi PRZEŻYĆ SAM!!! I za które TYLKO ON SAM odpowiada. Czyli ... jak sobie pościelesz, tak się i wyśpisz.
                      • gzesiolek Re: Rok po slubie a mysle o rozwodzie 03.10.13, 15:46
                        No widzisz...
                        Ja daleki jestem od slepego zawierzenia pastezom/hierarchom... a jednoczesniej nie uwazam wiary w Boga jako przyczyny wszelkiego zlego... no ale ja nieco mlodszy jestem i wychowany w rodzinie gdzie wiedza/nauka zawsze istniala obok wiary, a nie w opozycji...

                        Tak jest... Kazdy odpowiada sam za swoje zycie, ale odpowiada takze wzgledem innych obok ktorych zyje...
                        Kazdy popelnia bledy, kazdy je lepiej czy gorzej naprawia... kazdy podejmuje decyzje czy postepowac tak czy inaczej... czy zlozyc przysiege maleznska czy nie... Jesli ktos robi to wbrew wlasnej woli powinien miec sile sie wycofac i to jak najszybciej... ale jesli zrobil to swiadomie i przy pierwszych trudnosciach sie wycofuje to co to za czlowiek... slabiak, folia ktora lata z wiatrem, ale ktora byle kamien przyciska do gleby...
                        Bedac silnym czlowiekiem ksztaltujesz swoj byt sam, ale jednoczesniej nie odrzucasz wszystkiego co wydaje sie trudne... i nie negujesz bytow ksztaltowanych przez innych...

                        Ok wybacz bo zaczynam pisac troszke nie do konca sensownie...

                    • donmarek Re: Rok po slubie a mysle o rozwodzie 02.10.13, 08:57
                      Tak, a propos, a ten jad to gdzie niby?
    • gzesiolek Re: Rok po slubie a mysle o rozwodzie 26.09.13, 13:44
      Podloza moga byc dwa:
      1. psychiczne
      2. fizyczne

      Pierwsze to moze byc kwestia spadku wlasnej wartosci, braku odpornosci na krytyke, ucieczki w internet i swiat wirtualny (takze uzaleznienia), braku poczucia bezpieczenstwa i wsparcia, itd itp.
      Drugie moze byc zwiazane z ukryta choroba, kiepskim odzywianiem, brakiem ruchu...

      No i jedno nie wyklucza drugiego...


      No i przy pierwszym czytaniu gdy zobaczylem zdanie:
      "Jak mysle o nas za 10 lat to widze nas w tym samym miejscu"
      pomyslalem... "oho, jest w poblizu jakis imponujacy mlodej mezatce samiec..."
      i jak sie okazalo dalej, niezbyt sie pomylilem... ;)

      Moze rzeczywiscie bedzie lepiej jak juz dasz sobie spokoj, wybitnie sie nie wyszumialas i nie odkrylas jeszcze, ze niewielu jest samcow ktorzy po usidleniu i poznaniu ich nawet do poziomu brudnych skarpetek nadal imponuja... Jest bo jest... spowszechnial... nagle wyda Ci sie z innym malo interesujacy i bo zacznie Ci imponowac sportowiec, a ten bedzie wiecznie praca, biuro i wyjazdy sluzbowe... i wtedy co znowu zmiana...
      Koniec koncow z mlodej mezatki mozesz zostac stara rozwodka ;)

      Wez sprobuj meza zaktywowac, ale nie wyrzutami... mozna subtelniej...
      No i zatroszczylbym sie o jego zdrowie...bo cos jest wybitnie nie tak...
    • kateru Re: Rok po slubie a mysle o rozwodzie 26.09.13, 14:37
      A ja mysle że po pierwsze powinnas z mężem szczerze porozmawiać, przedze wszystkim trezba być wzgledem siebie uczciwym. Po drugie moze jego zachowanie, ciagle zmeczenie moze wynikac z innych pprzyczyn niz samo niechcenie czy lenistwo, moze to poczatek depresji lub innech choroby psychiczej ( rodziny wiekszości samobójców nie zauwazaja że cos sie dzieje zlego , dopiero po fakcje przychodzi mysl ze pzreciez od jakiego czasu...), moze Twojmąż ma ambicje ale nie potrafi ich spełnic i patrzac na twoje sukcesy zawodowe czuje sie bezwartosciowy, skoro piszesz ze w pracy niewiele ma do roboty nie dziwne ze nie czyje z niej satysfakcji. Moze trzeba byłoby go zachecac, nakłonic do poszukania innej pracy w ktorej mogłby sie rozwinać, moze powinien podnieśc kwalifikacje. Jestes jego ŻONĄ, tzn masz go wspierac a nie przy pierwszym trudnym momencie po prostu sobie od niego odejść, bo tak bedzie ci wygodniej, tym bardziej ze juz kogos masz na oku.. a moze on to wyczuł, moze czuje sie dla ciebie bezwartościowy?? powinnas postarac sie zatrzymac to oddalanie sie od siebie, jezeli go kochasz to nie poddawaj sie tak predko.. dopiero jestescie rok po ślubie, ślub jest poczatkiem wspanialej drogi a nie koncem, moze musisz mu uswiadomic ze tak jak przed tak i po założeniu obraczki nadal potrzebujesz zeby sie o Ciebie starł. I tak wracam do poczatku... pzrezde wszystkim szczera rozmowa i wspólne przebwanie.. to jest recepta zeby zwiazek przetrwał, o ile wam zalezy.. o ile sie kochacie...
      • stara_dominikowa Re: Rok po slubie a mysle o rozwodzie 26.09.13, 15:18
        kateru napisał(a):
        Jestes jego ŻONĄ, tz
        > n masz go wspierac a nie przy pierwszym trudnym momencie po prostu sobie od nie
        > go odejść, bo tak bedzie ci wygodniej

        Prawda, jakie to proste? Ale niemodne. Facet "nie spełnia jej oczekiwań", "ogranicza ją". Do tego kwiatów nie kupuje. A to, że może ma depresję, nie przyszło kobiecie do głowy. Faktycznie, rozwód jest dobrym pomysłem, ale nie przez faceta, tylko przez roszczeniową żonę, która nie kocha człowieka, tylko wymaga od strony dotrzymania warunków umowy. Przed wami jeszcze dzieci, porody, nieprzespane noce, choroby, śmierć w rodzinie, utrata pracy i inne trudności, których doświadcza 90% par. Gdzie ta siła, jeśli po roku bezproblemowego życia nie ma żadnego zrozumienia i dobrej woli?
    • kaia-kai Re: Rok po slubie a mysle o rozwodzie 26.09.13, 18:48
      brzmi to, proszę wybaczyć - bardzo infantylnie.

      Mąż prawdopodobnie (sądząc z opisu) przechodzi stany depresyjne (to nie to samo co depresja w sensie klinicznym) - nie dziwi to. Sytuacja na rynku pracy jest ciężka, ma pracę która go męczy i nudzi (nuda jest bardzo męcząca - bezustanne pobudzanie uwagi przez kilka godzin po nic to znaczny wysiłek) - i prawdopodobnie nie bardzo widzi wyjście z tej sytuacji. Do tego ma zarabiającą lepiej od siebie żonę - wielu mężczyzn źle to znosi przez kretyńskie wychowanie na "samca" - która jak wskazuje Pani post zdecydowanie jeszcze nie przekroczyła progu dorosłości niezależnie od metryki.

      Być może: proszę na poczatek zapytać siebie samą o tę relację. Nie "czy go kocham" (to prowadzi do bzdur) ale czy choćby "lubię", za coś "szanuję", etc. Jeśli na tym etapie coś wyjdzie "nie tak" może najlepiej byłoby renegocjować tę relację (o ile to możliwe) albo z niej zrezygnować dla dobra obu stron zanim zaczną się prawdziwe problemy.

      Jeśli ten "sflaczały mąż" coś jednak dla Pani znaczy i nie jest to wyłacznie pozycja w budżecie czy odfajkowany element planu na zycie (robię karierę, wyszłam za mąż, sukienka była, teraz dzidziuś, kochanek, kariera, grobowiec... - wszystko jedno) - to prosze spróbować z mężem porozmawiać. Nie "przekonywać" tylko spytać. I prosze się nie zrażać odruchowymi odpowiedziami, że "nic", "wszystko w porzadku", czy "poradze sobie". Socjalizacja mężczyzn jest równie głupia jak kobiet a na dodatek chyba pochodzicie Państwo oboje z tych roczników karmionych "rozwijaniem sie w pracy" i "sukcesem" co sprawę dodatkowo pogarsza.

      I - szanowna Pani - małżeństwo jeśli nie ma być typowa klęską, to te "ślady zużycia" głównie: przyjaźń, lojalność, szczerość i wzajemne wsparcie.
      • dionizy192 Re: Rok po slubie a mysle o rozwodzie 27.09.13, 09:16
        Mówią ze małżonkowie czy też partnerzy są jak dwie połówki jabłka. Dla mnie to czysta bzdura. Każdy jest oddzielnym organizmem o który trzeba dbać i nieustannie zabiegać o jego względy bo w przeciwnym razi zrobi to ktoś inny. I nie ma co oczekiwać kwiatów czy też z nimi biegać. Wystarczy ciepłe wyrozumiałe słowo, przytulenie, uśmiech... Owoce zrywane latem mają piękną błyszczącą skórkę są apetyczne pomimo tego że czasem bywają kwaśne. Z czasem trochę się marszczą, matowieją. Już nie przyciągają pożądliwego spojrzenia, ale to właśnie wtedy nabierają głębi smaku i aromatu.
        Jak łatwo powiedzieć ,,kocham,, Szczególnie pod wpływem emocji, zauroczenia. Jak łatwo wtedy wyliczyć argumenty przemawiające za tym kochaniem. Kocham za wesołe usposobienie, delikatne dłonie. Za spacery pod księżycem, taniec przytulony, czuły sms. Ale nie kocha sie za coś. Kocha się pomimo wszystkiego. Pomimo smutku na twarzy i siwiejących włosów. Pomimo dziury w nowych spodniach i plamy na bluzce. Pomimo wszystkich fochów, przybywających zmarszczek, zapalenia płuc i miłości do bezdomnych kotów. Kocha się w cichym rytmie codzienności bez fanfar i trąb jerychońskich. Tak zwyczajnie jak słowa ,, dopóki śmierć nas nie rozłączy.....,,
    • donmarek Re: Rok po slubie a mysle o rozwodzie 27.09.13, 10:17
      Przeczytałem wszystkie wypowiedzi i:
      jesteś kobietą, jesteś żoną i Twoim obowiązkiem jest robienie wszystkiego, by Twój mąż, pan i władca zmienił się na lepsze. Docenił Twoje potrzeby etc, etc. To w końcu on jest tutaj najważniejszy. Nie Ty i Twoje pragnienia.
      To właśnie wynika ze zdecydowanej większości "rad".
      A jako, że - tak podejrzewam - jesteś młodsza od moich dzieci, więc powiem:
      - masz jedno życie.I to jak je przeżyjesz, jak sobie wszystko ułożysz, zależy tylko i wyłącznie od Ciebie. I nie masz żadnego, powtarzam ŻADNEGO obowiązku kierować się jego zadowoleniem, pomijając swoje.
      • gzesiolek Re: Rok po slubie a mysle o rozwodzie 27.09.13, 17:11
        hehehe, jak to postrzeganie zalezy od swojego zdania...
        Ja przeczytalem wszystkie opinie i wg mnie wiecej jest takich ktore mowia:
        "Daj sobie z nim spokoj... to Twoje zycie nie mecz sie... idz za glosem swojego serca... jestes warta lepszego itd itp."

        A tak naprawde to nie bylo nic o Panie i Wladcy, ani o rzucaniu sie w ramiona lepszego... wiekszosc daje tu dosc wywazone rady... ale filtrujemy je wlasnymi doswiadczeniami... i tak czesc ze wzgledu na swoje doswiadczenia broni faceta, a czesc tak jak Ty widzi w nim tego jednego co Ci zmarnowal zycie... ;)

        Coz zrobic tacy juz jestesmy... zwykle zapatrzeni w siebie i swoja historie...
        • donmarek Re: Rok po slubie a mysle o rozwodzie 28.09.13, 08:54
          gzesiolek
          Ano, tak właśnie!
          >Wez sprobuj meza zaktywowac, ale nie wyrzutami... mozna subtelniej...
          >No i zatroszczylbym sie o jego zdrowie...bo cos jest wybitnie nie tak...
          A to czyje słowa???
          czyli ... nie zadbaj o niego, nie gotuj mu ulubionych zupek, nie podsuwaj mu papci, nie biegaj roznegliżowana po domu etc, etc???
          • gzesiolek Re: Rok po slubie a mysle o rozwodzie 29.09.13, 12:24
            A moje slowa, ale nie mam pojecia gdzie w nich wyczytalas zupki, papcie i bieganie w neglizu... ;)

            Chodzilo mi o motywacje pozytywna, czyli stawianie mu wyzwan, dawanie szans na wykazanie sie, ale nie na zasadzie jak to kobiety maja w zwyczaju: "juz mnie nie kochasz...", "a moj szef holender chodzi tak super ubrany, tez bys mogl...", albo "a maz kolezanki zarabia 30tys na miesiac i wlasnie jej kupil nowe auto...", "wez sie w garsc bo sie z Toba rozwiode", "ale sie ubrales... jak Ty wygladasz...", "powiesz cos do mnie?... a powiesz cos ciekawego?" itd itp... Tak jesli facet przechodzi ciezki czas i nie moze sobie poradzic to wpedzasz go w jeszcze gorszy stan... i wtedy rzeczywiscie lepiej sie rozwiesc z pozytkiem dla obojga...
            A co do troski... jak czlek jest chory, a z roznych powodow nie potrafi tego zdiagnozowac, to czasem go trzeba do tego zmusic... papcie i zupki w tym nie pomoga... ale juz wyslanie do lekarza lub pojscie z nim do takowego moze...
      • kateru Re: Rok po slubie a mysle o rozwodzie 28.09.13, 14:47
        donmarek napisał:

        <I nie masz żadnego, powtarzam ŻADNEGO obowiązku kierować się jego zadowoleniem, pomijając swoje<

        a właśnie że masz.. poprzez ślubowanie miłości wierności i uczciwości.. masz obowiązek zadbania o wasz związek i wasza przyszłość..i to własnie dbając o jesgo szczeście sprawi ze dopiero oboje bedziecie mogli byc szczesliwi...
        • donmarek Re: Rok po slubie a mysle o rozwodzie 29.09.13, 10:37
          Tak, i dźwigaj swój krzyż, bo to droga do zbawienia. Do szczęścia w niebie. Do radości i zadowolenia po śmierci, gdzie przebywając pośród łąk niebieskich, doznasz prawdziwej rozkoszy!!!
          • gzesiolek Re: Rok po slubie a mysle o rozwodzie 29.09.13, 12:33
            Kwestia nie dotyczy wiary/religii, ale po prostu podejscia... dwoje ludzi nie bedzie w szczesliwym w pelni zwiazku jesli nie nauczy sie i brac i dawac...
            Jesli oboje beda tylko brac to zwiazek praktycznie sie nie zawiaze... ot wolny zwiazek gdzie obydwoje korzystaja, ale w pelni szczesliwi nie sa...
            Jesli oboje tylko dawac, to zwiazek powstanie, moze i nawet baaaardzo trwaly, ale w glebi serca beda czuc ze czegos brakuje... odrobiny egoizmu i szalenstwa...
            Ale najgorszy w calej okazalosci bedzie zwiazek strony bioracej i dajacej... bo bedzie idealny przez pierwsze lata, a pozniej zamieni sie w toksyczny zwiazek gdzie zawsze bedzie ten wykorzystujacy/jaca i wykorzystywany/wana...

            I domniemam, ze ktos tu takiego wlasnie zwiazku doswiadczyl...
            • donmarek Re: Rok po slubie a mysle o rozwodzie 30.09.13, 08:40
              @grzesiolek
              A właśnie to religia/wiara wymusza trwanie w takich toksycznych związkach? Bo ... co bóg połączył, ... a co ludzie powiedzą etc, etc.
              Człowiek kierujący się rozumem, nie będzie zważał na to co bóg, ludzie etc. A związki są różne. Tak jak nie ma 2 identycznych osób, tak nie ma 2 identycznych - nawet podobnych - związków. I każdy związek 2 ludzi jest inny i każde z jego uczestników musi sobie odpowiedzieć co i jak!!!
    • adamszem Droga mrs.voldermort 28.09.13, 09:00
      Droga mrs.voldermort,
      I Ty szukasz pomocy w "Gazecie Wybiórczej"?,
      wśród ludzi zdemoralizowanych?.
      Przecież oni nic mądrego Ci nie podpowiedzą.
      • donmarek Re: Droga mrs.voldermort 29.09.13, 10:41
        Więc po co tutaj zaglądasz, skoro wiadomo Ci, że jedynym tego wynikiem będzie zubożenie Twojego "intelektu"???
        Czyżby był to rodzaj jakiegoś samobiczowania dla osiągnięcia szczęścia niebieskiego???
      • kakaokakao Re: Droga mrs.voldermort 03.10.13, 01:14
        wszystko zaczyna sie od wychowania.Dobre wychowanie,dbalosc o zdrowie i kondycje,wpajanie od malego ze czytanie ksiazek poszerza nasza wiedze i pomaga zrozumiec swiat,ze warto miec jakas pasje w zyciu.Ponadto czlowiek powinien wiedziec kim jest.W czym wychowany.Skad ma wiedziec kogo i po co warto kochac?Mi zawsze mowiono zachowaj swoje poglady bo to wazne, a nie uleganie jakims wplywom kolegow czy przesadnej religijnosci.
    • tadeusz542 pewien milicjant powiedział prawdę 28.09.13, 11:55
      Dawno temu wracałem na ranem ze święta Trybuny Robotniczej razem z moją dziewczyną .
      Wracaliśmy piechotą bo dobrze nam było . Droga z Chorzowa do Katowic minęła jak sekunda.
      Kiedy wtuleni w siebie oddaliśmy się długiemu , namiętnemu pocałunkowi akurat na środku Rynku w Katowicach gdzie nie dosyć ,że jeździły samochody to jeszcze kursowały tramwaje nadszedł patrol milicyjny. Z sierżantem weteranem zasuwał młodzieniec ledwie omeszkowny pod nosem i to ów młodzian na nasz widok wystartował ku nam jak z katapulty . Stary milicjant błyskawicznym ruchem osadził go w miejscu i powiedział głośno: "Zostaw go , Ożeni się z nią to po trzech miesiącach patrzeć na nią nie będzie mógł" . I tak też się stało. Nie jesteś jedyna moja złota. Inaczej człowiek podchodzi do dziewczyny od której może odpocząć a inaczej do żony od której się nie ma jak odczepić.
      • tusiek15 Re: pewien milicjant powiedział prawdę 02.10.13, 12:25
        Czytam i myśle...ja też jestem młodą mężatką, co prawda trzeba mi dopisać jeszcze do tej jedynki zero, ale ja sie czuje jak bez tego zera. I tak sobie myślę, że warto spróbować uratować, jeśli uważasz ze jest co ratować. Ślub był dopiero rok temu, więc może przypomnij sobie "dlaczego" chciałaś za niego wyjść. Rozwieść sie jeszcze zdążysz.
        A obowiązek dbania o Męża, owszem masz, tak samo jak On o Ciebie.. To sobie ślubowaliście/oświadczaliście.
        Po szczerej rozmowie może się okazać, że On tez ma Ciebie dosyć i chce odejść tylko radzi się jak i kiedy to zrobić..i zwleka...
    • anima_7 Re: Rok po slubie a mysle o rozwodzie 03.10.13, 17:43
      żyjesz śmiercią, poszukaj Życia
      powodzenia
    • ligos2 Re: Rok po slubie a mysle o rozwodzie 03.10.13, 21:51
      Mężczyzna może odnaleźć siłę i wyjść z lenistwa. Na początek proponuję Twojemu mężowi lekturę: "Dzikie serce. Tęsknoty męskiej duszy".
      To trudne, ale spróbuj dawać mu miłość bez wymagania, żądania od niego miłości.
      Wierz, że to zauważy i doceni i sam również bezinteresownie będzie dawać ją Tobie.
    • remispl Re: Rok po slubie a mysle o rozwodzie 04.10.13, 17:39
      koleś pewnie sprzedaje komputery :) tak wnioskuje z opisu,
      powinien ci dziecko machnąć to nie miałabyś czasu myśleć o pierdołach, imprezach i kolesiach z pracy. dziewczyno to jest życie - masz już po 30-ce to pewien etap się skończył, poszukaj w sobie minusów a nie obwiniaj bliskiej ci osoby o to że masz takie życie jak 99% społeczeństwa. wymyśl w łóżku coś nowego, albo weź se tabletki na libido bo jak czytam że on ma kogoś do łóżka a tobie dokłada do czynszu to bardziej kojarzy mi się to z kurestwem a nie z małżeństwem, pozdrawiam i życzę więcej samokrytyki
    • kat-k-a Re: Rok po slubie a mysle o rozwodzie 10.10.13, 03:40
      do mrs.voldermort:

      Nie przeczytałam wszystkich wpisów tutaj, ale wiele osób traktuje to wszystko tak jakby chodziło o szukanie winnego, a prawda jest taka, że jest całkiem sporo sytuacji, że parom się najpierw dobrze układa i wydaje się, że będzie im dobrze w związku (a nawet i przez jakiś czas, przykładowo trzy lata, jest), a potem po prostu to umiera śmiercią naturalną. Nie z czyjejś winy tylko tak po prostu. Wypala się i już.

      Ty masz prawo do swojego życia, do swoich pragnień, posiadania celów jak i potrzeb i tak samo Twój mąż ma takie same prawa. Ty jesteś w tym związku nieszczęśliwa, więc to jest już wystarczający powód, żeby coś z tym zrobić, czyli raczej po prostu się rozwieźć. No chyba że mimo wszystko chcesz to ratować z jakichś względów - jeśli tak, to ok, to próbuj. Jednak jeśli ma Cię to unieszczęśliwiać to nie ma sensu. A jeśli chodzi o Twojego męża to pytanie jak on się czuje w tej relacji. Może jemu to też nie służy, ale tak w tym trwa, bo nie ma innego pomysłu na życie, a może on jest w tym związku szczęśliwy (choć to by było raczej dziwne skoro zachowuje się jak przygnębiony). Dążę jednak do tego, że nawet jeśli on jest zadowolony z takiego układu, podczas gdy Ciebie to wyniszcza, to i tak powinniście się rozwieść. I tak samo bym uważała gdyby chodziło o małżeństwo, w którym żona jest szczęśliwa i zakochana w mężu, a mąż nieszczęśliwy (płeć nie ma tu znaczenia). Po prostu nie można godzić się na taką sytuację, by małżeństwo odbywało się czyimś kosztem. Oczywiście złożyliście przysięgę, ok, ale traktowanie rozwodu jak jakiegoś przestępstwa, dlatego że jest zerwaniem przysięgi małżeńskiej jest idiotyczne i niedojrzałe.

      Poza tym praktycznie nie ma takich sytuacji, że w małżeństwie, w którym jedna strona kocha i jest zadowolona ze ślubu, a druga nie kocha i poświęca się nie biorąc rozwodu i stara się i udaje (a często sama sobie wmawia), że kocha, że w końcu też i ta pierwsza z wymienionych osób nie staje się nieszczęśliwa. Tak samo jest u par - nie musi to być od razu małżeństwo. Po prostu nawet jeśli jedna osoba kocha, ale bez wzajemności, to wcześniej czy później czuje, że ta druga zmusza się do udawania miłości. Choćby nie wiadomo jak ta druga szczerze i silnie się starała. To się zawsze czuje. To niszczy obie strony. Obie strony tracą szacunek do siebie i czują się w końcu niewarte jakiejkolwiek miłości. Ty myślisz, że się jakoś przemęczysz i poudajesz skoro on Cię tak kocha, a tak naprawdę unieszczęśliwisz go w ten sposób. To zawsze się tak kończy. Nie może inaczej. A jeśli się rozwiedziecie każde z was będzie miało szansę poznać kogoś innego z kim będzie szczęśliwe. Nie twierdzę, że na pewno uda wam się (czy choćby jednemu z was) znaleźć prawdziwą miłość, ale przynajmniej będziecie mieć na to szansę, a zostając ze sobą pozbawiacie się tej szansy - blokujecie się na nowe związki.

      Tak więc według mnie najlepiej porozmawiaj z mężem mówiąc co Ci w tym związku nie pasuje, spytaj co jemu pasuje, a co nie. Jeśli uznacie, że jest sens spróbować coś zmienić (bo czasem naprawdę jest, bo nagle się okazuje, że oboje macie jakieś pomysły, ale "baliście" się o nich powiedzieć otwarcie) to spróbujcie to zmienić i zobaczcie efekt. A jeśli się okaże, że dla niego ten układ jest całkiem wygodny, a dla Ciebie nie do zniesienia (bo nawet jeśli w tej chwili myślisz, że to możesz przecierpieć, to na dłuższą metę Cię to zniszczy - to akurat jest pewne) to się rozwiedźcie. W małżeństwie obie strony powinny być zadowolone ze związku. Inaczej nie ma to sensu. Jasne, że można się dla kogoś poświęcać i to jest dobre, ale jeśli to ma jakiś sens, tzn. kiedy to poświęcenie jest pożądane przez tę drugą stronę i przez nią zauważane, związane z jakąś konkretną sytuacją i nie kłóci się z uczuciami poświęcającego się. A nie w ten sposób, że człowiek się zmusza do kochania kogoś i po prostu żyje w kłamstwie. To nigdy nie kończy się dobrze i niszczy obie osoby.

      I jeszcze raz chciałabym podkreślić, że patrzenie na małżeństwo jak na obowiązek jest destrukcyjne i niedojrzałe. Dojrzałe psychicznie i emocjonalnie osoby są w stanie ocenić sytuację i podjąć decyzję o rozwodzie jeśli związek kuluje. Wiele osób boi się samotności i bycia samemu odpowiedzialnym za siebie i swoje decyzje, niemożności zrzucania na kogoś winy w razie czego, potzebuje wspólnego organizowania wyjazdów, życia po prostu niesamodzielnego i takie właśnie osoby często twierdzą, że nie biorą rozwodu nawet jeśli stale narzekają na małżonka/małżonkę, bo to święta przysięga albo/i odpowiedzialne podejście do złożonych ślubowań czy podjętej decyzji (zamążpójścia/ożenku). Rzadko kiedy jednak nie chodzi tak naprawdę o strach i brak dojrzałości.

      I jasne, że w części przypadków, nawet wielu, wina jest po czyjejś stronie. Ale też jest cała masa przypadków kiedy nikt nie jest winny. Kiedy miłość poprostu się wypali albo okazuje się, że małżonkowie nie poznali się wcześniej wystarczająco dobrze i dopiero po ślubie okazuje się, że z różnych powodów do siebie nie pasują. No i ok. Mylić się jest rzeczą ludzką. Moim zdaniem w Twoim małżeństwie nie ma nikogo winnego i nikt nie powinien się dla nikogo poświęcać. Spróbowaliście. Wyszło na to, że nie służy to ani Tobie, ani jemu (bo z Twojego opisu wygląda raczej na zdołowanego i znudzonego), więc skończcie to i tyle. Dla dobra obydwu stron. I nie macie się co obwiniać, że się pobraliście. Skoro mieliście wrażenie, że do siebie pasujecie, to przynajmniej spróbowaliście. Gdybyście się nie pobrali do końca życia nie wiedzielibyście czy bylibyście dobrym małżeństwem, czy nie. Właśnie bardzo dobrze żeście spróbowali i to sprawdzili. Nie ma o co się obwiniać. I w ogóle bardzo dobrze, że zwracasz uwagę na swoje samopoczucie. Masa ludzi tkwi w różnych sytuacjach jak zombie bojąc się cokolwiek zmienić. Ty jesteś żywa, więc bardzo dobrze. A swojemu mężowi może nawet właśnie pomożesz uświadamiając mu, że nad takimi rzeczami należy się zastanawiać, a nie żyć na zasadzie "skoro już się pobrałem, to czy jestem szczęśliwy, czy nie, to wszystko jedno, będę to ciągnąć dalej na zasadzie poznane zło jest lepsze niż niewiadome". I patrząc od tej strony zauważ, że zarówno dla Ciebie jak i dla niego wasz ślub może być bardzo cennym doświadczeniem życiowym, więc nie traktuj tego wszystkiego jak jakiejś przegranej czy katastrofy. Starasz się zarządzać swoim losem i to jest świetne. W tym jest życie. W tej chwili umiesz powiedzieć co Ci nie pasuje i to jest bardzo dobre, to oznacza, że jeszcze masz dla siebie szacunek, że zwracasz uwagę na swoje potrzeby. Po kilku latach w związku na siłę traci się ten szacunek dla siebie. I wtedy można faktycznie mówić o prawdziwej tragedii. W tej chwili nie ma tragedii. Po prostu zawalcz o siebie do końca i zaręczam Ci, że wyjdzie to na dobre nie tylko Tobie, ale i Twojemu mężowi, więc naprawdę nie ma w tym cienia egoizmu (jak sugeruje część osób).

      Oglądałaś może film "Kochankowie" z Phoenixem? Jak myślisz jakie będzie to małżeństwo powstałe ze związku na końcu. Będzie w nim choćby jedna szczęśliwa osoba? Na sto procent nie. Nad takimi związkami zawsze wisi cień poświęcenia, udawania i straconych nadziei. Koniec tego filmu jest taki smutny, bo wiadomo, że ta strona kochająca (nie spoileruję która, bo nie wiem czy oglądałaś) szybko zrozumie, że jej uczucie jest nieodwzajemnione (nawet jeśli nie świadomie, to podświadomie będzie to czuć, to się zawsze czuje) i będzie mieć poczucie ogromnie niskiej wartości, bo jak można się szanować, kiedy codziennie ktoś Ci uświadamia, że nie jest w stanie Cię pokochać chociaż się stara. To ogromnie niszczy. Z kolei druga strona - udająca, że kocha - także podupadnie, bo będzie mieć świadomość, że nigdy już nie doświadczy miłości i będzie musiała się tak zmuszać do udawania do końca. Także straci szacunek dla siebie, bo przez cały czas będzie mieć świadomość, że może być tylko z kimś, kogo nie kocha, jakby jej uczucia i potrzeby się nie liczyły. Obie stracą szacunek dla siebie, obie się zniszczą.
    • wyobrazniadziala Re: Rok po slubie a mysle o rozwodzie 19.10.13, 14:16
      wyobrazniadziala.blogspot.com/
Pełna wersja