zabkam
22.10.13, 12:55
Wiem, że to ciężki temat i pewnie bardzo wielu kobiet to dotyczy ale może ktoś rozwiązał podobny problem. (pewnie będzie długie opowiadanie, jeśli ktoś przeczyta i pomoże - z góry dziękuję)
Zacznę o tego, że jestem osobą która z góry nie zakłada jak kogoś poznaje, że będzie coś źle - nie mam uprzedzeń do nowo poznanych osób i zakładam zawsze, że będzie dobrze i że się z kimś dogadam, ogólnie jestem otwarta i mam pozytywne nastawienie do życia.
Swoją teściową znam od ponad 10 lat, pamiętam, że jak ją poznawałam wydała mi się miła, wprawdzie mało mówiła ale ogólne wrażenie zrobiła bardzo dobre. Ale do czasu kiedy pokazała swoje prawdziwe oblicze. Któregoś razu wybieraliśmy się z (wtedy) z chłopakiem na disco, miałam bluzkę z dekoltem ale nie takim żeby mi się piersi wylewały (u mnie nie ma nawet mowy żeby coś się wylewało bo mam małe ;) teściowa na mnie popatrzyła i z sumowała "co tak cycki wywaliłaś" aż mnie zatkało po tych słowach, nie jestem pyskata, rodzice mnie wychowali żeby zawsze odnosić się do starszych z szacunkiem - nic jej nie odpowiedziałam, wyszłam z domu. Dalej były różne inne miłe przypadki, które się zdarzały kiedy chłopaka nie było przy mnie, on w to nie wierzył, że jego mama może taka być, aż któregoś razu poprosiłam go żeby podszedł blisko drzwi gdy będziemy same i posłuchał jaka jest naprawdę. Wtedy przyczepiła się do koloru moich paznokci, były czerwone - uznała to że jest to kolor "kurewski" wtedy on wszedł i powiedział, że mu się taki kolor podoba. Odpuściła na trochę.
Później potrafiła powiedzieć gościom których mi teść przedstawiał słowami "moja przyszła synowa" ona odpowiadała "jeszcze nie wiadomo czy będzie". Już tego nie wytrzymywałam, niby taka milutka ale szpile wbijała. Któregoś razu ona właśnie tak mnie przedstawiła, ja jej tak samo miło odpowiedziałam, goście byli bardzo zdziwieni. Kiedy ona nie wiedziała co powiedzieć ja odpowiedziałam "przecież pani tak zawsze mówi". Odpuściła.
Zaręczyliśmy się, mój narzeczony był bardzo podekscytowany tym i prosił żebyśmy pojechali do niej i pokazali pierścionek. Pokazałam, ona popatrzyła na pierścionek. Ja mówię do niej "zaręczyliśmy się" ona "wiem", ja " nie pogratuluje Pani?" ona "nie ma czego gratulować"
Było mi bardzo przykro. Pomyślałam sobie ze przecież najważniejsze jest, że ja i on się kochamy i jesteśmy razem szczęśliwi.
Później dawała mi różne niepotrzebne, paskudne i nie trafiające w mój gust prezenty, nawet nie wiem gdzie takie okropieństwa można kupić. np. kiedyś dostałam obrazek z gliny cały biały z elfem - dała mi to na 28 urodziny, na 30 dostałam książkę "dlaczego kobiety i mężczyźni inaczej wychowują dzieci" - wtedy nawet o nich nie myśleliśmy.
Później przyszedł czas na ślub i się zaczęło :( wtrącała się we wszystko nie miłosiernie, począwszy od tego kogo mamy zaprosić a kończąc na menu. Nie wytrzymałam tego przy wspólnym stole powiedziałam " że to jest nasz ślub, więc my go organizujemy, zapraszamy tego kogo chcemy, ustalamy menu i nic nikomu do tego, będzie tak jak my chcemy" aż podskakiwała ze złości. Nawet tu nie będę poruszała kwestii finansowych, ale możecie się domyślić jak było.
Po 2 latach od ślubu spodziewamy się dziecka, kiedy powiedzieliśmy, że jestem w ciąży udała że tego nie słyszy. Widziałam, że jest strasznie przykro dla mojego męża :( bo moi rodzice i cała rodzina zareagowali inaczej, wszyscy bardzo się cieszyli i gratulowali.
Teraz nagle zaczęła się "angażować " w nasze dziecko, ale znowu bez pytania, kupuje nam niepotrzebne i brzydkie rzeczy :( np. ostatnio kupiła dla naszego maleństwa spodnie w kolorze sraczkowatym. lub obijak do łóżeczka w kolorze różowym - spodziewamy się chłopca. Powiedziałam do męża, żeby z nią pogadał, żeby nie kupowała nam takich rzeczy, że jeśli chce to niech lepiej da pieniądze niż później mamy udawać że nam coś się podoba.
Ostatnio chyba chciała być miła i nawet się zapytała czym będziemy przykrywać maleństwo - odpowiedziałam, że kocem bo jest strasznie gorąco u nas w domu. I jak myślicie - co zrobiła moja teściowa? Kupiła nam grubą, ciepłą kołdrę z pierza. Normalnie ręce opadają. Już nawet nie chce mi się do niej jeździć :( Teraz jest mi potrzebny spokój i nie chcę słuchać jej "mądrości" i dostawać "praktyczne" prezenty :( Wiem, że się na tym nie skończy, że później jeszcze będzie gorzej gdy dziecko się urodzi :(
Nie wiem jak mam z nią pogadać, kiedyś mi powiedziała " nie martw się ja będę dobrą teściową bo sama miałam złą i wiem jak to jest ciężko" i co ? teraz ja z nią mam tak samo :(