misiu56
09.08.04, 09:23
Witam
Wczorajszy dzień mijał mi cudnie do godziny 18, kiedy to zadzwoniła moja
mama. Nie mieszkamy w tym samym miescie, gdyż przeprowadziłam się po ślubie
do męża, 160 km od rodzinnego domu.
U nas zawsze było tak, że moja mama chciała mieć (i dziwnym trafem miała)
wpływ na moje życie. Do 13 roku zycia codziennie rano wybierała mi ubrania, w
których miałam iśc do szkoły.
Na samodzielne wyjazdy nie miałam co liczyć, bo albo było dłuuugie marudzenie
jakie to niebezpieczne( do czego jeszcze wtrącała swoje trzy grosze babcia),
albo gadanie, ze jakby była dobrą córeczką i kochała mamusię, to bym nie
chciała jechać....
Ja to znosiłam, lepiej lub gorzej. Gdy sie nie sprzeciwiałam wszystko było
idealnie. mogłam jej się zwierzać, rozmawiać jak z przyjaciółką, chociaż nie
ukrywam ze wkurzało mnie to, że wszystko co jej powiem powtarza póxniej babci
(babcia mieszkała z nami).
Gdy poznałam męża, wszystko było ok, widziałam, że nie przeszkadza im nawet
to, że jest z innego miasta. Pewnie było im to nawet na rękę, bo nie miałam
możliwości częstego spotykania się z nim. No i było ok, dopóki on nie
zaprosił mnie do siebie na sylwestra (w sumie 3 dni). dziewczyny, wierzecie
mi, nie chciałybyscie przezyć takiego koszmaru. najpierw nawet się zgodzili,
a potem moja mama z babką zmieniły zdanie i zaczął sie psychiczny terror. Ze
jak pojadę, to już nie mam po co wracać, babka mnie wyzywała od najgorszych
szmat, gadała, że mama się ode mnie odwróci, nie będzie mnie zabierać na
zakupy (!!!).
A ja pojechałam. Gdy wychodziłam z mężem (wtedy chłopakiem) z domu, był
płacz, lament, żadnego do widzenia. Jak wrócilam było jeszcze gorzej, no ale
to dłuuuga historia.
Tearz mija 10 miesięcy od naszego ślubu. Moja rodzina zdążyła męża polubić
(nawet pokochac), ale zauważam że moja mama nadal chce mieć wpływ na to co ja
robie, głównie na urządzanie mieszkania.
Gdy będąc we W-wiu (skąd pochodzę) chcielismy pojechać do centrum zobaczyc
tapety, moja mama się obraziła, że chcemy jechać bez niej. Pojechalismy więc
z nią, za jakiś czas kupowaliśmy tapetę do drugiego pokoju, też z nami była,
tapeta była w jej typie.
U nas była raz, na naszym slubie. Gdy ją zapraszam twierdzi, ze nigdy nie
lubiła jeździć, i gdy ja się wyprowadzałam, mogłam przewidzieć, ze nie bedzie
do nas przyjeżdżać.
Robiliśmy remont kuchni, łazienki, oczywiście tez mi truła, bo jej się nie
podobał wystrój łazienki (musiałam jej sfilmowac wszystko, bo przecież sama
nie przyjedzie). Nie podobaly jej się szaro- biale kafelki i chromowane
dodatki.
Kuchnia jej się podobała raczej, chociaz wczoraj powiedziała, ze jest
fatalna. za to sen z powiek spędza jej nasz narożnik w duzym pokoju, bo jest
za wielki, i ustawiony tak, że jak ktoś wchodzi, to widzi najpierw narożnik,
a potem meble.
Pragnę dodac, że ten narożnik jest całkiem nowy, spali na nim tylko goście,
którzy przyjeżdżali do męża raz w roku. Owszem, powodzi nam się nieźle, ale
nie spimy na pieniądzach, i nie bedziemy wyrzucac porządnego narożnika, i
tracić ok.1000 zł na nowy (mniejszy) tapczanik, tym bardziej, że ja jestem w
6 miesiącu ciąży i wolimy pieniąze wydac na potrzeby dzidziusia.
A to jej wczorajsze marudzenie przez telefon spowodowane było WŁASNIE
dzidziusiem. Otóż jestesmy już na 99% pewni, że to dziewczynka. U nas w
rodzinie jest taki głupi zwyczaj, że dziewczynka musi mieć na imię magda. Mi
się nie podoba ten zwyczaj. Uważamy z mężem, iż każdy człowiek jest
indywidualnością, i ma prawo do własnego imienia. Dlatego też jesteśmy
zdecydowani na Emilkę, co mojej mamie i babce się nie podoba.
Tak więc moja mama wyleciała wczoraj z tekstem, ze zauważyla, że nic już nas
nie łączy, bo ja się jej nie pytam, jak powinnam np. urzadzic mieszkanie, co
wybrac i w jakim kolorze, jak dac dziecku na imię...
Dziewczybny, jak matka może tak powiedzieć?? Jak może twierdzić, że moje
próby zycia własnym życiem to moje celowe oddalanie sie od niej?
Czy ja nie mam prawa wybrać z mężem imienia dla naszego dziecka? czy nie mam
prawa mieć własnego gustu, innego wyobrażenia co do mieszkania, ubioru?
Było mi po tej rozmowie bardzo przykro, nie wiem jak będą wyglądały następone
(dzwonimy do siebie codziennie).
Ona taka jest, bo po prostu przez całe zycie dawała i daje sobie wejść na
głowie mojej babci, przecież gdy mama przyjechala na nasz ślub, to juz po
przyjeździe dzwoniła do babci i obie płąkały, jakby się nie widziały rok.
Pomóżcie mi, bo nie wiem jak mam się do tego wszystkiego ustosunkowac, a nie
zamierzam się denerwować, bo wiem, ze stres czuje też mój dzidziuś w
brzuszku, a on jest ważniejszy, niż humorki mojej rodzinki.
Pozdrawiamy
Magda i Dzidzi