było mi wczoraj bardzo przykro....

09.08.04, 09:23
Witam
Wczorajszy dzień mijał mi cudnie do godziny 18, kiedy to zadzwoniła moja
mama. Nie mieszkamy w tym samym miescie, gdyż przeprowadziłam się po ślubie
do męża, 160 km od rodzinnego domu.
U nas zawsze było tak, że moja mama chciała mieć (i dziwnym trafem miała)
wpływ na moje życie. Do 13 roku zycia codziennie rano wybierała mi ubrania, w
których miałam iśc do szkoły.
Na samodzielne wyjazdy nie miałam co liczyć, bo albo było dłuuugie marudzenie
jakie to niebezpieczne( do czego jeszcze wtrącała swoje trzy grosze babcia),
albo gadanie, ze jakby była dobrą córeczką i kochała mamusię, to bym nie
chciała jechać....
Ja to znosiłam, lepiej lub gorzej. Gdy sie nie sprzeciwiałam wszystko było
idealnie. mogłam jej się zwierzać, rozmawiać jak z przyjaciółką, chociaż nie
ukrywam ze wkurzało mnie to, że wszystko co jej powiem powtarza póxniej babci
(babcia mieszkała z nami).
Gdy poznałam męża, wszystko było ok, widziałam, że nie przeszkadza im nawet
to, że jest z innego miasta. Pewnie było im to nawet na rękę, bo nie miałam
możliwości częstego spotykania się z nim. No i było ok, dopóki on nie
zaprosił mnie do siebie na sylwestra (w sumie 3 dni). dziewczyny, wierzecie
mi, nie chciałybyscie przezyć takiego koszmaru. najpierw nawet się zgodzili,
a potem moja mama z babką zmieniły zdanie i zaczął sie psychiczny terror. Ze
jak pojadę, to już nie mam po co wracać, babka mnie wyzywała od najgorszych
szmat, gadała, że mama się ode mnie odwróci, nie będzie mnie zabierać na
zakupy (!!!).
A ja pojechałam. Gdy wychodziłam z mężem (wtedy chłopakiem) z domu, był
płacz, lament, żadnego do widzenia. Jak wrócilam było jeszcze gorzej, no ale
to dłuuuga historia.
Tearz mija 10 miesięcy od naszego ślubu. Moja rodzina zdążyła męża polubić
(nawet pokochac), ale zauważam że moja mama nadal chce mieć wpływ na to co ja
robie, głównie na urządzanie mieszkania.
Gdy będąc we W-wiu (skąd pochodzę) chcielismy pojechać do centrum zobaczyc
tapety, moja mama się obraziła, że chcemy jechać bez niej. Pojechalismy więc
z nią, za jakiś czas kupowaliśmy tapetę do drugiego pokoju, też z nami była,
tapeta była w jej typie.
U nas była raz, na naszym slubie. Gdy ją zapraszam twierdzi, ze nigdy nie
lubiła jeździć, i gdy ja się wyprowadzałam, mogłam przewidzieć, ze nie bedzie
do nas przyjeżdżać.
Robiliśmy remont kuchni, łazienki, oczywiście tez mi truła, bo jej się nie
podobał wystrój łazienki (musiałam jej sfilmowac wszystko, bo przecież sama
nie przyjedzie). Nie podobaly jej się szaro- biale kafelki i chromowane
dodatki.
Kuchnia jej się podobała raczej, chociaz wczoraj powiedziała, ze jest
fatalna. za to sen z powiek spędza jej nasz narożnik w duzym pokoju, bo jest
za wielki, i ustawiony tak, że jak ktoś wchodzi, to widzi najpierw narożnik,
a potem meble.
Pragnę dodac, że ten narożnik jest całkiem nowy, spali na nim tylko goście,
którzy przyjeżdżali do męża raz w roku. Owszem, powodzi nam się nieźle, ale
nie spimy na pieniądzach, i nie bedziemy wyrzucac porządnego narożnika, i
tracić ok.1000 zł na nowy (mniejszy) tapczanik, tym bardziej, że ja jestem w
6 miesiącu ciąży i wolimy pieniąze wydac na potrzeby dzidziusia.
A to jej wczorajsze marudzenie przez telefon spowodowane było WŁASNIE
dzidziusiem. Otóż jestesmy już na 99% pewni, że to dziewczynka. U nas w
rodzinie jest taki głupi zwyczaj, że dziewczynka musi mieć na imię magda. Mi
się nie podoba ten zwyczaj. Uważamy z mężem, iż każdy człowiek jest
indywidualnością, i ma prawo do własnego imienia. Dlatego też jesteśmy
zdecydowani na Emilkę, co mojej mamie i babce się nie podoba.
Tak więc moja mama wyleciała wczoraj z tekstem, ze zauważyla, że nic już nas
nie łączy, bo ja się jej nie pytam, jak powinnam np. urzadzic mieszkanie, co
wybrac i w jakim kolorze, jak dac dziecku na imię...
Dziewczybny, jak matka może tak powiedzieć?? Jak może twierdzić, że moje
próby zycia własnym życiem to moje celowe oddalanie sie od niej?
Czy ja nie mam prawa wybrać z mężem imienia dla naszego dziecka? czy nie mam
prawa mieć własnego gustu, innego wyobrażenia co do mieszkania, ubioru?
Było mi po tej rozmowie bardzo przykro, nie wiem jak będą wyglądały następone
(dzwonimy do siebie codziennie).
Ona taka jest, bo po prostu przez całe zycie dawała i daje sobie wejść na
głowie mojej babci, przecież gdy mama przyjechala na nasz ślub, to juz po
przyjeździe dzwoniła do babci i obie płąkały, jakby się nie widziały rok.
Pomóżcie mi, bo nie wiem jak mam się do tego wszystkiego ustosunkowac, a nie
zamierzam się denerwować, bo wiem, ze stres czuje też mój dzidziuś w
brzuszku, a on jest ważniejszy, niż humorki mojej rodzinki.

Pozdrawiamy
Magda i Dzidzi
    • dziewojka o rety! 09.08.04, 09:40
      Przeraził mnie Twój post, o rety.. to się dzieje naprawdę?
      Masz rację, nie ma się co emocjonować na niekorzyść dzidzi
      (kiosk.onet.pl/art.asp?DB=162&ITEM=1179937&KAT=239)
      Trzeba głaskać brzuszek, żeby EMILKA czuła ciepło i bezpieczeństwo.
      EMILKA to bardzo ładne imię, na pewno będzie zadowolona :) A Twoja mama.. niech
      płacze, że nie Magda, trudno. Tradycja zaiste przedziwna, także nie
      kontynuowałabym. Według mnie najzdrowszym rozwiązaniem byłoby powiedzenie matce
      tego wszystkiego, co napisałaś nam, ale z drugiej strony zdaję sobie sprawę, że
      albo już to zrobiłaś i napotkałaś na szlochy i wyrzut zdrady własnej matki,
      albo nawet nie ma sensu zaczynać.
      Twoje życie jest w Twoich rękach. Łazienkami, narożnikami itp. matka winna
      zajmowac się w SWOIM domu i SWOIM życiu, chyba, że sama poprosiłabyś o radę.
      Uwazam, że czas najwyższy przerwać ten chory układ zapewniając jednak mamę, że
      ją kochasz. Jeśli bowiem poczuje, że wciąż ma władzę- tj. nazwiesz Emilkę Magdą
      i przestawisz narożnik lub kupisz nowy, to matka i babcia z pewnością wezmą się
      też za wychowanie Twojej córeczki!!!
      Nie będzie łatwo, ale odległość i matka niepodróżująca wiele ułatwią. I jeszcze
      Emilka jest i kochający mąż. Bądź dzielna, samodzielna, bądź panią własnego
      życia. Żyjąc wedle życzenia matki wciąż i wciąż (choć widzę, że nie zawsze
      byłaś pokorną córką, to dobrze, ten sylwester i przeprowadzka) możesz ocknąć
      się na starość, że szkoda było nie żyć swoim życiem, a tego życzę Ci jak
      najmniej.
      Skoncentruj się na dzidzi Emilce i na miłości Twojej obecnej rodziny, urządzaj
      mieszkanie wedle swojego życzenia, zmień nawet tapety, jeśli te wybrane przez
      mamę nie podobają Ci się, żebyś czuła się dobrze w swoim domu- szczęśliwa mama
      to szczęśliwa dzidzia :)
      Nic mądrego nie umiem doradzić, bo krew się we mnie jeszcze gotuje :)
      Pozdrawiam serdecznie.
    • meresanch Re: było mi wczoraj bardzo przykro.... 09.08.04, 09:45
      niestety odcinanie pępopwiny jest bolensa dla obu stron - wiem bo to
      przechodziłam a że wg oceny ojca jestem beznadziejna wiec było jeszcze gorzej
      ze zarosne brudem itp a teraz sie martwi o to co daje jesc mężowi

      czy dobrze zgaduje ze jestes jedynaczką i raczej twoi rodzcice są rozwiedzni bo
      nic nie piszesz o ojcu

      Twoja mama nie ma innego życia niż twoje i teraz straciła cel życia i walczy by
      tak sie nie stało
      pwowiedz jej tak ze masz inny gust niz ona i by było nudno jakby kazdy miał
      taki sam gust
      a co do imienia dzieca - ze nadajesz je w zgodzie z tradycja meża..... (wymsyl
      jakąś)

      i głowa do góry to Twoje życie nie jej i musi to zaakceptowac
    • maedel Re: było mi wczoraj bardzo przykro.... 09.08.04, 09:53
      Co do imienia dla dziecka, to ucięłabym krótko wszelkie próby dyskusji czy
      nacisku - "Mamo, my już postanowiliśmy. Będzie Emilka.". Wydaje mi się, że jak
      zaczniesz się tłumaczyć z tej decyzji to jeszcze bardziej się pogrążycie we
      wzajemnych żalach i pretensjach.
      Pozdrawiam!
      • woman-in-love Re: było mi wczoraj bardzo przykro.... 09.08.04, 10:10
        To nieprawdopodobne, jak historie mogą się powtarzać. Moja tesciowa i jej matka,
        to wypisz-wymaluj twoje Obie panie. Babcia "ukradła" zycie twojej mamie, a mama
        - przekonana, że takie sa prawidła zycia - egzekwuje swą "naleznośc" od Ciebie.
        Moja teciowa zrobiła wszystko, żeby pozbawić mnie jakiegokolwie znaczenia w moim
        własnym domu. Nie przetrwało małżeństwo, a mąż zachorował i umarł w wieku 41
        lat. To, co wyprawiała jego matka nie da się opisać. Kazda moja suwerenna
        decyzja, to był dla niej "cios". Kupiłam sobie spodnie - "cios" (przecież masz
        już spodnie" autentyczne) wyjechalismy na weekend - "cios" itd. Ale najgorsze
        zaczęło się, kiedy przyszły na świat dzieci. Efekt znasz: jej syn nie zyje, a
        moja córka spotkawszy babcie na ulicy schowała się za domem, żeby uniknąć
        rozmowy. W tym przypadku każda rozmowa, to policyjne przesłuchanie, a córka
        akurat oblała egzamin. Bądż bezwzględna. Twoja matka okrada Cie z zycia. Stosuje
        najpodlejsze metody, nie mysl, ze sama przestanie. Broń swojego dziecka, i
        dziękuj Bogu, że nie mieszkacie razem. Powodzenia!
      • woman-in-love Re: było mi wczoraj bardzo przykro.... 09.08.04, 10:20
        Co do imion dzieci - oczywiście babcia miała gotowe dla wnuka i wnuczki. My nie
        posłychaliśmy. Mąż B A Ł S I Ę powiedzieć matce o naszej decyzji. Poniewaz
        imię córki nie uwzględniało rodzinnej tradycji ( w tym przypadku obowiązkowa
        Zofia) histeriom nie było końca. Mąz doprowadzony do desperacji już był gotów
        gnać do USC zeby naprawić tę straszną "zbrodnię" ale tu - ja postawiłam sprawę
        twardo i bezwzględnie. To N A S Z A S P R A W A. I kolejny "cios"! Oczywiście
        jej zycie małzeskie to porażka na całej linii, a nasze z mążem szczęście
        szkodzilo jej najbardziej. Był to dlA NIEJ NAJBOLESNIEJSZY 'CIOS' . Lecz jej
        wieloletnie szczucie i podjudzanie, sianie niezgody i cała perfidia doprowadziły
        do rozpadu małżeństwa, a potem mąz juz niedługo żył. Mam wrażenie, że zjadła go
        samotnośc. Oto "moja opowieśc". Broń się dziewczyno i nie obawaij zerwać
        całkowicie stosunków, jeśli zajdzie taka konieczność. Matka nie daje Ci wyboru.
    • szklanka13 Re: było mi wczoraj bardzo przykro.... 09.08.04, 13:05
      Jest taka książka "Toksyccczni rodzice" Susan Forward. Przeczytaj ją, ale już
      po urodzeniu dziecka.
      Po prostu niektóre matki takie są, bo... same miały toksyczne matkę.
      Rozwiązanie - przywyknąć i robić swoje mimo wyrzutów, albo się odseparować.
    • iwonaw2 Re: było mi wczoraj bardzo przykro.... 11.08.04, 20:04
      Boże! Jakbym widziała siebie i moją mamę - z małymi wyjątkami, bo np. moja
      rodzina nie pokochała mojego męża i moja uważa, że ślub z nim to był, żeby ją
      wykończyć psychicznie. Nie będę powtarzać bo bym Cię powieliła.
      Powiem tylko tyle, że mieszkam od niej 300 km i bardzo za nią tęsknię, ale jak
      już tam pojadę to kłócimy się tak, że po godzinie mam ochotę wyjechać. Próbuję
      ją tłumaczyć, że ma zrzędliwą babcię na głowie, jest sama, nigdy nie doceniana
      chciałaby żeby ktoś się z nią liczył, ale....Czasem wysiadam. Przykro mi bo to
      moja matka, kocham ją, pomaga nam jak może i wiem że jestem świnią tak się z
      nią kłócąc.
      Co do imienia to wybierzcie jakie Wam sie podoba. Mamie przejdzie.


      Trzymaj się.

      Iwona
      • asiazoo Re: było mi wczoraj bardzo przykro.... 12.08.04, 14:53
        ja mam też trochę toksycznych rodziców i mam dość. niestety mój przyszły mąż im
        też nie odpowiada. ale chyba nic na to nie poradzę.
        smutno mi tylko będzie jak nie zechcą przyjśc na nasz ślub. a jak Ty sobie z
        tym poradziłaś?
    • morphea1 Re: było mi wczoraj bardzo przykro.... 12.08.04, 16:32
      Misiu, przetnij pępowinę póki możesz!!! U mnie układ jest podobny - dużo
      zdrowia mnie kosztowało wypracowanie WŁASNYCH zasad wg ktrórych postępuję w
      życiu. Wiem , ze jedynym wyjściem jest moja wyprowadzka z domu co też czynię we
      wrześniu :) I wbrew temu co myśli moja mama , a już najbardziej babcia ("co ty
      bedziesz bez slubu mieszkac z chlopakiem?")zamierzam tak zrobic! :) Nie będę
      czekać aby w moim życiu robić sobie dobrze :) aż "zejdzie" moja babcia luba
      mama ( one razem trzymają front )
      Mam 26 lat, skonczone studia i NIE BĘDĘ sie kierowała tym co im się podoba lub
      nie... Moją odpowiedzią na wszystkie zarzuty jest:" Ty już swój czas
      miałaś...", albo" tak, rozumiem..., rozumiem..." i zlewam to :)
      Głowa do góry- Ty masz swoje życie, a Twoja mama jest nieszczęśliwa bo chce by
      jej życie ciągle było związane z Twoim, nie dopuszcza do siebie myśli że nie
      jesteś małą dziweczynką tylko już żoną i matką :)
      Powodzenia !!!
      • hanna26 Re: było mi wczoraj bardzo przykro.... 13.08.04, 02:40
        Misiu, strasznie histeryzujesz. Przestań widzieć dramaty tam, gdzie ich nie ma.
        Sama piszesz, że mieszkacie 160 km od mamy. Jaki więc wpływ może mieć twoja
        mama na wasze życie? Odpowiadam: ŻADEN. Tyle jej, co sobie pogada. Prawdę
        mówiąc, zachowujesz się jak rozhistryzowana nastolatka, a nie jak dorosła
        kobieta z mężem i dzieckiem (cóż, że jeszcze nienarodzonym). Dziewczyno,
        opamiętaj się! Przestań rozmawiać z mamą, z pozycji dziewczynki, która nie chce
        założyć wybranej przez mamusię sukieneczki. Naucz cię mówić do mamy grzecznie i
        ciepło - ale stanowczo, jak osoba dorosła, która ma swoje życie i swoje
        sprawy: "Przepraszam mamo, taka jest moja decyzja", "Tak postanowiliśmy z
        mężem, nie mówmy już o tym", "Przykro mi, że masz inne zdanie, my mamy właśnie
        takie, nie będziemy sie przecież kłócić" itp. Przestań przejmować się
        głupotami, a ty i twoje dziecko będziecie zdrowsi.
        • woman-in-love Re: było mi wczoraj bardzo przykro.... 13.08.04, 04:41


          > Misiu, strasznie histeryzujesz. Przestań widzieć dramaty tam, gdzie
          ich nie ma.



          Nie widze tu żadnej histerii. A dramat jest.
        • aleksandrynka Re: było mi wczoraj bardzo przykro.... 13.08.04, 12:09
          "Przepraszam mamo, taka jest moja decyzja", "Tak postanowiliśmy z
          > mężem, nie mówmy już o tym", "Przykro mi, że masz inne zdanie, my mamy
          właśnie
          > takie, nie będziemy sie przecież kłócić"

          wszystko dobrze, ale bez "przepraszam" i bez "przykro mi"... Bo za co tu
          przepraszać, za inne poglądy?
          :)
    • wrocek_moon o mamusi stephen king powinien napisac ksiazke 13.08.04, 04:32
      ten twoj facet to musi byc bardzo spokojny gosc.

      widzisz,twoja mamusia ciagle mysli,ze ty masz 13 lat.
      wez ja na rozmowe i wytlumacz,ze ty juz masz swoje zycie
    • aleksandrynka Re: było mi wczoraj bardzo przykro.... 13.08.04, 12:04
      Jak może twierdzić, że moje
      próby zycia własnym życiem to moje celowe oddalanie sie od niej?


      tutaj ma rację, ale to nie objaw patplogiczny, ale jak najbardziej zdrowy.
      Proponuję go mooooocno nasilić (to oddalanie).
      Już z tymi tapetami to było przegięcie: pod jej gust? A kto do cholery będzie
      je codziennie oglądał? I ten narożnik... Może nawet nie zauważyłaś, ale na
      poważne ROZWAŻASZ kupno czegoś innego...
      Jej nie zmienisz, ale mocno zastanów się nad sobą. Polecam wizyty u dobrego
      psychologa. Nie, że coś z Tobą nie tak, ale chyba czas najwyższy dokładnie się
      tej pępowinie przyjrzeć i nareszcie definitywnie ją przeciąć, bez poczucia winy
      i wstydu, z pełnym przekonaniem i godnością.
      Powodzenia.
    • ajlii Re: było mi wczoraj bardzo przykro.... 14.08.04, 20:36
      Może daj córeczce na drugie imię Magda... może jakoś łatwiej to przełknie jej
      babcia...
      • posay Re: było mi wczoraj bardzo przykro.... 15.08.04, 00:08
        ajlii napisała:

        > Może daj córeczce na drugie imię Magda... może jakoś łatwiej to przełknie jej
        > babcia...

        nie powinna dawac na drugie Magda!!! bo to znowu uleganie matce w pewnym
        stopniu!
    • karo_lina79 Jak to czytam... 14.08.04, 22:06
      ...to zaczynam doceniać moich rodziców, jacy sa ok!
      • lara27 Re: Jak to czytam... 25.08.04, 20:00
        Droga Madziu...
        Jestem na miejscu Twojego męża bo moja teściowa jest taka jak twoja mama tylko
        może o mniejszym nasileniu. Babcia już nie żyje ale schemat był identyczny.
        Tylko mój mąż ma nieco inne poglądy niż Ty nie stawia się boi się urazić mamusi
        (a szkoda...:((( jest na pograniuczu mamunia a ja . jest mi czasem bardzo
        ciężko...
        PODCINAM PĘPOWINKĘ JAK MOGĘ ALE NIE WIEM CZY JĄ SIĘ ZDOŁA KIEDYŚ PRZECIĄŚĆ...i
        ile wystarczy mi sił.
        lara
        • xdagmarax Re: Jak to czytam... 13.09.04, 00:44
          naprawdę bardzo ci współczuję!! jak to czytałam to czułam aż smutek w sercu!!
          bądź dzielna a Emilka to naprawdę śliczne imie (a zresztą dziwnie jak mamtka i
          córką mają takie same imiona)!!
          nie daj się mamie odsuwaj się powoli i powoedz że masz własne życie i dorosłąś
          już!!
          ja mama chłopaka od 3 lat i jak narazie bardziej broni mamuni chociaż najeżdza
          na mnie (najbardziej nie podoba jej się moja budowa)


          CO NAS NIE ZABIJE MOZE NAS TYLKO UMOCNIĆ
          • lara27 Re: Jak to czytam... 13.09.04, 01:45
            xdagmarax
            uprzedzam może być gorzejjjjjjj
            przerobiłam pewien etap i powiem szczerze że to dziwne że on jest dla mnie
            całym światem a ja... dla niego
            no nie wiem czy porównywalna z mamusią czy może nna tym samym miejscu trudno
            powiedzieć to :((
    • patama Re: było mi wczoraj bardzo przykro.... 13.09.04, 15:29
      Wczoraj się wsciekłam..............
      Żartowaliśmy na temat roli męża, żony itp. I ja zwróciłam się do męża przy
      kilku osobach: "Mężu ciekawa jestem kiedy pomalujesz te nasze nieszczęsne okna"
      On: "no własnie kiedy...."
      A jego nie wiem jak to nazwać przyszywana ciotka do mnie: " a dlaczego nie
      pomoże wam twój tata Jolu skoro nie ma stałego zajęcia ?"
      I w tym momencie mnie trafiło. Tyle ile napomagali nam się moi rodzice, tego
      nie chce mi się nawet wymieniać. Tata mojego lubego również nie ma stałego
      zajęcia. I co ?
      Miałam ochotę ją udusić.
    • dvoicka Re: było mi wczoraj bardzo przykro.... 15.09.04, 00:41
      misiu!
      NIE MUSISZ dawac corce na imie Magda
      NIE MUSISZ zastanawiac sie po raz kolejny czy nie dac jej na imie Magda,
      zdecydowalas i juz
      NIE MUSISZ zmieniac naroznika, nawet jak wygrasz w totka milion zlotych
      NIE MUSISZ nie musisz brac pod uwage jakie tapety doradza Ci twoja mama (choc
      mozesz)
      NIE MUSISZ czuc sie zle z tym, ze nie sluchasz mamy
      naprawde!!
      (swoja droga wiem jak trudno to zrobic, wiec trzymam kciuki)
Pełna wersja