sb.a
08.12.13, 22:49
Tydzien temu wyprowdziłam się od swojego byłego narzeczonego. Byliśmy ze sobą 2 lata, od 2 miesiecy mieszkalismy na poddaszu u jego rodzicow na ktory on wzial kredyt zeby go wyremontować. Wszystko pieknie sie zapowiadało, dopóki w zwiazek nie wtargneła rutyna. Mieszkalismy na wsi, ja nie moglam znaleźć pracy, bylam kurą domową, a jego nie było po 12h bo był w pracy. A ze moj narzeczony przed przeprowadzka odwalił mi numer i sie na nim zawiodłam bo za moimi plecami sobie wydzwaniał do kolezanek to strasznie pozniej go pilnował na kazdym kroku. Zrobilam sie zazdrosna i zaczelam kontrolować go. Tak na marginesie narzeczony jest policjantem a wiadomo jakie opinie kraza o takich ludziach. Dlatego stasznie sie bałam zeby mi jakiegos nastepnego numeru nie wywinął. Wszystko było ok jak zamieszkaliśmy razem dopóki znow mu palma nie odbiła do tego stopnia ze wyszedł sobie na andrzejki sam i wrocila dopiero nad ranem, nastepnego dnia tez go nie bylo, a wieczorem podczas wymuszonej przeze mnie rozmowy powiedzial ze juz mu nie zależy, że nikt nie bedzie nim rządził w domu, ze bedzie sobie robił co mu sie podoba itp. A ja duzo nie myslac spakowałam wtedy wszystkie rzeczy i na drugi dzien juz mnie nie bylo. Nie powstrzymywal mnie przed wyprowadzka wiec pomyslałas ze jest mu to na reke. Ja tez nie jestem bez winy, bo wyzywalam go czesto i jego znajomych co bylo wielkim bledem. Najgorsze jest to ze jego ojciec i siostra wtracili sie nie potrzebnie w nasza kłotnie. Dlatego powiedzialam ze tam nie wroce bo jest toksyczna atmosfera, a moj były został tam sam z kredytem. Po mojej przeprowadzce duzo rozmawialismy przez telefon i on stwierdzil ze załuje i przepraszal mnie, ale stwoerdzil tez ze chce zebym byla szczesliwa a on tego szczescia mi nie da bo nie potrafi. Mi bylo bardzo przykro bo myslalam ze bedzie o mnie walczyl, a to ja wiecej razy wychodzilam z inicjatywą niż on. Nadal go kocham, i jakos nie wyobrazam sobie zycia bez niego. Tesknie okropnie. Ale martwi mnie jego nastawienie. Chciałam z nim zamieszkac w miescie kosztem skromniejszego zycia ale stwierdzil ze nie bedzie wyrzucal pieniedzy z kredytu w błoto. Nie wiem naprawde co juz mam robić. Chcialabym byc z nim, bo wiem ze on mnie tez kocha, ale pewnie sam sie nie spodziewal takiego przebiegu sytuacji i nie wie jak to rozwiazac. Mowi ze woli teraz samotnosci i ból. Najgorsze jest to ze na moich plecach on sie dorobil wszystkiego a ja zostalam z niczym.