pati_1
15.01.14, 13:21
Jesteśmy po ślubie 7,5 roku. Długo nie mogliśmy mieć dzieci. Prawie 2 lata temu już mieliśmy się rozstać, ja nie wyobrażałam sobie życia bez dzieci, bez prawdziwej pełnej rodziny, jemu w zasadzie zrobiło się wygodnie tak żyć we dwoje, żona zarobi pieniądze, ugotuje, posprząta itp. Nie powiem on też zarabiał, czasem coś tam pomógł, kupiliśmy działkę, wybudowaliśmy mały domek w stanie surowym na lato, ale o adopcji nie chciał słyszeć, on obcemu bahorowi tylka nie będzie podcierał. Jego mama bardzo konfliktowa, jeszcze mnie poznała a już na mnie postawiła krzyżyk, wg niej byłam taka i owaka, dziewuch z miasta a jej syn powinien mieć pożądną żonę ze wsi. wszystko poszło też o to, że ja jak byłam mała ojciec zdradzał moją mamę, pij alkohol non stop, więc uciekła ze mną do mojej babci. Ojciec przez lata się mną nie interesował, nie płacił nawet w zasadzie na mnie alimentów, do dziś jest alkoholikiem, a ja go nie znałam aż do ukończenia przeze mnie 20 lat. Teraz konatkty są bardzo żadkie, nie interesuje go nadal. Moja mama drugi raz wyszła za mąż, a przybrany ojciec był dla mnie i jest wspaniały, to cudowny człowiek. Jednak to teśniowej nie odpowiedało, bo ja wg niej pochodzę z patologicznej rodziny. Później sytuacja się poprawiła, ale nigdy nie pałała do mnie choćby najmniejszym uczuciem, tak jest do dziś. Kiedy usłyszała o adopcji, że bym chciała to nie będę pisać jak zareagowała bo szkoda nerwów. mój mąż poparł jej zdanie. W zasadzie mieliśmy się już rozstać, ale on jakoś zgodził się, mówił, że niby chce żebyśmy mieli dziecko. Przez te wszystkie kursy chyba przeszliśmy cudem, bo mąż w zasadzie się nie udziełał, ale chodził na spotkania, odpowiadał tylko jak coś się go pytano. Kwalifikacje dostaliśmy ale były problemy, panie tam stwierdziły, że on jest taki surowy, sprawia wrażnie zimnego człowieka, mało się odzywa, więć nie wiadomo co tak w zasadzie chodzi mu po głowie.
Zaraz po tym zaszłam niespodziewanie w ciąże, ktora była zagrożona, mąż wiele pomagał, robił wszystko w domu, chociaż tyle, oboje sie cieszyliśmy. Teściowa do mnie nie zadzwoniła, bo jak stwierdziła nie będzie ze mną rozmawiać bo jeszcze coś powie a ja się zdenerwuję, a ja tak liczyłam na choćby zwykłe jedno dobre słowo., ale niby się ciszyła, że wreszczie nam się udało. No i niby wszystko byłoby ok gdyby nie fakt, że pojawiła się teraz moja siostra cioteczna. Jest w bardzo trudnej sytuacji, ma ojca alkoholika. na matkę nie może liczyć, bo nie ma pieniędzy, a rodzeństwo nie pała do niej miłością bo jak była mała to oddano ją do domu dziecka, ona matce wybaczyła, a matkę też boli teraz serce że tak kiedyś zrobiła.
Nie dośc tego wpadła z jakimś chłopakiem, urodziła dziecko, kocha je nad życie, on nie chce ich znać, więć musiała uciekać od niego w rodzinne strony,. Chciała bym została chrzestną jej dziecka, ale ze względu na to że ja miałam zagrożoną ciąże, to nie było takiej możliwości. Niedawno poznała mojego męża no i tak sobie pomyślała, że może on mógłby zostać chrzestnym jej dziecka i zapytała moich rodziców co o tym sądzą. Ona nie chce nic, ani teraz ani poźniej, tylko żeby ktoś poszedł do kościoła i był świadkiem na chrzcie. Ksiądz poszedł jej na rekę i zgodził się nawet by był to tylko jeden świadek. Moi rodzice stwierdzili, że ja porozmawiam z mężem i zobaczymy co i jak. No i porozmawiałam, ale nie myślałam, że wyjdzie z tego taka afera. Moj mąż stwierdził, że on nie będzie chrzestnym, że on jest obcy, że to jest obowiązek że trzeba dawać kilka razy w roku, że to ja mogę zostać chrzestną a jak musi czekać aż urodzę to nie jego problem tylko jej, niech sobie czeka. Nie dośc tego obarczył winą moich rodziców, że to ich pomysł. żenikt się nim nie będzie wysługiwać i najwyższa pora by się pomału od nich odseparować, na obiady też nie będzie chodził do nich, żeby mu nie daj Boże nie powiedział nikt, że kiedyś moja mama dla niego gotowała. mnie obarczył winą, że nie chce jeździć do jego rodziców, że to wszystko moja wina, bo jego mama nic mi nie zrobiła. Co prawda na grugi dzień mnie za to przeprosił. ale ja nie wiem czy go jeszcze kocham. Jestem w ciąży a on robi takie problemy, jak mam wychowawywać póżniej dziecko, w nienawiści do rodziny???? Gdyby był powód, to bym zrozumiała, ale Bogu ducha winni rodzice zostali tak przez niego potarktowani! A tyle dobra dla niego zrobili, zawsze się nim interesowali, traktowali go jak własnego syna. Jak mam z nim dalej żyć!!!???? Boję się o dziecko, on niby chce się do mnie odzywać, udaje że niby nic się nie stało, ale moich rodziców nie chce znać i to o co? że ktoś z mojej rodziny zaproponował by został chrzestnym, by tylko poszedł do kościoła. Ja nie umiem żyć w takiej sytuacji, rodzice o wszystkim wiedzą, nie potrafię go już bronić, robiłam to wiele razy, ukrywałam przed nimi różne fakty, oni bardzo zawiedli sie na nim, też nie chca go widzieć, no chyba że przeprosi i porozmawia. Ja nie potrafię się do niego odzywać, prawie codziennie płaczę, mam dosyć takiej atmosfery w domu, boję się o dziecko, zresztą jak było nawet wszystko ok to on nawet nie chiał wejść ze mną do przychodni na poczekalnie do lekarza, ani nawet zobaczyć swojego dziecka na usg i mi towarzyszyć, tylko potrafił nawet siedzieć 3 godziny sam w samochodzie, a ja wszedzie sama u lekarza, podczas gdy inne kobiety zawsze są ze swoimi mężami. Jest mi ogromnie przykro, chciałabym zasnąć i się wiećej nie obudzić, tylko dziecko trzyma mnie jeszczze na nogach, choć nie wiem jak to póxniej będzie.
A rodzice są dla mnie jedynymi bliskimi mi osobami, na których mogę liczyć, nie mam rodzeństwa nawet. Chciałabym mieć normalną rodzinę, spotakć się spędzić święta ale się nie da.Nie wiem jak mam żyć dalej , nie mam już siły.