jaaga76
21.01.14, 19:01
Witajcie
może to głupie o co pytam, ale czy da się uratować małżeństwo, które ponad rok ze sobą nie żyje i nie mieszka. Mąż wyprowadził się ode mnie i dzieci. Nie układało się nam, to fakt. Byliśmy małżeństwem 11 lat. Były kłótnie, awantury, brak zrozumienia, inne piorytety, różnice nie do pogodzenia, ale jakoś ciągnęliśmy. Po tym wszystkim wyprowadził się, zostałam sama z dziećmi. Dzieci bardzo cierpiały, wiadomo. Nie mamy jeszcze rozwodu. Trudno w to uwierzyć, ale do tej pory nie zdobyliśmy się na szczerą rozmowę. Ja czuję się zraniona, mąż zawiódł moje zaufanie. Wiem, że spotyka się z kimś, w sumie nie powinnam się dziwić, ale czemu to boli. W tym wszystkim , co najgorsze , zapomina o dzieciach. Ja chyba w środku gdzieś nadal mam nadzieję, że wróci, że się pozbieramy, albo że zaczniemy od nowa. Co robić? Myślicie, że to ma sens po takim czasie? Czy w ogóle da się to skleić? Proszę o radę...