astrrid
03.02.14, 14:56
Albo chociaż zmniejszyć tą przypadłość. Przyznam, że szlag mnie trafia. Wszystko musi być poukładane pod linijkę, najgorzej jest w kuchni, facet mi chowa ściereczki do rąk, która sobie spokojnie wisi na relingu - bo mu psuje estetykę. A ja z kapiącą wodą z rąk szukam jej potem po szafkach. W zlewozmywaku nie może leżeć nawet 5 min łyżeczka. Jak skończymy obiad to zamiast spokojnie się zrelaksować ja w kuchni robię generalne porządki po gotowaniu bo inaczej mam pogadankę. Nieee, pół godzinki później nie da się posprzątać, trzeba teraz! Mieszkamy trochę u mnie trochę u niego (tak na razie musi być) i mimo że moje mieszkanie jest stare, wymaga remontu, dużo rzeczy stoi na wiezrchu a kuchnia jest kuchnią a nie laboratorium, to jest ciepłe, przytulne i o wiele lepiej się tam czuję. W mieszkaniu u niego jest nowocześnie, estetycznie, ale pusto, idealny porządek odbiera mu życie.. Znajomi mówią, że jest "zimne". Daleko mi naprawdę do bałaganiary, dbam o porządek ale nie obsesyjnie, drobny nieład mi nie przeszkadza. Nie wiem czy jest sens kruszyć kopię i próbować wyplenić u mojego faceta ten pedantyzm czy to nie ma sensu? Poza tym nasz związek jest naprawdę fajny i nie wiem też skąd ten pedantyzm bo ani w domu tego nie miał, jest facetem z dużym poczuciem humoru nie żadnym sztywniakiem, fakt że ma swój świat bardzo poukładany i uporządkowany.
Proszę o rady :)