Nie poznaję partnera, nie poznaję siebie

16.02.14, 19:09
Witajcie. Nie wiem od czego zacząć. Chyba wkopałam się w coś niemożliwego do rozwiązania. To będzie długi post.

Mieliśmy z facetem naprawdę cholernie trudny czas, ale myślałam, że stajemy na nogi. Już, już wszystko miało się wyprostować. Chciał ze mną zamieszkać, mieć ze mną dziecko. Trochę zbladłam, bo nie bardzo wyobrażam sobie siebie jako matkę, sama czuję się gówniarą, ale z nim jakoś mnie to nie przerażało tak jak wcześniej, nawet miałam kilka takich uroczo dziewczyńskich dni, gdy chichocząc pod nosem oglądałam w necie wózki i chusty. Już prawie wszystko było dobrze, te konfliktogenne czynniki odchodziły na dalszy plan, pojawiło się światełko w tunelu dla nas obojga i wtedy właśnie przyszedł do mnie jakiś oddalony i powiedział, że już nie wie czy mnie kocha. I że się wypaliło. Pożegnał się ze mną i podziękował mi za spędzony razem czas. I poszedł, i mnie zostawił. Z dnia na dzień.
Wgniotło mnie to w ziemię tak, że zabrakło mi siły na cokolwiek. Nie mogłam oddychać, nie mogłam sobie znaleźć miejsca, godzinami tłukłam się po pustym mieszkaniu i ryczałam. Nie spałam w nocy, jechałam na prochach uspokajających, bo bez nich nie byłam w stanie wyjść z domu. Ryczałam w sklepie i na ulicy, było mi głupio. Byłamz tym wszystkim sama, bo nie chciałam opowiadać przyjaciółkom, nie chciałam słuchać głodnych kawałków, że wszystko będzie super. Nie umiałam myśleć, że cokolwiek będzie super. Któregoś wieczoru napisałam do niego, że nie wytrzymuję, że sobie nie radzę. Nie przejął się, odpisał coś tak absurdalnego, że odebrało mi to resztki nadziei i dało poczucie, że tkwię w czymś niezdrowym i dziwnym.

Następnego dnia po tych smsach spotkałam się z nim, rozmawialiśmy kilka godzin, to znaczy ja na przemian płakałam, wrzeszczałam i wściekałam się, dlaczego nie daje mi szansy, a on głównie milczał albo podawał mi tak absurdalne powody, dla których już ze mną nie jest, że miałam wrażenie, że ze mnie kpi. Czułam się tak bezsilna jak nigdy dotąd, chociaż nie był to pierwszy raz, w którym czułam się przy nim bezsilna. Na pytanie, co do mnie czuje, odpowiadał, że nie wie.
Jakoś przy okazji wygadał się, że miał długą rozmowę z ex. Wiem, że wobec niej był w stanie zdobyć się na szczerość. Zazdrościłam jej i nadal zazdroszczę, że ona dostawała jego szczerość i empatię z automatu, a ja musiałam błagać, czekać, w naszej relacji jego szczerość była ekskluzywnym towarem. Napomknął mi, że jego ex zwierza się gdzieś na jakimś tematycznym forum.
Potem spotkaliśmy się jeszcze raz, przywiózł mi późnym wieczorem kwiaty na walentynki, siedziałam jak głupia z tymi kwiatami i płakałam, bo nie wiedziałam, czy przyniósł je z litości, czy z innego powodu, a on oczywiście milczał i nie robił nic, co by wskazywało, że jestem dla niego kimś więcej niż byłą, do której nadal czuje sympatię i pociąg fizyczny (zwłaszcza pociąg fizyczny, powiedział mi wprost, że liczył, że zostanie na noc i będziemy się kochać, tylko coś mu wypadło). Nie padła żadna deklaracja tycząca się uczuć, nic się nie wyjaśniło, po prostu "czuł potrzebę". I świetnie się bawił, bo byłam wcięta i uważał, że to urocze, a ja po prostu próbowałam się znieczulić i za nic nie było mi do śmiechu. Czułam się potraktowana jak idiotka, jak taki pozbawiony refleksji materac. Byłam szczęśliwa że przyjechał, ale ulżyło mi, kiedy wyszedł pół godziny później. Nie wiedziałam, co mam czuć i na co mogę sobie pozwolić, i czy mam pieprznąć tymi kwiatami przez okno, czy z pietyzmem wstawić je w wazon. Ostatecznie wstawiłam je w ten wazon.

Uznałam jego ex za ostatnią deskę ratunku. Znalazłam to forum, jej posty, znalazłam to, co o nim pisze i to, co jej mówił po naszym rozstaniu. I mnie zatkało. Powiedział jej, że mnie kocha i ani trochę nie przestał kochać, że jestem dla niego kimś wyjątkowym, kimś, przy kim czuje się idealnie, że sama moja obecność sprawia, że jest szczęśliwy, że te problemy, które nas rozdzieliły, tak naprawdę nie stanowią dla niego przeszkody. W pierwszym odruchu miałam ochotę skakać ze szczęścia. W drugim uświadomiłam sobie to cholerne "ale". Nie powiedział tego mnie. To było tak inne od tego, co mi przedstawił, że nie umiem znaleźć w tym sensu. Patrzył, jak mnie skręca z bólu i strachu, i nic nie powiedział. Pozwolił mi wierzyć że staję się mu obojętna, i nic nie powiedział. Odechciało mi się dosłownie żyć jak odszedł, straciłam grunt pod nogami, a to wszystko było jakąś pieprzoną szopką, która nie wiem co miała na celu. Nie wiem, czy to był jakiś test, czy cokolwiek. Nie wiem, do czego to miało prowadzić. Nie wiem, jak można coś takiego zrobić komuś, kogo się kocha. Rozpieprzył mi wszystko w kawałki, świadomie. Poczułam się tak nieziemsko zraniona, że nie umiem za bardzo tego opisać. Patrzył, jak się sypię, jak ryczę, nie wiem po jaką cholerę. W życiu bym nikomu tego nie zrobiła, a zwłaszcza jemu. Nie jestem święta, ale nie wyobrażam sobie, żeby z kimś tak pogrywać.
Wczoraj przyjechał jakby nigdy nic, na kolację i wino, z nadzieją wspólnej nocy i bez żadnej deklaracji słownej, bez żadnych wątpliwości, jak gdyby ten wątek fajnej zabawy snuł się dalej mimo jego odejścia i jak gdyby moja akceptacja była oczywista. Zaproponowałam spanie na osobnych łóżkach (przecież się rozstaliśmy), zaczął się zbierać do domu. Poczułam się dotknięta do żywego i powiedziałam mu, że czytałam jej posty. Że wiem o wszystkim. Wściekł się, wściekł się strasznie. Skreślił mnie od razu. Nie było żadnego momentu zastanowienia, żadnej próby zrozumienia, dlaczego to robiłam, tylko oskarżenia, że go sprawdzam, jakbym nakryła go na czymś złym. W ogóle nie chciał mnie słuchać. Tak, kocha mnie, nie powiedział mi o tym BO NIE, nie obchodziły go moje reakcje BO NIE, poza tym nic miedzy nami nie będzie, bo ośmieliłam się to przeczytać. Przez cały nasz związek nie tknęłam jego telefonu, nie zajrzałam mu na maila, na komunikatory, nigdzie, mimo że mogłabym bez problemu, ale wychodziłam z założenia, że jeśli to zrobię, to to przekreśli całe zaufanie, jakie próbujemy między sobą zbudować, a bez chociaż szczątkowego zaufania nasza relacja nie ma racji bytu. Żeby było śmieszniej, on faktycznie przez jakiś czas spotykał się za moimi plecami z inną dziewczyną, co prawda tylko na kawę, ale ukrywał to przede mną, nie wiem po co, skoro to była tylko niewinna kawa. Nie miałam o niczym pojęcia, sam się przyznał, czułam się oszukana i straciłam zaufanie, ale wybaczyłam i nie kontrolowałam go później, próbowałam wierzyć na słowo, chociaż podejrzliwość i niepokój zostały mi do dzisiaj.
Nie szukałam tych postów, żeby go "sprawdzać". Szukałam ich, żeby chociaż trochę rozjaśnić sobie tę pieprzoną huśtawkę. Nie interesuje mnie życie uczuciowe jego ex ani ich rozmowy i nie zamierzam tego więcej tknąć. Ma prawo do prywatności. Czułam niesmak, czytając to. Przeleciałam te posty po łebkach.

Nie wiem, co się ze mną stało. Byłam taka niezależna, taka pewna siebie, nie potrzebowałam nikogo, żeby czuć się spełnioną. Od pół roku - odkąd pojawiły sie konflikty - żyję na nieustannej huśtawce. Wiem, że jest w tym sporo mojej winy, ale nie potrafię sobie poradzić ze swoją metamorfozą w tę cholerną kałużę nieszczęścia. Nie wiem, czy mogę połączyć bycie dawną sobą i bycie z nim, nie wiem, czy on nie potrzebuje właśnie takiej oddanej wyznawczyni, a we mnie coś pękło, już nie mogę dłużej bezkrytycznie go czcić, nie po tym chorym cyrku, jaki mi zafundował. Dla mnie to kompletny brak szacunku do moich uczuć i jest to mniej wybaczalne, niż gdyby mnie zdradził. Nie wiem, czy w ogóle możemy ze sobą być, kim bym nie była. I wiem, że nie chcę nigdy więcej być tym, kim byłam przez ostatnie miesiące. Chcę z powrotem dawną siebie. I chcę, żeby szanował moje uczucia, ale to chyba niemożliwe. Nie wiem już.
I nie bardzo wiem, co mam na celu, pisząc tutaj. Chyba potrzebuję, żeby ktoś pomógł mi zrozumieć to, co dzieje się wokół mnie. Bliskim nie powiem, wstydzę się. Udaję przed nimi, że żyję w jaimś cukierkowym raju z księciem z bajki. Trudno mi mówić o słabościach.
    • nie.poprawna Re: Nie poznaję partnera, nie poznaję siebie 16.02.14, 20:10
      ehhhh... daj sobie troche czasu. Narazie wszystko jest za swierze, reagujesz bardzo emocjonalnie. facet to nie koniec swiata, zobaczysz za pare lat bedziesz sie z tego smiala. Zajmij sie soba i pokaz mu kto tu jest gora. Koles pewnie nie dojrzal do zwiazku, sam nie wie czego chce i wystraszyl sie odpowiedzialnosci. Troche szacunku dla siebie! Niech spada!
      • elisif Re: Nie poznaję partnera, nie poznaję siebie 16.02.14, 20:18
        Nawet jeśli, to nie rozumiem, czemu o jego uczuciach czy planach wobec mnie muszę się dowiadywać stalkując jego byłą. Nie wiem, czemu na luzie patrzył jak mnie skręca po rozstaniu i po co właściwie było to rozstanie. Nie wiem, czemu ciągle do mnie przychodził, licząc na dobrą zabawę, świadomy, jak mnie skręca od tego wszystkiego. Wiem, brzmi jakby to był gówniarz z gimnazjum, ale to jest dorosły mężczyzna, dawno po studiach, poukładane życie. Dużo poważniejszy niż ja, zdawałoby się.
        • elisif Re: Nie poznaję partnera, nie poznaję siebie 16.02.14, 20:23
          To był mój pierwszy tak poważny związek, nie pozbawiony wad, ale w sumie dobry mimo różnic. Z nikim nigdy tyle nie planowałam, żyłam z dnia na dzień. Docieraliśmy się przez jakiś czas, było bajecznie, potem zaczął się kryzys (z zewnętrznych powodów) i dopiero wtedy zaczęłam mieć wrażenie, że tak naprawdę nie da się do niego dotrzeć, że jest zbyt zapatrzony w siebie, że uznaje tylko własne racje, a nawet jeśli nie, to ważniejsza jest jego duma niż moje uczucia. Kiedyś sam mi powiedział, że nie umie się przyznać do błędu.
        • nie.poprawna Re: Nie poznaję partnera, nie poznaję siebie 16.02.14, 20:27
          Czemu przychodzil to chyba sama wiesz... A ze o uczuciach nie rozmawial hmmm , dla mnie to poprostu poza faceta, ktory chce sie zabawic bez powaznego zwiazku, nie ma juz 15 lat wiec wie co mowic zeby zjednac sobie kobiete. Szkoda ze musisz za to placic wlasnymi nerwami. Zapomnij o nim jak najszybciej!
          • urszula.slo Re: Nie poznaję partnera, nie poznaję siebie 16.02.14, 20:57
            Sprawa może być bardziej skomplikowana niż się to wydaje. Za mało napisałaś o nim - ile ma lat, dlaczego się rozstał z byłą, jakim typem człowieka jest w ogóle (ok, napisałaś, że nie umie się przyznać do błędu - nieładna cecha).

            A twój "bagaż"? Z postu można wnioskować, iż jesteś emocjonalnie bardzo zrównoważoną osobą (nie jesteś podejrzliwa, zazdrosna, ufasz itd itd; a twoja reakcja na jego odejście jest jak najbardziej "w normie"). Ale na pewno masz jakąś skłonność, jakąś "namiętność", czyli cechę, która go w pewien sposób przeraża/odstrasza itd itd.?

            To, że to wszystko było pewnego rodzaju "testem", jest całkiem możliwe, znam takie przypadki. Może zaczął się bać samego siebie, siły własnej miłości. I żeby udowodnić sobie, iż nadal jest "bezbłędny" (tak, to, że się kogoś bardzo kocha, w odczuciu niektórych może być poważnym "błędem", dowodem "słabości", zależności itd.), obserwuje twoje męki.

            Nie wiem. Trudno tak przez forum, nie znając osoby, być mądrym.
            • elisif Re: Nie poznaję partnera, nie poznaję siebie 16.02.14, 21:09
              Jest lekko po trzydziestce, parę lat starszy ode mnie. Z byłą się rozstał bo uczuć zabrakło (z jej strony nie, nadal go kocha, to jest jedna z jego nierozwiązanych spraw - ona jest od niego bardzo silnie uzależniona emocjonalnie, a on jest wobec niej takim typem starszego brata, czuje się chyba zobowiązany. Trochę jej tego zazdroszczę, bo wobec mnie o takiej empatii nie ma mowy). Jest cholerykiem. Nie znoszę tego. Ale wydawało się, że chce nad sobą pracować, nawet chciał chodzić na terapię, tylko wszystko się jakoś rozmyło. Chyba by eksplodował, gdyby się dowiedział, że tu piszę. Zwierzenia jego ex w necie mu nie przeszkadzają, sam żalił się na mnie znajomym - jego przyjaciółki mnie nie cierpią i wręcz nalegały, żeby się mnie pozbył - ale kiedy ja kilka razy ośmieliłam się wspomnieć o naszych problemach przyjaciołom, był wściekły.

              Ja jestem zazdrosna, niestety, i podejrzliwa. Staram się nie być, nie zawsze mi wychodzi. Od czasu, jak się okazało, że prowadził jakieś znajomości za moimi plecami, trudno mi mu zaufać. No ale pracowałam nad tym.

              > To, że to wszystko było pewnego rodzaju "testem", jest całkiem możliwe, znam ta
              > kie przypadki. Może zaczął się bać samego siebie, siły własnej miłości. I żeby
              > udowodnić sobie, iż nadal jest "bezbłędny" (tak, to, że się kogoś bardzo kocha,
              > w odczuciu niektórych może być poważnym "błędem", dowodem "słabości", zależnoś
              > ci itd.), obserwuje twoje męki.

              Jeśli to prawda, to ja chyba nie będę w stanie mu tego wybaczyć.
              • elisif Re: Nie poznaję partnera, nie poznaję siebie 16.02.14, 21:18
                I boli mnie, boli jak cholera, że jak mu się przyznałam do podczytywania jego byłej, to jedyną reakcją była czysta zimna wściekłość i odsunięcie się ode mnie. I oczywiście momentalna informacja o nieodwołalnym rozstaniu. Wiem, że to jej sprawy, że nie powinnam, ale spędziłam chyba godzinę powtarzając, że jedyne, czego tam szukałam, to zrozumienia, bo nie wiedziałam, dlaczego tak się zachowuje wobec mnie, a nie był łaskaw niczego mi wyjaśnić. To chyba ze mną powinien rozmawiać na takie tematy, nie z nią. Nie chciał mnie słuchać, odwracał się do mnie plecami, wszystko to było takim jednym wielkim upokarzającym spektaklem.
              • okruchlodu Re: Nie poznaję partnera, nie poznaję siebie 16.02.14, 23:26
                to jest jedna z jego nierozwiąz
                > anych spraw - ona jest od niego bardzo silnie uzależniona emocjonalnie, a on je
                > st wobec niej takim typem starszego brata, czuje się chyba zobowiązany

                Gdyby faktycznie zależało mu na jej szczęściu to zakończyłby tę znajomość. Dzięki temu dziewczyna pocierpiałaby ale uwolniłaby się od niego. Jestem pewna, że 30-letni pan, nawet na granicy normy intelektualnej, dobrze o tym wie. Robi to bo żal mu z czegoś rezygnować. Z Tobą robi podobnie. Niby kończy ale chce się spotykać. Może pan lubi mieć wianuszek cierpiących z miłości kobiet? Może lubi pielęgnować te znajomości bo to zwyczajnie go dowartościowuje?

                Może z tego samego powodu nie mówi o swoich uczuciach Tobie tylko jej? Nie chce się z eks wiązać ale czerpie jakieś korzyści z tej relacji. Mówiąc o swoich uczuciach do Ciebie pozbywa się poczucia winy, że biednej dziewczynie robi nadzieje? Bo słysząc, że jest w Tobie tak bardzo zakochany ona nie może już nic więcej od niego wymagać.
                Chyba, że podszywa się pod tamtą dziewczynę? W końcu to on dał Ci namiary. W jakim celu? Może chce przeciągnąć w czasie to Wasze rozstanie? Żeby Cię ukarać za coś? Może liczy na to, że zmięknie Ci rura i coś ugra? Może boi się, że przesadzi więc stosuje jakieś chore gierki, żeby dać Ci nadzieje?

                Jak dla mnie nie ma to większego znaczenia która opcja to będzie. Jeśli ta pierwsza to miej rzesz dziewczyno honor i się za nim nie uganiaj. Weź się garść, przestań płakać, marudzić, walczyć (nie spotykaj się z nim do czasu aż nie nabierzesz dystansu). Zacznij traktować go jak kumpla, nie okazuj uczuć, zazdrości itp. A poza tym zadbaj o siebie i zacznij umawiać się z innymi. Albo poczuj zazdrość i zawalczy albo w między czasie poznasz innego.
                Jeśli to ta druga opcja to odpuść sobie bo prędzej popadniesz w paranoje niż odgadniesz ten jego chory plan. A jeśli on zauważy, że nic z tym nie robisz to większa szansa, że zrezygnuje z takich podchodów. Poza tym rady są takie same jak wyżej.
                • elisif Re: Nie poznaję partnera, nie poznaję siebie 17.02.14, 00:19
                  Nie, to ona pisała, na pewno. Utrzymuje z nią kontakt, bo ma wobec niej zobowiązania, które zamyka, byli ze sobą kilka lat. Wiem, że chciałby to skończyć. Wiem, że ranienie jej przychodzi mu trudniej niż ranienie mnie, bo ona jest taka biedna i niewinna, a ja... no cóż, a ja widać nie jestem.
                  Najgorsze dla mnie jest to, że praktycznie w ogóle nie mamy wspólnych znajomych. Mamy różne środowiska, odmienne pasje. A mimo to jego koleżanki mnie nie znoszą. Na oczy bab nie widziałam, nie zrobiłam im nic złego. Zawsze był otoczony wianuszkiem przyjaciółek, większość mniej lub bardziej skrycie marzyła, że go poderwie. Zupełne przeciwieństwo mnie, ja mam kumpli, ale żaden się za mną nie ugania, zresztą wcale tego nie potrzebuję.
                  Przez ostatnie miesiące nie mogłam znaleźć pracy i pozostawałam na jego utrzymaniu. On się wściekał, zarzucał mi lenistwo, brak starań. Szukałam tej pracy naprawdę intensywnie i nic. Skończyłam niezbyt praktyczne studia, doświadczenie zawodowe mam, ale widać nie byłam w stanie nikogo zainteresować. Żalił się znajomym. Koleżanki szczerze życzyły mu rozstania z pasożytem, jakim w ich oczach byłam ja, jedna nawet miała jasne pretensje, że nie wybierze jej i się ze mną nie rozstanie. Powiedział mi o tym. Mało nie umarłam z upokorzenia.
                  No i nie mam nikogo, kto zna jego i mnie na tyle dobrze, żeby wziąć moją stronę. Kompletnie nikogo.

                  Był u mnie przed chwilą, bo jestem chora, przywiózł mi leki, wyprowadził psa, ale wszystko to w aurze wręcz pokazowej obojętności i milczenia. Nie zamieniliśmy ani jednego zdania poza formalnościami. Pożegnał się i poszedł.
                  W przyszłym tygodniu się przeprowadzam, będę mieć bliżej znajomych, mam nadzieję, że odetchnę. Chcę się trochę od niego odciąć, w ostatnich miesiącach praktycznie w ogóle zarzuciłam życie towarzyskie. Zobaczymy.
                  • okruchlodu Re: Nie poznaję partnera, nie poznaję siebie 17.02.14, 01:01
                    A jakie to zobowiązania, które zamyka przez tyle czasu? JAKIE?

                    Wiem, że chciałby to skończyć. Wie
                    > m, że ranienie jej przychodzi mu trudniej niż ranienie mnie, bo ona jest taka b
                    > iedna i niewinna, a ja... no cóż, a ja widać nie jestem.

                    "A przed nim bieży baranek a nad nim lata motylek".
                    A może tylko zgrywa się na sympatycznego eksa, który martwi się o byłą? Może to taka manipulacja? "Bądź miła jak moja eks to może też się postaram"?

                    Na oczy bab nie widziałam, nie zrobiłam im nic złego. Zawsze był otoczony w
                    > ianuszkiem przyjaciółek, większość mniej lub bardziej skrycie marzyła, że go po
                    > derwie

                    Czyli jednak pan lubi mieć wianuszek zakochanych kobiet w odwodzie? To normalne, że Cię nie lubią bo są zazdrosne. Na szczęście nie długo. Jeśli tak dalej będziesz się zachowywać to szybko trafisz do ich grona i będziecie wspólnie nienawidzić tej pani od kawy.

                    > Przez ostatnie miesiące nie mogłam znaleźć pracy i pozostawałam na jego utrzyma
                    > niu. On się wściekał, zarzucał mi lenistwo, brak starań. Szukałam tej pracy nap
                    > rawdę intensywnie i nic. Skończyłam niezbyt praktyczne studia, doświadczenie za
                    > wodowe mam, ale widać nie byłam w stanie nikogo zainteresować. Żalił się znajo
                    > mym. Koleżanki szczerze życzyły mu rozstania z pasożytem, jakim w ich oczach by
                    > łam ja, jedna nawet miała jasne pretensje, że nie wybierze jej i się ze mną nie
                    > rozstanie. Powiedział mi o tym. Mało nie umarłam z upokorzenia.

                    A Ty mimo wszystko dalej brnęłaś w ten związek? Dlaczego? Pan na Twoim nieszczęściu budował sobie zainteresowanie jakiejś bandy desperatek. Dobrze dla Ciebie, że to wyszło przed ślubem i dziećmi.

                    > W przyszłym tygodniu się przeprowadzam, będę mieć bliżej znajomych, mam nadziej
                    > ę, że odetchnę. Chcę się trochę od niego odciąć, w ostatnich miesiącach praktyc
                    > znie w ogóle zarzuciłam życie towarzyskie. Zobaczymy.

                    Wreszcie jakieś sensowny pomysł. Może znajomi dodadzą Ci siły.
                    Choć obawiam się, że skoro tyle już wytrwałaś to teraz też tego nie skończysz. Dasz jeszcze sobą pomiatać aż pan się Tobą znudzi i znajdzie sobie następną ofiarę. Oby tak zrobił. Bo inaczej będzie marnować Twój czas.

                    Szkoda czytać takie posty bo człowiek wie, że ktoś marnuje sobie kawał życia a pomóc mu nie można bo i tak nie posłucha:-(
                  • horpyna4 Re: Nie poznaję partnera, nie poznaję siebie 17.02.14, 08:08
                    Dziewczyno, opamiętaj się i skreśl tego popaprańca raz na zawsze. Ciesz się, że nie masz z nim dziecka, bo to byłaby tragedia - musiałabyś palanta widywać, bo przecież miałby prawa rodzicielskie. A on dalej znęcałby się nad Tobą psychicznie.

                    Posłuchaj rady starej, doświadczonej wiedźmy i uznaj znajomość z tym gościem za niebyłą. Nie wpuszczaj go do domu, nawet jak będzie "dobry" i "troskliwy", bo to tylko pajęczyna, żebyś była skutecznie omotana. On jest po prostu sadystą i skutecznym manipulantem, a od takich należy trzymać się z daleka.
                    • elisif Re: Nie poznaję partnera, nie poznaję siebie 17.02.14, 10:30
                      Trwające latami niedomknięte sprawy z byłą mogą zaistnieć jak najbardziej, nie chcę rozwijać, bo to nie ma znaczenia dla sprawy, ale są i są jak najbardziej realne. Nie, dzieci nie ma.

                      Nie wiem, pewnie zabrzmię jak idiotka, ale zastanawiam się, czy nie przegięłam opisując tylko złe strony. Dobre też są. Kiedyś było więcej, fakt, ale kiedyś nie było tego mojego braku pracy, jego problemów finansowych, ogólnie było spokojniej, stabilniej i nie było tylu czynników, które mogły coś psuć. Ale nie było tak, że czułam się omotana przez sadystę. Nie znęcał się nade mną. Był zwykłym, dość trudnym, ale kochającym facetem. Robił dla mnie wszystko, pomagał bezinteresownie mojej rodzinie, a moja rodzina to ludzie, z którymi najlepiej wychodzi się na zdjęciu. Po raz pierwszy trafiłam na kogoś, komu by tak na mnie zależało. Poprzednie związki były jakieś takie... wyprane z zaangażowania. Nie robił mi takich numerów jak teraz, nigdy. Nie wiem co mu się stało, nie poznaję go.
                      Koleżanki znają go dłużej niż ja, były przede mną, część czekała aż rozstanie się z ex i będzie do wzięcia, a on zamiast tego trafił na mnie i się zakochał. Wiem, że są zazdrosne. On czasem to widzi, a czasem nie. Z tą narbardziej natrętną zerwał kontakt, bo był zmęczony ciągłymi propozycjami z jej strony.

                      • elisif Re: Nie poznaję partnera, nie poznaję siebie 17.02.14, 11:44
                        Oczywiście ostrzegł byłą, że ją czytałam "i na pewno będę to robić dalej, więc żeby uważała". W ogóle mnie nie obchodzi co ona tam pisze. Po co mam tam zaglądać? Nie interesują mnie jej sprawy. Już pomijam, że to otwarte forum i każdy mógł to przeczytać, tam samo jak ona może teraz przeczytać mnie.

                        Nie poznaję go, kiedy teraz rozmawiamy. Jest obcy, daleki, pozbawiony jakiejkolwiek samokrytyki, wie, że mnie zranił, ale to nie stanowi dla niego problemu, bo "zareagowałam niewspółmiernie". Nie chce mu się rozmawiać, szkoda mu czasu na mnie. Nie stać go na przeprosiny, bo moim zdaniem na nie nie zasługuję. Chyba już wiem, po co był ten cały cyrk. Chciał w jakiś chory sposób zademonstrować jej, co by było, gdyby zmusił się do bycia z nią - na co ona liczy cały czas - jednocześnie nie żywiąc do niej żadnych uczuć, czy coś takiego, nie wiem, dla mnie to jest tak wynaturzona zagrywka że trudno mi to pojąć. Zamiast uciąć tę znajomość jak normalny człowiek, chciał, żeby ona sama chciała ją uciąć, w międzyczasie wywracając mój świat do góry nogami, a potem wrócić do mnie jak gdyby nigdy nic. Boże, byłam bliska skończenia ze sobą. Ciekawe, jak by to potraktował. Chyba jako wypadek przy pracy.

                        Nie wybaczę mu tego, nie jestem w stanie, nie wybaczę mu, że próbował poukładać emocje byłej tak cholernym moim kosztem. Nic z tego nie będzie. Jest mi przeraźliwie ciężko, nie mogę uwierzyć, że mógł mi zrobić coś takiego, no nie mogę. To nie jest człowiek, którego pokochałam, to jest jakieś okrutne socjopatyczne monstrum. Nie wiem, co się stało z tym człowiekiem. Chyba dawno już umarł.

                        Rozważam zmianę nie tylko adresu, ale też miasta, rzucenia wszystkiego i powrotu w rodzinne strony. Jestem potwornie zmęczona.
                        • elisif Re: Nie poznaję partnera, nie poznaję siebie 17.02.14, 11:56
                          Jego zdaniem nie zasługuję na przeprosiny, nie moim. Jestem zdenerwowana i mi się wszystko myli. Przepraszam.
                        • okruchlodu Re: Nie poznaję partnera, nie poznaję siebie 17.02.14, 16:08
                          Jest obcy, daleki, pozbawiony jakiejkol
                          > wiek samokrytyki, wie, że mnie zranił, ale to nie stanowi dla niego problemu,
                          > bo "zareagowałam niewspółmiernie". Nie chce mu się rozmawiać, szkoda mu czasu n
                          > a mnie. Nie stać go na przeprosiny, bo moim zdaniem na nie nie zasługuję.

                          Całym sobą mówi "mam Cię gdzieś".

                          Chciał w jakiś chory sposób zademonstrować
                          > jej, co by było, gdyby zmusił się do bycia z nią - na co ona liczy cały czas -
                          > jednocześnie nie żywiąc do niej żadnych uczuć, czy coś takiego, nie wiem, dla m
                          > nie to jest tak wynaturzona zagrywka że trudno mi to pojąć. Zamiast uciąć tę zn
                          > ajomość jak normalny człowiek, chciał, żeby ona sama chciała ją uciąć, w między
                          > czasie wywracając mój świat do góry nogami, a potem wrócić do mnie jak gdyby ni
                          > gdy nic.

                          Bełkot, nie ma w tym grama logiki. Wmawiasz sobie bo chcesz wierzyć, że panu faktycznie na Tobie zależy a z byłą łączy go tylko chęć bycia dobrym. Znajomość z nią daje mu jakieś korzyści, dlatego jej nie kończy! Może to fajna dupa, tylko mu się znudziła bo podobnie do ciebie uganiała się za nim. Żal mu całkowicie się odcinać. Podobnie robi z Tobą. Nudzi mu się ale nie ma jeszcze na oku nikogo "lepszego". Te koleżanki są pewnie Waszego pokroju więc też nie ma z czego wybierać.

                          > Rozważam zmianę nie tylko adresu, ale też miasta, rzucenia wszystkiego i powrot
                          > u w rodzinne strony. Jestem potwornie zmęczona.

                          To będzie najlepsza opcja. Jeśli jednak nie dasz rady odejść to musisz wziąć się w garść. Zacznij zachowywać się z godnością! Wymagaj dobrego traktowania, zasłużyłaś na przeprosiny i jego starania. Pokaż panu, że jesteś gotowa w każdej chwili zakończyć ten związek. Musisz sama uwierzyć, że zasługujesz na coś lepszego. Pan nie umie przepraszać? Czas, żeby się nauczył!
                      • okruchlodu Re: Nie poznaję partnera, nie poznaję siebie 17.02.14, 15:27
                        > Trwające latami niedomknięte sprawy z byłą mogą zaistnieć jak najbardziej, nie
                        > chcę rozwijać, bo to nie ma znaczenia dla sprawy, ale są i są jak najbardziej r
                        > ealne. Nie, dzieci nie ma.

                        Nie chcesz napisać bo nie mają znaczenia czy właśnie dlatego, że masz tą wewnętrzną świadomość, że sama siebie oszukujesz? Gdyby nie miało znaczenia to dlaczego właściwie miałabyś o tym nie pisać?

                        W
                        > iem, że są zazdrosne.

                        Dobra rada. Nigdy nie ładuj się w związek po to, żeby innej kobiecie zrobić na złość lub coś sobie udowodnić.
                        • elisif Re: Nie poznaję partnera, nie poznaję siebie 17.02.14, 16:01
                          > Nie chcesz napisać bo nie mają znaczenia czy właśnie dlatego, że masz tą wewnęt
                          > rzną świadomość, że sama siebie oszukujesz?

                          Nie chcę, bo mogę tu radośnie wywlekać sprawy tyczące się mnie, ale wywlekanie cudzych jest zbędne.

                          > Dobra rada. Nigdy nie ładuj się w związek po to, żeby innej kobiecie zrobić na
                          > złość lub coś sobie udowodnić.
                          Spoko, jeśli kiedyś będę miała zamiar, to wezmę to pod uwagę. Nie wiem natomiast, skąd wniosek. W związek władowałam się, bo się zakochałam, kwestia jego groupies pojawiła się później, z początku nie miałam o nich pojęcia. Ogólnie nie zdarzyło mi się wiązanie z kimś tylko po to, żeby robić na złość obcej babie. Z kolei rezygnacja z relacji "bo jego koleżanka jest zazdrosna" to żaden powód, abstrahując już od omawianego przypadku.
                          • okruchlodu Re: Nie poznaję partnera, nie poznaję siebie 17.02.14, 16:20
                            > Nie chcę, bo mogę tu radośnie wywlekać sprawy tyczące się mnie, ale wywlekanie
                            > cudzych jest zbędne.

                            Szczerze mówiąc nie przychodzi mi do głowy nic takiego co MUSIAŁOBY przez kilka lat łączyć kogoś z byłą dziewczyną a już na pewno na takiej stopie, żeby rozmawiać z nią na prywatne tematy.

                            Obstawiam, że jednak się oszukujesz bo prawda nie jest dla Ciebie wygodna. Ale może oczywiście się mylę. Tak czy inaczej życzę powodzenia i polecam Ci tą lekturę:

                            z2.frix.pl/frix268/05f990b5002aa0cf4c7c9675/Argov%20Sherry%20-%20Dlaczego%20m%C4%99%C5%BCczy%C5%BAni%20kochaj%C4%85%20zo%C5%82zy.pdf
                    • zuzi.1 Re: Nie poznaję partnera, nie poznaję siebie 17.02.14, 13:20
                      Dokładnie, dobrze Ci horpyna napisała.Poczytaj sobie tego bloga o manipulacjach:
                      mojedwieglowy.blogspot.com/
                      • elisif Re: Nie poznaję partnera, nie poznaję siebie 17.02.14, 15:12
                        Znam tego bloga, już go kiedyś czytałam i za wszelką cenę próbowałam sobie wmówić, że to nie o mnie. Chyba będę musiała przeczytać ponownie. Zresztą prawdę mówiąc wcale mi się nie chce. Chcę tylko spokoju. Jestem strasznie zmęczona.
                        Powiedziałam mu, że się wyprowadzam. Decyzja podjęta, chcę wrócić do domu. Nie dosłownie, bo domu rodzinnego niestety nie mam, ale do miejsc, które znam. Wyrzuca mi, że "mówiłaś że mnie kochasz", "mówiłaś, że chcesz zrobić wszystko", jest rozżalony. Jasne, że kocham, to nie mija z dnia na dzień. Jasne, że do pewnego czasu chciałam zrobić wszystko. Ale potem rzucił mnie dwa razy, w ciągu paru dni, najpierw żeby ułatwić życie byłej, a potem, bo śmiałam czytać to, co publicznie pisała w sieci na jego i mój temat.
                        • horpyna4 Re: Nie poznaję partnera, nie poznaję siebie 17.02.14, 16:59
                          No widzisz - on uważa, że Ty masz obowiązek jego kochać, a on może robić co chce. Najlepiej w ogóle nie daj wciągnąć się w jakiekolwiek dyskusje, bo gość ma już niezłe osiągnięcia w praniu Twojego mózgu. Jeszcze gotów Ci wmówić, że go krzywdzisz.

                          I naprawdę przestań to wszystko rozpamiętywać, jeżeli chcesz zacząć normalnie żyć.
                          • elisif Re: Nie poznaję partnera, nie poznaję siebie 17.02.14, 18:11
                            Nie rozpamiętuję, bez obaw. Jest mi ciężko, oczywiście. Prawdę mówiąc jest mi ciężko jak cholera i wiem, że kiedy ta spowodowana wściekłością determinacja trochę opadnie, będzie mi jeszcze ciężej. Dlatego pozwolę sobie jeszcze tutaj pisać, dopóki nie pozamykam wszystkich spraw i nie wsiądę w samochód, i dopóki ten samochód nie ruszy - bo boję się, że zmięknę i za jakiś czas znowu sytuacja się powtórzy. Chociaż nie wiem, co gorszego mógłby mi zrobić. Nie wyobrażam sobie większego świństwa. Bardziej wytrzeć butów o moje uczucia się nie dało.
                            • nie.poprawna Re: Nie poznaję partnera, nie poznaję siebie 17.02.14, 21:39
                              Zmiana srodowiska to bardzo dobry pomysl, rozpamietywanie tego co bylo juz nic nie zmieni. moze to dobra okazja zeby zmienic cos w swoim zyciu i kto wie moze zacznie sie dla ciebie jakis nowy lepszy rozdzial. Facet to nie wszystko.
                              • elisif Re: Nie poznaję partnera, nie poznaję siebie 18.02.14, 03:34
                                Urżnęłam się i właśnie piszę pożegnalnego maila, którego pewnie nigdy nie wyślę. Miał być taką formą autoterapii, żeby do mnie dotarło, że coś się kończy, że pogodzona ze sobą i ze wszystkim zamykam ten rozdział za sobą. Tymczasem zaczęłam wyliczać sobie wszystkie piękne chwile i wyszła mi jakaś nieskończona ich ilość. Nawet nie pamiętałam, że tyle tego było. Ktoś, kto nie zna obecnej sytuacji, pomyślałby, że żyłam w raju. Ratunku.
                                • horpyna4 Re: Nie poznaję partnera, nie poznaję siebie 18.02.14, 08:00
                                  Czyli jednak rozpamiętujesz, a my Ci tu przecież tłumaczymy, że to nie ma sensu. Zatrzaśnij za przeszłością drzwi przeciwpożarowe i nie wracaj do tego. Bo jak będziesz rozdrapywać, to nigdy się nie zagoi.
                                  • elisif Re: Nie poznaję partnera, nie poznaję siebie 18.02.14, 08:46
                                    Już jest lepiej, ale łatwo nie będzie. To nie jest coś, o czym mogę tak po prostu zapomnieć. Zmienił się bardzo szybko, przez długi czas miałam przy sobie ideał.
                                    • horpyna4 Re: Nie poznaję partnera, nie poznaję siebie 18.02.14, 10:02
                                      Po prostu dobrze grał i w ten sposób Cię urabiał. Przyjmij to wreszcie do wiadomości i spuść na niego wodę.
    • malami115 Re: Nie poznaję partnera, nie poznaję siebie 18.02.14, 10:24
      Potrzebujesz psychologa...
      • nie.poprawna Re: Nie poznaję partnera, nie poznaję siebie 18.02.14, 10:39
        Chyba tak. Nie wiem jak mozna popadac w takie stany, no moze jak sie ma 17 lat. Nie chce Cie krytykowac, poprostu uwazam ze to juz przesada, daj sobie pomoc.
        • elisif Re: Nie poznaję partnera, nie poznaję siebie 18.02.14, 13:42
          Ale w jakie stany, że mi ciężko po rozstaniu, które nastąpiło z dnia na dzień? To jest nienormalne?
          • elisif Re: Nie poznaję partnera, nie poznaję siebie 18.02.14, 14:14
            Dziewczyny, ja wiem, że to było toksyczne, wiem że z waszego punktu widzenia powinnam się cieszyć, ze to zamykam, ale to ja tkwiłam w tym związku i jakoś trudno mi się pogodzić z utratą wszystkiego, co w nim było dobre, i przejść nad tym do porządku dziennego. Bo bywały i dobre rzeczy. Przez pewien czas to była najlepsza relacja w moim życiu i to nie dlatego, że pozostałe były takie słabe, tylko dlatego, że po prostu kiedyś było idealnie. I to nie przez pierwsze tygodnie.

            Na psychologa nie mam w tej chwili czasu, muszę pozamykać swoje sprawy (niezwiązane ze związkiem). Jak już wszystko sobie poustawiam, to pewnie się przejdę, ale nie tylko z powodu faceta, ale i paru innych spraw. Jestem po prostu przemęczona. I sorry, ale nie jest regułą, że dół i rozpacz po rozpadzie związku "wypada" tylko jak się ma 17 lat. Nie zamierzam ani się w tym pławić, ani tego wstydzić.
            • nie_alicja Re: Nie poznaję partnera, nie poznaję siebie 18.02.14, 18:04
              elsif, masz prawo być w rozsypce i nie ma co tego tłumić. potrzebujesz czasu, żeby ogarnąć całą sytuację. ponieważ jednak jesteś w nią mocno zaangażowana emocjonalnie, nie widzisz tego, co dla postronnym osób jest jasne: on Tobą manipuluje.

              kiedy już przestaniesz się roztkliwiać wspomnieniami, powinno dotrzeć do Ciebie, że kochający, a nawet tylko empatyczny partner w żadnym razie nie pogrywa sobie tak z uczuciami drugiej strony.
              żaden zdrowy psychicznie, bo wygląda na to, że Twój Romeo ma pod tym względem niezłe deficyty.

              brak pracy to dolegliwość, która dotyka głównie tego, kto jej szuka. jeśli nie leżałaś całymi dniami na kanapie z tekstem "jakoś to będzie", zachowanie pana - niemiłe komentarze i obmawianie Cię przed jego koleżankami - jest, bardzo delikatnie rzecz ujmując, wysoce nie na miejscu. tak nie robi nikt, kto szanuje uczucia drugiej osoby.

              wytarzaj się więc może w swoim smutku - to zupełnie naturalne - ale nie zostawaj w nim zbyt długo. dziewczyny mają rację, ten facet to narcyz i energetyczny wampir, utrzymujący wianuszek adoratorek i czerpiący z nich energię. "zabawa" z Tobą mocno podładowuje mu akumulatorki. zerwał definitywnie i nieodwołalnie, ale wraca, żeby popatrzeć. ba! nawet zarzuca Ci, że planujesz się odciąć i wyjechać! no jak możesz, zła kobieto?
              zostań i cierp na jego oczach, w nagrodę może Cię przeleci.

              sorry, ale to psychol. może teraz uznasz tę opinię za zbyt krzywdzącą dla swojego bóstwa, ale kiedy opadnie kurz z jego malowniczego teatru, sama to w końcu zauważysz.
              oby nastąpiło to jak najszybciej.

              aha, i jeszcze jedno - jeśli twierdzisz, to był Twój najlepszy z wiązek, to dodaj koniecznie frazę: najlepszy z dotychczasowych. niech bogowie strzegą Cię od zatrzymywania się na tym panu.
            • badebek Re: Nie poznaję partnera, nie poznaję siebie 25.03.14, 17:05
              Chłopak, którego opisałaś chyba jest chory psychicznie. Nie wyobrażam sobie, żeby ktoś normalny mógł się tak zachowywać.

              Równocześnie rozumiem Cię, że boli Cię rozstanie. Ból minie i kiedyś będziesz się sobie dziwić, że nie odchodziłaś z uśmiechem na ustach.

              Powodzenia.
              • lorelailee Re: Nie poznaję partnera, nie poznaję siebie 24.05.14, 16:28
                hej autorko watku- napisz jak tam po rozstaniu? mam nadzieje ze przejrzalas na oczy z kim mialas doczynienia, ten kolo to typowa osobowosc narcystyczna. I milosci miedzy wami nie bylo zadnej- na pewno nie z jego strony.
                • ale-bzik Re: Nie poznaję partnera, nie poznaję siebie 08.06.14, 21:17
                  lorelailee napisała:

                  > hej autorko watku- napisz jak tam po rozstaniu? mam nadzieje ze przejrzalas na
                  > oczy z kim mialas doczynienia, ten kolo to typowa osobowosc narcystyczna. I mil
                  > osci miedzy wami nie bylo zadnej- na pewno nie z jego strony.

                  Rzeczywiście - typowy 'toksyk', 'psychofag' - bez wątpienia totalnie narcystyczny osobnik, bez uczuć i refleksji - skupiony na sobie i zachwycony tym, że wzbudza tyle emocji wśród otaczających go kobiet - głównie dlatego, że brak mu innych życiowych osiągnięć, pasji itd. itd. Obawiam się, że autorka przestała pisać, bo 'książę' wrócił i np. się oświadczył, albo coś w tym stylu... i pewnie gra toczy się dalej...
    • marciasmarcias Re: Nie poznaję partnera, nie poznaję siebie 16.04.14, 22:01
      Dzień dobry, jestem studentką V roku psychologii i piszę obecnie pracę poświęconą związkom, bardzo proszę o poświęcenie 10 minut i wypełnienie kwestionariusza. Badanie jest całkowicie anonimowe wyniki zostaną wykorzystane wyłącznie do celów naukowych. Myślę, że udzielenie szczerych odpowiedzi na pytania może okazać się przydatne do rozważań dotyczących związku i nasunąć pewne refleksje. Pozdrawiam serdecznie i zachęcam do udziału.

      docs.google.com/forms/d/1OFpxPdqf22cwOM0V0pFDidNfmP6SIlNZ4EmjCAtM8QA/viewform
Pełna wersja