nie radzę sobie ze złością do partnera - pomocy !

21.03.14, 12:14
Witam kochani!
Postanowiłam napisać, bo nie daję już rady sama ze sobą i z moimi emocjami. Za bardzo porozmawiać nie mam z kim :( Od 4 lat jestem w związku ze starszym o 7 lat mężczyzną którego pokochałam jak wariatka. Na moje nieszczęście, mój partner jest po tzw. przejściach oraz ma syna w wieku lat 14. Dziecko nie jest żadnym problemem, nauczyłam się już że w tak delikatnych kwestiach trzeba wyczucia, sama z resztą mam rodziców po rozwodzie i wiem jak wygląda ta kwestia w oczach dziecka gdy rodzic ma innego partnera. Nie w tym rzecz, my ostatnio nie potrafimy ze sobą rozmawiać ! Jest złość, przelewanie winy na drugą osobę, podnoszenie głosu, wzajemne sprawianie sobie przykrośći. Ja nie wiem co mam o tym wszystkim myśleć, mój facet jest tak specyficznym człowiekiem że potrafi mnie informować o jakiejś rzeczy np, wychodnym, pięć minut przed wyjściem z domu. Cóż z tego że ja miałabym ochotę coś wspólnie zrobić kiedy nie znam dnia a ni godziny. Na moje prośby,że powiniem mnie wcześniej uprzedzić bo jest to nie fair słyszę cały czas , że nie ma obowiązku mi takich rzeczy mówić i ja go kontrolowac nie będę ! I tak jest ze wszystkim, siedzimy w niedzielę przykładowo, robię np.obiad dowiaduję się po fakcie że za chwilę przychodzi jego dziecko, nieważne ze mam pusta lodówkę i muszę na gwałt lecieć do sklepu i coś organizować. Nie mówię o wspólnym spędzaniu czasu bo gdy młody jest u nas to mój M. na mnie uwagi nie zwraca w ogóle i równie dobrze mogłabym spektakularnie umrzeć w drugim pokoju i by się mną nie zainteresował. I jest jeszcze pani jedna zwana najlepszą przyjaciółką która od samego początku pokazywała mi gdzie moje miejsce w szeregu, udawała miłą a za plecami nóż w plecy,że bardziej lubi ' byłą " i na każdym kroku daje mi do zrozumienia ze są w dobrej komitywie, ja w pracy ona u nas, 1 w nocy ,rano, wieczorem dom otwarty chwili spokoju, zero wyczucia taktu, czasu ... jakiś czas to znosiłam ale w końcu powiedziałam że mi sie to lekko nie podoba i że było by miło gdy uprzedzono wcześniej o przyjściu - ale opd .była szybka i krótka 'to moja przyjaciółka i może przychodzić kiedy chce i siedzieć tak długo jak chce' . Wizyty jej skończyły się po incydencie w pewnej miejscowości gdzie weekend spedził mój M z najlepszą przyjaciółą i dziećmi ( tak, tak pani przyjaciółka jest po rozstaniu i ma córkę ) a ja w tym czasie garowałam w domu gdyż 'mamy psa " .W czasie miłego weekenu ani jednego telefonu od mojego chłopa gdyz tak się dobrze bawił że najwidoczniej wyszedł z założenia że dzwonić do mnie nie będzie bo po co . Pokłócilismy się jak wrócił, i stwierdził ze to nic złego że ja w domu on z nią bo przecież był tam z synem a nie z nią ! Od tego czasu zauwazyłam mega wpływ jej na mojego M. zarzuca mi manipulowanie, kontrolowanie - on nigdy takich słów nie uzywał. Gdy jej córa miała komunię zaprosiła mojego i jego byłą z dzieckiem i posadziła wspólnie przy stole, mój na to w ogóle nie zareagował i stwierdził ze sie nic nie stało a że to komunia dziecka to dziecku sie nie odmawia na moje pytanie czemu zostałam pominieta i czy uważa ze tak powinno być - stwierdził ze tak i ze jest ok. Nie wspomnę o pogrzebie i innych uroczystościach, gdzie mój szedł sam bo przyjaciółka sobie nie życzyła. I szczerze wam napiszę jak słyszę jej imie teraz to mnie szlag trafia i cisnienie podskakuje. Nie potrafię spokojnie zapanowac nad emocjami gdy któryś raz z kolei słyszę, jadę z synem tam ( a potem się dowiaduje ze przyjacióla tez tam bedzie ale pomińmy ten fakt) wczoraj usłyszałam że przeze mnie nie ma z nia takiego kontaktu jak kiedyś i to moja wina bo ja jej nie lubie ani ona mnie . Nadmieniam iż próbowałam tłumaczyć, i prosiłam o kompromis, tłumaczyłam że się tak nie powinno robić, ze jak się z kims jest to się go nie pomija tylko idzie się razem i on powinien sam to zasugerować a nie udawac ze nie ma problemu, ale usłyszałam że jestem zazdrosna a on nas godzić nie będzie i tyle pogadać sobie mogłam.
I teraz nie potrafię naprawdę, ilez można tłumaczyć, prosić, znosić takie zachowania, wystarczy mi jedno słowo a ja juz podnoszę głos, pytam co robimy w piatek słyszę 'nie wiem' ale w piatek rano już wiem ze my nie bedziemy nic robić bo on robi sam, i ja kolejny raz rozczarowana, zła, zawiedziona... i są kłótnie. Oczywiście pózniej leca teksty że mnie takiej nie znał, że kiedys to taka dobra byłam dla niego a teraz co? Że jak mi się nie podoba to mogę sie wyprowadzić, i poszukac innego skoro on taki zły. Nadmieniam że mój parcuje w pewnej Państwowej firmie zwanej POLIZEI i w zwiążku z tym tez mi ciężko bo okazywac uczuc to ten człowiek nie potrafi a z dnia na dzień jest coraz zimniejszy. Mam 33 lata, myslałam że jak przejdziemy jego rozstanie, smierć jego mamy to juz bedzie dobrze ,ale nie jest.
Dosyć mam czasami,sama z tym wszystkim, musze rozumieć że on ma dziecko, ma byłą, pracuje tu i tam, że takie życie, że jest po przejściach, że nie potrafi okazywać uczuć, że wymyslam, że powinnam wiedzieć z czym to się je .... a rozmów brak, zrozumienia brak i tak się to ciagnię juz kilkanaście tygodni, na moje próby rozmów słyszę ze zmęczony jest, czego ja chcę i o co mi chodzi przecież rozmawiamy i jest ok. A ja czuję że nie jest , ze sie oddalamy, i też żal we mnie się wzbiera, złość, że potem wystarczy mi jedno słowo a ze mnie leci potok słów gorzkich i przykrych, potem żałuję, jest mi przykro ale złość narasta bo nie jest wszystko wyjaśnione, i tak zawsze. Pokłócimy się a on udaje ze sie nic nie stało. Nie ma problemu. Wczoraj to wczoraj a dziś nowy dzień. Czasami się zastanaiwam ile jeszcze dam rady, tkwić sama, bo czuję się bardzo często samotna, nie chcę byc zła dla niego bo go kocham, ale po moim zachowaniu, podnoszęniu głosu to chyba nie za bardzo przemawia to za mna. Nie wiem co mam zrobić bo ta złość jest silniejsza ode mnie, biorę juz tabletki uspokajające ( mam tez mega stresy w pracy ) nie wiem może to stres , nerwy, ale rady w stylu : nie denerwuj się naprawdę nie pomagają, boję się że mnie ta złość kiedys wykończy ... brak mi cierpliwości. Może to ja za duzo wymagam, może faktycznie żle się zachowuje, powinnam odpuiścić i miec gdzieś ??? Nie wiem sama......
    • zuzi.1 Re: nie radzę sobie ze złością do partnera - pomo 21.03.14, 14:26
      Boże kobieto OCKNIJ SIĘ, Ty w tym układzie robisz zwyczajnie za IDIOTKĘ, facet Cię robi w przysłowiowego balona, a a Ty mu na to pozwalasz... ;(
      • zuzi.1 Re: nie radzę sobie ze złością do partnera - pomo 21.03.14, 14:49
        www.mojedwieglowy.blogspot.co.uk/
    • iloveistanbul Re: nie radzę sobie ze złością do partnera - pomo 22.03.14, 12:51
      gardaq, dla Ciebie to musi byc truda sytuacja, bo go kochasz. Ale w zyciu Twojego faceta jest wiecej niz jedna kobieta, nawet jesli to Ty jestes z nim w zwiazku. Z tego co piszesz, to ona jest wrecz wazniejsza od Ciebie. Nie wiem jak mozesz przez tyle lat to znosic, powinnas dokladnie przemyslec czy chcesz w ten sposob spedzic swoje zycie. Jestes jeszcze mloda wiec dalabys sobie spokojnie rade poukladac wszystko od poczatku.
      • gardaq Re: nie radzę sobie ze złością do partnera - pomo 22.03.14, 13:10
        Twierdzi że zna ją 40 lat, jak nie cyrki z byłą to cyrki z pseudoprzyjaciółą .... a ja zawsze na szarym końcu bo ktoś inny wazniejszy ... daje mi to mocno do myslenia, tylko czuje teraz tak ogromny smutek i żal że znowu się zawiodłam, że odbiera mi on wszystkie siły...
        • hellraiserr Re: nie radzę sobie ze złością do partnera - pomo 23.03.14, 14:28
          Trochę to wygląda tak, ze jesteś toksyczna. W końcu on nie ma obowiązku ci o niczym mówić jest wolny i może robić co chce a ty jak ten bluszcz chiałabyść go opleść, a że on się nie daje, to wypuszczasz toksyny. Tak ja to widze.
          • magdamegan Re: nie radzę sobie ze złością do partnera - pomo 17.04.14, 12:25
            Nie wiem czy nie za póżno na moją odpowiedź.Ale już Ci piszę.Na 100% nie jesteś jedyną w jego życiu.Ja przechodziłam też podobną sytuację.To on jest toksyczny nie Ty.Ty pragniesz tylko miłości i ciepła.On chce mieć wszystkiego po trochu i z niczego nie zrezygnować.Nie widzę więzi, więc miłość do ciebie mu przeszła.Jakby kochał poszedłby na ustępstwa,rozmawiałby.Ja też się ciągle czułam samotnie i wszystko było niedopowiedziane.Zaczęłam robić na złość-podeszłam zadaniowo.Robiłam to samo co on. Mężczyżni spod znaku Ryb są tacy i numerologiczne 1 wolność i swoboda ale Ty broń Boże-czekać w domku z ciepłym obiadkiem jak raczy ukochany z uciech wrócić.Skończ to bo on Cię wykończy.Przerodzi się w toksyczny związek.
    • brak.slow Re: nie radzę sobie ze złością do partnera - pomo 17.04.14, 21:57
      wiem, ze to miesiąc po opublikowaniu, ale moze tu zajrzysz jeszcze...
      "'to moja przyjaciółka i może przychodzić kiedy chce i siedzieć tak długo jak chce"

      matko jedyna!
      mam taką koleżankę, która jakby coś takiego uslyszala, to nie wiem czy jej koleś by to przeżył. ja nawet czegos takiego mówić nie muszę, po pierwsze dlatego, ze tak dobierałam zawsze partnerów, że albo wiedzieli jak wyglądać ma związek i gdzie jest w nim miejsce dla znajomych, co to znaczy kultura osobista itd, a jak jeden raz się trafil lekko szurnięty jak twój to pożegnalam pana chłodnym: "spakuj sie i za 2 dni ma cie tu nie być"
      Dla mnie nie ma czegoś takiego "prosilam, błagałam, tłumaczyłam ustalałam"
      DOROSŁEGO człowieka nie zmienisz. tak więc proszenie, grożenie, tłumaczenie to zwyczajnie strata twojego czasu i nerwów.

      Dlaczego aż tak Ci zależy? Jestem młodsza od Ciebie, jak to mozliwe, ze lepiej wiem jak ułożyc sobie życie? po co Ci ten dziad, on cie niszczy, zauważ, że Cie w ogóle nie szanuje! odpowiada Ci to? Lubisz z nim sypiać po czymś takim?
      Jak się czujesz, kim dla niego jesteś?
      On wie, że go kochasz, ale on wydaje się, nie kocha Ciebie. Kochający człowiek dba o dobre samopoczucie partnera, nie robi mu krzywdy i nie upokarza. Bierze pod uwagę jego/jej zdanie.
      Kochasz za mocno i nie dostajesz nic w zamian. on wie jak ci zależy. pokaż, że przestało.
      zapraszaj kolegów wychodź z nimi na piwo / do kina, wyjedź na rower.
      Pewnie nie ma nawet kolegów, bo tak jesteś zapatrzona w niego. współczuję. zatem wymyśl sobie kolegę i wyjedź sama. a jego informuj co robisz, byle nie "celowo" to ma sie stać przypadkiem. ma sie nie domyslic ze to zemsta.

      W skrócie: nie widzę dla was przyszlosci.
      ratuj się póki jesteś młoda i nie masz z nim bachora.


    • vivi86 Re: nie radzę sobie ze złością do partnera - pomo 20.04.14, 09:33
      nie, nie jest dobre. Rozstań się z nim. Na 1 miejscu jest druga połówka, formalna czy nie, a nie koleżanka czy przyjaciółka
Pełna wersja