canneberge
26.04.14, 20:55
Nie jestem aktywnym uzytkownikiem for internetowych (ba, nawet mam dylemat czy purysci lingwistyczni nie doczepia sie ze powinnam napisac forow? internetowych? ;-)) ale postanowilam przelac na klawiature stan duszy, bo juz sama nie wiem czy smiac sie czy plakac.
Oszczedze soczyste opisy i wstepy kontekstowe, w telegraficznym skrocie : slub i wesele zaplanowane w najblizszych miesiacach, prawie wszystko dopiete na ostatni guzik chcialo by sie rzec. No wlasnie dzisiaj zabralismy sie do kompletowania dokumentow, i kwiatek - okazuje sie ze moj narzeczony, a przyszly/niedoszly? maz pozostal w zwiazku partnerskim z inna osoba do polowy ubieglego roku (takie dane widnieja w aktach prawnych z USC). Nie bylo by w tym pewnie nic zdroznego gdyby nie fakt ze a) nic o tej formalizacji poprzedniego zwiazku nie wiedzialam b) jestesmy w zwiazku i mieszkamy razem od 2 lat... TLumaczenia, ze druga strona zwlekala z rozwiazaniem prawnego stanu rzeczy a moj TZ "nie chcial mnie denerwowac" jakos do mnie nie przemawiaja!!! Tym bardziej w kontekscie dosc patologicznym, gdzie druga strona (ex) przebywajac za granica zwlekala z zabraniem swoejgo dobytku i rozwiazaniem umowy najmu mieszkania rowniez przez ostatnie 2 lata. TZ jako wytlumaczenie ma jedynie frazesy o swojej dobrej woli, i niecheci do otwartych konfliktow z ex. Rece i cycki opadaja.. Mysle ze gdybym stanela z boku i popatrzyla na w/w fakty z obiektywnej perspektywy to pewnie bym poradzila wystawic walizki i trzasnac drzwiami delikwentowi.. tylko ze historia ex i spolegliwe i poblazliwe zachowanie mojego TZ w tym temacie, jest tak naprawde jedynym tematem w ktorym moge mu cokolwiek zarzucic.. tylko i AZ tyle... sama nie wiem.. jakiekolwiek refleksje mile widziane, moze mnie oswieca ;-) pozdrawiam, C.