Pocieszcie mnie...

24.08.04, 23:12
Wybaczcie, ale muszę się komuś wygadać, bo od południa chodzę i ryczę...
Wszystko zaczęło się gdy postanowiłam zadzwonić do mojego faceta, który jest
aktualnie w USA, wyjechał na 3 mies. To drugi taki wyjazd, był też w zeszłym
roku. Obchodzi dziś imieniny - dzwoniłam z życzeniami. Jest tam półtora
miesiąca, zostało jeszcze drugie tyle. Na początku dzwonił przynajmniej raz w
tygodniu, rzadziej wysyłał maile (nie ma stałego dostępu do netu). po
miesiącu wszystko się zmieniło. 15-ego sierpnia miałam urodziny - dostałam
przez kuriera kosz z kwiatami, a w nim 21 róż. Ale nie zadzwonił...
tłumaczył, że był na wycieczce nad Niagarą i nie miał jak. Zadzwonił 2 dni
póżniej, nasza rozmowa trwała 3 minuty - tym razem spieszył się do pracy. Od
wyjazdu nie dostałam od niego listu ani kartki - tłumaczy, że nie może się
zebrać i nie ma kiedy wysłać. A w zeszłym roku miał kiedy! W niedzielę
dzwonił do mnie do domu, byłam na jednodniowym wyjeździe, powiedział mamie,
że zadzwoni do mnie na komórkę, nie dzwonił... no i dziś ten nieszczęsny
telefon... Myślałam, że zrobię mu niespodziankę, że się ucieszy jak mnie
usłyszy... Pierwsza reakcja to wielkie zdziwienie, że dzwonię. Potem
powiedział, żebym nie traciła sobie karty (takiej na rozmowy telef), bo on m
o ż e zadzwoni w tym tygodniu. Rozpłakałam się (napewno to słyszał) i
powiedziałam, że chyba niepotrzebnie dzwonie. Nasz rozmowa wyglądała jakby
tylko czekał, aż się skończy, długa chwila ciszy bez słowa, zdołałam tylko
powiedzieć cześć i rozłączyłam się. nie wiem co się dzieje... kocham go
bardzo, nie wiem co się zaczyna psuć? Jemu bardzo się podoba w USA chciałby
tam kiedyś pojechać na stałe, ja nie wyobrażam tam sobie życia.
Musiałam to komuś napisać i wyrzucić z siebie... co o tym myślicie? Dziękuję
za słowa otuchy, bo bardzo mi ciężko
Doda
    • morphea1 Re: Pocieszcie mnie... 24.08.04, 23:51
      Ehh, Doda, wiem co czujesz- moj chłopak tez jest w tym piep...m USA, na 2.5
      miesiąca- szalenie dlugo zwłaszcza, ze do tej pory najdłużej nie widzieliśmy
      się przez dwa dni.. Ale już wraca...już dni odliczam, kiedy go przytulę...
      I jak pamiętam też miałam takie dołki w środku- Ja jestem Mojego Aniołka pewna,
      ale byłam w USA, i wiem, ze jeśli pojechał tam by zarobić, to Doda, on naprawdę
      idzie do pracy... Nie wiem w jakim celu jest tam Twój chłopak, ale może
      niepotrzebnie się zamartwiasz.. Ja też miałam taki dołek- MOJ się zapracowywał(
      miał 2 prace + nadgodziny) a ja siedziałam przed komputerkiem czekając na
      jakąkolwiek wiadomość od niego... i się dołowałam, a on nie miał ani łatwego
      dostępu do internetu, ani do telefonu- bo jak był już w domu to ja
      spałam...Połączenia ze stanow na komórkę rzadko się udają a jeśli nawet to są z
      wielkim opóżnieniem.
      Piszę, bo też byłam w USA i wiem, ze czasem jest trudno znalezc czas by nawet
      zadzwonić( bo trzeba mieć aparat, różnica czasu, trzeba mieć karte- bo to
      taniej...)a co dopiero maila napisać. Odkąd Moj Aniolek ma komputer w
      wynajmowanym domku- mam przynajmniej co dzien wiadomość od niego na gg lub
      smska i też rzadko rozmawiamy przez telefon
      Słonko, głowa do góry, dni odliczaj kiedy go utulisz!
      I tak jest niesamowity że te róże dostałaś- ja jestem pod wrażeniem!!!
      Trzymaj się !
      • a-siekk Re: Pocieszcie mnie... 25.08.04, 00:22
        Uwazam podobnie jak morphea, czasem naprawde brakuje czasu, dostępu do
        internetu czy telefonu.. a Ty moze niepotrzebnie się niepokoisz, martwisz..
        Wiem ze Ci cieżko- rozłąka z kochaną osobą nie jest łatwa. Ale czasem to
        tęsknota podpowiada nam złe mysli a w rzeczywistosci jest zupełnie
        inaczej.Wierzę ze i u Ciebie tak jest. Gdyby nie pamiętał o Tobie i mu nie
        zalezało nie wysłałby tego kosza róż- tak myslę. Wierzę ze bedzie dobrze ;-)
        • dr_tusia Re: Pocieszcie mnie... 25.08.04, 06:54
          Te roze to faktycznie wspanialy,przeuroczy gest...
          Jak juz Twoje kochanie wroci do Ciebie zza tego oceanu, zastanowcie sie razem,
          czy takie rozlaki, wyjazdy maja sens...Wiem, ze o prace i pieniadze jest dzis
          bardzo trudno i nielatwo zrezygnowac z takiej oferty,ale trzeba sobie
          przemyslec priorytety- co jest wazniejsze: praca,pozycja zawodowa czy zwiazek z
          druga polowka? Jesli praca- lapiemy kazda dostepna oferte i wkalkulowujemy
          swiadomie jakies ryzyko dla zwiazku. Jesli milosc- to nie rozstajemy sie. To
          jest moje zdanie, moze nie mam racji, ale z tego co widze, rozstania na kilka
          miesiecy raczej burza zwiazki niz je cementuja. Jak ludzie przez kilka miesiecy
          zyja w roznych swiatach, to trudno im potem znalezc wspolny temat, wspolny
          jezyk. Nawet to, co piszesz- on chce tam nna stale, Ty nie wyobrazasz sobie
          zycia.
          Nie zrozum mnie zle- nie chce przez to powiedziec, ze juz cos sie psuje, facet
          na pewno ma mase roboty i kiepska lacznosc ze swiatem. Ale juz sam fakt, ze
          jest tak daleko budzi w Tobie te niepewnosc- i to zrozumiale. A przeciez
          poczucie bezpieczenstwa w milosci jest najwazniejsze! Nie moze byc lęku-
          dlatego mysle,ze powonniscie pogadac o ty, jak wroci.
          My rezygnowalismy z ofert wyjazdowych- i na studiach i teraz moj maz
          zrezygnowal ze swietnej propozycji, bo laczylaby sie ona z rozlaka na kilka
          miesiecy. I mysle, ze dobrze zrobilismy. Wszystko sie ulozylo, a za rok moze
          uda nam sie wyjechac razem do Szwecji. Taka mamy zasade- razem albo
          wcale...Przez 9 latek na dobre nam to wyszlo:)
          Pozdrawiam i glowka do gory! bedzie dobrze, slonko musi sie pojawic zza chmur!
    • doda1983 Dziś do mnie dzwonił :) 25.08.04, 21:23
      Witam Kochane:)
      Dziś już ze mną troszkę lepiej bo mój B. zadzwonił dziś do mnie (z
      przeprosinami?) porozmawialiśmy trochę (20min). Mówił, że chciał mi wczoraj
      napisać maila po tej rozmowie ale nie miał jak i dzisiaj dzwoni o "swojego
      płaczka" :) Przeprosił mnie za tą rozmowę, w której mnie tak zbywał. Okazało
      się, że właśnie wychodził do pracy, a ciotka z wujkiem (mieszka z nimi) stali w
      drzwiach i poganiali go żeby wychodził szybciej. Swoją drogą jego ciotka to
      jest temat na osobną historię (ona uważa, że każda stracona sekunda to stracone
      dolary...). Więc ja się tak strasznie zmartwiłam, ale chyba nie było czym...
      Ale i tak mi smutno, że jest tak daleko i nie będę go widzieć jeszcze przez
      pótora miesiąca :( :( :( Bo wtedy z każdego nawet małego drobiazgu robi się
      problem. Nie widzimy się, nie mamy codziennego kontaktu nie możemy sobie
      wyjaśnić wielu spraw. Jesteście w podobnej sytuacji? jak sobie z tym radzicie?
      Buziaki, Doda
Pełna wersja