PROBLEM!

30.08.04, 00:09
Nie jestem jeszcze młodą mężatką, ale jestem młodą dziewczyną w stałym
związku, który trwa już 4 lata. Dużo rozmawiamy o przyszłości i niedawno się
okazało zę mamy diametralnie różny pogląd na to jaka ma być nasza przyszłość.
Mój chłopak chciałby mieć dużo dzieci - w ostateczności dwoje,rodzinny
dom,itp. Ja natomiast mam do tego inne podejście po pierwsze panicznie boję
się ciąży, nigdy nie myślałam o sobie jak o przyszłej matce, nie wyobrażam
sobie noszenia pod sercem przez 9 miesięcy dziecka, a potem porodu. PRZERAZA
mnie to! JA się boję, ja nie chcę! Ale on i nie tylko( nasi bliscy, moja i
jego mama itd.) wszyscy mówią że to przejdzie, nie wierzą że mówię serio. A
ja naprawdę nie chcędzieci, wolę poświęcić się pracy, nie chcę być mamą bo
wiem że to nie dla mnie... Co mam zrobić? miałyście takie problemy...
p.s. przeprasam że tak sie rozpisuje ale poprostu boje się o moją miłość...
    • anula36 Re: PROBLEM! 30.08.04, 01:26
      Hmm ma podobne poglady, tzn nie pragne dzieci ( choc jak wpadne-urodze),ale po
      pierwsze mam 30 lat wiec decyjzja jest dojrzala i ugruntowana, po drugie
      wspolna z partnerem.
      Jesli jestes pewna ze nie chesz miec dzieci to mysle,z epowinnas to swojemu
      chlopakowi powiedziec jak najszybciej,zeby mial czas na znalezienie sobie
      bardziej rodzinnej partnerki, bo nie wierze ze czlowiek ktory juz teraz mysli o
      dzieciach pogodzi sie z twoja decyzja i bedzie szczesliwy jako bezdzietny.
      • polak_alkoholik Re: PROBLEM! 30.08.04, 05:44
        egoistki jestrescie
        aby Bog wam w dzieciach wynagrodzil....
        • pankracea Re: PROBLEM! 19.09.04, 14:36
          dlaczego egiostki? co jest egoistycznego w checi nie posiadania dzieci??????

          polak_alkoholik napisała:

          > egoistki jestrescie
          > aby Bog wam w dzieciach wynagrodzil....
    • dr_tusia Re: PROBLEM! 30.08.04, 06:23
      Musicie o tym porozmawiac.. To jest wazna, jesli nie najwazniejsza kwestia w
      zwiazku dwojga- stosunek do dzieci. Wiele malzenstw/zwiazkow rozpada sie przez
      takie roznice... To nie po to, zeby Cie straszyc, ale Anula ma racje- musisz mu
      o tym powiedziec, jesli to faktycznie Twoja decyzja swiadoma i dojrzala. Z
      drugiej strony, nie dziw sie bliskim- wiele dziewczyn mowi podobnie do Ciebie,
      a potem niespodziewanie budzi sie potrzeba macierzynstwa.
      Problem jest powazny, zycze odwagi i powodzenia...
    • abere8 Re: PROBLEM! 30.08.04, 08:19
      Ciekawa jestem, ile masz lat, bo ja mysle podobnie, a niedlugo skoncze 25.
      Mezowi oswiadczylam oczywiscie jeszcze przed slubem, ze dzieci nie chce z
      podobnych powodow do Twoich, a on sie smial i mowil, ze mi przejdzie. Ja sie
      nie kloce, bo zgodna jestem, ale jesli mi sie instynkt nie odezwie, to trudno,
      ostrzegalam :-)

      W sumie do dzieci nic nie mam, ale jak dla mnie to za duza odpowiedzialnosc i
      to na cale zycie. Wiem, ze to postawa bardzo egoistyczna, ale tez jestem
      jeszcze mloda i chyba mam prawo do egoizmu w tym wzgledzie? Lubie sobie
      podczytywac forum eMama, ale na razie tylko po to, zeby poczuc ulge :-) Chociaz
      ten zgodny chor mam mowiacych, ze dzieci to cos wspanialego, najwazniejszego,
      nie wyobrazaja sobie zycie bez nich itp. z czasem moze mnie przekona :-)
      • merunka Re: PROBLEM! 30.08.04, 10:03
        To zalezy, czy strach przed ciaza i porodem jest jedynym Twoim argumentem. Bo
        jesli tak, to moze rzeczywiscie jest to tymczasowa bariera. Przeanalizuj swoje
        odczucia, jesli naprawde jestes przekonana, ze posiadanie dziecka byloby dla
        Ciebie udreka, porozmawiaj o tym z partnerem. Tez jestem zdania, ze to jedna z
        najwazniejszych kwestii w zwiazku, trzeba to ustalic jak najszybciej, bo tu nie
        miejsca dla kompromisu. pozdrawiam serdecznie merunka
    • karo_lina79 Re: PROBLEM! 30.08.04, 10:39
      Tylka, ja też jeszcze do niedawna dostawałam drgawek na myśl o dziecku.
      Ale jakoś tak nagle mi sie przestawiło, po prostu samo.
      Naprawdę chcę mieć dziecko z moim chłopakiem. Myślę, że bycie w ciąży i
      urodzenie, a potem wychowywanie, to coś wspaniałego.
      Inna kwestia, że jak widzę współczesną młodzież, tak w wieku gimnazjalistów, to
      jestem przekonana, że zatłukłabym gołą ręką moje dziecko, gdyby zachowywało się
      w równie ordynarny sposób.
      To jest właśnie ten strach, że nie wiadomo, co się wychowa. Decyzja o dziecku
      jest cholernie odpowiedzialan i wiem, że dopóki nie ustawię się bytowo i
      finanansowo (żadnej teśiowej w pobliżu 50 kilometrów!), to nawet nie mam co
      marzyć. Już teraz dostaję białej gorączki na myśl, że może wpadłam - chociaż
      chciałabym już mieć możliwości na taką wpadkę.

      Ja na Twoim miejscu pogadałabym poważnie z facetem. Powiedz mu, dlaczego nie
      chcesz. Ale nie wykluczaj, że podstępny instynkt macierzyński nie wylezie z
      nienacka....
      W ogóle pierwszy raz słyszę, żeby to facet nalegał na dziecko! Mój nie chce:(
      A gadaniem otoczenia się nie przejmuj. Niech sobie sami dzieci machają, jak
      taka ich wola.
      Powodzenia!
      • karo_lina79 Re: PROBLEM! 30.08.04, 10:52
        I jeszcze jedno.
        Porodu boję się jak ognia... Kiedyś był taki film dokumentalny na
        jedynce "Pierwszy krzyk", może widziałaś to cudo.
        Jak sobie przypomnę męki tych kobiet i podmiotowe traktowanie przez personel,
        to mam ochotę uciekać!
        W razie czego zażądam, żeby mi TO wyjęli tak, abym nic nie czuła.
        Tylka, a nie boisz się, że Ci się rostępy zrobią, sylwetka się rozlezie i w
        ogóle już koniec ładnej figury?
        Jestem podobna do mojej matki, a ona po moim urodzeniu już nigdy nie wróciła do
        siebie i jest taką okrągłą matka polką, a ja nie chce!!!
        Dlatego instynkt instynktem i pragnienie pragnieniem, ale przed 30-35 rokiem
        życia NA PEWNO świadomie nie zdecyduje sie na ograniczenie wolności.
        Przecież to jest związanie rąk. Nigdzie nie można iśc, tylko zupki, pieluchy i
        ryczy... I jeszcze z takim nie pogadasz. Wiem, bo obserwuję od urodzenia
        dwuletniego siostrzeńca mojego chłopaka. Nudny i głupi gówniarz, a do tego
        ryczy, jak mu sie czegoś nie da. Tyle, że to wina jego matki, ale dzieciaka już
        nie lubię.
        Tak pisząc tego posta dochodzę do wniosku, że może jednak jeszcze nie dojrzałam
        do posiadania dziecka = małego, smrodliwego, ryczącego tłumoka, na którego
        idzie jedna pensja. Wolę jedną pensję wydać na siebie.
        Nie, na razie żadnych dzieci.
        Tylka, jeśli nie chcesz, to się nie zgadzaj. Może przyszły mąż sam by urodził i
        zepsuł sobie figurę, co?
        Poza tym jeszcze tak mnie naszło - czy faceci potem nie patrzą na żonę z
        pogardą? Bo już urodziła, bo jest rozciągnięta i zużyta. Taka stara guma, którą
        można puścić kantem.
        Nie zamierzam byc starą gumą.
        A te kobiety na forum eMama tak się wszystkie nawzajem eskyctują, bo jak już
        urodziły, to jakos muszą zredukować dysonans poznawczy, inaczej by oszalały,
        więc sobie tłumaczą "urodziłam - bo chciałam, a chciałam - więc kocham , a
        skoro kocham - to moje bobo ciudowne jest, plawda, kochaś mamusię, kochaś...???"
        • dr_tusia Re: PROBLEM! 30.08.04, 19:34
          Alez to zupelnie nie tak!! Nie mamy jeszcze swoich dzieci, ale marzymy o nich i
          mowimy stale; a co do wolnosci- przeciez to od Was zalezy!!! Mamy
          znajomych /niejedna pare/, ktorych zycie z dzieckiem wlasciwie wcale sie nie
          zmianilo od strony towarzyskiej, wyjazdow w gory itp. Z maluszkiem naprawde
          mozna robic wszystko, a ilez to daje radosci...
          A co do wychowania- to nie jest tak, ze nie wiesz, CO SIE WYCHOWA. To WY je
          wychowujecie i wylacznie od Was, Waszego wyczucia, Waszego zaangazowania
          zalezy, kim bedzie. Dziecko nie rodzi sie zle. Jesli cos z nim jest nie tak, to
          wine za to ponosza wylacznie dorosli i tylko oni. Dlatego tez oczywiscie lepij
          dojrzale powiedziec :"nie chce miec dzieci", niz niedojrzale powolac je do
          zycia i ich zycie zniszczyc...
          Pozdrawiam przyszle mamy:)
          • karo_lina79 Re: PROBLEM! 30.08.04, 21:37
            Fajnie to napisałaś Tusia, ale ja właśnie czuję, że nie jestem w stanie
            porządnie wychować człowieka.
            Często rozmawiam o tym z moją siotrą i zastanawiamy się, jakim cudem nasi
            rodzice wychowali nas na porządnych ludzi.
            Jesteśmy zupełnie inne z charakteru, ale mamy podobne wartości i priorytety.
            I zawsze mnie to cholernie zastanawia: jak wypośrodkować między zakazem a
            zaufaniem???
            Pamiętam, jak mi zawsze rodzice powtarzali, że dane zachowanie jest złe albo
            niedobre dla mnie i niby nie zakazywali wprost, ale jak posłuchałam tego
            kazania, to już mowy o żadnym podejrzanym zachowaniu nie było.
            I faktycznie, nigdy nie zapaliłam papierosa, nie piję alkoholu, bo po prostu
            nie lubię i w ogóle nie jestem skłonna do konformistycznych zachowań. Nawet
            przed seksem miałam cholerne opory dzięki kochanym rodzicom:/
            Uważam, że jestem porządnym człowiekiem o mocnym charakterze moralnym, co
            raczej w życiu przeszkadza niż pomaga, ale mimo wszystko chciałabym żeby moje
            dziecko też było takie, jak ja i umiało dokonywać odpowiednich wyborów i mogło
            powiedzieć "nie", a do tego miało do mnie wewnętrzny szacunek.
            Właśnie to mnie przeraża - że nie uda mi sie stworzyć Człowieka, tylko wychowam
            bezdusznego potwora, który będzie mnie nazywał ... jakoś tam brzydko w każdym
            razie.
            Bo jak teraz próbuję wpływać wychowawczo na wiadomego siostrzeńca - to raczej
            bliżej mi do mordu z premedytacja niż spokojnej perswazji....
            No bo ile można powtarzać "nie kop pieska, pieska to boli, dobry piesek"? Tylko
            mu w dupę dać, co uskuteczniam, gdy mamusia/babcia nie widzą.
            I taki ze mnie wychowawca, a więc lepiej żadnych dzieci, bo to sie skończy dla
            mnie dożywociem za kratkami....
            • dr_tusia Re: PROBLEM! 30.08.04, 22:01
              Mysle, ze skoro masz takie godne podziwu zasady, to nie mialabys problemu z
              wpojeniem ich dzieciom, dla ktorych /w przeciwenstwie do siostrzenca, ktory
              niewatpliwie przywykl byl do faktu, ze ma inna mame;)/- bądź co badź- bylabys
              najwiekszym autorytetem.
              Ale- tak jak napisalam poprzednio- cenne jest to,ze wiesz czego chcesz i
              potrafisz to powiedziec. Najgorsza szkode robia wlasnym dziecio mci, ktorzy je
              maja "bo wypada"...
              Pozdrawiam Cie bardzo cieplutko- i pozostale babeczki tez, rzecz jasna:)
        • aniusia_u Re: PROBLEM! 17.09.04, 16:24
          Czytam Karolinko twój post i strasznie mi przykro!
          Od pewnego czasu stramy się z mężem o dziecko, jedna ciążę poroniłam.
          Życzę Ci abyś kiedyś nie dostała w kość za Twój egoizm.
          Rozumię brak instynktu, ale jak nazwać to o czym ty piszesz?

          • dr_tusia Re: PROBLEM! 17.09.04, 16:53
            Aniuś, strasznie mi przykro... Zobaczysz, ze jeszcze sie uda. Wiem, ze to nie
            zmaze tego przezycua, ale pomysl- gdyby dzidzia miala byc chora... to lepsze
            dla niej, nie zdazyla cierpiec...Zobaczysz, urodzisz sliczne bobo, bardzo mocno
            Ci tego zycze i trzymam za Ciebie kciuki!
        • emka79 Re: PROBLEM! 18.09.04, 01:05
          Wlasnie przeczytalam Twojego posta... i ogarnelo mnie przerazenie, ze w ogole
          mozna cos takiego napisac...
          Zwlaszcza uderzylo mnie zdanie: "Tak pisząc tego posta dochodzę do wniosku, że
          może jednak jeszcze nie dojrzałam
          do posiadania dziecka = małego, smrodliwego, ryczącego tłumoka, na którego
          idzie jedna pensja. Wolę jedną pensję wydać na siebie."
          Jak tak mozna wypowiedziec sie o dziecku? Moim zdaniem zdecydowanie nie
          dojrzalas :-/
          (Chcialam dodac, ze jestem w Twoim wieku a od 5 lat jestem w zwiazku z facetem,
          ktory ma 31. Oboje kochamy dzieci...kochamy te nasze, jeszcze nienarodzone... i
          nie mozemy sie doczekac, kiedy zostaniemy rodzicami. Oboje uwazamy, ze to
          ogromna odpowiedzialnosc ale i najwspanialszy prezent, najwspanialsza rola,
          jaka mozemy dostac od losu.)
          Aha, i jeszcze jedno zdanie mnie uderzylo: "czy faceci potem nie patrzą na żonę
          z pogardą? Bo już urodziła, bo jest rozciągnięta i zużyta. Taka stara guma,
          którą można puścić kantem. Nie zamierzam byc starą gumą"
          My, z moim Ukochanym odnosimy sie do siebie z szacunkiem. Kochamy sie i nigdy w
          zyciu zadne z nas nie pomyslaloby w taki sposob o drugim. Co wiecej, jestem
          przekonana, ze moj facet okazywalby mi dwa razy wiecej milosci (o ile to w
          ogole mozliwe), gdybym byla w ciazy i dwa razy wiecej szacunku (rowniez o ile
          by sie dalo;)) gdybym byla matka jego dziecka.
          A tak w ogole mysle, ze jesli tylko ludzie naprawde sie kochaja i szanuja, to
          sa gotowi na przyjecie i wychowanie Czlowieka.
          Pozdrawiam.
          M.
    • introvertyk Re: PROBLEM! 30.08.04, 11:52
      > wszyscy mówią że to przejdzie, nie wierzą że mówię serio

      może przejdzie może nie.
      ale problemem jest i będzie ...

      chyba będziesz musiała z nim pogadać na serio i coś zdecydować. to jest zbyt ważne - stanowi w gruncie rzeczy sens związku kobiety i mężczyzny ...

      --
      Introvertyk - kto to i po co to ?
    • merlott Re: PROBLEM! 30.08.04, 17:12
      popieram dziewczyny - kwestia dzieci w zwiazku jest bardzo wazna i musicie miec
      na to z partnerem podobne spojrzenie. natomiast zastanow sie tez na ile to
      tylko Twoj strach przed porodem albo odpowiedzialnoscia w wychowaniu dziecka?

      a tak dla pelniejszego obrazu dodam - byly tu juz watki o dzieciach i pisalam
      kiedys, ze my dziecka nie planowalismy i ja tez nigdy nie mialam w sobie
      instynktow macierzynskich. wpadlismy, postanowilismy urodzic i odkrylismy jedno
      z najwiekszych szczesc jakie nam sie kiedykolwiek przytrafilo. Naprawde nie
      sadzilam, ze dziecko wyzwala taki ogrom milosci. I to sie pojawia powoli, do
      tego sie dojrzewa.

      a co do strachu przed porodem - owszem, bywaja ciezkie porody, ale naprawde nie
      jest tak tragicznie jakby sie moglo wydawac. wszystko jest do przezycia, sa tez
      odpowiednie znieczulenia jesli sobie zyczysz i fachowa opieka medyczna. ja
      mialam bardzo ciezki porod, ale juz teraz wiem, ze za jakis czas zdecydujemy
      sie na drugie dziecko.

      jesli chcesz przyblizyc sobie temat zapraszam na forum eDziecko, do 'eMam'
      badz 'ciaza i porod'. No i zycze owocnych przemyslen.
      • kokosia1 Re: PROBLEM! 30.08.04, 17:26
        No coż ja też powiem, że jeśli nie uzgodnisz ze swoim chłopakiem planu
        posiadania lub nie posiadania dzieci to mogą z tego wyniknąć poważne kłopoty.
        A przecież nie wszystkie pary muszą mieć , dzieci, jeżeli chcesz postwić na
        karierę to twój wolny wybór i nikt Cie nie może zmusić do macierzyństwa.
        Chociaż w wielu przypadkach choćby merlott w dziewczynach nagle obudziła sie
        chęć posiadania dziecka. Ja bym barzdo chiała mieć dziecko, choć jeszcze trochę
        musimy poczekać z mężem na taką naszą dzidzię. A porodu to i ja sie obawiam,
        już nie mówiąć o przytyciu po nim, ale to chyba normalne!
    • tylka123 Dziękuję! 31.08.04, 18:18
      Chciałam wam wszystkim bardzo podziekowac za taki odzew. Co do rozmowy, ja z
      nim już wielokrotnie rozmawiałam i tu sie pojawia problem , bo on myśli że ja
      sobie pogadam, a za 3-4 lata zdanie zmienię i stanę się przykładną mamusią. Nie
      chce mi uwierzyć, twierdzi, ze to jest stan przejściowy, ze kiedyś się będę z
      tego smiac. Ale ja jestem w tym momencie na 100% pewna, ze nie chce dzi9ecka.
      Nie wykluczam że w przyszłości zmienię zdanie(odczuję tykanie zegara itp.) ale
      nie mogę mu tego zagwarantować. Co do strachu i tego czemu właściwie nie chce
      mieć dzieci, to mniej-więcej z tych samych powodów co karo_lina79 (której przy
      okazji bardzo dziękuję za takie wsparcie)Owszem boję się tego że juz nie będe
      wyglądac tak jak dziś, ale to nie jest absolutnie główny powód- przeciez nie da
      się przez całe życie wyglądac jak 20-latka. To jest ogromna odpowiedzialnośc na
      całe życie, a nie wydaje mi sie żebym temu podołała. Z moim chłopakiem jesteśmy
      naprawdę dobraną parą i tylko tu pojawia się problem. A tak na marginesie ja
      tez znam tylko jednego faceta, który tak bardzo chce mieć dzieci i zagląda do
      wszystkich wózków na ulicy.
      • karo_lina79 Re: Dziękuję! 31.08.04, 18:37
        Fajnie, że poruszyłaś ten temat.
        W ogóle czasem jak zaglądam na to forum i czytam "Mam 24 lata i półtorarocznego
        synka", albo "Od dwóch lat jestem mężatką, w zeszłym roku wzięłam ślub i
        niedługo urodzi sie nasze Maleństwo" - zastanawiam się CO JEST ZE MNĄ NIE TAK.

        Bo ja nie chcę się na razie wyprowadzać z domu.
        Bo ja nie chcę mieć na razie żadnych dzieci.
        Bo ja nie planuję ślubu przed 30 na pewno, a być może wcale.

        Nie chodzi o to, że ja nie chcę mieć rodziny. Bardzo chcę. Ale uważam, że
        jeszcze do tego nie dojrzałam.
        Chcę spokojnie dokończyć studia, wyszlifować angielski, wyjechać za granicę,
        znaleźć pracę, otworzyc firmę i w ogóle mam 100 pomysłów na życie.
        Bardzo chciałabym to robić razem z moim chłopakiem, ale wiem, że wyprowadzka z
        domu już na zawsze to bardzo odpowiedzialna decyzja.
        Przyznam, że jest mi wygodnie tak, jak jest, bo mamusia zadba o dom, a ja mam
        tylko pewne obowiązki. Na przykład nie muszę gotować:)
        A w moim własnym domu musiałabym sama o wszystko zadbać, z małą pomocą mojego
        lubego.
        Tak jak pisałam, marzy mi sie też własne dziecko i to pragnienie jest czasem
        dokuczliwe na tyle, że nawet się cieszę, jak pomyślę o ewentualnej wpadce (ale
        szybko mi mija hehe).
        Poza tym ślub - nie jest mi do niczego potrzebny, poza tym że naiwnie mi sie
        wydaje, że jak przywiąże mojego chłopaka obrączką, to nam to zagwarantuje
        dozgonne szczęście i inne podpunkty z przysięgi.
        A na razie skąd mam do licha wiedzieć, że to TEN?
        Że mi się nie znudzi?
        Niestety, śrdenio na miesiąc ograniają mnie czarne mysli i dochodzę do wniosku,
        że na pewno nam się nie uda, że go właściwie nie kocham i inne takie (i nie ma
        to związku z snp).
        I ja Ci się Tylka wcala a wcale nie dziwię.
        Lepiej się czterdzieści razy zastanowić, niż popełnić głupstwo.
        I jeśli ni chcesz mieć dzieci, powiedz mu to bardzo WYRAŹNIE. Juz gdzieś na
        innym wątku pisałam, że do facetów trzeba bardzo zrozumiale, bo potem tylko nam
        sie wydaje, że coś im powiedziałyśmy.
        Wiem z doświadczenia.
        Życzę Ci mimo wszystko napływu instynku macierzyńskiego.
        Przyznam Ci się, że dla mnie to bardzo zaskakujące uczucie.
        Ale nadal nie mam skłonności zachwycać się obcymy bachorami. Tylko moje dziecko
        będzie wspaniałe: intelignetne po ojcu i sliczne... może lepiej nie po mnie;)
        Pozdrowienia!
        • dr_tusia Re: Dziękuję! 31.08.04, 18:44
          Ale to przeciez bardzo fajne, ze masz tyle pomyslow i chcesz je realizowac!
          Kazdy ma inny pomysl na zycie i chec podejmowania decyzji przychodzi do kazdego
          w innym momencie. A przynajmniej nie powiesz kiedys dzieciatku "gdyby nie ty,
          to moglabym..." i tu gorzka lista tego wszystkiego, co mogla byla zrobic
          mamuska, gdyby dziecieciu nie zachcialo sie w nieodpowiednim momencie pchac na
          swiat.
          • karo_lina79 Re: Dziękuję! 31.08.04, 18:54
            Tak bym nie powiedziała, nawet gdyby się naprawdę wepchało w nieodpowiednim
            momencie.
            Po prostu byłoby zastraszone psychicznie, aby też mieć zmarnowane życie!
            Ot co.
            • ola Re: Dziękuję! 31.08.04, 19:15

              nic z wami nie jest nie tak. po prostu macie inaczej niz te mlode mamy. a one
              maja inaczej niz wy. i dobrze, najwazniejsze, zeby dzieci byly kochane
              • karo_lina79 Re: Dziękuję! 31.08.04, 19:17
                Ale te młode mamy się cieszą, że już są uwiązane na całe życie, poza tym nie
                znam na tyle odpowiedzialnych 20-23-25-latek, żeby mogły już wychowywać
                człowieka.
                • ola Re: Dziękuję! 31.08.04, 19:30

                  one na to patrza inaczej niz ty. dla ciebie to uwiazanie na cale zycie. dla
                  nich - sens tego zycia. nie chca zyc tylko dla siebie. ty chcesz. i w czym
                  problem, bo nie rozumiem. chyba, ze ktos cie zmusza do prokreacji. wtedy to
                  zle. ja mam 24 lata i czuje sie juz gotowa. a to, co wazne dla ciebie? kariera
                  mi wisi. pracuje juz tyle lat, ze wiem, po co to robie. tylko dla pieniedzy, i
                  zawsze dla jakiegos grubego, chamskiego szefa. mialam ich paru i znam juz
                  zasady gry. kariera jest jak dziecko - albo jej chcesz, albo nie. dziecko w
                  angielskim nie przeszkadza. w wyjazdach tez nie (wiem, bo mialam pare pod
                  opieka i tez z nimi wyjezdzalam), chyba ze wolisz jechac sama i sie bawic.
                  wtedy faktycznie lepiej jedz sama. dzieci sa darem, tak ja na to patrze. i
                  wcale nie czuje, ze mialabym cos stracic przez zostanie mama. ja tak mam. ty
                  masz inaczej. ale przeciez istnieje antykoncepcja, nie?
                  • karo_lina79 Re: Dziękuję! 31.08.04, 19:33
                    ...i dlatego od kilku lat zatruwam mój organizm tabletkami anty.
                    Zazdroszczę Ci pracy. Marzę o nawet superchamskim szefie, byle płacili
                    przyzwoicie...
                  • dr_tusia Re: Dziękuję! 31.08.04, 19:40
                    Tak, Olu, tu Cie popieram. Ja tez naleze do tej frakcji:)
                    Dzieci sa darem i to najwspanialszym, jaki mozna dostac od zycia i w niczym nie
                    ograniczaja. Ja tez mam 24 lata,nie czuje sie jeszcze calkiem gotowa, ale coraz
                    szybciej budzi sie we mnie ta potrzeba. Zwlaszcza, gdy poobcuje troche z
                    pacjentami na oddziale noworodkow:) Tyle ze na patologii noworodka mozna sie
                    najesc potwornego strachu... Ale w ramach terapii sa cale tabuny zdrowych,
                    slicznych i kochanych dzidziusiow:))
                    I tak zdradzilam sie Wam z drugiej mojej wielkiej namietnosci- pierwsza
                    miloscia sa gory, a druga- dzieci:)))
                • rabidurbian Re: Dziękuję! 01.09.04, 13:28
                  Czytam wasze posty i generalnie się zgadzam, ale..... osobiście znam kobietę
                  która w wieku lat 40 kilku postarała się o dziecko. Bardziej nie
                  odpowiedzialnej mamy w życiu nie widziałem. Wiem co mówię, bo to moja ciocia i
                  tylko współczuję mojej kuzynce takiej matki. W zasadzie to małą wychowuje
                  babcia i rodzeństwo cioteczne. Moja własna matka miała 26 lat jak urodziła
                  mojego brata i nie uważam by była nie odpowiedzialna. Karo_lina, za bardzo
                  uogólniasz. Nie ważne ile ma się lat, ważne jak podchodzi się do nowego życia.
                  Najważniejsze jest to by dziecko było kochane, wtedy reszta się ułoży.
                  Pozdrawiam.
                  • knulla Re: Dziękuję! 06.09.04, 10:59
                    Jeżeli wypowiadasz się na forum to może najpierw naucz się liczyć. Ta kobieta
                    nie miała 40 lat tylko 36 lat kiedy jak to ładnie ujołeś postarała się o
                    dziecko. Czytając Twoje wypociny śmię twierdzić, że nie wiesz co mówisz, a tak
                    nawiasem to nie przypominam sobie żebyś wychowywał "tą małą" bo o ile się nie
                    mylę to ostatni kontakt jaki z nią miałeś to było rok temu. Skoro twierdzisz,
                    że tak mocno jeje współczujesz to w ramach tego dobrego serca należał choć raz
                    pamiętać o biednym dziecku i złożyć jej życzenia na imieniny lub urodziny nie
                    wspomnę już o świętach gdzie nikt poza nieodpowiedzialną matką nie pomyślał
                    o "biednej dziewczynce" acha nie zapominaj,że biedna dziewczynka ma już 15 lat
                    i dużo bardziej rozwinięty proces myślowy od ciebie i w każdym razie nie
                    wypowiada się na tematy o których mało wie.Powracając jeszcze do wątku
                    wychowywania to zapomniałeś dodać że "biedna mała" mieszka razem z babcią i
                    nieodpowiedzialną matką i jest to naturalne, że jak matka jest cały dzień w
                    pracy to babcia zajmuje się dzieckiem. A kto zajmował się tobą i twoim bratem
                    jak twoja mama musiała pójść do pracy? A może nie musiała i nie wie co znaczy
                    wychowywać samej dziecko i pracować? Tak, że zaczym zaczniesz się wypowiadać na
                    jakikolwiek temat to najpierw pomyśl i zastanów się a dopiero potem
                    wypowiadaj. "Biedna mała"
                    • rabidurbian Re: Dziękuję! 13.09.04, 09:27
                      knulla napisał:

                      > Jeżeli wypowiadasz się na forum to może najpierw naucz się liczyć. Ta kobieta
                      > nie miała 40 lat tylko 36 lat kiedy jak to ładnie ujołeś postarała się o
                      > dziecko.
                      Podałem orientacyjny wiek. Nie pamiętam ile dokładnie lat miała, ale to nie
                      jest tak istotne.
                      > należał choć raz
                      > pamiętać o biednym dziecku i złożyć jej życzenia na imieniny lub urodziny nie
                      > wspomnę już o świętach gdzie nikt poza nieodpowiedzialną matką nie pomyślał
                      > o "biednej dziewczynce"
                      Przedewszystkim, nie wiem co ma oznaczać twoje określenie "biedna dziewczynka"
                      Ja czegoś takiego nie użyłem, napisałem tylko że żal mi małej, bo 14 latka jest
                      jeszcze dzieckiem. Po drugie, zawsze staram się pamiętać o urodzinach, czy
                      innych uroczystościach, ale czasami mam już dosyć, jak jestem jedyną stroną
                      która takowe życzenia wysyła. Ot co!
                      > acha nie zapominaj,że biedna dziewczynka ma już 15 lat
                      Nie wiem kim ty jesteś, ale osoba o której myślę, ma jeszcze 14 lat.
                      > i dużo bardziej rozwinięty proces myślowy od ciebie i w każdym razie nie
                      > wypowiada się na tematy o których mało wie.
                      Nie masz pojęcia nawet o części prawdy w wielu kwestiach. Wierz mi, każdy
                      nastolatek myśli, że wie wszystko. Mądrość w wiedza przychodzi wraz z wiekiem i
                      tego się nie zmieni. Osoba którą mam na myśli, nie zna na pewno całej prawdy.
                      Nie może być obiektywna (a któż by był w sprawie własnej matki), a pozatym nie
                      zna sprawy z drugiej strony. Dopiero poznanie całej prawdy, przeanalizowanie
                      takich informacji, daje człowiekowi prawo do wyrażania takich, czy innych opini
                      na dany tema. Z twoich wypowiedzi wynoszę, że jesteś bardzo stronniczo
                      nastawiona i jakiekolwiek próby przekonania ciebie do innych racji mogą spalić
                      na panewce.
                      > zapomniałeś dodać że "biedna mała" mieszka razem z babcią i
                      > nieodpowiedzialną matką i jest to naturalne, że jak matka jest cały dzień w
                      > pracy to babcia zajmuje się dzieckiem.
                      Nigdzie nie napisałem mieszkanie z babcią za coś złego, albo nie
                      odpowiedzialnego ze strony matki. Jak jest taka sytuacja, to logiczne się
                      wydaje dzielenie obowiązków w wychowaniu między domowników. Osobę o którą mi
                      chodzi, analizuję jednak pod aspektem matki. Każdą osobę można analizować pod
                      wieloma aspektami, np. pod względem koleżaniki, siostry, pracownicy czy właśnie
                      matki.
                      > A kto zajmował się tobą i twoim bratem
                      > jak twoja mama musiała pójść do pracy? A może nie musiała i nie wie co znaczy
                      > wychowywać samej dziecko i pracować?
                      Jak moja mama poszła do pracy, to ja i mój brat sami się sobą zajmowaliśmy. Jak
                      miałem 8 lat, to przychodziłem sam do domu, sam się sobą zajmowałem do powrotu
                      rodziców. Sam chodziłem do szkoły i z niej wracałem. Miałem własne klucze.
                      Takie postępowanie moich rodziców, wykształciło we mnie olbrzymie poczucie
                      własnej indywidualności. Jest to dla mnie coś, co stawiam ponad wszystko (co
                      szczeże mówiąc czasami przynosi mi problemy ;) ). Moja matka wie doskonale co
                      znaczy wychowywać dwójkę chłopców i pracować. Często siedziała całą noc, by coś
                      dla nas zrobić. Jak nie było pieniędzy, to sprzedawała własną biżuterię, by
                      kupić dla nas upragnione rzeczy (komputer naprzykład). Nigdy nie pozwoliła
                      byśmy głodowali, czy cierpieli biedę w inny sposób. Sama sobie odmawiała i to
                      bardzo często (komuna, wszyscy wiedzą o co chodzi), byśmy my mieli "coś". To
                      jest dla mnie prawdziwa matka. Prawdziwi rodzice, znam wielu takich w rodzinach
                      moich znajomych, którzy byli gotowi odebrać coś sobie, by dać dziecom. To jest
                      prawdziwe poświęcenie. (chodzi mi także o uczucia, akceptowanie osoby jaka
                      jest, dawanie jej dużo miłości, oparcie emocjonalne).
                      > Tak, że zaczym zaczniesz się wypowiadać na jakikolwiek temat to najpierw
                      > pomyśl i zastanów się a dopiero potem wypowiadaj.
                      Moje wypowiedzi są przemyślane, nie napisałem tego pod wpływem impulsu, emocji.
                      Jest to wypowiedz osoby, która ma już za sobą trochę doświadczenia życiowego,
                      osoby, która wsłuchuje się w innych i sama stara się wyciągać wnioski z ich
                      doświadczeń. Osobę którą tu opisywałem, mógłbym pochwalić jako koleżankę, czy
                      ciocię. W takich aspektach jest świetną osobą. Jednak do roli matki nie każdy
                      się nadaje. Do tego potrzeba zaangażowania (nie wystarczy tylko urodzić),
                      cierpliwości, dużo silnej woli i chęci, przedewszystkim chęci.
                      Ty, jako 15 latka, jak sama o sobie piszesz, nie możesz mieć za bardzo pojęcia
                      o tym wszystkim. Nie wystarczy przeczytać dużo książek by zrozumieć, trzeba
                      rozwinąć się emocjonalnie, dojrzeć, a 15 lat to stanowczo za mało. Nie twierdzę
                      że nie jesteś dojrzała, pewnie jesteś jak na swój wiek, ale poczekajmy te 10
                      lat. Wtedy będziesz patrzyła na różne sprawy zupełnie inaczej, zapewniam ciebię.
                      Pozdrawiam mimo wszytko ciepło.
                      • knulla Re: Dziękuję! 15.09.04, 21:32
                        Dziwny jest ten świat gdzie jeszcze wciąż
                        mieści się wiele zła
                        i dziwne jest to
                        że od tylu lat
                        człowiekiem
                        gardzi człowiek

                        Dziwny jest ten świat
                        świat ludzkich spraw
                        czasem aż wstyd
                        przyznać się ..
                        a jednak często jest
                        że ktoś słowem złym
                        zabija tak jak nożem

                        …na wypadek gdybyś miał problem z interpretacją… –

                        Tak szczerze do bólu rozbawił mnie twój mail i jednocześnie utwierdził w swoich
                        przekonaniach o Tobie, że miałam ogromny problem od czego zacząć!
                        Tyle ciekawych wątków! Ty taki doświadczony dorosły mężczyzna i do tego jaki
                        kulturalny...
                        Dobrze, komplementów wystarczy - przejdźmy do rzeczy - list autora, do którego
                        się zwracasz - czy aby na pewno dobrze zrozumiałeś moją poprzednią widomość?
                        Do łez mnie rozbawiłeś swoimi analizami "pod aspektem siostry, brata,
                        koleżanki" psycholog czy co?
                        A te wywody o trudnym dzieciństwie i indywidualności, która Ci się z
                        samodzielnością pomyliła chłopczyku (może jednak warto parę książek
                        przeczytać...)
                        No i jak częściowo dobrze to ująłeś - wiedzy z wiekiem przybywa, ale rozumku
                        to ci chyba ubywa – zresztą, z pustego i Salomon nie naleje..

                        Ach i popracuj trochę nad ortografią bo wstyd czytać te Twoje ‘forumowe’
                        farmazony, nie dość że bzdury, to jeszcze okraszone podstawowymi błędami
                        ortograficznymi.
                        Z pozdrowieniami (które nie są ciepłe ani trochę)

                        Knulla

                        ps. a z tą biżuterią "na komputer" to się troszeczkę ośmieszyłeś
                        • rabidurbian Re: Dziękuję! 16.09.04, 08:46
                          Myślę że wiem doskonale od kogo pochodzą te słowa. Nie sa to od osoby która się
                          podaje za autorkę. "Przygadał kocioł garnkowi" - jak mówi przysłowie. Spójrz
                          najpierw na siebie, by potem oceniać innych.
                          Pozdrawiam. :)
                          • knulla Re: Dziękuję! 16.09.04, 09:13
                            Przysłowie mówi "Przyganiał kocioł garnkowi" !!!

                            A jeśli już mowa o ocenianiu, to nie Ja to zaczęłam :-).

                            Knulla
                            • rabidurbian Re: Dziękuję! 16.09.04, 09:48

                              > A jeśli już mowa o ocenianiu, to nie Ja to zaczęłam.

                              Ależ ty, wtrącając się w tą dyskusję. Dyskusja była o posiadaniu, a raczej
                              odpowiedzialności posiadania dzieci w młodym wieku. Przytoczyłem własne
                              argumenty, a ty się wtrąciłaś nie wnosząc nic do dyskusji, a rozpoczynając
                              zupełnie inną - dziewczynko.
                              • knulla Re: Dziękuję! 16.09.04, 11:00
                                Muszę przyznać rację Ance55 - masz problemy z obiektywną oceną sytuacji - a
                                jeśli chodzi o wtrącanie - to mam wrażenie, że jest ktoś w tym lepszy ode
                                mnie ;-\

                                chłopczyku
                                • rabidurbian Re: Dziękuję! 16.09.04, 12:26
                                  Wtrącanie??? Hahahahahahaha......!!!! Rozbawiłaś mnie do łez. Takich bzdur sam
                                  Bareja by się nie powstydził. Wiesz co, wracaj do swoich spraw, do swojego
                                  światka małej intrygi, małych knowań i zostaw w spokoju uczciwego człowieka.
                                  Wszystkim będzie się wtedy lepiej żyło.
                                  • knulla Re: Dziękuję! 16.09.04, 12:37
                                    Denerwujemy się?

                                    Knulla
                                    • rabidurbian Re: Dziękuję! 17.09.04, 15:49
                                      Nie, nie denerwuję się. A uważasz, że mam powody...Nie trzeba być psychologiem
                                      aby wysuwać jakieś analizy, czego nie mogę powiedzieć o tobie. Musiałaś
                                      przeczytać już wiele książek poruszajacych problem człowieka jako istoty
                                      społecznej bo tak trafne i ścisłe odpowiedzi z pewnościa znalazłbym tylko u
                                      Aronsona lub....B.Wojciszke?( wiem, że wiesz kim jest i nie muszę ci tłumaczyć -
                                      to by uwłaczało twojej dumie "młodego naukowca" hahaha) Nie mam już ochoty
                                      odpowiadać na twoje posty, są irytujące i pełne pogardy.Nie przysyłaj mi więcej
                                      życzeń skoro mają być nieszczere. To jest płytkie i banalne,jakby to ująć( w
                                      tym momencie sprawdź jak pisze się wyraz "ujołeś"- cytuje ciebie,
                                      wszechwiedząca),nieprzystoi tak mądrej 15 letniej (hm)osobie. Skoro radziłas
                                      sobie tak dobrze przez ten ostatni czas beze mnie to poradzisz sobie i przez
                                      najbliższy. Na koniec rada od doświadczonego (żeby nie napisać starszego), weź
                                      sie do nauki, już prawie październik..... .
                                      • knulla Re: Dziękuję! 17.09.04, 22:53
                                        Drogi Rabidurbianie, sam wywołałeś burzę w szklance wody i to Ty
                                        powinieneś wiedzieć czy masz powody, żeby się denerwować. Wiele w
                                        życiu książek czytałam lubię czytać i obiecuję, że sprawdzę autorów, o
                                        których piszesz. Nie znam tych pozycji i nie czuję się z tego powodu
                                        gorsza. Życzeń nigdy Ci nie wysyłałam, a jeśli chodzi o błędy –
                                        chyba nie chcesz, żebym Ci wszystkie zacytowała?

                                        Młody człowieku, radziłam sobie doskonale bez Ciebie i dalej będę
                                        sobie radzić, zapamiętaj jednak to, co tak sobie przypisujesz, nie
                                        oceniaj nigdy nikogo póki nie usłyszysz, co osoba oceniana ma do
                                        powiedzenia w danej sprawie. Jak sam stwierdziłeś wyciągasz wnioski z
                                        tego co usłyszysz, ale nigdy nie słyszałeś drugiej strony, bo na pewne
                                        tematy nigdy z nią nie rozmawiałeś i dlatego nie możesz być obiektywny
                                        w swoich wywodach.
                                        Do nauki nie będę się brała, ponieważ nie mam już na to ochoty z racji
                                        wieku.
                                        I nie wiem, dlaczego (może z racji wieku) liczyłam na przeprosiny
                                        – teraz mój drogi nawet tysiąc bukietów niebieskich róż, by Ci
                                        nie pomogło…
                  • anka55 Re: Dziękuję! 15.09.04, 22:52
                    Zainteresowała mnie wasza dyskusja i postanowiłam zabrać w niej głos.
                    Według mnie Rabidurbianie, to błednie oceniasz pewne fakty.
                    Ty także powinieneś zastanowić się na temat tego, czy nie jesteś stronniczy.
                    Być moze nie znasz pewnych okoliczności i zbyt negatywnie oceniasz swoją
                    ciotkę. Szcególnie, że ona ma większy bagaż doświadczeń niż Ty.

                    Powinienieś pamietać, że forum czytają różni ludzie, a umieszczne na nim
                    osobistych spostrzeżeń, opinii (typu cytuję: "współczuje mojej kuzynce takiej
                    matki") może kogoś zranić i sprawiać mu przykrość (co też ci sie udało,
                    czytając emaila knulli).

                    Odpowiedzialność za wygłaszanie swoich opinii (rzekomo przemyślanych)
                    powinna być świadectwem twojej dojrzałości i mądrości.
                    Ty zaś nieskromnie uważasz, ze jesteś dojrzały, szklachetny i dobroduszny.
                    Jak bys taki był, to byś inaczej formułował swoje opinie i z większą
                    ostrożnością
                    oceniałbyś ludzi.
                    Ludzie wychowują się w różnych środowiskach, mają różne doświadczenia życiowe
                    i nie można jednak do wszystkich używać tej samej miarki.
                    Przykładowo, uważasz, że twoja matka poświecając wszystko dla ciebie robiła
                    coś dobrego,
                    odmawiała sobie wielu rzczy, zebyście mieli "coś".
                    Ja tak nie uważam.
                    Uważam. że zrobiła ci krzwdę utwierdzajac cię w tym, zebyś miał wszystko co
                    inni.
                    To jej kompleksy, a nie prawdziwa miłośc, kazała jej zadbać o to,abyś nie
                    odstawał od reszty kolegów. To nie jest dobra miłosć.
                    Miłośc nie polega na tym, aby ktoś miał coś, tylko, żeby się wspierać,
                    szanować,
                    realizować swoje, a nie tylko syna marzenia.
                    W swych wypowiedziach jedynie akcentujesz materialne formy miłości,
                    a gdzie podziękowanie matce za czas, energie, pokazanie świata, systemu
                    wartosci.
                    Ja jestem wdzięczna mamie i tacie za to, ze nie byłam dla nich całym swiatem,
                    a nie kupowali mi coraz to nowe zabawki za ostanie w domu pieniądze.
                    Dzięki czemu łatwiej mi żyć i doceniać efekty własnej pracy.

                    Marwi mnie jedynie to, jak Ty będziesz oceniał własną matkę, jak nie bedzie
                    mogła ci
                    pomagać i nie bedzie miala co sprzedać abyś Ty miał "coś"?
                    Pomożesz jej? Odwiedzisz ją? Skoro już teraz nie masz czasu na spotkanie z
                    kuzynką od roku...
                    Przemyśl to i pomyśl na tym, ze czas już dorosnąć. uświadom sobie także,
                    że jeżeli Ty jestes jedyną osobą, która życzenia wysyla i ich
                    (co sie domyślam po twym żalu w wypowiedzi) nie dostaje, to znaczy,
                    że dla niektórych ludzi nie jestes tak ważny jak sam uważasz.
                    Jezeli komuś by zależało na Tobie - napewno o ważnych dla Ciebie dniach,
                    chwilach będzie pamiętał.
                    Smutne, ale prawdziwe.

                    Na koncu chciałam powiedzieć, że błednie rozumujesz (polecam ksiązki z logiki).
                    Chodzenie samodzielnie w wieku 8 lat do szkoły, przebywanie samemu w domu,
                    posiadanie własnych kluczy do domu nie wykształca u człowieka cytuje: "własnej
                    indywidualnosci".
                    A z tonu twych dotychczasowych wypowiedzi wnioskuje, że indywidualność jest ci
                    nie nieznana,
                    bo wycofujesz się z mocniejszych stwierdzeń próbując przedstawić
                    swoją osobę w jak najleszepszym świetle (przyjaciela wszystkich).
                    Zapamiętaj też, że ludzie to istoty myślące, które wszelki fałsz, nieszczerość
                    i pychę szybko zauważają! I takich też ludzi unikają....
                    • knulla Re: Dziękuję! 16.09.04, 09:14
                      dziękuję..
                    • rabidurbian Re: Dziękuję! 16.09.04, 09:30
                      anka55 napisała:

                      > Być moze nie znasz pewnych okoliczności i zbyt negatywnie oceniasz swoją
                      > ciotkę. Szcególnie, że ona ma większy bagaż doświadczeń niż Ty.
                      Anka, znam kilka osób wychowujących dzieci w różnym wieku, sam mam czasami
                      doczynienia z maluchami. Widzę jak postępują ci rodzice i widzę jak postępuje
                      osoba którą mam na myśli. Porównuję i wychodzi mi to, o czym pisałem.
                      > Powinienieś pamietać, że forum czytają różni ludzie, a umieszczne na nim
                      > osobistych spostrzeżeń, opinii (typu cytuję: "współczuje mojej kuzynce
                      takiej
                      > matki") może kogoś zranić i sprawiać mu przykrość (co też ci sie udało,
                      > czytając emaila knulli).
                      Knulla nie dowiedziała by się o tym, gdyby ktoś jej w tym nie pomógł. (ale to
                      inna historia)
                      > Odpowiedzialność za wygłaszanie swoich opinii (rzekomo przemyślanych)
                      > powinna być świadectwem twojej dojrzałości i mądrości.
                      > Ty zaś nieskromnie uważasz, ze jesteś dojrzały, szklachetny i dobroduszny.
                      > Jak bys taki był, to byś inaczej formułował swoje opinie i z większą
                      > ostrożnością
                      > oceniałbyś ludzi.
                      Nigdzie nie napisałem że jestem szlachetny i dobroduszny. Potrafię zaleźć za
                      skórę, ale w tejże sytuacji wiem doskonale co piszę, a patrząc na otoczenie, to
                      ja i tak oceniam ludzi z o wiele większą ostrorzością niż inni.
                      > Ludzie wychowują się w różnych środowiskach, mają różne doświadczenia życiowe
                      > i nie można jednak do wszystkich używać tej samej miarki.
                      W wypadku tej sytuacji, mam doskonałą miarkę. Znam sytuację i widziałem jak się
                      kształtowała przez wiele lat.
                      > Przykładowo, uważasz, że twoja matka poświecając wszystko dla ciebie robiła
                      > coś dobrego,
                      > odmawiała sobie wielu rzczy, zebyście mieli "coś".
                      Chodziło mi o pokazanie, jak bardzo była się w stanie poświęcić dla nas. Nie
                      ważne jaki był tego powód. Nie robię z mojej matki osoby świętej, też ma wiele
                      wad, jak każdy, ale jednak tego jednego jej nie można odmówić.
                      > Ja tak nie uważam.
                      To twoje prawo.
                      > To jej kompleksy, a nie prawdziwa miłośc, kazała jej zadbać o to,abyś nie
                      > odstawał od reszty kolegów. To nie jest dobra miłosć.
                      Na pewno ciągłe gadanie o pieniądzach mi nie pomogło, ale mam kochaną żonę,
                      która takie złe nawyki ze mnie "wybiła" ;)

                      > W swych wypowiedziach jedynie akcentujesz materialne formy miłości,
                      > a gdzie podziękowanie matce za czas, energie, pokazanie świata, systemu
                      > wartosci.
                      Teraz, będą dorosłym staram się podziękować rodzicom, za to jakimi byli w
                      czasach mojego dzieciństwa. Często u nich bywam, staram się pomagać w czym
                      tylko mogę. Kocham ich z całego serca.
                      > Marwi mnie jedynie to, jak Ty będziesz oceniał własną matkę, jak nie bedzie
                      > mogła ci
                      > pomagać i nie bedzie miala co sprzedać abyś Ty miał "coś"?
                      Już bywają sytuacje, że ja pomagam moim rodzicom, także czasami finansowo,
                      chociaż to zdarza się bardzo żadko (bo nie brak im pieniędzy). Natomiast kocham
                      także moich teściów, a ci "groszem nie śmierdzą". Jakoś jestem w stanie ich
                      zaakceptować takimi jakimi są i im pomagam z żoną także finansowo.
                      > Jezeli komuś by zależało na Tobie - napewno o ważnych dla Ciebie dniach,
                      > chwilach będzie pamiętał.
                      Osoby którym zależy i na których mi zależy - pamiętają. Pozatym mi chodziło o
                      niechęć do wysyłania życzeń, a nie o to, że cierpię psychicznie za to że ich
                      nie dostaję.
                      > Na koncu chciałam powiedzieć, że błednie rozumujesz (polecam ksiązki z
                      logiki).
                      Studiowałem i miałem na studiach przedmiot logika. Coś mi po tym zostało w
                      głowie, a nie widzę tutaj błędów logicznych. (tylko nie bawmy się w rozbiory
                      zdań ;) )
                      > Chodzenie samodzielnie w wieku 8 lat do szkoły, przebywanie samemu w domu,
                      > posiadanie własnych kluczy do domu nie wykształca u człowieka
                      cytuje: "własnej
                      > indywidualnosci".
                      > A z tonu twych dotychczasowych wypowiedzi wnioskuje, że indywidualność jest
                      ci
                      > nie nieznana,
                      > bo wycofujesz się z mocniejszych stwierdzeń próbując przedstawić
                      > swoją osobę w jak najleszepszym świetle (przyjaciela wszystkich).
                      Nie jestem przyjaciele wszystkich, osoby które są moimi przyjaciółmi stanowią
                      wąską grupę. Nie poszukuję wciąż nowych znajomości, bazuję na kilku
                      sprawdzonych osobach, a ostatnie doświadczenia jeszcze mnie w tym utwierdzają.
                      > Zapamiętaj też, że ludzie to istoty myślące, które wszelki fałsz,
                      nieszczerość
                      > i pychę szybko zauważają! I takich też ludzi unikają....
                      Właśnie, dlatego powinienem unikać pewnych osób, bo kłamią i oszukują jak
                      najęci.
                      • knulla Re: Dziękuję! 17.09.04, 22:43
                        Drogi Rabidurbianie, sam wywołałeś burzę w szklance wody i to Ty
                        powinieneś wiedzieć czy masz powody, żeby się denerwować. Wiele w
                        życiu książek czytałam lubię czytać i obiecuję, że sprawdzę autorów, o
                        których piszesz. Nie znam tych pozycji i nie czuję się z tego powodu
                        gorsza. Życzeń nigdy Ci nie wysyłałam, a jeśli chodzi o błędy –
                        chyba nie chcesz, żebym Ci wszystkie zacytowała?

                        Młody człowieku, radziłam sobie doskonale bez Ciebie i dalej będę
                        sobie radzić, zapamiętaj jednak to, co tak sobie przypisujesz, nie
                        oceniaj nigdy nikogo póki nie usłyszysz, co osoba oceniana ma do
                        powiedzenia w danej sprawie. Jak sam stwierdziłeś wyciągasz wnioski z
                        tego co usłyszysz, ale nigdy nie słyszałeś drugiej strony, bo na pewne
                        tematy nigdy z nią nie rozmawiałeś i dlatego nie możesz być obiektywny
                        w swoich wywodach.
                        Do nauki nie będę się brała, ponieważ nie mam już na to ochoty z racji
                        wieku.
                        I nie wiem, dlaczego (może z racji wieku) liczyłam na przeprosiny
                        – teraz mój drogi nawet tysiąc bukietów niebieskich róż, by Ci
                        nie pomogło…

                        Knulla
    • tylka123 Re: PROBLEM! 31.08.04, 19:58
      Olu - problem , przynajmniej mój to to, ze mój partner, ten którego chciałabym
      na całe życie bardzo che dziecka, nie zmusza mnie- niby jak? tabletki mi na
      witaminkę C podmni? Ale ja chcę zebyśmy bylui razem szczęśliwi, a jeśli dla
      niego pełnią szcxzęścia jest duża rodzina, to co ja mam zrobić?
      • ola Re: PROBLEM! 01.09.04, 11:53

        tylko - musicie sie jakos dogadac, razem cos ustalic, my nie sprzedamy ci
        zadnego rozwiazania, bo jak?
        co do pracy - grubi chamscy szefowie nigdy nie placa przyzwoicie, dla nich
        nigdy nie zarabiasz zbyt malo, zeby sie nie dalo juz bardziej uciac... przez
        rok tyralam po 15 godzin dziennie za tysiac zlotych, a ten mnie jeszcze
        straszyl, ze mi premie obetnie. jaka premie, na boga????
      • burza4 Re: PROBLEM! 01.09.04, 13:05
        Wiesz, padało już tu wiele odpowiedzi. Jestem nie najmłodszą mężatka i z
        perspektywy czasu mam inne spojrzenie. Rzuciło mi się w oczy kilka, nazwijmy
        to, przekłamań.

        Po pierwsze - dziewczyny piszą - ustal wcześniej co i jak. Skądinąd słusznie.
        Tylko moje doświadczenie pokazuje, ze NIE DA SIĘ ustalić na 100% tego typu
        kwestii! Teraz ty nie chcesz dziecka, a on chce dużą rodzinę. Za rok może być
        odwrotnie - ty mozesz sfiksować na punkcie dzieci, a on np. po urodzeniu
        pierwszego - dojść do wniosku, że za żadne skarby nie chce więcej bo teraz już
        wie, z czym to się "je"!!! Moja znajoma takie ustalenia z mężem zrobiła - była
        przekonana, że podobnie jak mąż dzieci mieć nie chce. Po pięciu latach chce
        strasznie, on nadal nie. I co teraz? on się powołuje na ustalenia, jej się
        odmieniło radykalnie. Ja jeszcze niedawno powiedziałabym, że za żadne skarby
        świata nie chcę mieć drugiego dziecka, teraz już nie jestem tak negatywnie
        nastawiona. Z kolei mój mąż marzył obłąkańczo o wspólnym dziecku, teraz on jest
        raczej na nie... Co najwyżej możesz sygnalizować, że nie czujesz się jeszcze
        gotowa na macierzyństwo, i nie jesteś pewna jak to będzie wyglądało w
        przyszłości, ale to nie jest rodzaj decyzji na całe życie. Może faktycznie nie
        będziesz chciała, a może zapragniesz tak mocno, że to pragnienie przesłoni ci
        resztę świata.

        No i drugie małe przekłamanie: życie z dzieckiem różni się od zycia bez dziecka
        dość radykalnie. I niech nikt nie gada bzdur, że dziecko w niczym nie
        przeszkadza (to nie najszcęśliwsze określenie, ale wiecie o co mi chodzi).
        Dziecko niesie ze sobą pewne ograniczenia, jest to naturalną konsekwencją i
        trzeba to akceptować, a nie na siłę wtłaczać dziecko w dotychczasowe życie.
        Znam przypadki, kiedy rodzice chodzą z niemowlakiem na dyskotekę, zostawiając
        je u zaprzyjaźnionej szatniarki, znam tez takich, któzy z 2-latkiem jezdżą na
        motocylku i takich, którzy zdobywają szczyty góskie. Tylko dla mnie to świadczy
        o braku wyobraźni, a nie o tym, że dziecko nie zmienia stylu życia. POWINNO
        ZMIENIĆ.

        Nawiasem mówiąc, nawet jeśli ktoś nie prowadzi szczególnie pasjonującego życia,
        to inaczej się odpoczywa na wczasach, kiedy można spać do 11 i balować do 3 nad
        ranem, a inaczej, jak od 6 rano słyszy się "maaamooo, siusiu, jeść, pić, kupkę,
        nuuuudnoooo, poczytaj mi, zbuduj babkę z piasku itd."
        • dr_tusia Re: PROBLEM! 01.09.04, 13:31
          Nie chce w niczym podwazac tego, co mowia doswiadczone mamy, ale w jednym sie z
          Toba nie zgadzam- w tej zmianie trybu zycia. Wszystko zalezy od tego, jakie owo
          zycie bylo przed urodzeniem dzidzi. Jesli ktos kochal zadymione puby i
          wrzaskliwe dyskoteki, to faktycznie- musi z tego zrezygnowac, bo to nie miejsce
          dla dziecka, zreszta zdrowiu doroslego tez nie sluzy.
          Ale co do gorskich szczytow- mozesz byc pewna, ze dzieciatku to nie
          zaszkodzi /mowimy oczywiscie o zdrowym niemowlaczku/. Pomysl sama- co dla
          dziecka lepsze? Zanieczyszczone miasto i pomieszczenia zamkniete pelne ludzi-
          nosicieli wirusow i bakterii/bo dorosli w duzej czesci nimi sa, nie wiedzac o
          tym/, czy zdrowe, gorskie powietrze, otwarta przestrzen i spokojni, ukojeni
          krajobrazem rodzice? Mowie to moze nie jako mama, ale jako przewodnik gorski i
          prawie-pediatra zarazem:))) Oczywiscie, nie w Wysokie Tatry, nie na wspinaczke,
          ale normalne gorki, trekking, chatki, w ktorych dziecko wspaniale sie
          uspolecznia wsrod pogodnych ludzi i lagodna muzyka gitar, przy ktorej slicznie
          zasypia. Co w tym niedobrego? To nie swiadczy o braku wyobrazni, znam mnostwo
          dzieci w roznym wieku tak wychowanych, bo moje srodowisko to górołazy i
          zapewniam Cie, ze wszystkie one sa nie tylko zdrowe, ale wesole, fajne i
          naprawde madre, bo to jest srodowisko ludzi na poziomie- wrazliwych,
          oczytanych. Marze o tym, zeby z moimi dzieciakami robic to samo- to
          profilaktyka wszystkich chorob i sposob na oderwanie sie od plytkiego, pelnego
          marazmu i oszustw swiata. POLECAM! :)))
          I pozdrawiam wszystkie dzidzie:)))
          • burza4 Re: PROBLEM! 01.09.04, 14:15
            dr_tusia napisała:

            >> Ale co do gorskich szczytow- mozesz byc pewna, ze dzieciatku to nie
            > zaszkodzi /mowimy oczywiscie o zdrowym niemowlaczku/. Oczywiscie, nie w
            Wysokie Tatry, nie na wspinaczke,> ale normalne gorki, trekking, chatki,

            No więc ja miałam na myśli właśnie "ostrzejszą zabawę", konkretnie wejście na
            szczyt szlakiem turystycznym, gdzie trasa jest na ponad 3 godziny w jedną
            stronę. Naturalnie nie chodzi tylko o to, czy dziecku coś szkodzi sensu
            stricte, ale o to, że po prostu - wygodniej się idzie z lekkim plecaczkiem (bo
            najwyżej nie zjesz obiadu o stałej porze itd), a mniej wygodnie - niosąc w
            nosidełkach dziecko + tabun akcesoriów, mając w pamięci, że mały np. o 13 je
            obiad, o 14 ma drzemkę, itd. Niby się da zacisnąć zęby, ale jednak "jakościowo"
            jest to inaczej. No i w końcu - że na wycieczki wybierasz krótszy dystans, bo
            przecież nie pójdziesz w góry na wielogodzinną wyprawę, bo dzieciak się umęczy.
            Z kilkulatkiem jeszcze gorzej - na noszenie za cięzki - byłam na Krecie, kiedy
            moja córka miał 6 lat i zrezygnowałam w wycieczki do wąwozu Samaria, niezbyt
            trudnego do przejścia, ale mającego ładnych parę kilometrów długości. Po prostu
            ona nie dałaby rady tyle przejść. Więc nie ma co się łudzić, że się da robić
            WSZYSTKO jak do tej pory.

            Dla kogoś, kto wakacje spędzał na miłych spacerkach po gubałówce, różnicy
            drastycznej nie będzie, ale dla kogoś, kto z placakiem przemierzył całe pasma
            górskie i sypiał czasem choćby w szałasie - już tak. Zresztą - tak czy inaczej
            różnica jest głównie w tym, że bez dziecka człowiek ma na wakacjach totalny
            luz, z dzieckiem już go nie ma i tyle.

            • karo_lina79 Re: PROBLEM! 01.09.04, 16:13
              O, masz rację. Ja tam wolę wspomniane zadumione puby, a przecież dziecka tam
              nie wezmę. A spotkanie w domu ze znajomymi to już nie to samo.
              Dlatego dziecko, niestety, kojarzy mi się ze strasznym wyrzeczeniem.
              Któraś z Was pisała wcześniej, że przecież można robić wszystko.
              Otóż nie - przecież nie zawlokę ryczącego, śmierdzącego noworodka na kurs
              angielskiego.
              Nie wezmę go na zajęcia na uczelnię.
              Kino - też odpada.
              Łażenie po sklepach - to samo. I czytelnia w bibliotece.
              I wiele innych miejsc.
              Po prostu dziecko by mi bardzo przeszkadzało w życiu, a za bardzo kocham
              siebie, aby poświęcić przyjemności dla kogoś. Nawet dla mojego chłopaka nie
              jestem na każde zawołanie.
              No i nie mogłabym bez ograniczeń siedzieć w internecie albo czytać książki do
              trzeciej w nocy i potem odsypiać do dziesiątej.
              • dr_tusia Re: PROBLEM! 01.09.04, 16:35
                Dlatego tez warto sie wyksztalcic, zanim sie zostanie mama.
                Widze, ze znow jestes, Karolina, na kompie w tym samym momencie co ja:) Jednak
                na razie spadam- moze to nie ten watek, ale ide robic obiadek:)))
                • karo_lina79 Re: PROBLEM! 01.09.04, 16:42
                  Ja też spadam - ma randkę... Bosz, jak mi się nie chce tyłka ryszać. Nawet dla
                  niego (chyba go nie kocham jednak).
            • dr_tusia Re: PROBLEM! 01.09.04, 16:25
              No, ja mialam na mysli wlasnie tych z plecakami i na dlugich dystansach,
              Gubalowka to nie gory:) wszystko zaazy od podejscia rodzicow, ich kondycji i
              tego, czego oczekuja. A dziecko przyzwyczajone wiele pokona i znajdzie w tym
              frajde na pewno. Zreszta nie ma sie o co klocic, kazdy ma swoje zdanie i
              dobrze. Wg mnie zwykla turystyka gorska- kazda, moze oproc bacowan- jest
              absolutnie dostepna dla rodzin z dziecmi, problem jest tylko wtedy, kiedy
              maluszkowi cos dolega.
              • burza4 Re: PROBLEM! 01.09.04, 16:53
                8 godzin marszu po bezludziu i malutkie dziecko w jednej pozycji w nosidełku???
                no dla mnie to umęczenie dzieciaka, ale co kto lubi. Owszem, dostępne to może
                jest, ale wyprawa z dzieckiem, które śmiertelenie się nudzi (bo piękno przyrody
                jakoś mu w tym wieku nie trafia do przekonania) i marudzącym to po prostu żadna
                przyjemność. Takie obrazki też widziałam - rodzice wloką starsze dziecko na
                spacerek w góry, dziecko labiedzi przeraźliwie, że go nogi bolą, że mu gorąco,
                że pić, rodzice pokazują otoczenie, maluch chromoli motylka i chce na plac
                zabaw...

                Nie ma co demonizować, wszystko się da, tylko inaczej... i kino, i czytanie, i
                wypady do znajomych. Moje dziecko już jest duże i różnica jest kolosalna -
                znowu mogę poczuć się jak bezdzietna - teraz decyzję o wyjeździe w nieznane,
                wyjściu do kina czy imprezie u znajomych podejmujemy w 15 minut, nie ma stresu
                z kim ją zostawić, jak to przeżyje...

                dla jednego to "inaczej" w kontekście posiadania dziecka jest niewiele
                znaczącym faktem, dla innego - dużym wyrzeczeniem. Choć mądra matka natura tak
                to urządziła, że kiedy to dziecko już jest, to tych "wyrzeczeń" się nie
                odczuwa - bo dziecko jest priorytetem. Inaczej przyszłoby sobie w łeb
                palnąć :)))

                Wiele rzeczy trzeba jakoś znowelizować - jak mawia moja przyjaciółka - mamy
                młodszych dzieci poznaje się głównie po mocno opalonych plecach :))) bo leząc
                na brzuchu śledzą uważnie poczynania latorośli nad brzegiem morza :))) i jak
                stwierdziła - nikt jej nie uprzedzał, że przez 8 lat nie zje spokojnie posiłku
                (bo zawsze któryś z dzieciaków czegoś się domaga, albo wręcz przeciwnie -
                zywiołowo protestuje)
    • merlott Re: PROBLEM! 01.09.04, 13:07
      hej tylka123!
      a mi sie wydaje, ze przede wszystkim nie powinnas zakladac niczego z gory, a
      juz na pewno tego, ze ci sie nie zmienia poglady. przypomnij sobie siebie
      sprzed 5 lat i pomysl czy bylas taka jak teraz?
      ja przy Was jestem starucha, mam 31lat i tak jak pisalam mam przekochana 4-o
      miesieczna coreczke. Jescze kilka lat temu WSPOLCZULAM (sic!!) kolezankom,
      ktore mialy juz dzieci, a teraz wiem, ze sa one tylko i wylacznie ogromnym
      szczesciem. Pewnie, czasem mozna sie przy nich nameczyc, ale nic nie zastapi
      tego uczucia, gdy patrzysz na nie, jak slodko spia, usmiechaja sie, ciesza sie
      na Twoj widok.
      a co do ograniczen - nie wiem, nas nie ograniczylo. Nadal jezdzimy i chodzimy
      we wszystkie miejsca, ktore lubilismy (no, w niektore nie, ale to ze wzgledu na
      emigracje a nie dziecko). Fakt, nie jestesmy dyskotekowi, tam byloby ciezko
      pojsc z dzieckiem. Ale plaza, morze, puby, restauracje, znajomi, lasy, inne
      miasta i kraje - wszystko to ciagle stoi otworem. I nawet ze wzgledu na dziecko
      traktowana jestes jeszcze bardziej serdecznie (no przynajmniej tutaj)

      pozdrawiam cieplutko
      szczesliwa 'wpadkowa' mamusia :))
    • dziewojka Re: PROBLEM! 01.09.04, 15:45
      Oj miałam ten problem i wciąż jest nierozwiązany :(
      Od początku wiedzieliśmy, że my chcemy siebie na całe życie. Powiedzieliśmy
      sobie, jak to życie sobie wyobrażamy... I poza tym, że chcemy być razem, to
      niewiele było punktów wspólnych....
      On chciał żonę w domu, nie to, że gosposię, oczytaną, mądrą, rozwijającą
      zainteresowania, ale w domu, żeby upichciła pyszności, wysprzatała dom, uprała
      ciuchy, wycackała dzieci.. dzieci, dzieci, najlepiej dwójkę. Trochę
      wyolbrzymiam, bo strasznie nakrzyczal na swojego kuzyna, który budził swoją
      siostrę po 5 rano, żeby mu koszulę uprasowała do pracy, a i chętnie robi mi
      kanapki do łóżka i biega rano na zakupy :) Niemniej, kobiety
      chciał.. "udomowionej".
      A zakochał się we mnie!
      A ja chcę pracowac, wiele z siebie jestem w stanie poświęcić pracy, chcę się
      dużo uczyć, coraz to spróbować nowej wiedzy. Do kuchni wchodząc mam dwie lewe
      ręce i przypalam nawet rękawice, szmaty, ręczniki.. Mięsa nie dotknę :)
      Sprzątanie- owszem, ale we dwoje, a przy okazji mozna się powygłupiać i
      pogadać, pralkę mój mąż ma umieć obsługiwać i do funduszów domowych chcę mieć
      równy wkład.
      Ale zakochaliśmy się w sobie. Dostosowujemy się do siebie. To w miłości piękne
      jest, że ludzie się zmieniają, dokształtowują, żeby lepiej mogli do siebie w
      życiu 'przylgnąć'.
      Od często wcześniej powtarzanego zdania NIGDY NIE CHCĘ MIEĆ DZIECI odjęłam
      słówko NIGDY, więcej w tym wolności i dopuszczam, że się zmienię. A mój luby
      dostrzegł same plusy nieposiadania pociech (przynajmniej przez kilka
      najbliższych lat) i teraz oboje żyjemy spokojnie. Póki co- dzieciom stanowczo
      mówię nie. A jak mi się zmieni, to i cóż z tego, przyjmę to życie i pokażę mu
      świat. Nie przeraża mnie to. Bardziej.. odrzuca. Niejedna osoba mówiła, że mi
      przejdzie. Ale coś długo już nie przechodzi.. Cóż. Może kiedyś?
      Nie doradzę nic, bo nie umiem. Dobrze, że teraz, a nie za kilka lat,
      rozstrzygacie te ważne kwestie. Wielu bierze się za to za późno i ludzie łamią
      sobie życia. Tym bardziej- szacunek :)
      Ściskam, dziewojka
      • merusia Re: PROBLEM! 01.09.04, 15:53
        co do braku instynktu! wlasnie urodzilam moja coreczke, i dopiero po
        porodzie /cesarka :)/ zaczelam ja kochac! brzmi to dziwnie! ale ja naprawde nie
        chcialam miec dzieci, a jak sie okazalo miesiac po slubie,z ejestem w ciazy to
        ryczlaam jak bobr przez kilka ladnych miesiecy....a teraz siedze w domu z moja
        Polusia, rzucilam prace , w ktorej zarabialm 6000pln i mialam wlasnie
        awansowac! nie chce tam wracac, bo moja sliczna coreczka jest najwazniejsza i
        kocham ja jak nikogo na swiecie!
        • dr_tusia Re: PROBLEM! 01.09.04, 16:27
          To bardzo budujące, wiesz? Gratuluje z calego serca i caluski dla Malenkiej!
    • black-cat Re: PROBLEM! 01.09.04, 17:01
      Nie wiem ile masz lat ale jak czytam twoją wypowiedź to czuję jakbym czytała
      swoje słowa sprzed kilkunastu jeszcze miesięcy. Przede wszystki musisz
      odpowiedzieć sobie na pytanie czego się boisz? Porodu, ciąży, czy
      odpowiedzialności jaką jest dziecko? Ja bałam sie wszystkiego i boję się w
      dalszym ciągu. O ciążę nieco mniej bo okazało się, że nie taki diabeł
      straszny:) - teraz mija mi 29 tydzień. Jeszcze przed zajściem w ciążę
      wymyśliłam sobie cesarkę, lekarz obiecał, że mi ją zrobi a teraz, kiedy
      dojrzałam, żeby urodzić w sposób naturalny (no, ze znieczuleniem oczywiście) i
      tak okazało się, że będzie cesarka, więc nie mam wyjścia i koniec. Mam
      nadzieję, że skończy się dobrze ale to oczywiste, że boję się nadal. Najmniej
      przeraża mnie zmiana mojego życia ale to dlatego, że lubię zmiany a urodzenie
      dziecka nie oznacza, że będzie gorzej. Będzie napewno inaczej. Dlaczego zaszłam
      więc w ciążę pomimo tylu lęków? Bo kocham mojego męża jak cholera i uznałam, że
      warto pozostawić na tym świecie cząstkę nas. Miałam i mam całe mnóstwo
      wątpliwości, zastanawiam się czy dojrzałam do macierzyństwa itd ale znajomy
      psychiatra twierdzi, że to bardzo zdrowy objaw. Nie wiem jak to będzie ale mam
      nadzieję, że wszystko potoczy się dobrze.
    • oxygen100 Re: PROBLEM! 10.09.04, 22:17
      czyli z tego co piszesz boisz sie odrzucenia ze twoj partner podziekuje za
      wspolprace bo chcialby miec dzieci i byc im ojcem. Ok. A sprobuj odwrocic
      sytuacje. A co by bylo gdyby juz po slubie okazalo sie ze to on nie moze miec
      dzieci?? Tak nieodwarcalnie i nieuleczalnie??? No raczej fajnie by mu nie bylo
      gdybys sie wypiela i poszukala mlodego i jurnego samca ktory bylby plodny jak
      norka?? mam te same dylematy mimo ze moj zwiazek ma juz ponad 15 lat (fuck!!)
      czyli jestem juz p 30-tce. I co?? i nic?? Menopauzy jeszcze sie nie spodziewam
      wiec luz. Znam malzenstwo ktore majac po 40 lat uwazaja ze jeszce maja troche
      czasu na dzieci. Swiat sie nie wali z tego powodu i nikt glowy nie suszy.
      zechca to moze beda mieli. ja tez sie boje porodu, wydaje mi sie ze umre, albo
      ze urodze mutanta lub morderce. Boje sie tez ze strace figure i ladny biust i
      mojemu mezowi wiecej nie stanie. Tego chyba bardziej niz smierci. Facetom
      fajnie jest stawiac wymagania mowic ze chca miec tyle i tyle dzieci ale do
      glowy raczej nie przychodzi pomysl ze moze to ich sperma jest trefna. Ale czego
      mozemy sie spodziewac po osobnikach ktorzy czy sie to komus podoba czy nie ale
      maja ulomny chromosom bo ten y to nic innego niz wybrakowany X hehe. pzdr
    • isma Re: PROBLEM! 16.09.04, 11:06
      Tylka,
      jedno nie wyklucza drugiego. Mozna miec dziecko i sie realizowac zawodowo,
      naprawde. No, moze nie dokladnie tak samo, jak by sie mozna bylo realizowac bez
      dziecka, ale cos za cos. Jak sie wyglada po ciazy - mozna obejrzec. Waze mniej,
      niz przed ;-))). co do bolu, to wole rodzic dzieci, niz rwac zeby, aczkolwiek
      to ostatnie jeszcze mnie pewnie czeka, a to pierwsze juz raczej nie.

      Ja, trzydziestotrzylatka, matka dwuletniej corki, pracuje zawodowo (lubie swoja
      prace i jest to tzw. odpowiedzialne zajecie - na awansie mi specjalnie nie
      zalezy, ale niewykluczone, ze w perspektywie roku go dostane), jestem radna,
      jestem wolontariuszka w hospicjum, wydaje lokalna gazete. Kiedy pracuje, corka
      zajmuje sie niepracujacy maz ;-O.

      Dzieci nigdy specjalnie nie lubilam (wiekszosc cudzych do dzis mnie denerwuje),
      z powodow zdrowotnych moje wlasne macierzynstwo wygladalo na raczej malo
      prawdopodobne. Maz wiedzial o tym (aczkolwiek on za dziecmi przepada - co
      uwidacznialo sie nie tylko w deklaracjach, ale tez np. w sposobie, w jaki
      opiekowal sie swoja siostrzenica), akceptowal tez fakt, ze medycyna niewiele
      jest w stanie pomoc (mam genetyczna skaze krwotoczna), w zwiazku z tym zadnego
      leczenia nie podejmowalismy. Unikalismy ewentualnej ciazy, wlasnie ze wzgledu
      na moje zdrowie.

      Ale ktoregos dnia po prostu zaryzykowalismy. Nie potrafie tego wytlumaczyc.
      Zaryzykowalismy swiadomie, decydujac sie na to ryzyko bez zadnych wielkich
      ustalen, decyzja zapadla w ciagu 5 minut przed poczeciem ;-))). A potem
      wszystko bylo - wbrew oczekiwaniom.

      W ciazy o corke raczej sie balam, raczej czylam sie za nia odpowiedzilna, niz
      ja kochalam. Nie pokochalam jej nawet w tej oslawionej magicznej chwili
      polozenia na brzuchu. Uczciwie moge powiedziec, ze kocham ja od momentu, kiedy
      udalo sie nawiazac z nia kontakt, kiedy zaczela mnie poznawac. Ale teraz, z
      kazdym dniem - to jest milosc i radosc nie do opisania ;-))))))))))).

      Z perspektywy moge powiedziec, ze wszystko to udaje sie dzieki Bogu i dzieki
      wsparciu mojego kochanego meza. Zawsze mialam pewnosc, ze on zaakceptuje to, co
      z mojej strony moze w tej kwestii sie wydarzyc - zarowno subiektywna niechec do
      macierzynstwa, jej obiektywne medyczne uwarunkowania - jak i to, ze teraz razem
      sie tej trudnej sztuki wychowywania czlowieka uczymy ;-)))))).
    • rriittaa Re: do wszystkich nie planujących przed 30 dzieci. 18.09.04, 16:42
      Dziewczyny rozumiem Was, jeśli decyzja o dziecku po 30 (albo 35) wynika z
      waszego młodego wieku i niedojrzałości. Ale jeśli powołujecie się na świadomy,
      dojrzały wybór to czegoś nie rozumiem. Czy pomyślałyście o tym, że:
      po pierwsze: PIERWSZA ciąża po 30 traktowana jest zawsze jako trudna ciąża
      (nie pomyślałyście o sobie)
      po drugie: że Wasi rodzice mogą nie zdąrzyć nacieszyć się Waszymi wnukami (nie
      pomyślałyście o nich)
      po trzecie: że może Was zabraknąć, kiedy Wasze dzieci będą Was potrzebowały (20
      letnie dziecko a Wy będziecie miały ponad 50 lat, a jak dopadnie Was zawał, czy
      wylew - to coraz częściej spotykane w tym wieku)
      po czwarte: zbyt duża różnica wieku rodzi konflikty, czasami dziecko wstydzi
      się, że rodzice są inni niż rodzice rówieśników
      To są chyba największe argumenty poza tym zasadniczym oczywiście, że niektóre
      kobiety już po 25 roku życia tracą owulacje i z roku na rok zmniejsza się
      możliwość zajścia w ciążę.
      Do tych które pragną się bawić, żyć pełnią życia: a czy po 40 nie można tak
      żyć? Kiedy dzieci wyjdą z domu - my możemy na nowo przeżyć młodość mądrzejsi o
      doświadczenia życiowe. A potem znowu troszkę rodzicielstwa jak już będą wnuki,
      których Wy możecie się nie doczekać....
      Do Tylki123: ja uważam, że są fantastyczne małżeństwa gdzie to ojciec przejmuje
      pałeczkę i zamienia się w "mamę". Jeśli twój mąż ma do tego powołanie, to czemu
      nie... A propo wstrętu do porodu - jest wyjście - cesarskie cięcie. Po prostu
      hirurgiczny zabieg ... A matka, która tak rodzi wcale nie jest wyrodną matką, a
      dziecku lżej się przychodzi na ten świat...
      Dziecko - rzeczywiście wpływa na kobietę. Zmienia się nie tylko rzeczywistość
      wokoło, obowiązki ale także sfera emocjonalna...
      • karo_lina79 Re: do wszystkich nie planujących przed 30 dzieci 18.09.04, 17:42
        Za przeproszeniem, ale Twoje argumenty są co najmniej dziwne.
        Przynajmniej dla mnie.

        > po pierwsze: PIERWSZA ciąża po 30 traktowana jest zawsze jako trudna ciąża
        > (nie pomyślałyście o sobie)
        Ciekawe, skąd masz takie rewelacje? Interesuję się medycyną, poza tym moja
        siostra studiuje ten kierunek. Ciąża w 20 roku życia też może być zagrożona.
        Znam kilka kobiet które rodziły właśnie jako 30-stki. Czuły się rewelacyjnie i
        nikt im patologii nie wmawiał.
        I o mnie właśnie myślę bardziej, niż o kimkolwiek innym (no, zaraz po moim
        chłopaku:)). Ciążą to właśnie zagrożenie dla mojego ciała, dla jego powabu,
        mówiąc górnolotnie. Poród - straszna męczarnia. Cesarka - szpecąca blizna.
        Najbardziej by mi odpowiadało, gdyby facet nosił ciążę, albo gdyby dzieci
        były "hodowane". Przynosisz zapłodniona komórkę, doglądasz jej, karmisz ją,
        itd. Mogłoby być w jakims nosidełku przy ciele, nawet pod ubraniem. najwyżej
        kręgosłup by pobolał.:)

        > po drugie: że Wasi rodzice mogą nie zdąrzyć nacieszyć się Waszymi wnukami
        (nie
        > pomyślałyście o nich)
        Aha - nowy pomysł, aby rodzić dzieci dla swoich rodziców. Gratuluję geniuszu!
        Szczerze mówiąc mam gdzieś potrzeby "dziadkowe" moich rodziców. To JA
        musiałabym zarywać noce, to JA miałabym zarwane noce i to JA miałabym brudno w
        domu na wysokości 1,20m. Moja mama może się chwalic czym innym przed swoimi
        koleżankami. Na przykład mną, co też niekiedy robi.

        > po trzecie: że może Was zabraknąć, kiedy Wasze dzieci będą Was potrzebowały
        (20
        >
        > letnie dziecko a Wy będziecie miały ponad 50 lat, a jak dopadnie Was zawał,
        czy
        >
        > wylew - to coraz częściej spotykane w tym wieku)
        Wiesz, każdy może też dostać raka w wieku 25 lat... Albo zakrzepicy. Albo
        odjechać na tętniaka. Znajoma mojej mamy zmarła właśnie na tętniaka jako 30-
        latka. Osierociła 3 małych dzieci. W tej sytuacji wogóle nie powinna była ich
        rodzić, prawda?

        > po czwarte: zbyt duża różnica wieku rodzi konflikty, czasami dziecko wstydzi
        > się, że rodzice są inni niż rodzice rówieśników
        Wstydzić można się wszystkiego. "Inni" to także rodzice bezrobotni albo
        profesorowie albo grubi albo chudzi... Wiek nie ma tu nic do rzeczy, liczy się
        tylko podejście dziecka i jak ktoś chce, może dziecku wytłumaczyć sedno sprawy.

        > Do tych które pragną się bawić, żyć pełnią życia: a czy po 40 nie można tak
        > żyć?
        Uważam, że nie. Pomijając kontekst kulturowy, dlaczego dyskoteki nie są pełne
        ludzi po 40? Hmm... Nie bawi ich już taki styl życia..? Oczywiście, niektórych
        bawi, ale generalnie jest tak, że ludzie zaczynają się starzeć i jakoś
        szaleństwa młodości przestają być im miłe. Wolą jakieś spokojniejsze rozrywki.
        No i dobrze, przecież 40 to nie grób, ale to na pewno nie to samo, co clubing.
        Może też rezygnują z pewnych rozrywek dlatego, że jakoś częściej chorują, co
        zresztą sama zauważyłaś w punkcie drugim.
        Nie rozumiem, dlaczego sądzisz, że warto odłożyc imprezowanie na potem, gdy
        dziecko podrośnie. TERAZ mam ochotę się bawić i szaleć. Teraz jestem młoda,
        choć dorosła, wolna, choć nie uwiązana obowiązkami.
        I nie tylko ja. Jest całe pokolenie wybrednych konsumentów. Ha!
        Pozdrawiam i miłego macierzyństwa. Oczywiście przed 25 rokiem życia.
    • rriittaa Re: PROBLEM! 19.09.04, 08:20
      hej, ja nie mówię, żeby rodzić zaraz po 20. Jestem już mamą, rodziłam rok temu
      mając 28 lat. Chociaż im pózniej rodzimy tym podobno gorzej - organizm słabszy,
      a czlowiek z wiekiem ma coraz mniej cierpliwości, która tak bardzo potrzebna
      jest przy maleństwie. A propo dlaczego po 30 trudna ciąża? - nie wiem czy w
      moim mieście coś jest nie tak, bo tak sądzą prawie wszyscy ginekologowie...
      Jest po prostu wieksze ryzyko (pewnie to wynika ze statystyk i dotyczy
      wyłącznie pierwszej ciąży). Resztę pozostawiam bez komentarzy, bo i tak Cie
      pewnie nie przekonają...
Pełna wersja