"The Surrendered Wife" Laura Doyle "zona ulegla"

01.09.04, 22:31
czy ktoras z Was czytala ta kontrowersyjna ksiazke? Jesli tak to co o niej sadzicie? Dla mnie jest
ona malym szokiem choc rozumiem podstawy takiego a nie innego zachowania propagowanego
przez autorke. Choc ja nigdy nie potrafilabym byc taka kobieta jak ona.
    • introvertyk Re: "The Surrendered Wife" Laura Doyle "zona uleg 02.09.04, 08:10
      nie czytałem - a możesz ze dwa słowa napisac o czym ta książka jest ?
      • introvertyk Re: "The Surrendered Wife" Laura Doyle "zona uleg 02.09.04, 08:14
        sam sobie znalazlem odp. na moje pytanie :) :

        "Chcesz, żeby mąż był bardziej romantyczny, pomocny, ambitny. Więc usiłujesz go do tego zmusić. On zamyka się w sobie, ty denerwujesz się coraz bardziej, czujesz się zmęczona ciągłymi próbami kierowania nim. Coraz bardziej oddalacie się od siebie. Co możesz na to poradzić?
        Ufaj bezgranicznie!
        Nie pomagaj!
        Nie rządź!
        Nie radź!
        Zgadzaj się we wszystkim!
        Kiedy przestaniesz wychowywać męża, odmienisz was oboje. On stanie się bardziej odpowiedzialny i pewny siebie, ty spokojniejsza i szczęśliwsza. Pojawi się poczucie bliskości, o jakim zawsze marzyłaś.
        "

        interesujące - "Fajny mąż - instant !".
        Wystarczy przeczytać.
        Mąż strawny już po 6 dniach.

        :)))))))
        • chany Re: "The Surrendered Wife" Laura Doyle "zona uleg 02.09.04, 08:49
          O Matko! A najlepsze jest: "Zgadzaj się we wszystkim". Zgroza!
          • nineczkas Re: "The Surrendered Wife" Laura Doyle "zona uleg 02.09.04, 16:24
            Nie przeczytalam jeszcze calej ksiazki ale to co narazie przeczytalam jest bardzo kontrowersyjne
            dla mnie. Autorka namawia zeby zaufac calkowicie mezu- tu oczywiscie sie z nia zgadzam, ale czy
            jest to wykonalne?- we wszystkim np:
            - gdy prowadzi samochod, nie mow mu jak ma to robic, nie mow mu gdzie ma skrecic, jaki pas
            wybrac itd. takie "podpowiedzi" pokazuja tylko mezowi, ze mu nie ufasz.. Dobra, dobra, tu sie
            akurat zgadzam, ale co z tego, ja tak nie potrafie. Powiem wiecej kilka razy byly juz takie sytuacje,
            w ktorych maz byl zmeczony i gdybym czegos mu nie powiedziala, czyli "HAMUJ" mogloby to
            skonczyc sie wypakiem- jego slowa.. Ale.. wlasnie jest tu ale, bo teraz czytajac ta ksiazke,
            zastanawiam sie, czy moze takie sytuacje sa nie spowodowane wlasnie przeze mnie. On
            podswiadomie i swiadomie wie, ze ja tez uwazam jak on prowadzi ( a przeciez prowadzil tez wtedy
            gdy mnie nie znal i jakos dawal sobie rade- argument autorki) i moze to wlasnie prowadzi do
            tego, ze nie jest calkowicie skupiony gdy prowadzi?
            - finanse: autorka radzi aby wszystko zostawic na glowie meza i jesli ktoras z WAs byla ta osoba w
            domu, ktora wszystko oplaca, zostawila to mowiac mu, "nie moge tego duzej robic, czuje sie
            sflustrowana i zmeczona". Maz na poczatku moze marudzic ale nie wolno sie lamac i nie wolno mu
            tlumaczyc jak i co powinien zalatwiac..sam ma to wykombinowac. Na poczatku moze byc to
            trudno ale autorka twierdzi ze to przyniesie same korzysci dla zon. Czyli mniej stresu, wiecej
            pieniedzy i wieksza chec meza, zeby zarabiac wiecej, wiecej prezentow od meza.
            - nie krytykowac gdyz to robily mamy.. gdy krytykujemu, pouczamy maz widzi w nas mame a nie
            zone i dlatego pary maja klopoty z intymnoscia: slowa oczywiscie autorki, choc rozumiem o co jej
            chodzi
            - nie mowic, jak ma cos zrobic, gdzie ma isc, w co sie ubrac. Autorka twierdzi, ze mezczyzni
            moga sami sie ubierac- robili to zanim nas poznali- a takie mowienie mu, w co ma sie ubrac jest
            kojarzone z rola matki
            - nie wytykac, nie przypominac jakis bledow, gdyz gdyby czlowiek sie zastanowil, to sam w swoim
            zyciu znajdzie rzeczy ktore zrobil a nie byly to madre rzeczy. Twierdzi rowniez, ze mezczyzni
            raczej nie maja zwyczaju przypominania zona o porazkach czy porownywania z innymi..a kobiety
            maja ten zwyczaj. I tu sie z nia zgadzam- zreszta nie tylko w tym- ja czesto przypominam
            mezowi, ze gdyby czegos nie zrobil to teraz mielibysmy to czy tamto.. oczywiscie czasu to nie
            cofnie, wiec po co ja to mowie?? na pewno to go rani i pomniejsza.. on oczywiscie nigdy mi nic nie
            wypomnial, nigdy nie przypomina o moich porazkach.. Gdy przeczytalam o tym mechanizmie w
            ksiazce czulam sie jakbym czytala o sobie :)
            To oczywiscie sa tylko malutkie przyklady z ksiazki i oczywiscie sa uproszczone przeze mnie.
            Autorka wyjasnia dlaczego tak a nie inaczej powinnysmy sie zachowywac. Celem tego nie jest
            uleglosc ale osiagniecie doskonalego zycia intymnego z mezem albo odzyskania utraconej
            intymnosci.
            Najlepsze jest to, ze autorka przewidziala, ze bedziemy chcialy sie podzielic nowa wiedza z
            mezem.. a ona wyraznie radzi, zeby tego nie robic. U mnie bylo to tak, lezymy w lozku, kazdy
            czyta ksiazke i ja oczywiscie od razu dziele sie wiedza z mezem i minute potym jak sie z nim ta
            wiedza podzielilam czytam, ze kobiet wlasnie to robia a nie powinny...ze kobiety tlumacza jej-
            jako psychologowi- ze ich mezowie sa inni i ze oni moga od razu wiedziec. Autorka jednak
            twierdzi, ze nie mozna o tym mowic, tylko robic.

            polecam ta ksiazke, moze nie po to zeby wprowadzac ja w zycie ale zeby zobaczyc siebie w niej :)
            i moze choc troszke skorzystac z jej rad.
    • bri Re: "The Surrendered Wife" Laura Doyle "zona uleg 02.09.04, 16:13
      Ja czytałam i stosuję się jak potrafię najlepiej. Rezultaty są zachwycające. W
      życiu nie byłam tak szczęśliwa jak obecnie z moim narzeczonym (już za 2
      miesiące mężem). Baaaardzo polecam. Studiowałam przez 5 lat psychologię, ale
      całe studia nie dały mi tyle co ta książka w kwestii stosunków damsko-męskich.
      Jeśli macie problemy w małżeństwie to szczerze radzę najpierw spróbować
      załatwić go w sposób opisany w książce.
      • ola Re: "The Surrendered Wife" Laura Doyle "zona uleg 02.09.04, 16:23

        a mi sie cos wydaje, ze moj M. najpierw by sie niemozebnie rozpasal a potem
        zwial gdzies w swiat smiertelnie mna znudzony....
        ale nie czytalam
        • nineczkas Re: "The Surrendered Wife" Laura Doyle "zona uleg 02.09.04, 16:27
          ja tez uwazam, ze ta ksiazka moze ulepszyc zycie malzenskie..bo tak naprawde chodzi w niej o to,
          zeby calkowicie ufac mezowi i traktowac go jak meza a nie syna. Tylko wydaje mi sie, ze trzeba
          byc naprawde silna i madra kobieta aby potrafic wprowadzic jej rady w zycie.
          Ja tez staram sie zmienic i juz nie wybieram mezowi ubran, finansami to on zawsze zajmowal sie
          sam, staram sie nie wypominac mu jakis potkniec z przeszlosci, ktorych i tak juz nie zmienimy,
          tylko wciaz mam klopoty z siedzeniem cicho gdy on prowadzi samochod :)))
    • abere8 Re: "The Surrendered Wife" Laura Doyle "zona uleg 05.09.04, 10:03
      Od razu powiem, ze nie czytalam ksiazki, tylko kieruje sie tym, co Ty
      napisalas. Niektore z tych rad sa sensowne, np. zeby nie wypominac mezowi
      bledow z przeszlosci, bo to prowadzi tylko do niepotrzebnych klotni, ale np. z
      tym zostawieniem placenia wszystkich rachunkow na jego glowie to troche
      przegiecie. W koncu jesli oboje pracuja, to czemu tylko on ma kontrolowac
      wydatki? A ja mam byc taka lala, ktora nie wie nawet, ile placi czynszu?

      Co do wybierania ubran, to nigdy nie przyszloby mi do glowy wybierac ich
      mezowi, przeciez jest doroslym facetem. Jedyne sytuacje, gdzie sie wtracam, to
      jesli widze, ze powiedzmy zaklada dzinsy, a mowil, ze bedzie mial wazne
      spotkanie tego dnia. Wtedy sugeruje, zeby zalozyl spodnie z materialu czy
      garnitur, bo wiem, ze on jest bardzo zapominalski. Ten argument, ze dawal sobie
      rade, zanim mnie poznal, jest troche nie trafiony, bo wtedy powiedzmy w
      podobnych sytuacjach musial sie wracac do domu czy jakos inaczej kombinowac.
      Nie wiem, czy mialabym ochote czytac te ksiazke, bo chyba bym sie za bardzo
      bulwersowala :-)
    • orvokki Re: "The Surrendered Wife" Laura Doyle "zona uleg 05.09.04, 11:36
      Hmmm, ksiązki nie czytałam, tytuł brzmi fatalnie...
      Ale: nie wtrącam się do prowadzenia samochodu, zwlaszcza, ze dopiero robię
      prawo jazdy, więc się nie znam. Nie odezwalam się słowem,gdy podczas naszej
      inauguracyjnej jazdy nowym samochodem mąż zostawił go na światłach i wyładował
      akumulator. Stwierdziłam, że nie mam pojęcia, co z tym zrobić, więc niech on
      coś wymyśli. I wymyślił, zatrzymał jakiś inny samochód i podładował nasz
      akumulator z tamtego.
      Raczej nie mówię, w co się ma ubrać, chyba że mnie pyta, w której koszuli ma
      iść.
      Nie mam skłonności opiekuńczych, więc generalnie matkowanie mężowi odpada.

      Natomiast na pewno nie zdawałabym wszystkiego na decyzję męża, bo uważam, że co
      dwie głowy to nie jedna i o ważnych sprawach decydujemy razem. Rachunki płacę
      ja, bo mieszkamy w moim mieszkaniu i już wcześniej wszystko było płacone z
      mojego konta. Na zakupy jeździmy razem, więc też wspólnie decydujemy o
      większych wydatkach, mniejsze rzeczy "pod domem" każde kupuje w miarę potrzeby,
      bo oboje zarabiamy i mamy tez swoje pieniądze.
      Układ funkcjonuje dobrze jak dotąd...
      • orvokki i tylko mały ps... 05.09.04, 15:02
        DLACZEGO nikt nie napisał podręcznika dla facetów pt. "Surrendered husband", w
        którym radziłoby im się, żeby nie komentowali prowadzenia samochodu przez żonę,
        powierzyli jej wszystkie oszczędności (bo ona na pewno lepiej zna potrzeby
        domu), nie wytykali jej błędów z przeszłości i nie mówili, że źle rozwiesza
        pranie, chociaż sami nigdy tego nie robili?
        Hmmm?
        Założenie tej książki, jest wkurzające - że to kobieta musi się zmienić i
        dostosować, żeby związek szczęsliwie funkcjonował. Czy naprawdę idea związku
        dwóch dorosłych osób, które nie włażą sobie wzajemnie na głowę i potrafią
        komunikować swoje potrzeby oraz porozumieć się w kwestiach zasadniczych
        normalnie i po prostu jest czymś niesłychanym?
        • anula36 Re: i tylko mały ps... 05.09.04, 15:54
          Tez kiedys czytalam jakies poradniki zycia malzenskiego ale dalam sobie spokoj.
          Jedna zrecz mi utknela z dawnych lektur- niech w malzenstwei kazdy zajmuje sie
          tym co robi lepiej dla wspolnego dobra np finansami.
          Co do matkowania - niestety wiele kobiet ma takie sklonnosci traktowac meza jak
          5 latka z zespolem Downa,kupuja ubrania,prasuja koszulki,robia kanapeczki do
          pracy,jakby facet sobie z tym nei potrafil sam poradzic, jak musi to sobie
          poradzi!! Tylko ze nei musi,bo zona go ubiegnie nim ruszy paluszkiem,wiec po co
          sie starac.
        • bri Re: i tylko mały ps... 06.09.04, 10:18
          Orvokki, po przeczytaniu książki staje się jasne, że jest to pozycja dla
          kobiet, które są nieszczęśliwe w małżeństwie i chciałyby to zmienić. Niestety
          jedyny sposób na to, to zmienić siebie. Są książki tego typu dla mężczyzn, ale
          nie ma sposobu żeby zmusić swojego męża żeby je przeczytał i zaczął się
          stosować do podanych tam rad. Czasem trzeba po prostu zaakceptować fakt, że nie
          ma innego wyjścia niż zmienić swoje własne zachowanie. Na pocieszenie powiem,
          że bycie "żoną uległą" jakkolwiek głupio by to brzmiało, jest bardzo przyjemne
          i o wiele łatwiejsze niż bycie żoną, która ma wszystko pod kontrolą. Mój
          ukochany robi w domu więcej niż ja, i nie muszę mu ani słowem przypomniać o
          wynoszeniu śmieci, zmywaniu, praniu, kupowaniu papieru toaletowego itp. On mnie
          przeprasza jeśli zdarzy mu się z czymś spóźnić! Z własnej nieprzymuszonej woli
          sprząta mój samochód i załatwia wszystkie naprawy. Robiąc zakupy zawsze pamięta
          co lubię. Jeśli ma jakieś spotkanie w pracy to po drodze wpada do mojego biura
          z kwiatami. Mówi mi komplementy, dba o moją wygodę, jest bardzo czuły itd.
          Każdej kobiecie życzę takiego faceta w domu :).
Pełna wersja