coś u mnie nie tak.

09.09.04, 23:01
Chyba mam problem z sobą, a raczej z byłą dziewczyną mojego Miłosza. Oni byli
ze sobą 4 lata, to kawał czasu. Po ich rozstaniu ona cały czas utrzymywała
milusie kontakty z jego rodzinom i przyjaciółmi, choć wielokrotnie ją prosił,
żeby zajęła się sobą, a jemu dała wreszcie święty spokój. Myślałam, że jak
Miłosz poznał mnie, zaręczyliśmy się i w końcu razem zamieszkaliśmy, ona
trochę spasuje, a tym czasem nic takiego się nie stało. Wszystkich naokoło
nas buntowała przeciwko mnie, także Miłosza rodziców, naopowiadał pełno
bzdur, w które oni uwierzyli i tak oto stałam się tą gorszą, tą
nieakceptowaną w rodzinie czarną owcą. Ona taka biedna porzucona po tylu
latach i ja taka zła, odebrałam jej wszystko w życiu, tymczasem to nie
prawda. Poznałam Miłosza jak ich związek był już bardzo nieaktualny, po
prostu się ciągnął, to była tylko kwestia czasu. Zresztą ona go zdradziła,
powiedziała mu o tym, ale wszystkim innym mówiła co innego, że to on ją
zostawił i zdradził. Ona mieszka sobie teraz daleko, jest z kimś, nawet
wyszła za mąż, ale wciąż szpera w naszym życiu i wciąż manipuluje sytuacją
przez różne osoby. My się pobraliśmy, ale dla moich teściów istnieje tylko
Mariolka. Ponieważ ona była taka wspaniała, a ja jej do pięt nie dorastam,
choć tak bardzo się staram. W sumie, mam już dosyć. Chyba mam już jakąś
obsesje na punkcie ex. Na początku jakoś starałam się nią nie przejmować, ale
Ci wszyscy życzliwi ludzie napletki mi do głowy tyle myśli, że teraz nic nie
robię jak myślę o ex. Kilka razy dziennie. Jak wygląda, czy jej się wiedzie w
życiu, czy ma przyjaciół, kasę, czy przypadkiem nie jest lepsza, ładniejsza
itp. Próbuje jakoś myszkować w jej życiu. Coś chyba ze mną nie tak? Dodatkowo
nie umiem sobie poradzić z tym, że ona mieszkała z nim w miejscu, w którym ja
mieszkam teraz. Spała w tym samym łóżku, sprzątała, jadła, żyła, śmiała się,
czy któraś next to przechodziła? W domu jego rodziców wszędzie są zdjęcia
Nataszy, oni nadal utrzymują z nią kontakty, i na dodatek mówią jest co u
nas, ze ja np. straciłam pracę, a ja jestem ta zła. Strasznie mnie to boli,
cały czas ją wspominają, choć my z Miłoszem dwa miesiące temu wzięliśmy ślub.
Czy któraś z was to przechodziła, jak mam normalnie żyć? Wyjść z tego czegoś
i cieszyć się swoim własnym życiem jak wszystko i wszyscy na około są z nią w
jakiś sposób związani, a ja nie mogę się przenieść na drugi koniec świata.
Wciąż zagaduje Miłosza o nią, a on się wścieka na mnie i mówi, że to chyba
moje ex a nie jego, bo on o niej nie gada, nie wspomina, nie myśli.

Pomocy.
    • kokosia1 Re: coś u mnie nie tak. 10.09.04, 08:11
      Myśle ze powinnaś z meżam po pierwsze pogadać z jego rodzicani i powiedzieć
      wprost ze tak nie moze być, a jak sie tamta noie odczepi to ja zaproscić z
      mezem najlepiej i jej tez wygarną ć prosto z mostu. Wazne zeby twój mąż
      otworzył oczy i widział ze to babasko bruździ Wam w życiu. zdenerwowałam sie!
      Pozdrowionka
      • anula36 Re: coś u mnie nie tak. 10.09.04, 08:49
        jak sama piszesz nie mozesz sie wyprowadzic gdzies daleko..i to prawda,nie
        mozesz sie wyprowadzic od kilku lat zycia twojego faceta. Po prostu trzeba to
        przyjmowac ze spokojem,powoli,powoli rozejdzie sie po kosciach.
        I cieszz sie ze ni ebyli malzenstwem i nei maja dzieci, bo wtedy odczepic
        zwyczajnei sie nei da.
        • misia200 Re: coś u mnie nie tak. 10.09.04, 12:06
          Dziewczyny, dziękuje za wasze rady. Może jest ktoś jeszcze kto był w mojej
          obecne sytuacji i wyszedł z tego z podniesioną głową?

          Pozdr.

          Ps. W mojej wcześniejszej wypowiedzi wkradł się błąd. Była mojego nazywa sie
          Natasza, jest rosjanką, a po przyjeżdzie wszyscy mówią na nią Mariola. Nie wiem
          czemu. To jedna i ta sama kobieta, jakby ktoś miał wątpliwości.
    • merlott Re: coś u mnie nie tak. 10.09.04, 12:49
      hej Misia,
      mnie rowniez zrobilo sie strasznie przykro, jak czytalam Twoja historie. Nie
      bylam w takiej samej sytuacji jak Ty, ale potrafie sobie wyobrazic co
      przezywasz. Mysle, ze problemy sa dwa. Jeden, to to, co sie dzieje w Twojej
      glowie - ze myslisz o ex, ze myslisz o tym jak ona byla obecna kiedys w zyciu
      Twego mezczyzny, ze myslisz o tym, ze byla kiedys w mieszkaniu, w ktorym Ty
      jestes. Postaraj sie przestac tym zadreczac, gdyz to wszystko naprawde nie ma
      zadnego znaczenia. A wlasciwie ma takie znaczenie, jakie ty mu nadasz.
      Zrozumiesz, ze wazne jest to co tu i teraz, to ze sie kochacie, jestescie
      mlodym, szczesliwym malzenstwem i to wszystkie czarne mysli znikna. przeszlosc
      to tylko przeszlosc. I im bardziej bedziesz w to wierzyc, cieszyc sie tym,
      myslec o terazniejszosci i przyszlosci, im bardziej uwierzysz w siebie i Wasz
      zwiazek, tym bedzie Ci lepiej. Ze swego doswiadczenia moge ci powiedziec, ze
      wkrotce sama sie zdziwisz, ale nastana takie dni, w ktorych w ogole juz o niej
      nie pomyslisz.

      Natomiast drugi problem to stosunek rodziny do tej kobiety. I zgadzam sie w
      pelni z tym, co powiedziala juz tu jedna dziewczyna - musisz koniecznie
      porozmawiac o tym z mezem. Faceci czasem nie zwracaja na takie rzeczy uwagi -
      zdjecie, to przeciez tylko zdjecie, ot glupia pamiatka, wspominanie o niej - no
      coz, niech sobie ktos gada. On moze nawet nie zdawac sobie sprawy, ze cie to
      boli. Wyjasnij mu, ale spokojnie, bez krzykow i zazdrosci, powiedz jak sie z
      tym czujesz. On musi to zromuiec i to on musi wplynac na swoja rodzine, by
      zmienila swe zachowanie.

      trzymaj sie cieplutko i powodzenia!!

      P.S. a wiesz, ze jakies 2 lata temu napisalam podobny post (z tym, ze ja nie
      mialam problemow z rodzina mego narzeczonego) i jakas dziewczyna mi napisala,
      ze to przejdzie - te mysli o przeszlosci, ta wirtualna obecnosc bylej i nie
      uwierylam, a przeszlo!! glowka do gory!!!
Pełna wersja