kokakola16.08
09.02.15, 11:26
czesc, szukam pomocy, sytuacja u mnie wyglada nastepujaco:
jestesmy mlodym malzenstwem (niecały rok), wszystko wczesniej bylo fajnie, moj maz ma bardzo zżytą rodzinę, na poczatku wydawalo mi sie to okej, ja jestem jedynaczka, wiec cieszylam sie ze wchodze do takiej licznej i wspolzyjacej rodziny. zaczelo sie chyba chwile przed slubem. siostra mojego meza, mlodsza ode mnie o trzy lata, wymyslila sobie ze chce biala sukienke na nasz slub, ja jestem wychowana w srodowisku gdzie brane jest to za zla wrozbe itd., generalnie prosilam ja zeby tego nie robila, poniewaz i moja rodzina i kolezanki nie zostawia na niej suchej nitki, z powodu tej sukienki, poza tym ja jako pani mloda chcialabym miec przede wszystkim biala kiecke. jej argument byl taki: ja chce biala sukienke bo ladnie wygladam w bieli. troszke sie z nia poklocilam z tego powodu, nastepnego dnia moj obceny maz a zarazem starszy brat swojej siostry wpadl do domu z awantura ze czepiam sie jego kochanej siostry. jakos zalagodzony zostal ten temat. ucichlo, na miesiac moze dwa. teraz siostrusia jest u nas zawsze. non stop zyjemy w torjkacie, nie ma wyjazdu z mezem na romantyczny weekend zeby ona nie zadzwonila z jakas pierdola, wszystko chce dla niego zalatwiac, i sie nim opiekowac. ciagle sobie powtarzaja jak sie kochaja, przytulaja do takiego stopnia ze czuje odraze do wlasnego meza. ja jestem natomiast ciagle atakowana. rzucila nawet kiedys tematem, ze moze sie do nas wprowadzic gdyby sie urodzilo dziecko i ona sie nim bedzie zajmowac. juz sama nie wiem czy ona to mowi w zartach czy powaznie.
moj maz oczywiscie nie robi sobie nic z tego wszystkiego, twierdzi ze sie jej czepiam.
owszem - sa sytuacje ze mozna na niej polegac, ale pomoc w sytuacji a zycie w trojkacie to dwie rozne sprawy....
kolejny problem jest taki ze w rodzinie meza po staremu rzadzi ojciec, on jest najwazniejszy, jest wodzem, moze sie na wszystkich wydzierac i rozkazywac, mam wrazenie ze oni wszyscy to robia po to zeby nie sluchac marudzenia ojca. czasem jego tata tak nieprzyjemnie sie zwraca do matki ze mi sie to w glowie nie miesci, ja jestem wychowana w domu gdzie kazdy mial swoje prawa, nie bylo rozkazow. i co teraz? widze ze moj maz przenosi system ze swojego domu rodzinnego do naszego domu. musi byc wszystko pod jego dyktando, nawet rozlicza moje wydatki z moich prywatnych pieniedzy, np. ze kupilam sobie za drogi krem. nie podoba mi sie takie podejscie do zwiazku i do malzenstwa, stad sie stawiam a co za tym idzie - w domu sa ciagle awantury, ktore z reguly koncza sie fochem meza, ktory sie nie odzywa do mnie przez pare dni, nawet jesli cos bylo z jego winy to i tak ja musze isc go przeprosic, bo nie moge wytrzymac zycia pod jednym dachem w klotni.
co mam zrobic? jak z nim porozmawiac?