pustynniczkaa
31.07.15, 10:11
Witajcie ☺
Jestem tu nową,nie radze sobie już w małżeństwie dlatego zdecydowałam się napisać. Ciężko mi zebrać myśli, na pewno wiele rzeczy pomine... Jak coś to dopytujcie.
Jesteśmy 4 lata po ślubie, w związku prawie 7 lat. Na pierwszy rzut oka klasyka,ślub,trochę mieszkalismy z moimi rodzicami, od 3 lat już w swoim domu. Ja zajmuje się domem i córka, mąż pracuje. Z ta praca bywało różnie, były miesiące kiedy mąż nie pracował, teraz syt. w miarę się ustabilizowała. I tu pojawia się pierwszy problem: mąż jak już PRACUJE to nic innego nie zrobi, przemeczony jest 8 godz w biurze, do tego stopnia że nawet po obiedzie talezy nie zbierze. Co więcej do firmy dojeżdża- najpierw do centrum ok15min później pociągiem 30min. I ten kawałek z osiedla na PKP nie pojeździe autobusem(mimo że są co 30min) tylko ją muszę wstawać z nim o 6,zawieźć samochodem i po pracy odebrać. Jak nie zawioze to sam pojedzie samochodem ale wtedy po 1 ja zostaje bez auta,po 2 koszty dojazdu do pracy sporo rosną a my i tak ledwo wiazemy koniec z końcem. Wiem,niby głupota,a jednak mnie coraz bardziej irytuje.
Jak wspomnialam,ją nie pracuje. Chciałam rozkrecic jakąś niewielka działalność w domu ale na każdy mój pomysł mąż reaguje wysmianiem, że niby ile bym zarobiła na tych swoich uszytkach (szyję,myślała też o handlu tkaninami itp) i mi się wszystkiego odechciewa. Ciągle słyszę że nic nie robię, ze nawet obiadów to ja nie robię bo czasem dostaniemy coś od teściów a ją tylko odgrzewam. Dodam że czasem to raz na 2-3tyg, pozostałe dni sama gotuje.
Nie mam prawa mieć racji, nie mam prawa niczego od niego oczekiwać. Przez te 4 lata nie obchodzilismy ani jednej rocznicy ślubu, ostatnio uslyszalam że nie ma czego obchodzić... Coraz częściej płacze kiedy on tego nie widzi. Nie wyobrażam sobie kolejnych lat. Znowu głupota,ale nie pamiętam kiedy dostała od niego choćby różyczke na urodziny czy imieniny- zawsze po fakcie słyszę że on pracuje i nie ma kiedy kupić. Życzeń też nie ma kiedy złożyć.
Pomyslicie czego ją oczekuje... Nie takiego życia, nie tyłu kłótni... powiem coś nie po jego myśli a on wywleka problemy z przed lat, mojej rodziny albo moje...wie co zaboli, wie że nie ma racji. Ale wie też że zrani.
Coraz częściej myślę o odejściu. Nie wiem może gdybym się spakowala i wyjechała, może gdyby poczuł że na prawdę moze mnie stracić... Może to by go ruszyło. Po jednej z większych kłótni kiedy wspomnialam o rozwodzie wystraszył się i przez następne tyg był jak do rany przyloz. A może powiedziec wprost o rozwodzie, może separacja? Przecież my że sobą nawet nie rozmawiamy...
Boje się że tego się już nie poskłada...