alkafa
21.09.16, 00:52
Czesc, chcialabym poruszyc pewien temat, w sumie bardzo popularny, a mianowicie relacja synowa-tesciowa.
Dopoki nie znalam tesciowej zwiazek z moim partnerem byl poprawny. On nigdy nie byl moja szalona miloscia, nasze uczucie dojrzewalo powoli. Fajny z niego facet, uwielbiam spedzac z nim czas, planowac wspolna przyszlosc, interesy (to nasze wspolne hobby). Co w nim lubie i kocham najbardziej to to, ze potrafi sluchac, rozmawiac i budowac kompromis, co wielu facetom przeychodzi z trudnoscia. Chcialabym spedzic z nim przyszlosc, ale....
Odkad poznalam jego matke, on zaczal miec z nia jakby wiekszy kontakt. Waznym elementem jest to, ze w jego zyciu , w przeciagu ostatniego roku, wydarzylo sie cos bardzo waznego, co bedzie mialo ogromny wplyw na nasza przyszlosc i bedzue generowalo mu koszty. Ja jednak pogodzilam sie z tym, on do dzis nie do konca, no ale zyje ze swiadomoscia ze jest tak a nie inaczej. W miedzyczasie mial wypadek samochodowy, na szczescie nic mu sie nie stalo. Jego matka jednak odebrala to tak, ze ten wypadek byl spowodowany jego problemem i strasznie do niego "przylgnela", co mnie wrecz zaczelo przerazac.
W momencie gdy poznalam jego matke, od razu wyczulam, ze ona mnie probuje do niego zniechecic. Pozniej jednak zmienilo sie to, mialam z nia dobry kontakt, moge nawet powiedziec ze taki bardziej, przyjacielski. Jednak od momentu tego wypadku, czyli okolo 1,5 miesiaca temu, ona jest po prostu czescia naszej codziennosci. Pech chcial, ze zaraz po wypadku mojego partnera ona zlamala reke. Wiem wyszlo tak, ze oboje, do konca wrzesnia, sa na zwolnieniu lekarskim i nie pracuja. Ona od razu wpadla na pomysl, ze skoro tak jest, to moze przeprowadzimy sie do niej i jej pomozemy w rzeczach w ktorych sama nie daje rady. Zgodzilam sie, to bylo tylko na dwa tygodnie. Poznalam jego matke od innej strony, niestety. Okazalo sie, ze jest ona kobieta bardzo brudna. W domu, z wierzchu czysciutko, ale w szafkach syf az sie klei. Lodowka tak brudna ze ja sobie nie wyobrazalam ze moze taka byc. Pajeczyny w domu straszne, pod kanapa, miedzy meblami, miedzy bibelotami ktorych ma cale mnostwo. Ci jednak najgorsze- ona nigdy nie myje rak. Ani po toalecie, ani po przyjsciu do domu, ani do przygotowywania jedzienia, ani do jedzenia. Nie myje jedzenia, zadnych owocow, warzyw, wszystko tak jak ze sklepu wezmie, tak je, nawet miesa nie myje. Sama kapie sie co drugi dzien (jeden dzien bylismy w podrozy, caly dzien chodzenia po dworze, po jakichs bankach, biurach, publicznych toaletach, stacjach benzynowych, a ona po powrocie od razu polozyla sie do lozka. Na drugi dzien wstala, zalozyla ubranie z poprzedniego dnia, usiadla do stolu do sniadania, czyli w momencie sniadania nie myla rak od przedwczoraj). Ja nie moge na to patrzec, cale szczescie ze miala przez ten czas zlamana reke i ja gotowalam, ale co to bedzie w przyszlosci? Jak mam isc do niej na jakies imieniny, swieta, czy chocby glupi obiad (na szczescie dzieli nas od niej 200 km, wiec nie bylwamy czesto, ale jednak). Widzialam tez jak przewija dziecko swojej corki, po czym nie myje rak i karmi drugie dziecko. Ma zrobione zelowe paznokcie, ale to co sie dzieje pod tymi paznokciami to jakis koszmar, tam jest wszystko, widac golym okiem taki czarny syf, cos brazowego, nawet nie chce myslec co to jest. Ma grzybice na stopach, w tej chwili ja leczy, ale jak przymierza buty w sklepie to przymierza bez zadnej skarpetki. W szufladzie ze sztuccami w kuchni (strasznie brudnej z reszta tez), znalazlam, posrod sztuccow jej obcinacz do paznokci. Jak mysle o samym tym fakcie trzymania obcinacza do paznokci wsrod widelcow to mi niedobrze, a jak jeszcze dodam do tego grzybice to cos we mnie po prostu peka. Nie wiem co mam teraz zrobic, rozmawialam juz z moim partnerem, powiedzialam mu, ze ja wszystko myje i jesli on chce ze mna zyc to on tez bedzie musial tak robic i rzeczywiscie musze przyznac ze robi to, moze jeszcze nie tak jak powinien, ale przyjdzie to z czasem, ale co mam zrobic z nia? Ja teraz chwilowo mieszkam u niego, jak ona u niego tez jest, a jak juz przyjezdza to tez spi, to ja sie brzdze wszystkiego czego ona dotknie- czajnika, stolu, nie daj boze jak zacznie dotykac jedzenia. Ostatnio zapytala kilka razy czy nie pomoc w przygotowaniu obiadu, ale kategorycznie odmowilam. Nie mniej jednak tak czy inaczej, ona robi cos sobie, tymi brudnymi lapami dotyka solniczki, wyciaga sztucce, a ja dotykam tego pozniej przygotowujac posilki. Nie wiem jak mam rozwiazac te sytuacja. Nie bede przeciez 60 letniej kobiety uczyc higieny, z reszta nie wiem czy sie da. Nie moge tez jej nie wpuszczac do domu, bo to jego matka, a co najwazniejsze, to jego mieszkanie w ktorym ja przybawem, nawet nie nasze wspolne. Jestem przerazona nasza przyszloscia jesli chodzi o imprezy rodzinne i serwowane na nich jedzenie, na mysl o ktorym juz teraz chce mi sie wymiotowac. Zupelnie jestem zagubiona w tej sytuacji i nie wiem jak to rozwiazac jednoczesnie zachowujac normalne relacje w zwiazku.
Do tego wszystkiego on ma bardzo dobry kontakt z matka. Ona jest rozwodka, on jej najstarszym dzieckiem i jedynym synem. Od razu tez widze ze go faworyzuje. Caly czas podkresla mi, ze oni sa bardzo do siebie podobni, ze maja takie samo zdanie na wiele tematow, ze maja podobny gust, ze jak wakacje, to byly najlepsze gdzie ona byla wlasnie z nim. Jak rozmawiamy przy niej o czyms to ona sie wtraca tak, jakby byla w temacie, tak, jakby miala prawo o czyms tam decydowac. Zdarza sie, ze pyta mnie o cos tak, jakbym miala to z nia skonsultowac a jak odpowiadam, ze porozmawiac z nim i ustalimy, to ma zdziwiona mine. Rozmawialam o tym z moim partnerem, ale on mowi, ze jego mama taka jest, ze ona lubi decydowac i wypowiadac swoje zdanie, on pyta ja tez o opinie ale tak czy inaczej decyzje podejmuje sam. Dla mnie to w sumie poniekad chore ze on caly czas ja pyta o zdanie na rozne tematy, on ma 30 lat. Ciesze sie z jednej strony ze ma dobry kontakt z matka, ale z drugiej strony przeraza mnie ten kontakt.
Po dwoch tygodniach u niej, ona przyjechala do nas bo musiala cos zalatwic w miescie, zostala jedna noc i chciala zostac dluzej, gdzie wiedziala, ze za kilka dni ja wyjezdzam i nie bedziemy mieli czasu dla siebie, dopiero on jej to musial uswiadomic, wiec pojechala dp siebie, ale nie byla z tego zadowolona, poza tym widzialam, ze chyba sama nie wierzyla w to, ze z mojej decyzji tak naprawde, ona musiala sie wyniesc wczesniej (moj partner zasugerowal jej ze wyjezdzam i ze chetnie bysmy spedzili czas tylko we dwoje i zeby mnie zapytala czy moze zostac jeden dzien dluzej, czy ma jechac dzis). Na odchodne, niby zartem powiedziala do niego, zeby pamietal ze to ona jest jego pierwsza zona (nie wiem, moze to byl blad bo powiedziala to po angielsku, ktorego dobrze nie umie, ale nie wydaje mi sie). Czasem jak z nia rozmawiam to ona brzmi tak madrze i logicznie. A czasem jak walnie takiego kwiatka, to ja nie wiem jak mam sie zachowac. W tej sytuacji odpowiedzialam jej wrecz oburzona, ze ona jest jego matka a nie zona!! Kolejne- ona mnie krytykuje w rozmowie z nim. Mowi, ze mam zly charakter, ze chodze niezadowolona (po ponad 2 tygodniach w jej ciaglym towarzystwie niestety nie potrafilam wykrzesac usmiechu na swojej twarzy). On mi to wszystko powtorzyl, w normalnej rozmowie, bo go pytalam jak ona mnie odbiera. Czuje ze ten problem bedzie tylko rosl. Wiem, ze on rozmawiajac z nia, staje w mojej obronie, ale to dziala tez w druga strone- w rozmowie ze mna staje w jej obronie. Uwazam, ze troche przesadzam, choc poniekad mnie rozumie. Powiedzial, ze jego mama tez rozumie skad moja decyzja aby jechala wczesniej. Czuje, ze chyba zaczelysmy sie inaczej odbierac przez ten czas spedzony razem. Na pewno nie jest to zmiana na plus.
Czy ktoras z Was ma badz miala podobne problemy w relacjach?
Chetnie poczytam jak je rozwiazalyscie.