beretta2004
01.10.04, 11:12
Mam 25 lat i jestem kobieta naiwna. Rok temu poznalam starszego o kilka lat
faceta. Zaczelismy sie spotykac poczatkowo na stopie kolezenskiej. Nie
wiadomo kiedy zakochalam sie w nim na umor. On twierdzil ze tez mnie kocha.
Zaczelismy planowac wspolna przyszlosc. Mialo byc tak pieknie...I bylo.
Zamieszkalismy razem w moim mieszkaniu (on swoje wynajal)i wszytsko bylo
cudownie przez jakies pol roku. Dwa tygodnie temu niespodziewanie zawalil mi
sie swiat. Moj ukochany przy kolacji oswiadczyl ze sie wyprowadza. Na moje
pytanie co sie stalo i dlaczego przeciez jest tak wspaniale on odpowiedzial:
Moja zona wraca na poczatku listopada z kontraktu zagranicznego. I sie
zaczelo. JAK TO ZONA??? PRZECIEZ NIGDY NIE MOWILES ZE JESTES ZONATY!!!A on mi
na to ze zona wyjechala bo trafila sie okazja i chciala ulozyc sobie zycie od
nowa bo sie nie rozumieli ze mieli sie rozwiesc. Twierdzi ze nadal mnie kocha
i ze sie z nia rozwiedzie ale na razie musi do niej wrocic i wszytsko sobie
poukladac a potem wystapi o rozwod. Nie chce na razie zeby zona wiedziala ze
on kogos ma bo zrobi afere i bedzie zoadala od niego alimentow podczas
rozwodu a on chcialby zeby rozwod byl bez orzekania o winie. I co ja mam
teraz zrobic??? Zaufalam mu a on mnie tak bardzo oszukal. Przeciez faceci nie
odchodza tak chetnie od swoich zon. Ja sobie zdaje z tego sprawe ale tak
bardzo go kocham ze jestem sklonna mu wybaczyc i zaufac raz jeszcze. Tylko
czy kolejny raz sie zawiode??.......