stefka77
04.10.04, 11:01
witam wszystkich, chciałabym prosić o radę panie które mają za sobą dłuższy
staż małżeński ponieważ mam dość dziwny problem. No właśnie.. do końca nie
wiem czy można to nazwać problemem pownieważ sam sens jest z gruntu dobry:
mój mąż BARDZO kocha swoją rodzinę. Jesteśmy pół roku po ślubie, (na razie
sielanka) z wyjątkiem malutkich kłótni które rozwijają się w kilkudniowe żale
i pretensje, wynikającyh z nadmiernego (moim zdaniem) przywiązania męża do
rodzeństwa i rodziców. Mąż wciąż podkreśla że rodzina jest dla niego
najważniejsza, że tylko na nich może w życiu liczyć (a mnie to niby po co
ma?) w związku z tym uważa że może poświęcić dla nich wszystko - choć wcale
tego nie potrzebują - łącznie ze swoim małżeństwem. Doszło nawet do tego że
jestem pewna że kiedyś mnie rzuci - bo tego będzie potrzebować jego rodzina.
Poza codziennymi telefonami, wizytami, dowiedziałam się też że kiedy ja mam
pomóc swoim rodzicom to mogę to zrobić sama bo on akurat tęskni za rodzinką i
musi tam jechać, w KAŻDEJ sytuacji na pierwszym planie stawia ich. W pewnym
momencie uznałam że ten facet wcale nie potrzebował żony, chyba że tylko jako
dodatku do krawatu "bo kochająca żona powinna wspierać męża w jego
dążeniach.." (cytat z ostatniej awantury) tylko że w drugą stronę to nie
działa.
Śmieszny problem, prawda.. jakby ludzie nie mieli większych zmartwień..
powiedzcie mi proszę że to tylko moje wymysły, że w małżeństwie tak ma być,
bo zaczynam się uważać za cholerną egoistkę..