ukochana rodzinka męża

04.10.04, 11:01
witam wszystkich, chciałabym prosić o radę panie które mają za sobą dłuższy
staż małżeński ponieważ mam dość dziwny problem. No właśnie.. do końca nie
wiem czy można to nazwać problemem pownieważ sam sens jest z gruntu dobry:
mój mąż BARDZO kocha swoją rodzinę. Jesteśmy pół roku po ślubie, (na razie
sielanka) z wyjątkiem malutkich kłótni które rozwijają się w kilkudniowe żale
i pretensje, wynikającyh z nadmiernego (moim zdaniem) przywiązania męża do
rodzeństwa i rodziców. Mąż wciąż podkreśla że rodzina jest dla niego
najważniejsza, że tylko na nich może w życiu liczyć (a mnie to niby po co
ma?) w związku z tym uważa że może poświęcić dla nich wszystko - choć wcale
tego nie potrzebują - łącznie ze swoim małżeństwem. Doszło nawet do tego że
jestem pewna że kiedyś mnie rzuci - bo tego będzie potrzebować jego rodzina.
Poza codziennymi telefonami, wizytami, dowiedziałam się też że kiedy ja mam
pomóc swoim rodzicom to mogę to zrobić sama bo on akurat tęskni za rodzinką i
musi tam jechać, w KAŻDEJ sytuacji na pierwszym planie stawia ich. W pewnym
momencie uznałam że ten facet wcale nie potrzebował żony, chyba że tylko jako
dodatku do krawatu "bo kochająca żona powinna wspierać męża w jego
dążeniach.." (cytat z ostatniej awantury) tylko że w drugą stronę to nie
działa.
Śmieszny problem, prawda.. jakby ludzie nie mieli większych zmartwień..
powiedzcie mi proszę że to tylko moje wymysły, że w małżeństwie tak ma być,
bo zaczynam się uważać za cholerną egoistkę..

    • milaska Re: ukochana rodzinka męża 04.10.04, 11:22
      To wbrew pozorom jest duży problem i co najgorsze sie potem rozwija, bo kiedy
      przychodzi czas, żeby budować wspólne życie, mąz cały czas buduje je z tamtą
      rodziną zamiast z nową. mam ten sam problem. Napiszę na prywa.
    • burza4 Re: ukochana rodzinka męża 04.10.04, 12:30
      Wiesz - do niektórych po prostu nie dociera, że to TY jesteś teraz najbliższa
      rodziną i to TOBIE należy się przede wszystkim czas, uwaga i troska męża. Tekst
      o "opuszczeniu matki swojej i ojca swojego" jakoś mu umknął na kazaniu?

      TEn problem wcale nie jest śmieszny - jest dramatyczny. Bo teraz możęsz mieć
      lekki stres, ale za czas jakiś może być tragedią. Bo w takiej sytuacji może
      stać się tak, że ty np. będziesz sama jechała z chorym dzieckiem do lekarza, a
      on poleci do rodziców, bo komuś trzeba wbić gwóźdź w ścianę.

      Dla mnie w ogóle chore jest jeśli młodzi ludzie przy każdej okazji lecą do
      rodzinki - pojąć nie mogę - po jaką cholerę zakładali własną???? skoro wolą
      spędzać czas z mamusią niż z własną żoną/męzem???? nie mają swojego życia,
      przyjaciół? żadnych zainteresowań???
      • milaska Re: ukochana rodzinka męża 04.10.04, 12:35
        zgadzam się Burza z Tobą w zupełności. Właśnie u mnie to tak wygląda, ze ja
        załatwiam wszystkie nasze sprawy sama i latam z wywieszonym jęzorem, bo mąż mi
        mówi na przykład, że nie mógl, bo pracował - a jak pracował - musiał siostrze
        buty do szewca zawieśc, lub mamie rzeczy do pralni oddać itp. No po prostu
        koszmar. Zaczyna się od takich właśie pierdówł - czy li wszystko do domu ty
        xzałatwiasz, meiszkanie Ty, rachunki Ty, a on jest na kazde skinienie tamtej
        rodziny, Przykre, naprawde jak sie okazuje niektórzy nie sa zdolni do zkałdania
        własnych rodzin. Racje masz burza
    • annb dodam od siebie 04.10.04, 12:39
      że nadmierne przywiązanie do matki jest jednym z powodów dla ktorych mozna się
      starać o stwierdzenie nieważności małżeństwa koscielnego.
    • stefka77 Re: ukochana rodzinka męża 04.10.04, 13:34
      a jak wytłumaczyć takiemu facetowi że to co robi w gruncie rzeczy jest złe? bo
      on jest święcie przekonany że poświęcanie się dla własnej rodziny to jego
      najlepsza cecha charakteru (i nic tu nie daje tłumaczenie że nie może poświęcać
      NAS i że niszczy przez to relacje z własną żoną) co zrobić jeżeli on uważa iż
      ja powinnam go wspierać w tym a nie rzucać kłody pod nogi bo mam akurat ochotę
      na romantyczny wieczór kiedy on wisi przez godzinę na telefonie
      omawiając "kupkę" swojej bratanicy?
      • burza4 Re: ukochana rodzinka męża 04.10.04, 16:37
        obawiam się, ze będzie ci trudno, skoro z jego punktu widzenia jest to
        niebagatelna zaleta. I w gruncie rzeczy istotnie - jest to zaleta - ale tylko
        dopóki nie przedkłada potrzeb dalszej rodziny nad wasze potrzeby. Jeśli ty się
        nie możesz doprosić zrobienia zakupów, a w tym czasie leci na bazarek po zakupy
        dla siostry czy mamy, to jest to chore. I należy bezwzględnie wymagać,
        angażować w wasze sprawy, nie pozwalać sobie wmawiać, że jest się tą złą.

        Najgorsze jest to, że on nie widzi problemu, od ciebie nie przyjmie argumentów,
        może przyjąłby je od kogoś obiektywnego, kumpla, przyjaciela domu? Ja z kolegą
        małżonkiem poszłam do psychologa - już po pół roku od ślubu. Bo ucząc się na
        własnych błędach uznałam, że lepiej zapobiegać niż leczyć i nie chciałam
        dopuścić do eskalacji zgrzytów. I o dziwo - te same co moje argumenty ale
        wypowiedziane przez "autorytet" dotarły, a ja sobie mogłam gardło zdzierać...A
        też był 100% przekonany, że to on ma rację.

        Dużo nam dało do myślenia znienacka rzucone pytanie "dlaczego zdecydowalismy
        się na bycie razem?" - może spróbuj mu je zadać? skoro się ożenił, to chyba
        powinno być oczywiste, że to o żonę ma dbać, a nie trzymać ją na "standbaju" bo
        a nuż wieczorkiem się do czegoś przyda?
    • stefka77 Re: ukochana rodzinka męża 04.10.04, 13:35
      i jeszcze proszę o szczegóły (jeżeli można) dotyczące unieważnienia małżeństwa
      choć na razie nie biore tego pod uwagę, w jaki sposób udowodnić takie nadmierne
      przywiązanie?
      • annb Re: ukochana rodzinka męża 04.10.04, 13:38
        wrzuć w google :)
        znajdziesz
        swoją drogą nawet kościół zachęca do odcięcia pępowiny
        widaćniektórzy zapępieni tak że tylko radykalne cięcie może im pomóc
    • asiak1 Re: ukochana rodzinka męża 05.10.04, 11:55
      Od 6 lat jetem mężatką i muszę powiedzieć, że b. dużo się u nas zmieniło na
      lepsze, ale nadal jeszcze "pracuję" nad pewnymi rzeczami...
      Początkowo robiłam awantury, kłóciliśmy się tylko z powodu jego rodziny i byłam
      przekonana, że z tego powodu prędzej czy później dojdzie do naszego rozstania.
      W naszym przypadku strategia gwałtownego "odcięcia" pępowiny była zupełnie
      niemożliwa. Mąż stwierdził, że rodziny nie zostawi. Mnie też nie o to chodziło,
      ale o zachowanie właściwych proporcji. Bo przecież chciałam, aby kiedyś nasze
      dzieci na przykładzie naszym uczyły się pomagać sobie i nam na przyszłość. Ale
      im bardziej tłumaczyłam, tym było gorzej.
      Musiałam nabrać trochę dystansu, przemyśleć sobie wszystko. Wydaje mi się, ze
      niektórzy mężczyźni mają jakieś dziwne podejście, ze po ślubie należy zająć się
      rodziną, tylko nie wiedzą, że nie tą "starą", ale tą co akurat założyli...
      W końcu powoli wymyśliłam strategię działania. Zaczęłam go wszelkimi sposobami
      i na siłę wciągać w życie NASZEJ rodziny. W rozmowach z nim, jego rodziną
      podreślałam, gdy tylko się dało - nasz dom, nasze życie, nasze obowiązki, nasze
      sprawy, itp., itd. Oczywiście z wyczuciem i bez przesady, ale tak aby powoli do
      wszystkich dotarło.
      Zawsze miałam w zanadrzu jakieś "rodzinne" zajęcia i obowiązki dla męża, ale
      takie dotyczące tylko nas. Z perspektywy kilku lat mogę powiedzieć, że to tak
      naprawdę integruje rodzinę. Poza tym jeśli facet włoży w coś dużo wysiłku, to
      dopiero to doceni i raczej tego łatwo nie zostawi. Tylko niestety trzeba go
      powoli przymuszać.
      Tak więc przynajmniej kilka popołudni w tygodniu "rezerwowałam" mężowi na NASZE
      sprawy. A wszystko w imię tego, aby NAM było lepiej, przyjemniej, wygodniej,
      itp.
      A to musieliśmy koniecznie jechać po nowe firanki (razem, bo to do naszego
      dom), przemalować pokój (nieważne, że niedawno malowany, ale kolor
      przyjemniejszy), kupić, skręcić i powiesić półkę, itp. itd.
      Do tego mąż zaczął mieć też inne obowiązki, np. zapłacić rachunki, bo ja muszę
      iść do lekarza, dentysty. A muszę powiedzieć, że odwiedziłam wtedy lekarzy
      przeróżnych specjalności. Efekt - ja gruntownie przebadana i zdrowa, a mąż
      powoli przystosowany do obowiązków.
      Na pewno takim przełomowym momentem, kiedy już mężczyzna musi się absolutnie
      włączyć w życie SWOJEJ rodziny - jest dziecko. Zazwyczaj wtedy rozumie tą
      potrzebę (co nie znaczy, ze sam z siebie!). Ale wcześniej trzeba go wdrożyć do
      innych zajęć domowych.
Pełna wersja