Prosze o pomoc(sprawa dot.dzieci)...

05.11.04, 12:05
Witam was wszystkie mam ostatnio rozterki psychiczne chodzi o to ze 3 dzieci
moi kuzynowie sa zaniedbani przez rodzicow,ojciec pracuje do nocy a matka
siedzi w domu i kompletnie nic nie robi procz gry na komputerze i lezenia w
lozku.Bardzo jest mi zal tych dzieci maja (14,9,3) lata ten najmlodszy nie
umie kompletnie nic mowic i ogolnie jest jakis niedorozwiniety jak widzi
ludzi to sie chowa itp. ten najstarszy musi gotowac sprzatac i chodzic do
szkoly(ale ciotka sie smieje ze jak skonczy 8 klase to pojdzie na budowe do
pracy)zal mi tych chlopcow i chciala bym cos zrobic ale nie jestem pewna czy
bylo by dobrze im w domu dziecka (chodzilam do domu dziecka pobawic sie z
dziecimi mialy zapewnione jedzenie spanie itp) a tu 3 dzieci +osoba starsza
mieszkaja w jednym pokoju) chciala bym jakos nastraszyc ciotke zeby wrescie
sie opanowala ale nie chcem zeby wiedziala ze to ja. Ah niby te dzieci
opowiadaly drugiej kuzynce ze rodzice ich bija butami kablami itp. (mi chyba
nie maja odwagi powiedziec) (tzn jeden mowi a drugi mowi ze to nieprawda).
jak macie jakis pomysl to prosze napiszcie.
    • 1975a2 Re: Prosze o pomoc(sprawa dot.dzieci)... 05.11.04, 12:19
      to dobrze że ktoś taki jest kto nie patrzy na to obojętnie. powiem krótko
      miałam sytuacje gdzie dziecko było wychowywane przez matke i jej konkubina ,
      obydwoje chlali . on jak pochlał to bił tego dzieciaka ( 4 lata) szczególnie w
      tedy gdy matki nie było. Dzieciak strasznie krzyczał i płakał . w koncu nie
      wytrzymałam i wpadłam do ich meliny bez pukania podeszłam do drania i
      powiedziałam że dzwonie na policje bo mam tego dość. wziełam malca do siebie
      bez jego zgody i zadzwoniłam najpierw na policje a potem oni powiadomili
      kuratora sądowego. Dzieciak siedzi w domu dziecka , oni wałęsają się po ulicy ,
      czasem ich widuje z reguły napruci. Ale to była ostateczność! dom dziecka to
      najgorsze miejsce na ziemi! ale w tej sytuacji zatłukli by go na śmierć. musisz
      się skontaktować z instytucją która zajmuje sie takimi sprawami ,żeby im
      przyznali nadzór kuratora ale nie wierze że to co kolwiek zmieni. może ta
      kobita sie opamięta jak ęda chcieli jej dzieci zabrać . jak sobie przypomne ten
      KRZYK to mi się ryczeć chce .
      • kajtus6 Re: Prosze o pomoc(sprawa dot.dzieci)... 05.11.04, 12:44
        Witam,
        Nie wiem co poradzic bo nie mieszkam w polsce, i nie wiem jakie jest prawo w
        takim wypadku. Chcialam tylko powiedziec ze popieram i jak by wiecej ludzi bylo
        takich jak Wy, to mniej dzieciakow by cierpialo.
        pozdrawiam serdecznie,
        Kasia z mala Klara (10 mies)
    • annb Re: Prosze o pomoc(sprawa dot.dzieci)... 05.11.04, 13:34
      w Krakowie ostatnio odebrano dzieci 33 letniej matce z powodu uzaleznienia od
      internetu
    • annb info 05.11.04, 13:36
      Straciła dzieci z powodu uzależnienia od internetu




      pap 27-10-2004 , ostatnia aktualizacja 28-10-2004 09:03

      Sąd rodzinny pozbawił praw rodzicielskich 33-letnią mieszkankę Krakowa.
      Informację o uzależnieniu matki od komputera przekazał sądowi kurator.



      Zaniepokoił go fakt, że matka, która utrzymywała się z alimentów i pomocy
      społecznej, nie płaciła rachunków - jedynie abonament internetowy - nie
      interesowała się dziećmi. W mieszkaniu panował nieporządek, zasłony ciągle były
      zaciągnięte, a w półmroku połyskiwał tylko ekran komputera.

      Czwórka dzieci trafiła do placówki opiekuńczo-wychowawczej. Matka, legitymująca
      się podstawowym wykształceniem, została zobowiązana do podjęcia leczenia.
      Kobieta tłumaczyła, że po rozstaniu z partnerem wpadła w depresję, z której
      pomagali jej wyjść internetowi znajomi.
      • szczesliwa12 Re:no to podobna sytuacja... 05.11.04, 14:49
        tylko ze czy to nie jest dziwne ze w szkole widac przeciez skoro dzicko nigdy
        nie nosi sniadania chodzi brudne albo i wogole po kilka dni nie chodzi i ZADNA
        Z NAUCZYCIELEK NIKT nic nie widzi? raz byla taka sytuacja ze kuzyn mial chodzic
        na darmowe obiady to jego ojciec poszedl do szkoly i powiedzial "co wysobie
        myslicie moje dziecko na czas ma ugotowany obiad itp" i nie chodzil tylko czy
        jezeli stara baba siedzi w domu i o 17 zaczyna robic obiad to jest normalne?
        raz sie klocilam z wujkiem na ten temat ze mogla by ciotka isc do pracy itp. a
        on na to ze "ona ma dziure w sercu i nie moze pracowac pozatym moje dzieci maja
        co jesc z glodu nie umieraja chleb z maslem ale maja" tylko ze 3 letnie dziecko
        pije wode i je suchy chleb i nikt sie tym nie interesuje nie wiem czy nie maja
        odwagi czy co?ja finansowo im nie pomagam czasami zawioze jakies owoce.. ale
        wiem ze to nic nie zmieni..tylko nie wiem gdzie isc i to zalatwic. zalezy mi na
        tym zeby sie nie dowiedzieli ze to ja..
    • mama_julci22 Re: Prosze o pomoc(sprawa dot.dzieci)... 05.11.04, 15:04
      szczerze mówiąc nie wiem co Ci poradzić ,chciałam Cie tylko wesprzeć bo to co
      robisz jest naprawde słuszne,oby więcej było takich ludzi
      pozdrawiam serdecznie
      • bjuti1976 Re: Prosze o pomoc(sprawa dot.dzieci)... 08.11.04, 08:31
        Witam,

        Słuchaj, nie wiem, skąd jest ta rodzina, ale uważam, że nie można tak tego
        zostawić.

        Szukając w internecie trafiłam na stronę bazy.ngo.pl/search/cis.asp ,
        gdzi można znależć placówki pomocy społecznej w całej Posce, prowadzone przez
        ludzi, którzy wydaje mi się nie pozstaną obojętni wobec tej sytuacji.

        Spróbuj może wejść na tę stronę, można do takiej instytucji zadzwonić i
        opowiedzieć co się dzieje, powinni poradzić co dalej.

        Pozdrawiam
        • szczesliwa12 Re: Prosze o pomoc(sprawa dot.dzieci)... 08.11.04, 13:49
          Dzieki wam dziewczyny za pomoc wiecie troche sie obawiam po wczorajszym
          programie "pod napieciem" mowili tam ze nawet jesli ktos zglosi taka sytuacje
          to i tak ludzie ktorzy powinny sie tym zajac nie moga isc do domu i zapukac i
          powiedziec ze slyszeli od kogos ze zle sie dzieje dziecia. Tak mysle ze moze
          przejde sie do szkoly i zobaczymy co tam sie uda zalatwic... Pozatym jestem z
          woj. Lubuskiego i patrzylam na te mapki co mi podalyscie i niestety nie ma u
          nas tych organizacji. Jeszcze raz dzieki Pozdrawiam.
    • aleksandrynka Re: Prosze o pomoc(sprawa dot.dzieci)... 08.11.04, 11:18
      możesz sprawę zgłosić anonimowo na policję, możesz pójść do szkoły i o
      wszystkim opowiedzieć szkolej pedagog, możesz to zgłosić w pomocy społecznej.
      Zrób najlepiej wszystko na raz. Zaniedbanie jest formą przemocy (nie
      wspominająć o biciu kablem, to może być prawda a dzieciak zaprzecza, bo się boi
      rodziców albo chce ich chronić).

      Wejdź na stronę Fundacji Dzieci niczyje:
      www.fdn.pl/index/?id=a87ff679a2f3e71d9181a67b7542122c
      jesli zadzwonisz do niebieskiej linii to tam też coś powinni podpowiedzieć:
      www.niebieskalinia.pl/mainframe.html
      I nie zostawiaj tego, jeśli Ty nie pomożesz tym dzieciom, to może nikt tego nie
      zrobi? A same na pewno się nie obronią.
      Trzymam kciuki. I napisz koniecznie, co się dalej dzieje, miejmy nadzieję, że
      stanie się coś pozytywnego, a takich przykładów nam trzeba...
    • angieblue26 Do Szczesliwa...i wszystkich, ktore chca pomagac.. 09.11.04, 18:04
      Moze tam znajdziesz odpowiedz jak pomoc...

      wwww.powiedzkomus.pl/
      • aleksandrynka Re: Do Szczesliwa...i wszystkich, ktore chca poma 09.11.04, 21:02
        co prawda to jest konferencja dotycząca wykorzystywania seksualnego, ale na
        pewno warto się czegoś dowiedzieć...
      • angieblue26 Do Aleksandrynki... 09.11.04, 22:05
        Cytuje :

        "Wiele dzieci skrywa w sobie przykre tajemnice związane z dręczeniem fizycznym
        i psychicznym oraz wykorzystywaniem seksualnym.... "

        a wiec nie tylko "wykorzystywanie seksualne".
        • aleksandrynka Re: Do Aleksandrynki... 10.11.04, 11:44
          tytuł: „Powiedz komuś. Jak pomóc dzieciom dręczonym i molestowanym”

          czyli - masz rację.
          :)
          pozdrawiam
    • angieblue26 Niebieska linia.... 09.11.04, 22:09
      www.niebieskalinia.pl/mainframe.html
    • angieblue26 Do Szczesliwa12 09.11.04, 22:15
      Pozwolilam sobie napisac na priv...
      • szczesliwa12 Re: Do angieblue26 10.11.04, 11:48
        Dzieki ja Tobie tez odpisalam na PRV. Pozdrawiam. ;-)
    • imperatyw2 Re: Prosze o pomoc(sprawa dot.dzieci)... 14.11.04, 17:25
      A czy jest jeszcze jakaś rodzina oprócz Ciebie?? Myślę,że najlepiej gdyby
      rodzina zajęła się wspólnie tym problemem i wystąpiła o odebranie dzieci
      rodzicom oraz o ustanowienie dla nich rodziny zastępczej (ale żeby tą rodziną
      zastępczą była np jakaś ciocia, babcia..). Dom dziecka czy pozostawienie ich
      losu obcym ludziom to naprawdę najgorsze z możliwych rozwiązań.
      • wiola101 Re: Prosze o pomoc(sprawa dot.dzieci)... 16.11.04, 16:05
        Witam Cię,
        ja niestety mam podobny problem. Samotna matka + troje dzieci kazde ma innego
        ojca. Ona młoda 27 letnia dziewczyna, która tak naprawde szuka przygód i
        towarzystwa a nie potrafi zająć sie dziecmi. Dotarło to do szkoły, opieki
        społecznej, policji i dzielnicowego ale....., no własnie. Instytucje dostały
        anonimy od sąsiadów więc owszem pofatygowały sie do mamusi, nakrzyczły na nią
        pogroziły palcem i cisza ( no i dały jakieś zapomogi bo syf był w domu i kazały
        posprzątać). Na początku panie twierdziły że muszą oddac sprawe do sądu bo tak
        dłuzej być nie może ale tylko na gadaniu sie zakończyło. W tej chwili nie wiem
        jak jest poniewaz nie mam kontaktu z tą dziewczyną a w/w instytucje przestały
        sie interesować. Więc tak to wygląda. Dodam tylko że cała historia miała
        miejsce w Pruszkowie. może któraś z WAS tam mieszka?
    • szczesliwa12 Re: Zglosilam to! 26.11.04, 12:09
      Dzieki wam dziewczyny udalo mi sie zalatwic ta sprawe tzn. Zadzwonilam pod nr
      telefonu ktory podala mi aleksandrynka i tam opowiedzialam cala historie i
      pani podala mi nr do opieki kryzysowej czy cos takiego u mnie w miescie no i
      zadzwonilam tam i powiedzialam wszystko co wiem i pani podziekowala i
      powiedziala ze zajma sie ta sytuacja. Ale jak narazie to chyba jeszcze tam nie
      byly zreszta nie wiem. Mam nadzieje ze cos sie zmieni.Jeszcze raz wszystkim
      dziekuje pozdrawiam :)
      • aleksandrynka Re: Zglosilam to! 26.11.04, 17:06
        no to trzymam kciuki, żeby się tym rzetelnie zajęli. A Ty za jakiś czas zadzwoń
        do nich i spytaj, co w tej sprawie zrobili. Wiesz, jak bywa...
        Pozdrawiam!
        • angieblue26 Re: Zglosilam to! 26.11.04, 19:38
          Super wiadomosc :-)
    • szczesliwa12 Re:Dla zainteresowanych ta sprawa... 18.12.04, 00:26
      Witam was,wiec po tym jak sprawa zostala zgloszona przyszedl po 2 tygodniach
      dzielnicowy z panem z opieki kryzysowej czy jakos tak. Bylo to 01.12 butelki po
      alkoholu byly pod stolem a matka sie tlumaczyla ze byla impreza andrzejkowa,pan
      z opieki zapytal czy maja pieniadze i matka pokazala karte do bankomatu i
      ogolne niczym wiecej sie nie zainteresowali. Wiec zla poszlam we wtorek do
      szkolnej pedagog i opowiedzialam wszystko byla przerazona i powiedziala ze
      zglosi to do opieki spolecznej.Dzis jest juz piatek i jeszcze nie byli... Mam
      nadzieje ze na cos przydadza sie moje starania... Jszcze niedawno byl ten
      najstaszy u nas i opowiadal duzo rzeczy to az mi sie plakac chcialo :((
      Pozdrawiam was wszystkich trzymajcie kciuki.
      • aleksandrynka Re:Dla zainteresowanych ta sprawa... 18.12.04, 15:43
        Trzymam kciuki cały czas, cieszę się, że coś się dzieje, chociaż zbyt niemrawo,
        jak dla mnie... Ale może robią wywiad, naradzają się...
        To wspaniałe, jeszcze raz podkreślę, wspaniałe, że sie tym zajęłaś. Gdyby nie
        ty, to może przez lata nic by się tam nie zmieniało i dziecko/dzieci by
        cierpiały. A tak, miejmy nadzieję, coś się pomyślnie ruszy.
        Pozdrawiam serdecznie!
        Wszystkiego dobrego na święta.
      • szczesliwa12 Re:Dla zainteresowanych ta sprawa... 13.01.05, 16:22
        Witam was, no wiec wczesniej pisalam ze bylam u szkolnej pedagok i zglosilam ta
        sytuacje to bylo ponad ms temu i nic sie nie zmienilo nawet nie bylo tam
        nikogo... jeszcze jedna osoba z rodziny dzwonila gdzies tam dokladnie nie wiem
        bo rozmawialam tylko pzez tel. i powiedzieli jej ze narazie oni maja duzo spraw
        i jak beda mieli czas to sie zainteresuja tym... Jestem juz tak zla ze nie mam
        sily gdzie kolwiek chodzic dzwonic itd. a pozatym nie wiem gdzie !!! :((( jest
        mi przykro... bo czuje sie bezradna...
        • denay historia dluga i raczej podobna... 14.01.05, 08:14
          czasami czlowiek chce cos napisac, ale nie wie jak zaczac... Dobrze, ze
          trafilam na ten watek - moze i mnie ktos cos podpowie. Dodam, ze to zona
          szwagra, a my za kilka miesiecy bedziemy mieszkac w niedalekim sasiedztwie.
          Sytuacja wyglada tak:
          Jest sobie rodzina na wsi. Biedna tylko dlatego, ze oboje rodzice raczej
          zlewaja wszystko. Ojciec pracuje (ok.1tys miesiecznie), lubi zagladac do
          kieliszka, ale raczej z totalnej beznadziei niz konkretnego pijanstwa (o ile
          mozna to tak nazwac). Najwiekszym problemem jest "pani domu". Tak tak pisze w
          cudzyslowie, bo czworka dzieci chodzi zaniedbana, bo matka nie ma czasu dla
          nich. Dzieci musza naprawde byc umierajace, zeby wybrala sie z nimi do lekarza.
          Stan ich uzebienia wola o pomste do nieba. Poscieli nie uzywa. Wszy sa na
          porzadku dziennym. Kiedy najstarsza corka (mieszka z dziadkiem) przyszla do
          matki z zyjatkami ta jej powiedziala, ze nie ma czasu. A mlodej wlosy az sie
          ruszaly (sprawa zajela sie druga szwagierka, chwala Bogu porzadna kobieta:) i
          moj maz). Jej glowna rozrywka to farbowanie wlosow, siedzenie na lawce przed
          domem i latanie na ploty. W domu grob, brud, syf i ubostwo. Niczego nie ma. Ma
          mozliwosci, zeby zalozyc ogrod, miec jakies kurki czy inne zwierzeta. Ale nie
          ma. Wszystko jest wyprzedawane, zeby miec zaplacic za prad (kilkukrotnie im
          odcinali). Dla mnie (sama mam dziadkow na wsi) nie do pomyslenia jest, zeby
          kupowac warzywa na wsi.
          Dopoki jej ojciec zyl tez wszystko mialo rece i nogi - mieszkal w domu obok i
          trzymal ich i jej rodzenstwo twarda reka, na dodatek gospodarstwo przynosilo
          dochody, bo, doslownie, zapedzal ja do roboty.
          Tesciowa wziela jej najstarsza corke do siebie. 3letnie wtedy dziecko nie
          umialo korzystac z nocnika. wnuczka zostala u dziadkow (tak jest do tej pory).
          Tylko, ze i tesciowej sie zmarlo, a dziadek srednio sobie radzi z wychowywaniem
          dorastajacej dziewczynki, ktora sama mowi, ze do matki nie wroci, bo wie co ja
          tam czeka. Kiedy dostala po raz pierwszy okres nawet slowem matce nie
          powiedziala tylko wyslala list do mnie. To ja jej tlumaczylam jak teraz bedzie
          sie zmienialo jej cialo i "skad sie dzieci biora".:)) Zreszta ta mloda jest dla
          mnie kims pomiedzy mlodsza siostra a corka i nie pozwole jej zmarnowac. Serce
          mi sie kraje, jak czytam czasami listy od niej, w ktorych pisze, ze ja, moj maz
          i ona rowna sie prawdziwej rodzinie. W kolko pyta, kiedy przyjedziemy i ze juz
          nie moze sie doczekac, kiedy wrocimy do domu.
          Po smierci tesciowej, tesc podlamany, zaczela wynosic sprzety z domu, bo sama
          nie ma. Mikser i inne "urzadzenia" kuchenne, reczniki, scierki, stare ubrania,
          nawet przetwory, ktore robilismy z mezem. Tesc sie nie umial postawic, bo on
          nie umie dzieciom odmowic. telepalo mna, ale siedzialam cicho, bo to nie moje i
          ja tym nie dysponuje. Miarka sie przebrala, kiedy zniknely moje perfumy (nie
          dosc, ze prezet od meza to jeszcze drogie). Znalazly sie oczywiscie u niej,
          zuzyte mniej wiecej w 1/3. Z roznych powodow do konfrontacji miedzy nami
          jeszcze nie doszlo, ale dojdzie. Tylko, ze ona ma bardzo krotka i wybiorcza
          pamiec. jestem na 100% pewna, ze jak tam pojade to dalej bedzie "kochana
          szwagierka" Juz nawet nie bede pisala ile to razy pozyczala, a potem juz tylko
          chciala pozyczyc od nas pieniadze. Te opowiesci mozna ciagnac w nieskonczonosc.
          Najbardziej szkoda mi tych dzieciakow (w sumie jest ich jeszcze trojka, ktora
          mieszka z matka). Bardzo inteligentne i madre tylko tak straszliwie zaniedbane.
          Nie chce, zeby zabrzmialo to jak przechwalki, ale one doskonale wiedza, ze moga
          przyjsc do mnie, przytulic sie i ja nie rzuce im tekstem "gdzie leziesz, spadaj
          stad", moga pogadac, poopowiadac o czym chca; dostaja ochrzan za brzydkie slowa
          czy zachowanie. Ale nie ochrzan w stylu "ty glupku, idioto..." z krzykami.

          Wiem, ze swiata nie zbawie. Chcialabym tym dzieciom jakos pomoc, bo matka jest
          juz niereformowalna. zawsze dostana talerz zupy jesli poprosza (bo matka
          czasami ma na piwo, fajki i chipsy, ale na porzadny obiad to juz nie za
          specjalnie). Tylko jest jedno ale... Boje sie, ze przez to ona zacznie mnie
          wykorzystywac. Zreszta juz tak jest... bo najstarsza od rodzicow praktycznie
          nie dostaje pieniedzy. Zywi ja dziadek, ubrania kupujemy my i dziadek. A jak
          nas nie ma, a jej jest cos potrzebne to slyszy od matki "idz do ciotki niech ci
          kupi". Ale jak dostala ode mnie pieniadze to matka i jej druga babka chodzily i
          smecily, czemu matce pieniedzy nie odda, bo ona na chleb nie ma...

          Moglabym tak jeszcze dlugo, bardzo dlugo, ale nie chce Was juz zanudzac.
          Nie wiem co sie bedzie dzialo jak wrocimy w tamte strony. Mam wrazenie, ze z
          jednej strony bede mogla pomoc chociaz tej najstraszej, z drugiej, przeczucie
          mowi, ze czeka mnie cos w rodzaju piekla na ziemi.

          Pozdrawiam
          Denay
        • gosza26 Re:Dla zainteresowanych ta sprawa... 14.01.05, 15:48
          Witam!!!

          Jesli moge cos doradzić..Nie wiem czy chciałabys aby dzieci zostałe odebrane
          rodzicom(przepraszam nie doczytałam się),ale jeśli jest tak to jedyna droga to
          odebranie praw rodzicielskich rodzicom. W tej prawnej materii nie wiele ci
          pomgę, bo nie wiem.

          Jednak może spróbuj dowiedziec sie gdzie przy MOPS w mieście zamieszkania
          dzieci są światlice środowskowe. Tam dzieci przebywaja cały dzień (od
          zakończenia lekcji w szkole) do godz. 18. Maja zagwarantowaną pomoc w lekcjach,
          jedzenie, róniez wychowoawcy dbaja o higienę tych dzieci. Myślę,że to na chwilę
          obecną bardzo by im pomogło. Jest jeden szkopuł, muszą dzieci zgłosić
          pracownicy socjalni za zgodą rodziców(prawnych opiekunów). Najlepiej iść do
          MOPS i zasięgnąć informacji. Rodzina wówczas ma przydzielonego pracownika
          socjalnego i ew. pomoc w zakresie zasiłków rodzinnych.

          pozdrawiam i zyczę wytrwałości
          • denay Re:Dla zainteresowanych ta sprawa... 23.01.05, 10:46
            witam!
            przepraszam, ze tak dlugo milczalam. Rozjasniam sytuacje. Moze i chcialabym,
            chociaz ograniczenia praw rodzicielskich, ale... Ojcem tych dzieciakow jest
            brat mojego meza. Po prostu nie moge tego zrobic. To chyba jasne.
            Co do swietlic. To jest wies. Do miasta jest jakies 15km. Szkola organizuje
            posilki (obiady), bo to sa biedne rejony (glownie dlatego, ze przyzwyczajone do
            PGR-ow). Sa zajecia pozalekcyjne, ale nie w takim wymiarze, ktory pozwolilby
            zadbac o te dzieciaki. O starsza tak bardzo sie nie matwie. Glownie chodzi o
            pozostala trojke.
            Zastanawialam sie nad tym, zeby dac "cynk" do MOPSu czy sanepidu (jak zwal tak
            zwal), bo warunki panujace w tamtym domu uragaja pojeciu "dom".
            Sama juz nie wiem co moglabym zrobic. No i jak sie ulozy tam zycie. Jestem
            pewna, ze kiedy tam wrocimy zaczna sie wizyty z cyklu "nie mam tego, pozycz
            tamtego, daj mi to". Na zasadzie daj palec utna cala reke...

            Czy w ogole ktos tutaj mial takie problemy??? albo chociaz zblizone..

            pozdrawiam
            denay
            • szczesliwa12 Re:Dla zainteresowanych ta sprawa... 23.01.05, 16:02
              no wiesz ja zglosilam do szkoly i moze faktyczne byli bo w tym pokoju pierwszym
              jest nawet czysto... jak na ich warunki ale co sie dzieje w tym drugim gdzie
              spi 3 dzieci i starszy dziadek to ZALOSNE czy ludzie z opieki nie sprawdzaja
              warunkow sanitarnych czy cos w tym rodzaju!! przeciez oni nawet nie maja
              cieplej wody w domu na korytarzu kibelek i kuchnie gdzie jest to centrum miasta
              oczywiscie sa tam kamienice do okola ale to szok! sama juz nie wiem co mam
              robic :((
              • denay Re:Dla zainteresowanych ta sprawa... 24.01.05, 17:27
                nie wiem jak duze jest Twoje miasto, ale w moim przypadku to wies. W tej wsi
                generalnie wszyscy wiedza wszystko o wszystkich (a nawet troche wiecej niz jest
                w rzeczywistosci :)) Niektorzy nauczyciele mieszkaja w tej samej wsi albo w
                okolicy. Zreszta po tych dzieciakach widac, ze zadniedbane. Raz na jakis czas
                przyjezdza pielegniarka i sprawdza czystosc. Wiedza, ze dzieciaki chodza
                zawszawione. Dlaczego nic w tym kierunku nie robia?? Nie mam pojecia...
                Generalnie nie obchodza mnie ludzie mieszkajacy tam, ani to co o mnie mowia i
                beda mowic, ale... nie chcialabym naprawde byc powodem sklocenia braci.
                moze dlatego ta sytuacja jest tak zagmatwana i tez nie wiem do konca, czy to to
                zamierzam (patrz pierwszy moj post) nie zacznie byc wykorzystywane. Na
                zasadzie: ciotka zawsze wam (tzn. dzieciom) obiad da to idzcie do niej.

                w najblizszym czasie mamy jechac na Mazury na urlop. Cos czuje, ze dojdzie do
                strasznej konfrontacji miedzy mna a nia (za kradziez moich perfum). A jak
                czlowiek wsciekly (a mnie generalnie nie przeszlo) to powie wiecej niz
                zamierzal.

                Pozdrowienia i trzymaj sie cieplo
                Denay

                ps. jak chcesz to pisz na priva :)))
    • k.haffelder Re: Prosze o pomoc(sprawa dot.dzieci)... 26.01.05, 08:49
      nie jestem pewna, czy masz prawo ingerowac w czyjes zycie w tak drastyczny
      sposob, jakim byloby odeslanie dzieci do domu dziecka. mozesz postraszyc ciotke
      kuratorem, czy kims takim, ale miej tez na uwadze PRAWDZIWE DOBRO DZIECI,
      dzieci w domu dziecka nie maja rodzicow, myslisz, ze ci chlopcy nie kochaja
      swojej mamy??? widac, ze to prawie margines, to, o czym piszesz, ale czasami
      wazniejsze jest to, co mysla dzieci, a nie ich przyszlosc. jak troche dorosna,
      to beda mogly porownac sie z innymi i moze troche sie zmienic. hmmm... trudne
      to.
Pełna wersja