problemy w małżeństwie

13.01.05, 15:39
Witam wszystkich, którzy zechcieli przeczytać mój post!
Czytam to i inne fora od dłuższego czasu. Z jednej strony zdaję sobie sprawę,
że moje problemy są niczym w porównaniu z przemocą czy zdradą w małżeństwie,
jednak tak strasznie mi to dokucza....
Jestem mężatką od ponad dwóch lat. Z moim obecnym mężem poznaliśmy się przez
ogłoszenie. Nie była to miłość od pierwszego wejrzenia, przynajmniej nie z
mojej strony. Miałam wiele zastrzeżeń do jego wizerunku. Broda, wąsy, ciągle
rozwiane i nie przystrzyżone włosy, niby czysty, ale niechlujny sposób
ubierania (przetarte spodnie, swetry, które wyszły już z mody...). No ale
wszystko jakoś dopracowałam. Kosztowło mnie to nie mało nerwów ale w końcu
miałam chłopa prawie jak ta lala!

Nie wiem co, ale coś mnie do niego ciągnęło. Pewnie ten wyjątkowy sposób w
jaki mnie traktował. Widziałam jak strasznie pracuje nad tym, żebyśmy byli
razem, stara się organizować czas,żeby do naszego związku nie wdarła się
nuda. Śmiać mi się chce jak przeglądam jego kalendarz z roku 2002, gdzie
zapisywał sobie możliwości, dokąd może mnie zabrać, co pokazać i tak dalej.

Po około miesiącu znajomości zabrał mnie do Łazienek i oświadczył mi się. Po
3 miesiącach naszej znajomości zamieszkaliśmy razem. Początki nie były może
najłatwiejsze, pojawiały się sprzeczki o to czy owo, ale to głównie ja
krzyczałam a on spuszczał głowę i nawet jeśli z mojej winy nie rozmawialiśmy
po takiej kłótni, on zawsze pierwszy wyciągał do mnie rękę, zawsze wychodził
z inicjatywą, aby się pogodzić.

Po 10 miesiącach naszej znajomości pobraliśmy się, a 13 miesięcy po naszym
ślubie urodził się nasz synek Grzesio.

Niby szczęśliwa historia................
Teraz jakoś wszystko się dwróciło. Nie ma prawie dnia, żebyśmy się nie
kłócili. Te awantury doprowadzają mnie do szału. Boję się wracać z pracy do
domu, bo nie wiem o co dzisiaj pójdzie.
Coraz częściej zastanawiam się nad tym, czy dobrze, że za niego wyszłam.
Gdyby ktoś popatrzył z boku powiedziałby pewnie: "A czego ta dziewczyna chce?
Mąż nie pali, nie pije ( no lubi sobie strzelić piwko czy dwa co wieczór, co
również wyprowadza mnie z równowagi!!!bo to chyba najprostrza droga do
nałogu!!No ale on mówi, że mam się cieszyć, bo nie szlaja się nigdzie z
kolegami, nie łazi po knajpach, a że strzeli sobie piwko w domu, to co to
takiego????), pomaga w domu, robi zakupy..."
Z jednej strony to prawda, mógłby trafić się taki, który by pił i
bił...Chociaż może szkoda że on nie jest taki bo przynajmniej na 100 %
wiedziałabym, że powinnam odejść, a tak to w tym tkwię... (Boże czy ja
bredzę???)
Marek rzeczywiście pomaga mi trochę w domu, rzadko myję naczynia czy robię
zakupy. Teraz nawet zajmuje się małym (on pracuje w systemie zmianowym, a ja
normalnie, więc gdy on akurat nie pracuje, to rano nie obchodzi mnie dziecko,
bo on wszystko załatwi). Tylko że jego praca polega na podaniu Grzesiowi
mleka, ubraniu go i zawiezieniu samochodem do swoich rodziców (bo oni zajmują
się małym pod naszą nieobecność). No i co to za robota? Ale ile się czasami
nagada! Jak małego rano ubiera to jest caaaaaaaały aż spocony! A ja to nic
przy dziecku nie robię, bo przecież wracam codziennie o 17:30 do domu. Ale
mam dobrze, bo nie muszę gotować obiadów, bo on je u mamusi i Grzesio też.
Więc na co narzekam. Zapomniał chyba jednak mój kochany mąż, kto kąpie i
usypia codziennie małego, kto i ile razy wstaje do niego w nocy, po czym
wstaje o 5:30 i pędzi do pracy w której co, leży????????????Do furii mnie
doprowadzają stwierdzenia że do obowiązków żony należy robienie mężowi
kanapek do pracy, do obowiązków żony należy robienie obiadów, do obowiązków
żony należy karmienie dziecka i zajmowanie się nim, bo przecież jestem
matką!!!!!!!!
Nie mogę już tego słuchać!
A do tego Marek to jedynak i to chory synek, chorej mamusi!
Synek ma 40 lat ale mamusia codziennie dzwoni i pyta jak się synek czuje. Jak
synek wybiera siię samochodem w dłuższą podróż powiedzmy 150-200 km, synka
komórka co chwilę dzwoni, bo mamusia martwi się czy się jeszcze nie zabił...
Synek słucha mamusi we wszystkim i bardzo często powtarza jej słowa (nie wiem
skąd to wiem, ale zawze wiem czy wypowiada swoje zdnie, czy powtarza to co
powiedziała do niego 3 godziny temu mamusia, to też doprowadza nie do
szaleństwa).
U mamusi synek ma wszystko podetknięte pod nos, nie musi nic robi, bo rodzice
choć wiekowi, koło siedemdziesiątki wszystko zrobią za synysia. Ostatnio
tatuś nawet synusiowi pomarańczki obierał....
A mamusia jest dodatkowo emerytowym pediatrą, co to leczył wieki temu ale
synuś mówi, że ona wszystko wie najlepiej. Mówię Wam jakie ona ma metody
wychowawcze! W wieku 10 miesięcy chciała zacząć podawać Grzesiowi mleko
krowie, bo w proszku jest sztuczne w kiedyś karmiło się tylko krowim.
Myślałam że zwariuję gdy dowiedziałam się że dawała małemu
(sześciomiesięcznemu!!!) po łyżeczce czerwonego wina, ponieważ pobudza
organizm do produkowania czerwonych krwinek!!!!Gdy tymczasem Grzesio nigdy
nie miał anemii i zawsze dobrze się rozwijał. Teraz ostatnio wyszło że nie
mamy pozwalać małemu (14 miesięcznemu) tak biegać bo nadwyręży
sobie ....serce! Przy okazji najmniejszego uczulenia dziecko jest smarowane
maściami (maśćmi - nie wiem jak się pisze) ze sterydami. I ja nic nie mogę
powiedzieć, bo mamusia wie najlkepiej, nie mogę pojechać z dzieckiem do
okulisty z ropiejącymi oczkami, ani do ortopedy na wizytę kontrolną, bo
przecież mamusia jest lekarzem i ona wie najlepiej i nie będziemy podważać
jej wiedzy lekarskiej! A wiecie jakie mausia kupiła dziecku kapciuszki?
Ciepłe zakopiańskie z kożuszkiem wokół o 4-5 numerów za duże bo mniejszych
nie mieli, no i oczywiście nie słyszała o butach z usztywnianą piętką!!!
Kiedyś próbowałam delikatnie powiedzić, żeby może nie dawała Grzesiowi tego
wina, bo jest za malutki a z tym mlekiem też może poczekajmy z 3-4 miesiące
aż podrośnie. Użyłam dokładnie takich słów. Wiecie jaki była
awantura??????????? Teściowie nie odzywali się do mnie z pół roku! A mąż,
nie będąc świadkiem też awantury, po wysłuchaniu wersji z obu stron stanął po
stronie......mamusi!

Kłótnie w naszym małżeństwie zaczęły się pewnego lata. Przyjechał do nas na
leczenia mój młodszy brat. Miał być 3 tygodnie, 2 rzay dziennie chodził na
zabiegi. Ja byłam wtedy w ciąży. Mieszkamy co prawda w kawalerce, którą mój
mąż dostał po babci, ale Karol spał na podłodze i niczym mi nie przeszkadzał.
Za to Marek wciąż miał jakieś wątki, a to że telewizji słucha za głośno, a to
że jego materac trzeszczy. No i po tygodniu jego wizyty u nas Marek zadzwonił
do niego z pracy i poprosił żeby pojechał na wekend do domu. Karol już
wcześniej mówil mi że na weekend wyjeżdża, ale ja przekonałam go żeby został,
po co ma wydawać pieniądze na przejazd. Prosiłam też marka żeby nie dzwonił
do Karola, bo ja go znam lepiej i wiem jak zareaguje. No ale ten zadzwonił. I
było tak jak przeczuwałam. Awantura na całego. Karol poczuł się urażony )
zresztą wcale się mu nie dziwię) i więcej już do nas nie przyjechał. A
mieszka z moimi rodzicami, gdzie Marek zawsze jest serdecznie przyjmowany. Ja
przyżyłam to strasznie a do tego byłam w ciąży. Kochany małżonek nie mógł
zaoszczędzić stresu ciężarnej żonie. W kłótniach niby mimochodem ale padły
słowa, że w końcu on jest w naszym mieszkaniu głównym lokatorem...No tak, a
ja co, służąca??????Do sprzątania i gotowania? I jeszcze do dawania......bo
takie myśli też mnie czasem nachodzą...

No i podobna sytuacja była tego lata. Marek w ogóle nie dopuścił do tego żeby
Karol do nas przyjechał. Nękał go tylko smsami (gdy tamten leżał w szpitalu)
że nasze mieszkanie jest za małe na gości, szczególnie teraz gdy jest dziecko
i on mu szuka hotelu.
Awanturowaliśmy się z Markiem strasznie tego lata! On uważał, że przyczyną
naszych kłótni jest mój brat, więc nawet kiedy Karol był na lecze
    • ally28 Re: problemy w małżeństwie 13.01.05, 15:43
      nie wiem dlaczego końcówka postu nie wysłała się. Przepraszam za te usterkę.
      Dziś już nie mogę ale jutro z samego rana postaram się zrekonstruować
      zakonczenie.
      PApapapapa
      • jgladecka Re: problemy w małżeństwie 13.01.05, 16:20
        Ally...
        Słuchaj, a może Ty napisałaś tego maila po jakiejś kolejnej kłótni - byłaś
        wściekła, a w takich momentach człowiekowi przypominają się jak na zawołanie
        wszystkie najgorsze rzeczy i stąd taka długa, ciurkiem napisana lista
        zarzutów..:-((( Wydaje mi się, że strasznie negatywne uczucia przez Ciebie
        przemawiają (a wręcz krzyczą z Twojego listu!). Przez cały czas jest źle??
        Ja też mam takie fazy, że byle najmniejszy drobiazg potrafi spowodować, że
        wszystko jest beznadziejne, jak na sygnał stają mi przezd oczami wszystkie wady
        mojego męza (które oczywiście maksymalnie sobie wyolbrzymiam, aby stwierdzić,
        jaka to ja jestem biedna),ale to wszystko to tylko gwałtowne emocje w danej
        chwili.... A gdy one opadną, okazuje sie, że ani mąż nie jest taki najgorszy, a
        wręcz przeciwnie, ani ja taka święta - a wręcz przeciwnie.... Może to kwestia
        podejścia do rzeczy...?
        Pozdrawiam Cię serdecznie!
        Ciekawa jestem, co sie dalej u Ciebie dzieje!
      • tumoi Re: problemy w małżeństwie 13.01.05, 22:15
        W jednym Twój mąż ma rację, kawalerka nie jest mieszkaniem, w którym młode
        małżeństwo powinno kilka dni kogoś gościć, nawet jeżeli to jest rodzony brat.
        Ja na pewno bym się na to nie zgodziła, nie wyobrażam sobie żebym we własnym
        domu nie mogła się czuć swobodnie. A niestety w jednym pokoju 3 dorosłe osoby
        (teraz jeszcze maleństwo)to porażka. Żebym ja nie mogła swobodnie pogadać z
        mężem, poprzytulać się, po... się, obejrzeć w telewizji to na co ja lub mąż ma
        ochotę, wieczorem uważać żeby się nie potknąć o materac...nie dziękuję - pod
        tym względem byłabym egoistką!
      • panikara1 Re: problemy w małżeństwie 14.01.05, 19:17
        haj, jak zaczynałam czytać twój post to myślsłam, że twój mąż wszczyna kłotnie
        i boisz się wracać, że będzie nieprzyjemnie. po przeczyaniu całości, wydaje mi
        się jednak, że to jest trochę gorzej jeszcze- czuję od Ciebie duża niechęc do
        niego.a już na pewno ( wolałabym się mylić) brak uczucia z twojej strony. tak
        jak pisałaś na początku - on się o CViebie wystarał - a teraz wszystko - on,
        jego zachowanie, jego rodzina wszystko cię denerwuje bo bo chybanie kochasz.
        już to mnie iderzyło jak naisałaś, że zmieniałaś jego sposób ubierania. trzeba
        chyba było sobie i jemu daćspokój. nie mówię że on jest bez winy, oczywiście -
        rozmowy z teściamui trzeba załatwiac szczerze i nawet ostro ( obrażanie się
        jest dziecinne z ich stroiny) - ale nie powinnas w soebie tego trzymac bo
        zrobisz się jadowita przez rozmpamiętywanie wszystkiego.przykro mi bardzo, że
        nie czujesz się szczęsliwa :(
      • panikara1 Re: problemy w małżeństwie 14.01.05, 19:24
        i jeszcze mi przyszło do głowy - sama pisałaś jak ważne było dla ciebie aby
        pomóc twoejmu bratu. możliwe, że dla twoego męża jego rodzice też są ważni -
        tak samo jak twoja rodzina dla ciebie. jeśłi chcesz normalnie żyć załatwiaj
        sprawy od razu z teściową, - to co cui się nie podoba- to twoje prawo- a nie
        dogadauj męzowi na temat jego rodziców, bo to tylko wzbudzi agresję z jego
        strony i sprawi mu przykrość. też bys nie lubiła wysluchiwac na temat swojej
        rodziny niemiłych rzeczy - od razu z nią rozmawiaj - asertywanie, twardo, ale
        uprzejmie, z klasą tak aby ci nic nie mogła zarzucić - oszczędzcie sobie
        przykrości nawzajem a tobie powinno ulzyć
    • abneptis Re: problemy w małżeństwie 13.01.05, 16:36
      Wiesz,
      Ja myślę że tak do końca to nie jest źle. Jest w toboe dużo gniewu ale nie
      sprecyzowanego, jesteś chyba troche rozgoryczona ogólnie swoim zyciem- a z tego
      co piszesz naprawde wynika że źle nie jest.
      Masz dziecko, meża, mieszkanie, pracę, rodziców, brata- tyle pięknych rzeczy
      cię otacza może nie szukaj dziury w całym??

      Ja z mężem też się kłócę, straszę czy czasem powyzywam od dupków- ale życie
      idzie dalej i pewnego dnia on, czy ty możecie już nie wrócić z pracy- możecie
      się na zawsze stracić czy wiesz jak wtedy będziesz żałowała swoich "śmiesznych"
      pretensji?

      Co do teściowej- cóż z nią trzeba walczyć bo nie daj Boże upośledzi ci dziecko.
      A i jeszcze jedno mi na myśl przychodzi.. nie zmieniaj męża pod swoje widzi mi
      się bo on ma odrębą osobowość, styl- możesz go nagiąć ale nie zmieniać - i to
      pewnie też może Cię denerwować.

      I zastanów się ile winy jest po Twojej stronie- w końcu to Twoje życie a nie
      tylko mężą. To nie tak że on i jego mamusia sa winni.

      Pozdrawiam
      • jgladecka Re: problemy w małżeństwie 13.01.05, 18:18
        O! O! O! To samo chciałam powiedzieć!To chyba ogólne rozgoryczenie...
        Spróbuj pójśc troche na kompromis! Jak przestaniesz żądać od męża, to myslę, że
        on - nie czując się przez Ciebie przyciskanym do muru - sam z siebie da Ci to,
        co bezskutecznie próbujesz od niego wydobyć wmaganiami czy żądaniami...:-)
        Mój w każdym razie taki jest - jak ja na niego siłą, to on na przekór robi
        odwrotnie, moja złość działa na niego jak plachta na byka...
        Powodzenia!
    • sonnja1 Re: problemy w małżeństwie 13.01.05, 19:20
      (..)mógłby trafić się taki, który by pił i bił...

      ***
      "trafic" ? czy malzenstwo to ruletka czy co? zupelnie jakby zamazpojscie
      odbywalo sie na zasadzie przypadku, bez udzialu swiadomej woli...

      pozdr.
    • sol_bianca Re: problemy w małżeństwie 13.01.05, 22:47
      Czy to jest kolejna prowokacja? Bo aż mi trudno uwierzyć w takie kwiatki jak:

      "No ale wszystko jakoś dopracowałam. Kosztowło mnie to nie mało nerwów ale w
      końcu miałam chłopa prawie jak ta lala!"

      "no lubi sobie strzelić piwko czy dwa co wieczór, również wyprowadza mnie z
      równowagi!!!bo to chyba najprostrza droga do nałogu!!"

      Jak bym była twoim mężem, to bym zwiewała gdzie pieprz rośnie.
    • ally28 Re: problemy w małżeństwie 14.01.05, 09:25
      Cześć!
      Wiecie, że jestem pod miłym wrażeniem, że znalazły się osoby, które przeczytały
      mój post, i to.... do końca!!!Tym bardziej, że został pod koniec urwany.
      Dziękuję Wam wszyskim za pororady i słowa otuchy. Dzisiaj po przeczytaniu
      Waszych wypowiedzi czuję się już lepiej, jakoś lżej mi na duszy...
      To prawda, że wczoraj wykrzyczałam co mi na duszy siedziało i byłam
      podminowana. A to po kolejnej kłótni z Markiem. Marek obecnie jest na urlopie,
      więc jemu przypadło zajmowanie się dzieckiem, to znaczy zajmowanie! Pisałam już
      że rano zawozi Grześka do babci a po południu przywozi i tyle. No więc
      przedwczoraj chyba była piękna pogada, więc dzwonię do niego z pracy żeby
      zabrał małego na spacer, bo całymi tygodniami siedzi w domu, a w weekendy,
      kiedy ja jestem w domu nie zawsze jest odpowiednia pogada, ostatnio np. wiało
      tak, że mało nam głów nie oderwało. A poza tym w weekendy ja naprawdę mam co
      robić. Muszę nadrobić przecież wszystkie zaległości z całego tygodnia, a więc
      gotowanie, sprzątanie, pranie, prasowanie itd. wiecie zresztą jak to jest.
      Często też w sobotę czy w niedzielę jesteśmy z małym sami bo Marek pracuje. No
      ale wracając do tego telefonu: ile to usłyszałam wymówek że ciągle coś od niego
      wymagam, że wciąz coś mi nie pasuje, ciągle mi mało, i czy ja wiem ile to
      roboty żeby...wózek przewieźć samochodem do teściów. No trafiło mnie totalnie!
      Gdybym kazala mu codziennie robić nie wiadomo co i do tego biegać z dzieckiem
      na spacery, ale ten jeden raz? Wtedy kiedy raz na 3 miesiące pojawi się słońce?
      A co mój kochany mąż robi na urlopie? Nic! Przy Grzesiu wszystko zrobi babcia,
      a on się leni (no może co rano okrzątnie trochę nasze mieszkanie, wyrzuci
      śmieci, zrobi zakupy, ale ile to zajmuje godzinę, dwie?). A właśnie jak do
      niego dzwoniłam wracał z Tesco. A po co tam pojechał? Skoro nawet nie zapytał
      czy czegoś nie potrzebuję? Kupił kolejny czajnik i zabawki dla dziecka i znów
      torbę żarówek dla siebie, nie wiadomo po co, i wypalił nie wiem za ile benzyny
      a przecież w styczniu mieliśmy się postarać, żeby zaoszczędzić i w końcu
      załatać nasze wszystkie debety, po kwestia pieniędzy też ostatnio stała się
      powodem naszych kłótni. No więc co, lepiej jeździć po mieście bez celu niż
      pójść z dzieckiem na spacer?
      Nie odzywam się do niego za to już od dwóch dni mimo że on usiłuje a za karę
      śpi na podłodze.

      Wiem że nie jestem święta, chyba nikt nie jest. Zdaję sobie sprawę z tego że
      jestem trochę apodyktyczna i lubię jak stanie na moim. Ja jestem uparta i długa
      pamiętam wyrządzone mi krzywdy a on po chwili kłótni jest gotów o wszystkim
      zapomieć i wszystko zacząć od nowa, no może jak sprawa jest poważniejsza (np.
      nagadam mu na jego mamusię) wyjdzie z domu na godzinę lub dwie, wsiądzie w
      autobus, pojeździ po Warszawie, ochłonie i wróci zachowując się jakby nic się
      nie stało. Ja tak nie potrafię, taka kłótnia a przede wszystkim te okrutne
      słowa, które nie rzadko padają, dźwięczą mi w głowie przed długi czas. A przy
      okazji następnej sprzeczki powracają do mnie też te z przeszłości i wszystko
      się kumuluje....Nie tak wyobrażałam sobie małżeństwo.

      Wiecie, zdaję sobie sprawę, że jestśmy różnymi ludźmi, inaczej wychowywanymi,
      mającymi różne osobowości i sprzeczki są na porządku dziennym w małżeństwie.
      Ale kiedyś traktowałam je z przymrużeniem oka, śmiejąc się że nie może być cały
      czas sielanki bo byłoby po prostu nudno. Ale teraz to wszystko mnie przerasta!

      Nie twierdzę, że nie ma fajnych chwil w naszym małżeństwie, ale mam wrażenie że
      nie potrafimy żyć normalnie, ale wciąż popadamy w skrajności. I tak zbaczamy od
      chwil słodziutkich, przytulania się, całowania, po awantury, kłótnie, przykre
      słowa. A nie ma tego co jest w pomiędzy, czyli normalności.

      Coraz mniej potrafię rozmawiać z Markiem. On lubi przede wszystkim mówić a nie
      potrafi słuchać. No i zanudza mnie cały czas jakimiś bzdurnymi opowieściami,
      non stop gadałby o swojej pracy, a kiedy ja chce mu o czymś opowiedzieć
      zajmuje się czym innym i mówi że słucha, ale za chwilę nie wie o czym mówiłam.
      Brrrrrrrrrr, ciarki mnie przechodzą na samą myśl o takim jego zachowaniu.

      Coraz częściej się zastanawiam, że aby problemy w naszym małżeństwie nie są
      spowodowane naszą dość dużą różnicą wieku? Marek jest ode mnie starszy o 12
      lat. To dużo. Czy gdybym było o 10 lat starsza i poznała go te 10 lat temu
      lepiej by było między nami?
      Ale z drugiej strony, niby 12 lat starszy ode mnie a to ja najczęściej stoję
      twardo na ziemi i psychicznie chyba nawet jestem dojrzalsza od niego. Marek to
      straszny dzieciuch. Interesują go najbardziej bajeczki i samochodziki naszego
      Grzesia!

      No i co z mojego postu znów zrobila się dłuuuuuuuuuugo lista?
      Ale wiecie co? Jest to pewnego rodzaju terapia na rozdarcie wewnętrzne. Jak tak
      się wygadam (tzn. wypiszę :-) robi mi się trochę lżej. Wiec może potraktuję ten
      post jak pamiętnik i czasem wpadnę tu żeby się wygadać i wyżalić??????
      Pozdrawiam wszystkich serdecznie.
      • kia5 Re: problemy w małżeństwie 14.01.05, 10:35
        a może terapia małżeńska? myslałaś o tym? często pomaga i uspawnia komunikację
        w związku
        • ally28 Re: problemy w małżeństwie 14.01.05, 11:16
          kia5 napisała:

          > a może terapia małżeńska? myslałaś o tym? często pomaga i uspawnia
          komunikację
          > w związku
          Dzięki bardzo za radę, ale nie sądzę żeby mój mąż się na to zgodził. Już widzę
          jak na moją propozycję odpowiada, że to błazenada.
          Chociaż z drugiej strony może rzeczywiście czegoś takiego potrzebujemy.
          Pozdrawiam
          Ally
          • kia5 Re: problemy w małżeństwie 14.01.05, 12:46
            widzisz, terapia to nie zawsze przewzyciężanie psychozy. To akże nauka
            komunikacji w związku i emaptii, której u Was (i w 80% innych :))) brakuje. Pod
            okiem psychologa nauczycie się mówić co Was boli i co cieszy; jak słuchac
            drugiej strony i jak nie tylko rozmawiać ale porozumiewac się
          • kia5 Re: problemy w małżeństwie 14.01.05, 12:47
            zrozumiecie też jak jesteście odbierani przez siebie nawzajem i dlaczego druga
            strona zachowuje się tak a nie inaczej.
            • ally28 Re: problemy w małżeństwie 14.01.05, 14:08
              Kiedy czytam Twoje słowa kia5, dochodzę do wniosku, że tego nam właśnie trzeba,
              nauczyć się rozmawiać o tym co czujemy, co nas rani i sprawia nam przykrość, a
              przede wszystkim zrozumieć siebie nawzajem. Pomyślę poważnie o tym psychologu.
              Pa!
      • daimona odnoszę wrażenie 14.01.05, 23:26
        Odnoszę wrażenie, że wyszłaś za mąż tylko dlatego "bo tak wypada w pewnym wieku".
        Faceta sobie starałas przykroić do swojego wyobrażenia (zewnętrznie), a że jemu
        na tobie zalezało przed ślubem, to nie sarkał i kładł uszy po sobie.

        Teraz słyszysz: żonie wypada to, żona powinna robic tamto a owanto. Może trzeba
        było się lepiej poznać przed wzięciem ślubu? Porozmawiać, jak on widzi np.:
        małżeństwo, a nie tylko zmieniać mu ubranie i fryzurę.
        A że jest jedynackiem, "pieszczoszkiem Mamusi" - nie widziałaś tego wcześniej? A
        do tego, jak dobrze rozumiem, do późniego wieku (trzydzieści parę lat) był
        kawalerem - tacy są zawsze nieco zwichrowani ;) Tym bardziej jeśli byłaś jego
        pierwszą dziewczyną (i tak się zdarza;).

        I co teraz? Chyba faktycznie terapia małżeńska... albo rozwód, jak już nie dasz
        rady.
        A jak masz jechać z dzieckiem do lekarza, to jedź, i się nie przejmuj - zresztą,
        skąd od razu Teściowa ma wiedzieć, ze tam pojechałaś? Mąż jej to mówi, czy co?
    • miszelka1 Teściowe! 15.01.05, 10:57
      Chciałam nawiązać, do Twojej teściowej. Bo jak tylko to przeczytałam, to
      zastanowiłam się, ile to własnie "wspaniałych, troskliwych" teśiowych rozbilo
      już małżeństwa..
      Porozmawiaj z mężem, to nie jest normalne, żeby matka miała ciągle taki wpływ
      na dorosłego człowieka! Ona może coś zasugerować i na tym koniec! A nie
      powodować, zeby miedzy Wami powstawały jakiekolwiek zgrzyty. To jest chore!
      Jesteś Ty, mąż i dziecko! O wszystkim decydujecie wy, nie teściowa..
      Życzę wszystkiego dobrego!
      • anula36 Re: Teściowe! 15.01.05, 11:14
        to nie jest normalne ale sie zdarza.
        I raczej nie da sie synusia mamusi wyprowadzic na prosta.
        Sama mailam z takim do czynienie-przestalam miec jak mamusie mu sie zabronila
        ze mna ozenic.
        • ally28 Re: Teściowe! 17.01.05, 09:30
          Cześć Ponownie!
          Masz rację Anula 36, pisząc, że "I raczej nie da sie synusia mamusi
          wyprowadzic na prosta". To do mnie za bardzo nie podobne, ale bardziej staram
          się ostatnio machnąć ręką na moją teściową i zakochanego w niej synusia, niż
          walczyć z tym, bo walką nic nie wskuram a wręcz przeciwnie. Każde wypominanie
          Markowi tego co nie podoba mi się u jego mamusi to kolejne spięcie między nami.
          Nigdy nie czułam sympatii ze strony mojej teściowej w stosunku do mnie i
          pamiętam kiedyś powiedziałam o tym Markowi. A on na to, że mam się nie dziwić,
          bo ona traktuje mnie jako swego rodzaju rywalkę, która zabrała jej synka!
          Nie wiem ,nie mam jeszcze 70 lat, więc nie wiem jakimi kategoriami myśli się
          w takim wieku, niemniej jednak myślałam, że matka powinna cieszyć się że jej
          dziecko w końcu ulożyło sobie życie, że nie zostanie samo na świecie kiedy ich
          zabraknie (mój mąż praktycznie nie ma rodziny). Myślałam też że skoro kobieta
          nie ma córki, to będzie synową traktować prawie jak córkę. No coż a tu chora
          sytuacja! Coraz bardziej już to olewam, byle by nie zrobiła krzywdy mojemu
          dziecku.
          Póki co w weekend pogadziłam się z Markiem i znów jest słodko...Od wczoraj
          zaczynam odliczać dni spokoju w naszym małżeństwie i czekam kiedy znów i o co
          wybuchnie następna awantura.
          Pozdrawiam i dziękuję za ciepłe słowa. Pewnie jescze się odezwę.
    • onamama Re: problemy w małżeństwie 19.01.05, 19:24
      Jeśli 28 to atwój wiek, to jesteśmy rówieśniczkami. Ja wyszłam za mąż jak
      miałam 20 lat( podświadomie odpowiadając na panujące w mojej rodzinie
      przekonania typu: samej kobiecie źle na świecie, lepiej słomianemu jasiowi niz
      złotej kasi itp..) Wmówiłam sobie, przekonałam swój rozum argumentami
      logicznymi Typu Facet jest dobry, nie pije itd... Przez 10 lat przeżywałam to
      samo co ty. To dokładna historia mojego życia , z tą różnicą że nie mieliśmy
      dziecka. Nasz sex był beznadziejny( a raczej go nie było) Ty nic nie piszesz o
      tym jak to jest u was. Po 9 latach małżeństwa byłam tak wyczerpana tym
      związkiem, codziennie rano budziłam się z wizją czy tak ma wyglądać moje życie,
      cały czas chciało mi się płakać. wcale nie rozmawiałm\z mężem bo uważałam że
      nie ma po co. zcekałam , że coś się musi w tym wzglęzie zmienić, byłam
      psychicznie gotowa na rozpoczecie nowego...I w niedługim czasie poznałam nowego
      meżczyznę, sex z nim jest super, uwielbiam go, i choć ma bardzo podobną
      sytuację jak były mąż( tez jest jedynakiem, czesto kontaktuje się z mamą) wcale
      mi to nie przeszkadza dlaczego? Bo go KOCHAM w przeciwieństwie do pierwszego
      męża. Dziś jestem z drugi mężem już 3 lata mamy synka, jestem po rozwodzie i
      czuję że żyje. Do domu lecę jak na skrzydłach( w poprzednim wymyślałam
      delegacje cuda wianki aby nie wracać do domu no i cieszyłam się jak meza nie
      było w domu) Teraz nie mogę się doczekać jak obecny wróci. Uwielbiam gotować
      sprzatać, prać.... wcześniej tego niecierpiałam. Bo robię to wszystko z
      MIŁOŚCIĄ a nie z przymusu zewnętrznego że tak wypada czy takie są obowiązki
      kobiety, matki żony. To jest prawda Miłść wszystko pokona i zniesie.I powiem Ci
      jeszcze jedno tak jak człowiek oszuka sam siebie to nikt go nie oszuka !
      • ally28 do Onamamy 26.01.05, 10:32
        Cześć!
        To prawda, jesteśmy rówieśniczkami. Tyle tylko że ja 2 lata i 3 miesiące
        (dzisiaj dokładnie tyle!) po ślubie, a Ty już tyle musiałaś przejść. Cieszę się
        bardzo, że po tym wszystkich przykrych chwilach w końcu znalazłaś spokój i
        szczęście. Jednak, jak sama chyba przyznasz wymagało to z Twojej strony pewnej
        odwagi, podjęcia nieodwołalnej decyzji: odchodzę i nie zmienię zdania. A to
        wbrew pozorom trudne. Człowiek tkwi w czymś całymi latami i mimo, że nie jest
        mu z tym dobrze, boi się zmian. No i Ty miałaś trochę uproszczoną sprawę bo nie
        mieliście dzieci. Kiedy liczy się tylko dwoje ludzi sprawa nie jest aż tak
        skomplikowana, ale kiedy jest dziecko, które wręcz przepada za tatusiem,
        uwielbia spędzać z nim czas, to jak je zabrać i zamieszkać gdzie indziej,
        pozbawić codziennej radości przebywania z ojcem? Sama pamiętam dzieciństwo i
        mój straszny lęk, gdy podczas kłótni rodziców pojawiało się nieraz
        słowo "rozwód". Dla mnie mama była tak samo kochana jak tata i nie moja wina,
        ze coś między nimi się nie układało. Ja chciałam mieć ich zawsze przy sobie.
        Pewnie, że gdy sytuacja między dwojgiem ludzi jest naprawdę patologiczna,
        dochodzi do rękoczynów i przemocy wtedy lepiej się rozstać, nawet kosztem
        dziecka, które cierpi z powodu rozwodu rodziców. Chociaż gdy sytuacja w domu
        jest bardzo zła dziecko i tak podświadomie wyczuwa, że lepiej jest żyć tylko z
        matka ale w spokoju a nie z obojgiem rodziców w ciągłych awanturach.
        JA w każdym bądź razie jak na razie nie rozważam odejścia od Marka. Wiem, że
        pojawiają się u mnie takie myśli, ale tylko w czasie gdy jesteś na niego
        zdenerwowana, po kłótni, gdy mam wszystkiegio dosyć. Zresztą on ma o to do mnie
        wielki żal, mówiąc, że jeszcze nigdy mi nie powiedział, że ode mnie odejdzie,
        niegdy przez usta nie przeszło mu słowo "rozwód" a ja wciąż o tym gadam. Może i
        ma rację, bo przecież chyba nie jest to normalne, żeby przy każdej kłótni
        małżeńskiej myśleć od razu o rozwodzie.
        Jak na razie od poprzedniej awantury, którą wcześniej opisałam w naszym związku
        panuję spokój i harmonia. I tak właqśnie jest mi dobrze. Było co prawda kilka
        małych spięć, ale oboje staramy się teraz takie nieporozumienia jakoś złagodzić
        i jak na razie się udaje. Powiemy sobie co mamy do powiedzeniabez podnoszenia
        głosu i nie obrażamy się na siebie tylko próbujemy pójść na kompromis. Może nam
        się jednak uda? Wbrew temu wszystkiemu co wcześniej wypisywałam w złości kocham
        Marka. Pytałaś o seks. Jest mi z nim naprawdę dobrze. Marek jest moim pierwszym
        partnerem seksualnym, więc nie mogę powiedzieć czy z kimś innym nie byłoby mi
        lepiej, w każdym razie wcale nie chce próbować z nikim innym. MArek bardzo się
        stara żeby było mi dobrze, nie myśli tylko o sobie ja wielu innych facetów.
        Poza tym często przeze mnie musi zachować wstrzemięźliwość, bo ja mam jedna
        mniejsze potrzeby niż on i wcale nie tak rzadko mu odmawiam. Szkoda mi go
        wtedy, ale jednocześnie jak nie mam ochoty nie mogę się zmusić. Za to też go
        bardzo cenię i kocham, że nie obrazi się, nie ma z tego powodu humorów. No i
        jeszcze jedna ważna dla mnie rzecz. Wiele czytam na forum o tym, że w związkach
        to kobiety muszą inicjować zbliżenie. Jeśli zdarza się to sporadycznie to ok.
        Ale czułabym się strasznie, gdybym to ciągle ja musiała to robić. W naszym
        związku zawsze seks inicjuje Marek dzięki czemu czuję się wyjątkowo i jak
        prawdziwa kobieta. Możę innym, nie robi to różnicy, jednak dla mnie jest to
        sprawą conajmniej ważną. POza tym zawsze dla Marka jestem piękna, pomimo braku
        makijażu, czasem przetłuszczonych i rozczochranych włosów (szczególnie w
        sobotę :-), czy mojej lekko zaokrąglonej figurki, która wg mnie pozostawia
        wiele do rzyczenia. Za to też go kocham, że sprawia, że przy nim mogę czuć się
        prawdziwą, piękną kobietą.
        Więc może bilans jednak wyjdzie na zero????????
        Pewnie jak mnie wkurzy znów napiszę, żęby się wygadać i będą to mniej przyjemne
        rzeczy które tu wypisałam....Oby nie....
        Pozdrawiam serdecznie
        Ally
    • zuzaba Re: problemy w małżeństwie 20.01.05, 15:46
      Dziewczyny mnóstwo dobrych rzeczy już napisały.
      Powtórzę to co juz sie pojawiło, a co uważam za b. ważne: terapia małeńska.
      Po to, abyście nauczycili się komunikować, wyrażać swoje potrzeby, słuchać
      drugiej osoby, dochodzić do kompromisu. Bez tego (tzn. porozumiewania się) nie
      da się.
      Jesli mąż ma opory możesz powiedzieć, że Ci bardzo zależy, że zawsze możecie
      zrezygnować.
      Pytasz czy różnica wieku ma wływ. Myślę, że różnica nie, ale b. krótki okres
      znajomości przed ślubem.
Pełna wersja