rozód czy nie??

02.02.05, 14:47
Jestem mezatka od roku i 1 miesiaca.Mam male dziecko.
Kiedy poznalam mojego meza swiat przewrocil mi sie do gory nogami.Po 1/2 roku
zajomosci wzielismy slub.Bylam juz w 3 miesiacu ciazy.Strasznie sie z tego
cieszylismy choc moj maz nie bardzo chcial brac slub.Kiedy bylam juz w
zaawansowanej ciazy zaczely sie awantury.O bzdury ale ostro.Rozstania
wypeowadzki itp.
Ostatnia awantura doprowadzila do tego ze stracilam juz cala nadzieje ze moze
byc lepiej.Kiedy jest wszystko dobrze nie ma lepszej pary od nas jednak gdy
jest zle to ....szkoda mowic.Jestem bardzo wrazliwa czego moj maz nie jest w
stanie zniesc.Uwaza to za cos nienormalnego.Jego rodzina od samego poczatku
nie akceptowala tego zwiazku.Postanowilismy sie rozstac lecz jestesmy
zmuszeni mieszkac pod jednym dachem.Jemu to bardzo odpowiada.Wraca pozno z
pracy czeka na niego usmiechniety synek a ja mam wrazenie ze tak dlugo nie
pociagne.Nie wiem co robic.Nie pracuje mam dzidziusia i kocham mojego meza.


    • chloe30 Re: rozód czy nie?? 02.02.05, 15:42
      Tak troche jakbym o sobie czytala. Z moim niemężem jestem prawie rok, mieszkamy
      razem i jakieś dwa miesiące temu zaczęły sie nasze kłótnie, a raczej burze z
      piorunami. Co następna, schodzimy o poziom niżej jeśłi chodzi o zarzuty
      czynione drugiej stronie (ostatni przykład - bo choinka musiała być taka jak TY
      chcesz: to do mnie, dodam że wcześniej choinka latała mu setą koło d..) W
      takich chwlach myślę żeby jak najszybciej to skończyć, ale potem jakoś się nam
      udaje pogoodzić i postanawiam walczyć. Może Ty też sprobuj? Może mąż nie
      potrafi się jeszcze odnaleźć jako mąż i ojciec? Rozmawiałaś co go boli?
      • uttaa Re: rozód czy nie?? 02.02.05, 16:38
        A może problem wynika z tego, że szybkie decyzje typu ślub i dziecko
        spowodowały, że nie mieliście czasu poznać się jako partnerzy w związku?
        My nie mamy dzieci, nie jestesmy nawet małżeństwem, ale mielismy podobne
        problemy na początku wspólego mieszkania. Piękny pomysł zamienił się w koszmar,
        też nie raz się wyprowadzałam i nie raz chciałam zrezygnować, ale wiecie co,
        okres burzy przeszedł, zaczeliśmy ze sobą rozmawiać i teraz jest naprawde super
        fajnie.Może w waszym przypadku też chodzi o przysłowiowe dotarcie się?
    • niemaveny Re: rozód czy nie?? 02.02.05, 22:04
      ja nie wiem ale jak cos postanowisz to myśl o swoich uczuciach nie o dziecku bo
      uwierz lepiej jak rodzice zyją w przyjaźni (co czesto sie zdarza po
      rozstaniach ) niż się żrą.
    • axy23 Re: rozód czy nie?? 02.02.05, 23:36
      rozumiem cie
      masz racje ze taka sytuacja jest beznadziejna - ty masz obowiazki, a on prawa
      myślę, żeby na sile nie probowac sie godzic, albo rozstawac, ale zebys zaczela
      od drobnych rzeczy:
      jesli ty zajmujesz sie w tygodniu dzieckiem, to niech on zajmie sie w weekend,
      ale w ten sposob, ze ciebie po prostu nie bedzie - sprobuj znalesc prace na
      weekend, albo zajac sie czymkolwiek innym - problemy wynikaja rowniez z tego,
      ze to zawsze ty jestes w domu wiec chcac-niechcac czekasz na niego, a poniewaz
      jak sadze niewiele w domu obchodzi, to tez ty jestes strona ktora ma "wiecznie"
      pretensje
      jesli bedziesz znikac na np weekendy, to wtedy on zakosztuje i obowiazkow i
      odpowiedzialnosci zwiazanej z dzieckiem i domem, i z drugiej strony odpocznie
      sobie od ciebie, przez co pewnie zateskni, a jak ma troche rozumu w glowie, to
      nawet moze sprobowac zrozumiec jak ty sie czujesz bedac stale w domu z
      dzieckiem, bo odczuje to na wlasnej skorze

      szczerze ci powiem, ze gdybym nie studiowala, ale "tylko" zajmowala sie
      dzieckiem (prawie roczek), to bym najpewniej oszalala - trzeba miec jakas
      odskocznie, szczegolnie w czasach tego pedu do "kariery", aktywnosci i robienia
      kasy
      problem w tym, ze powszechnie nie szanuje sie staran wkladanych w wychowywanie
      dziecka i bardziej ceni sie kobiety, ktore pracuja (nawet kosztem dzieci i
      rodziny)
      mysle ze taki przecietny mąż szybko traci zainteresowanie żoną, która jest
      ciągle "dostępna" i zawsze radzę takim dziewczynom zeby sprobowaly
      przedewszystkim zajac sie soba - zmiany i aktywnosc to moim zdaniem klucz do
      sukcesu w takich przypadkach

      pozdrawiam :)
Pełna wersja