zielona_slomka
18.02.05, 12:21
Ponad dwa lata temu mąż przyszedł do domu i oznajmił: zakochałem się,
poznałem kobietę swojego życia, chcę rozwodu. Bolało okrutnie, chodź nie
dałam tego po sobie poznać. Zgodziłam się na rozstanie, życzyłam mu
szczęścia. Po tygodniu wrócił, mówiąc, że do niczego z tą kobietą nie doszło,
że spotkał się kilka razy na neutralnym gruncie i doszedł do wniosku, że
jednak życia sobie beze mnie nie wyobraża. Nie chciałam tego powrotu. Ale
jakoś tak wyszło, że znowu zamieszkaliśmy razem.
Mijają dwa lata, a ja ciągle pamiętam, ciągle nie potrafię wybaczyć. Jak on
mógł zrobić mi coś takiego i oczekiwać, że mu przebaczę? Jego tłumaczenie w
pewnym momencie zaczeło wyglądać jak monolog oskarżycielski w moim kierunku.
Bo niby zrobił to, żeby mnie sprawdzić, jak zareaguję, że jego bolało to, że
nawet nie zapłakałam (nie widział moich łez, ani tych pięciu kilo w sześć
dni). Mało tego, od tego momentu On mi nie ufa - ON!! - stwierdził, że pewnie
będę chciała się zemścić. I na okrągło mnie sprawdza. Dzwoni do pracy, grozi
moim kolegom, czyta moje sms'y, sprawdza listę kontaktów, lezie za mną na
babskie wieczorki, każde spóźnienie traktuje jak zdradę. To przerodziło się w
obsesję. Według niego szukam tylko okazji do pie*rzenia się na boku.
Tak szczerze to nawet nie pomyślałam o zdradzie. Wydaje mi się to chore, tak
ranić osobę z którą chciało się założyć rodzinę. Jesteśmy 5 lat po ślubie, a
czuję się jak jak stara, zmęczona życiem kobieta. Nic mnie nie cieszy. Nic
nas nie łączy. Nie mamy dzieci. Jednak rozstać się jest bardzo trudno. Kto
próbował ten wie o czym mówię.
Zastanawiam się co boli mnie bardziej. To, że mnie zdradził i to w tak
okrutny sposób, tak pięknie o niej mówił, o tej kobiecie idealnej. Czy to, że
teraz ja płacę za jego błędy. On mnie oszukał, a jestem traktowana jak samo
zło.
Miało być tak pięknie, ja w białej sukni, on w smokingu - rozpoczynamy nasze
wspólne życie, rozpoczynamy je w prawdziwej miłości - wręcz filmowej, a
kończy się żalem i .. niestety nienawiścią. Nie lubię tego człowieka. Mimo,
że kiedyś był najbliższy memu sercu, dzisiaj nie mogę na niego patrzeć.
Nie mamy dzieci, nie kochaliśmy się już ponad pół roku, żyjemy obok siebie, a
nie potrafimy się rozstać.
tak tylko chciałam się wygadać