ela_1982
07.03.05, 10:50
Zawsze myślałam,że jesteśmy dla siebe.Myślałm,że nie ma szczęśliwszej
pary jak my.Razem przeciwko całemu światu.Miałam siłe na to by
walczyć ,by łapać życie nie takie jakie jest, ale całymi garściami-
dlaczego..?,bo był on...
Kiedy poznałm go osiem lat temu zakochałam się po uszy .Pokochałam
jego styl bycia ,jego charater i to co sobą prezentował -był inny
niż wszyscy ,był taki ...dla mnie,taki mój.Razem przez rok -niedługo
,ale rozstaliśmy się z przyczyn od nas nie zależnych.Między czasie
wyszłam za mąż-nie będę tego komentować.Urodziłam dziecko a po roku
czasu odeszłam od męża i wziełam rozwód.
Ja i mój wybranek sprzed lat wróciliśmy do siebie-i znowu razem
przeciwko całemu światu.Zaakceptował moje dziecko jak własne a więc
teraz jest nasze.Zamieszkaliśmy razem dwa lata temu,zdecydowaliśmy się
na kolejne dziecko i wszystko było cudownie do puki nie urodziłam...
Dziwne...Ja nerwowo wysiadam ,bo mała sie drze starszy syn dokucza
chyba z zazdrości a mój mąż niby pomaga ,ale ciągle sie kłócimy ,
nie dogadujemy sie. 70% czasu nie rozmawiamy ze sobą .Oczywiście
nie mówiąc o nocy.Zastanawiam się czy nam się uda,czy jeszcze jesteśmy
dla siebie .Może on mnie już nie kocha...Nie zwraca na mnie uwagi.
Czuje jak bym była dla niego obca -może przesadziłam-nie patrzy na
mnie tak jak kiedyś .Przedtem wiedziałam ,że jestem jego kobietą.
Czułam się jak kobieta a może to jest tak zwane docieranie się ..?
Też tak mieliście..? Kocham go ,bardzo ,ale nie mogę
się odnaleźć w tym wszystkim.Powiedzcie jak było u was...powiedzcie
jak mam postępować.Nie chce go stracić .To byłby kolejny cios.
Potrzebuje go ponieważ go kocham.