kinia777
29.03.05, 11:06
Witajcie, moze Wy, kolezanki, cos mi doradzicie, bo gubie sie juz sama w
swoich przemysleniach...
Wczoraj mielismy z mezem rozmowe, z ktorej wynikla mala klotnia, no niemila
wymiana zdan. Ale od poczatku...
Niedawno moja kolezanka oznajmila, ze wychodzi za maz, termin: 27 sierpnia
albo tydzien pozniej. Super, radosc itp - dodam ze to moje najlepsza
kolezanka, znamy sie prawie 10 lat, stale spotykamy i naprawde jestesmy sobie
bliskie.
No i punkt zapalny: wczoraj dowiedzielismy sie od tesciow, ze jestesmy
zaproszeni na slub do kuzyna mojego meza - termin 3 wrzesnia. Oczywiscie od
razu pomyslalam, ze terminy moga sie pokryc i ze jest to bardzo prawdopodobne
(kolezance pasuje bardziej poczatek wrzesnia). Co zrobic, kogo wybrac, czyj
slub? najblizszej kolezanki, czy kuzyna meza (dodam ze ja go jeszcze nie
znam, mimo ze jestesmy z mezem razem 5 lat, 3 lata po slubie, na nasze male
weselne przyjecie nie zapraszalismy go, poniewaz miala byc najblizsza rodzina
i najblizsi przyjaciele - w tym moja kolezanka o ktorej slubie mowa; maz z
nim nie kontaktuje sie i chyba nie sa sobie w takim razie bliscy).
Zaczelam meza wypytywac, co zrobimy, bo mozemy miec problem - i powiedzialam,
ze w razie czego ja wybieram slub kumpeli, i ze chyba to rozumie. No a on
stwierdzil,ze on wybralby slub kuzyna, bo to przeciez rodzina. Zatkalo mnie,
bo 3 lata temu jak zapraszalismy na slub bliskie nam osoby o kuzynie mowy nie
bylo, i wiezach rodzinnych. Az sie poplakalam z rozczarowania, ze dla meza
jest wazniejsza rodzina z ktora nie utrzymuje kontaktow (dodam jeszcze tylko
ze rodzice tego kuzyna byli na naszym slubie, wczesniej byli oburzeni ze nie
zostali zaproszeni ze swoimi dziecmi, i nawet, mimo ze ciotka jest chrzestna
meza, nie sprezentowali nam nic oprocz kwiatow), ze maz wybralby wyjazd ze
swoimi rodzicami na wesele kuzyna a nie ze mna na slub mojej najlepszej
kolezanki. Tu mozecie mi zarzucic, tak jak moj maz, ze placzem chce postawic
na swoim - i owszem, ale ja bylam w szoku bo nigdy wczesniej nie mowil ze
wiezi rodzinne sa dla nie go tak wazne, wrecz przeciwnie - mowil ze jak z
kims nie utrzymuje kontaktow, to nie bedzie go zapraszal na nasz slub itp.
Wywiazala sie oczywiscie nieciekawa rozmowa, w ktorej maz zarzucil mi, ze ja
nie utrzymuje kontaktow z moimi kuzynami (tak po prostu u nas jest w
rodzinie, wszyscy sa starsi ode mnie znacznie i niwiele nas laczy, na slubach
u siebie nie bywamy bo sa skromne) i w zwiazku z tym z jego rodzina tez nie
utrzymujemy. Bylam w szoku, bo pierwszy raz od 5 lat, od kiedy sie znamy,
slyszalam takie slowa, ze rodzina jest dla niego najwazniejsza. Obrazilam
sie, bo mowiac rodzina mial na mysli rodzine swoich rodzicow - dziwne tylko
ze mowiac ze slub kuzyna jest wazniejszy od slubu mpjej kolezanki, bo to
przeciez rodzina - nie wzial pod uwage faktu, ze ja tez jestem jego rodzina,
i to zdaje sie najblizsza.
Dziewczyny, troche zawile to opowiadam, ale napiszcie szczerze, co o tym
wszystkim myslicie. Co zrobic, jesli naprawde oba sluby beda w tym samym
terminie, w roznych miejscowosciach? jak rozkladaja sie racje w tym
konflikcie? ulec mezowi ( i tesciom, ktorzy pewnie beda wsciekli jak mnie na
tym slubie nie bedzie) czy wybrac naprawde bliska mi osobe? Dodam, ze maz
twierdzi, ze nic nie ma do mojej kolezanki i dotad ja lubil.
Pozdrawiam i jetsem ciekawa Waszego zdania.