naise
31.03.05, 00:58
Mniej więcej za rok mam możliwość wyjazdu za granicę, na dłuższy okres ok 8
-10 miesięcy. Wszystko legalnie, można zwiedzić pół świata, dodatkowo płaca ok
4000 zł/mieś, poza tym sprawdzona sprawa - 100% pewności. Dopiero sie nad tym
zastanawiam, bo to odległa sprawa, podzieliłam się tym z niemężem, który
kategorycznie zabrania. W zeszłym roku on miał propozycję wyjazdu na 2
miesiące, ustaliliśmy że nie pojedzie, zresztą na dobre mu wyszło, bo się
okazało że to jakiś ciemny interes. W każdym razie facet tłumaczy że ja mu nie
pozwoliłam, o mnie też nie pozwala, poza tym prawie rok czasu mnie nie będzie,
on mi ufa, ale nie na tak długo, że skoro jade to sie rozstajemy. Studiuję
zaocznie, nie pracuję, mieszkam z rodzicamy (on ze swoimi), on kilka lat
starszy ode mnie, pracuje na 1/2 etatu, na czas określony, wszelkie decyzje ze
ślubem, mieszkaniem, dzieckiem, czymkolwiek są odkładane bo: nie mamy
pieniędzy, nie mamy stałej pracy, nie mamy gdzie mieszkać, zresztą każdy powód
jest dobry. Myślę o wyjeździe bo nie chcę siedzieć tu, i czekać aż nasza
sytuacja się poprawi (w co przestaję wierzyć) i wreszcie zaczniemy razem
budować przyszłość. Chciałam wyjechać i pomóc nam obojgu, bo na razie nie mamy
nic, i na więcej sie nie zapowiada. No właśnie i ON, mówi że jak pojadę to na
złość mnie kupi mieszkanie i się ożeni (szkoda że teraz nie kupi i nie ożeni
się ze mną :(, że wtedy choćby nie wiem co zdobędzie pieniądze, żeby mi
przyszpilić jak wrócę. Pewnie mówi tak po złości, może szantaż, ale jest mi
przykro, ja też jestem bardzo zazdrosna i zaborcza, też byłaby to dla mnie
pewnie męka taka rozłąka, ale tłumaczę sobie że zrobiłabym to dla nas obojga.
Wolę wyjechać tam i w 8 miesięcy zarobić tyle co tu w 2 lata, bo niestety na
dobrą pracę raczej nie mam szans. Mimo że do wyjazdu daleko to nie wiem co
powinnam zrobić, czy pojechać i wykorzystać szansę i być może stracić faceta,
czy zostać i czekać, i dalej odkładać wszystkie decyzje i plany.