Tesciowa narozrabiala a ja zostalam z problemem

11.04.05, 23:22
Czytam to forum dosc czesto i wiem, ze watek tesciow lub czesciej tesciowych
przewija sie dosyc czesto i mozna powiedziec, ze zostal starannie
przerobiony. Wiec moze cos podpowiecie, co zrobic i jak sie zachowac.
Przytocze kilka watkow z mojego rozdzialu o tesciowej:
- zaczelo sie nawet niezle, tesciowa otoczyla mnie swoja
olbrzymia 'miloscia', caly czas jednak mozna bylo wyczuc, ze tak naprawde to
najwazniejszy jest jej synio i ma na jego punkcie lekkiego bzika, jedyny syn,
ciezki porod itd.
- mieszkamy na innym kontynencie, wiec wizyt czestych nie ma i okazji do
rozmow tez nie, ale przy tych okazjach zdarzaly sie rozne ciekawe wyskoki
tesciowej, na ktore przymykalam oko ze swoja wrodzona cierpliwoscia,
- dluzsza wizyta tesciowej u nas miala miejsce kiedy spodziewalam sie
drugiego dziecka i maz stwierdzil, ze przydalaby nam sie pomoc
- nie chce opisywac szczegolow tej wizyty, bo jest to jeszcze zbyt bolesne,
ale nie dosc, ze nic mi tesciowa nie pomogla to jeszcze mi robila awantury,
wrzaski i inne pretensje , corka tez sie niewiele zajela, tylko jeszcze
robila mi z mala na zlosc i z mina 'ja wiem lepiej' ignorowala moje wszystkie
prosby, czy to o jedzenie czy o stosowanie filtrow przeciwslonecznych
- wyjechala 2 tygodnie po tym jak urodzil sie nasz syn, jeszcze mi przed tym
zdarzyla zrobic kilka awantur i uswiadomic, ze jestem zla matka, i zona,
Co ja na to wszystko? W pierwszej awanturze, probowalam uspokoic i cos
wytlumaczyc ale jak na moja prosbe o to, zeby mnie nie denerwowala bo jestem
w ciazy uslyszalam, ze " nie ja pierwsza i nie ostatnia" to stwierdzilam, ze
nie mam z kim i oczym i przestalam sie odzywac. Tesciowa wyjechala, od tamtej
pory a minal juz prawie rok nie mialam z nia kontaktu, rozmawia tylko z moim
mezem, kartki i listy tez adresuje tylko do niego. Z tym nie mam problemu.
Teraz jest niby OK, ale mam swiadomosc, ze taka sytuacja nie rozwiazuje
problemu. Co bedzie jak przyjedziemy do Polski a ja sobie nie wyobrazam
odwiedzin u tesciow, co mam powiedziec dzieciom jak sie kiedys zapytaja
dlaczego mama nie rozmawia z babcia? Boli mnie taka sytuacja bo nigdy w zyciu
nie mialam z nikim takiego problemu i chcialabym to jakos zalatwic ale nie
mam pojecia jak. Dodam tylko, ze maz zachowal sie jak strus ' glowa w piasek'
i nie widze problemu. Na moje pytanie, jak moze pozwolic, zeby jego zone tak
obrzucano blotem powiedzial, zebym tym samym oddala jego matce.
Jakies rady?
    • gaggi Re: Tesciowa narozrabiala a ja zostalam z problem 11.04.05, 23:29
      no, jesli maz radzi ci zebys tym samym oddala jego matce to masz wolna reke:))
      a serio - nie chodzi o to, zebyscie sie kochaly, tylko, zeby jakos zalagodzic
      stosunki, dla dobra wnukow. Moze nastepnym razem jak sie bedziecie widzialy
      zaproponuj zawieszenie broni - zaczynacie ze soba rozmawiac, ale ona nie wtraca
      sie w twoje sprawy a ty w jej. Dla dzieci.
      • aleksandrynka Re: Tesciowa narozrabiala a ja zostalam z problem 12.04.05, 12:04
        nie chodzi o to, zebyscie sie kochaly, tylko, zeby jakos zalagodzic
        > stosunki, dla dobra wnukow

        niby racja, ale za to odpowiedzialne są obie strony, a w większej części ta
        wszczynająca konflikty (jak sądzę, niesłuszne). Pomoc teściowej okazała się
        jednym wielkim pudłem, co więcej, kobieta nieźle namieszała i zostawiła po
        swojej wizycie niesmak. Zastanawiałaś się albo pytałaś (to do autorki,
        oczywiście) o co jej tak na prawdę chodziło? Uważam, że baaaardzo chciała
        poczuć się ważna, że jej zdanie coś znaczy, że sie liczy. Wybrała jednak zgubną
        w skutkach metodę - zaczęła z Tobą walczyć, byle przeforsować swoje. Jak dla
        mnie porażka, co z resztą i tak wyszło... Piszesz, ze to jej jedyny syn, widzę
        też, że mit o trudnym porodzie jest w tej rodzinie tak mocno zakorzeniony, ze
        nawet Ty o tym wspominasz w watku zupełnie tego nie dotyczącym. Dla mnie to
        może oznaczać tyle, że kobieta czuje, że straciła syna (jedyny! ukochany! w
        takich trudach rodzony!)i nie jest w stanie tego przeboleć. Czuje się odsunieta
        na boczny tor - i słusznie, bo tak wyglada zycie, że dzieci wyfruwają w świat i
        trzeba się na to przygotować i z tym pogodzić. Ona chce grać pierwsze skrzypce
        w sytuacji, gdzie nie jest to po prostu dalej możliwe i nigdy nie będzie. I nie
        mozna jej na to pozwalać, nawet, jesli wnuki nie będą widywać babci - jak
        zmądrzeje, o się znajdzie w tej sytuacji, ale jak nie, to już nie masz na to
        wpływu. A dzieci NIGDY nie mogą być kartą przetargowa i środkiem do załatwiania
        swoich spraw. Jesli na prawdę chcesz się z nią porozumieć to próbuj, czemu nie.
        Nie będziesz sobie miała nic do zarzucenia. Ale oczekuj szczerej rozmowy, bo
        ganienie Cię, ze jesteś złą matką do niczego nie prowadzi i jest obrzydliwą
        manipulacją, bo dotyczy nie problemu, ale dzieci własnie, które nie są
        prawdziwym przedmiotem konfliktu. I tak jeszcze myślę, ze warto się w tej
        kwestii porozumieć z mężem, bo wbrew pozorom jego to bardzo dotyczy...
        • monis23 Re: Tesciowa narozrabiala a ja zostalam z problem 12.04.05, 13:32
          Dzieki za odpowiedz. O co jej chodzilo? Teraz wlasciwie mysle, zo o zaznaczenie
          swojej 'utraconej' w jej pojeciu pozycji i pokazaniu kto tu rzadzi. Niestety ta
          kobieta jest totalnie zwariowana na punkcie syna i cos takiego jak zwrocenie mu
          uwagi nie wchodzi w gre. A ja wychodze z zalozenia, ze przeciez nikt nie jest
          bez wad i jako zona mialam pewne zastrzezenia do mojego meza. To ja chyba
          wlasnie tak 'zajezylo'. Problem w tym, ze z nia nie da sie rozmawiac nie mowiac
          juz o dyskusji. Kobieta ta nie wie co to znaczy posluchac co ma do powiedzenia
          druga osoba. Zakrzykuje swoimi prawdami, mowiac 'bo wlasnie tak jest'. Po
          pierwszej takiej rozmowie wymieklam i stwierdzilam, ze nie bede sie wdawac w
          awanture podworkowa.
          Nie mam problemu z tym, ze nie rozmawiamy itd. Moge powiedziec z czystym
          sumieniem, ze probowalam jeszcze z nia nawiazac stosunki nawet po tym jak sie
          zachowala i co powiedziala, ale jej zachowanie przelala najwieksza z mozliwych
          szale. I tylko sie zastanawiam, co jest wlasciwie lepsze dla dzieci, czy to ze
          mama bedzie udawac poprawne stosunki z babcia i ze scisnietym zoladkiem
          przebywac w jej towarzystwie, czy zgodnie z prawda wytlumacze dzieciom, ze
          niestety niezaleznie od tego jakbysmy chcieli i sie starali nie z kazdym
          czlowiekiem mozemy byc w dobrych relacjach i ze sa ludzie tak toksyczni, ze
          nalezy ich unikac dla wlasnego dobra.
        • monis23 Re: Tesciowa narozrabiala a ja zostalam z problem 12.04.05, 13:44
          I tak jeszcze myślę, ze warto się w tej
          > kwestii porozumieć z mężem, bo wbrew pozorom jego to bardzo dotyczy...

          Wlasnie w tym problem, ze nie mozemy sie w tych sprawach porozumiec. Jak tylko
          wspomne ten temat to maz sie od razu zajeza, mowi, zeby zostawic przeszlosc i
          zyc terazniejszoscia. Tak tez robie. Ale ta przeszlosc caly czas odzywa sie w
          terazniejszosci. Czy to kartka swiateczna zaadresowana tylko do malzonka, czy
          to jej sugestia, zeby przyjechal do Polski w odwiedziny z naszym synkiem (teraz
          8 miesiecy)itd. Maz unika tematu jak ognia, twierdzi ze nie jest to problem.
          Wiec ja nic nie mowie, nie wracam do tematu do momentu kiedy mnie nie zaatakuje
          bezposrednio.
    • metnia Re: Tesciowa narozrabiala a ja zostalam z problem 12.04.05, 20:47
      Z Twoich postow wynika ze maz nie teskni za mamusia wiec nie musisz sie
      przynajmniej martwic ze jest maminsynkiem :) Uciekl od niej na inny kontynent :)

      Wiesz, ja tez jetsem bardzo rodzinna, zalezy mi by byc blski rodziny mojego
      ktosia, bysmy sie lubili, sznowali i by bylo milo ale ludzie sa rozni. Boli
      mnie jak jestem notorycznie olewana tudziez cos gorszego ale moj ktos stale mi
      powtarza ze to z nim jestem a nie z jego rodzina. Wiem, ze jemu tez jest
      przykro ze tak jest ale on tego nie zmieni wiec denerwuje sie ze ja sie tym
      denerwuje i smuce, bo to i tak nic nie zmieni. Dlatego chyba rozumeim o co
      chodzi twojemu mezowi - skoro on olewa wlasna matke (mowic Ci zebys jej oddala
      tym samym...) to Ty tez wyluzuj i sie nia nie przejmu. a zanim przyjedziecie do
      PL jeszcze duzo moze sie zmienic.

      zycze duzo szczescia:)
Pełna wersja