tuptus001
20.04.05, 13:33
Czesc.
Czytuję sobie czasami wasze wpisy, dzisiaj sama chciałam się podzielić z Wami
tym co mnie gryzie. Mam ochotę rzucić mojego faceta. Marzę o tym, cholernie
tego pragnę. Spotykamy się ze sobą blisko 5 lat, ale ostatnio coś zaczęlo się
sypać. To prawdopodobnie za przyczyną zmian, które zaszły w naszym zyciu.
Niedługo skończę 30 lat, on jest 6 lat ode mnie starszy. Do tej pory moje
zycie wypelniał jeden schamat: codzienna kilkunastogodzinna harówka (mam
taką pracę) i konsumpcja wypracowanych dóbr. W weekendy wyjazdy, wędrówki po
górach lub uczelnia. W wakacje podróże, dużo, dużo przyjemności.
On od kilku lat bardzo pragnął dziecka, ja ostatnio też go zapragnęłam, coraz
rzadziej cieszyło mnie ograniczone życie jakie prowadziłam: długie godziny
przed kompem, gąszcz przepisów, huk pracy, klienci, telefony, problemy.
Zdecydowałam się odstawić pigułki i zaszłam w ciąże. Dzisiaj zaczyna się mój
9 miesiąc!
Strasznie jestem szczęśliwa z tym małym ruchliwym ciałkiem we mnie. Ale nasze
(moje i mojego faceta ) życie się nie układa. Cały czas czuję takie
emocjonalne zimno, chcę zasypiać przytulona do niego, pragnę, żeby mi dawał
duuużo, duuuzo czułości, chcę wiekszej ilość seksu, po nocach śnią mi się
rózni faceci mniej lub bardziej nieznani i seks z nimi. Może to niezbyt
typowe, ale w tak zaawansowanej ciązy wcale nie jest mi łatwo odstawić seks
na boczny tor. Nawet potrzebuję go więcej niż do tej pory. Nie wyglądam
odrażająco, mam mały brzuszek, jestem szczupła, żadnych rozstępów, cera nawet
mi się poprawiła. Uwielbiam stosować najrózniejsze mazidła, peelingi,
perfumy. Cholera.
On ociąga się z wszelkimi decyzjami. Ślubu nie weźmiemy, on chce być
kawalerem. A ja chciałabym mieć na palcu chociażby pierścionek zaręczynowy,
choć to może byłby zwykły pic. Jego mieszkanie w którym mieliśmy zamieszkać
stoi niezamieszkane od grudnia. Brakuje mu motywacji, żeby dokończyć remont.
Wprowadzilam tam już nawet ekipę remontową, żeby przyspieszyć prace, kupiłam
meble i sprzęt AGD, różne farby, tapety. To kosztowało, a kasy nie mamy
wspólnej, pokryłam to ze swojej. Zdecydował, że dwie rzeczy chciałby
dokończyć sam, jako fachowiec od tego. I robi to już od marca. Cały czas
podkreśla, że wcale mu się nie spieszy. Na moje argumenty, że maluch może
urodzi się szybciej wzrusza ramionami, że mogę wprowadzić się teraz jak chcę.
A w łazience jest wyrąbany cały kawałek sciany, he he.
Mieszkanie nie jest wykończone, a w jednym pokoju nie ma podłogi.
Od początku zalezało mi na tym, żeby być z nim, nie chcę wychowywać dziecka
bez ojca. Moje maleństwo musi mieć wszystko co najlepsze. Ja sama od blisko
dwudziestu lat nie mam ojca. Odizolował się od całej naszej rodziny, nawet
nie chce nikogo wpuścić do mieszkania, a na ulicy jest obojetny. Teraz już w
pełni akceptuję tą systuację, ale pamietam jak bolało mnie to kilkanaści lat
temu.
Facetowi po prostu chyba nie zalezy. Nie garnie się do tego związku. Stosuje
uniki. Dać mu kopa teraz, czy poczekać, aż urodzi się dziecko? Obecnie każde
mieszka w swoim rodzinnym domu. Osobno. Samotnie. Co za załosna sytuacja...
Poradźcie dziewczyny, co mam zrobić?
Nie oceniajcie mnie proszę, że jestem naiwna, jestem świadoma tego, ze moje
postepowanie może być tak odbierane..
Pozdrawiam serdecznie.
Tuptuś