pola22
07.05.05, 19:15
Sprawa wyglada tak. Mam 9 miesieczna córeczkę, jej tata jest Ukraińcem,
studentem tak jak ja i przebywa w Polsce na karcie czasowego pobytu = dostaje
ja na rok z racji studiów, czyli przez jakis jeszcze rok, na czasowym pobycie
nie ma prawa pracy, ale w Polsce przepisy sa tak skomplikowane, że i z tym
prawem cudzoziemca ze wschodu mogliby nie chcieć. Mój problem polega na tym,
ze od dłuzszego czasu dochodzi między nami do kłótni w związku z moim
pytaniem co dalej? A on na to - jakos to będzie. O ślubie powiedział tyle, ze
nie chce tego robić ze względu na dziecko i na odwal sie, a poza tym na to
go /nas teraz nie stac, czyli na sensowna oprawę. Tu sie zgadzamy, ale slub
to jedno, a oświadczyny, czyli narzeczeństwo = deklaracja w jakim kierunku
zmierzamy to drugie i dla mnie b.ważne. Jaka ja mam gwarancje, ze zostanie z
nami po studiach. Kochac to sie kochamy, ale on ma taki charakter, że bedzie
w stanie stwierdzic kochanie nie dało sie inaczej, pieniędzy dalej nie mam
itd.Kiedy byłam w ciaży przeszlismy poważny kryzys i ja juz myslałam, że to
koniec. Byłam sama, w ciązy, w akademiku...Ale jakoś się to udało
przezwyciężyć, pomaga bardzo, przyjeżdza co weekend 300km. Jak moja rodzina
załatwi mu jakieś dorywcze zawsze bierze. Ma dopiero 21 lat, ja niecałe23.
Powiedzcie, co radzicie zrobić, żeby mieć pewność o co chodzi i9 jak ta
przyszłość będzie wyglądać. Ja juz nie wiem po tylu rozmowach - szantazować,
płakać, czy olać sprawę, choć to nie jest w mojej naturze i czekać zakładając
najgorsze - żeby się nie przeliczyć?