babuzonek
17.05.05, 12:11
Prawie 6-letni związek, generalnie mocno "wystygły" i w zawieszeniu jesli
chodzi o dalszy rozwój i przyszłość (już kiedyś się żaliłam, nie będę się
powtarzać...) i nagle pojawia się ON. Sporo starszy (w odróżnieniu od
obecnego- równolatka), z nikim nie związany, relacje zawodowe (ale nic z
półki "szef i sekretarka"- pracujemy w różnych firmach), a mam wrażenie, że
wystarczy jedno spojrzenie, jeden gest za dużo, żeby nabrały zupełnie nowego
charakteru... Przyznaję, jestem pod wrażeniem, w jakiś sposób ciągnie mnie do
niego, chyba po raz pierwszy od tych 6 lat dostrzegłam innego faceta i
pomyslałam o kimś "cieplej".
Nie wiem, co zrobić- rozsądek mówi, żeby nie ryzykować tylu lat stałego
związku dla nie wiadomo czego- może tylko jednego spotkania, jednej nocy, a
może jednak to jest właśnie TEN? A z drugiej strony- temu obecnemu związkowi
jednak dużo brakuje- chciałabym czegoś więcej, niż tylko faceta, który "nie
pije i nie bije" i z którym generalnie się dogaduję...
Lepiej spróbować i żałować, czy żałować, że się sie zrobiło?
Macie za sobą takie rewolucje?