Czy moje małżeństwo wytrzyma toksyczną mamę?

02.06.05, 19:40
Witajcie,
jestem na skraju załamania nerwowego, choć nie jestem bohaterką Almodovara.
Mam problemy z mamą, która nie akceptuje mojego męża, tak jak nie akceptowała
innych mężczyz w moim życiu. Wychowała mnie samotnie i wiele mi dała, ale
teraz żąda wdzięczności i podporządkowania się jej decyzjom. Ostatnio
usłyszałam, że za to co jej zrobiłam, życzy mi, żebym nie miała dzieci
(poroniłam ze stresu kilka miesięcy temu). Naprawdę przez całe życie byłam
dobra córką: dobrze się uczyłam, studiowałam, mam dobra pracę. Teraz
utrzymuję niepracującą mamę. Od kilkunastu dni jesteśmy w stanie kolejnej
wojny. Jak żyć, jak nie zmarnować wspaniałego małżeństwa? Mąż wspiera mnie
jak może, ale po mału traci cierpliwość.
Zrozpaczona Lilka


    • kajusieczka Re: Czy moje małżeństwo wytrzyma toksyczną mamę? 02.06.05, 20:07
      absolutnie nie daj sie zniszczyc toksycznej matce. Radykalnie mozesz z nia
      zerwac jakikolwiek kontakt. Twoje zdrowie, rowniez psychiczne, twoje szczescie w
      malzenstwie jest wazniejsze niz zachcianki prawdopodobnie chorej z zazdrosci
      matki. Oczywiscie nie mowie zebys od razu zerwala kontakt z matka. Proboj z nia
      rozmawiac na spokojnie (o ile to mozliwe), wytlumacz jej ile bolu sprawia ci to
      co ona mowi (zebys nie miala dzieci), mow o swoich uczuciach, absolutnie jej nie
      oskarzaj. Jesli zaczyna mowic rzeczy, ktorych nie chcesz slyszec spokojnie mow:
      "nie masz prawa tak do mnie mowic", i wychodz z pokoju, jej mieszkania, odkladaj
      sluchawke telefonu, nie daj sie jej torturowac. Nie jestes jej wlasnoscia,
      mozesz zyc jak chcesz. Jesli kazdy kontakt z nia jest dla ciebie bolesny,
      ogranicz swoja pomoc do wysylania jej czeku z pieniedzmi, wplacania na konto.
      Zaznacz, ze jest to tymczasowy stan rzeczy, chetnie wrocisz do blizszych
      kontaktow jesli ona zmieni swoje nastawienie. Musisz byc stanowcza, byc moze po
      jakims czasie izolacji od ciebie matka przemysli sprawe i zmieni swoje
      podejscie. Jesli w dyskusji nie pozwala ci dojsc do slowa albo jestes zbyt
      zdenerwowana zeby mowic (placzesz), pisz do niej listy, w ktorych rzeczowo
      wytlumaczysz o co ci chodzi, niestety wtedy nie masz gwarancji, ze je przeczyta,
      moze je podrzec bez otwierania, ale w trakcie rozmowy tez nie masz pewnosci czy
      to co mowisz wogole do niej dociera.

      Pozdrawiam cie cieplutko, trzymaj sie i POWODZENIA
      • lilka_27 Re: Czy moje małżeństwo wytrzyma toksyczną mamę? 02.06.05, 20:20
        Dziękuję Kajusieczko,
        napisałaś tak dużo mądrych słów. Poczułam jakbyś wiedziała, co robić, bo
        przeżyłaś taką sytuację. Podobnych rad udziela mi mąż i od pewnego czasu
        próbuję wcielać je w życie. Nie zawsze mi wychodzi, bo bardzo kocham mamę i nie
        potrafię jej odmawiać, odkładać słuchawki, itd. Dopiero sie tego uczę. Poza tym
        bardzo mi jej szkoda, bo chyba sama nie potrafi sobie dać z tym rady.
        Proponowałam wizytę u psychologa, ale nie bardzo chce się zgodzić. Twierdzi, że
        psycholog tylko potwierdzi jej zdanie o moim mężu. Jestem bardzo znerwicowana,
        a to nie służy straniom o kolejną ciążę. Gdyby nie mąż zwariowałabym. Podziwiam
        go za wytwałość, bo mama już rozbiła kilka poprzednich związków. Niestety
        kochana osoba rani najmocniej.
        Lilka
        • kajusieczka Re: Czy moje małżeństwo wytrzyma toksyczną mamę? 02.06.05, 20:35
          nie przezylam konkretnie az takiej sytuacji ale tez musialam sie bronic przed
          zbytnia zaborczoscia matki. Potrafila powiedzic mi bardzo przykre rzeczy, jak
          postanowilam zaczac brac pigulki to mi powiedziala, ze teraz juz bede mogla sie
          pieprzyc z kazdym. A trzeba zaznaczyc, ze do tej pory bylam w lozku z 2
          facetami, 1 po ktorym zdecydowalam sie na pigulki, bo mi sie okres spoznial i
          sie balam, ze jestem w ciazy i 2 - moj obecny narzeczony. Nigdy nie potrafilam z
          nia powaznie porozmawiac, bo zawsze plakalam nie wiedziec czemu. Recepta okazalo
          sie wczesne wyprowadzenie sie z domu, w wieku 18 lat. Caly czas utrzymujemy
          przyjazne stosunki a mi latwiej jest przyjechac na 2 dni raz na 2 tygodnie, mam
          wtedy lepszy dystans. Moja mama tez nie ma najlepszego zdania o moim
          narzeczonym. Mimo, ze jestesmy ze soba 3 lata, zareczylismy sie i mieszkamy
          razem, za kazdym razem jak jade do domu pyta sie mnie czy jestem pewna, ze to
          ten. Mnie to strasznie denerwuje, oczywiscie jest to nie do porownania z twoja
          sytuacja, ale tez robi sie przykro. Potrafie jednak jej powiedziec: "nie chce
          zebys o tym wiecej wspominala", zreszta ona ma dla kogo zyc, jest moj brat, jest
          tata, niedawno mama skonczyla studia (zawirowania zyciowe nie pozwolily jej tego
          zrobic wczesniej), dostala awans w pracy. Moze to jest tez problem twojej mamy,
          ze jestes jedyna jej bliska osoba, nie zyje dla nikogo innego i przez to zaczyna
          zyc za ciebie. Moze zaproponuj jej jakies zajecie, sa rozne miejsca gdzie
          starsze osoby moga sie realizowac np "uniwersytet trzeciego wieku", moze jak
          zacznie rozwijac swoje zainteresowania, odzyska radosc ze swojego zycia i zmieni
          sie jej stosunek do ciebie...

          pozdrawiam
          • paulina_83 Re: Czy moje małżeństwo wytrzyma toksyczną mamę? 02.06.05, 20:51
            ja mialam ten sam problem ale z tesciowa w koncu sie wyprowadzilismy i jest
            spokoj juz mnie nie wyzywa ani mojego meza moja tesciowa tez samotnie
            wychowywala syna ale ma jeszcze jedna wade jest alkoholiczka takie polaczenie
            to bomba.nie zycze nikomu mieszkac z taka osoba .pozdrawiam
            • ollie1 Re: Czy moje małżeństwo wytrzyma toksyczną mamę? 04.06.05, 21:22
              lilka, wiem doskonale o czym mówisz i myślę, że dlatego, że ucieklam i teraz to
              ja decyduję kiedy i na jak dlugo się spotkamy udalo mi się niedopuścić do tego
              co ma miejsce u Ciebie.
              Moja matka też jest teraz samotną kobietą. Wychowywala nas sama, przez to nie
              ulożyla sobie nigdy życia. Ciągle czuję podświadomą winę, że to przeze mnie ona
              jest teraz samotna i że ja do końca życia jej się za to nie odwdzięczę choćbym
              nie wiem jak wspanialą byla córką.
              Moje związki też się rozpadaly i niemaly w tym udzial mialy ciągle krytykowanie
              moich chlopaków, że ojciec też byl taki mily jak byl mlody i twierdzenia od
              najmlodszych lat, że wszyscy faceci są tacy sami, że na chlopa to nie można
              liczyć, że każdemu chodzi tylko o jedno i tym podobne.
              Kiedy po raz pierwszy wyjeżdżalam pod namiot z moją wielką milością urządzila
              mi niesamowitą awanturę, że dwa tygodnie wcześniej pożyczylam jej żakiet. Teraz
              wiem, że nie chodzilo jej o żaden żakiet. Dotarlo do niej, że ja dorastam, że
              zaczynam wlasne życie i że już nie jestem od niej zależna.
              I to jest wlaśnie podstawowy problem. Życie samotnej matki w glównej mierze
              opiera się na poświęcaniu dla dziecka. Ich poczucie sensu życia opiera sięna
              tym, żeby dbać o to dziecko, być mu potrzebną. Moja popadla w poważną depresję
              gdy ja się wyprowadzilam z domu. Często slyszalam w klótniach, że ją
              zostawilam, że teraz ona nie jest już nikomu potrzebna, że moglaby nie żyć.

              Próbowalam z nią rozmawiać, próbowalam psychologa, ale gdy psycholog stwierdzil
              u mnie nerwicę ona strasznie wzięla to do siebie, niemal jak atak ja jej osobę.
              Przez lzy mówila mi, że jest do niczego, że nie byla dobrą matką, że przecież
              wszystko dla mnie poświęcila.
              Wtedy zrozumialam, że ja jej już nie zmienię. Mogę zmienić tylko siebie i to
              jak jej slowa i czyny na mnie oddzialywują. Mogę próbować zaznaczać swoje
              granice i pilnować ich przestrzegania. Przestalam jej się zwierzać, opowiadać o
              swoich problemach, bo ona potrafila wszystko poprzekręcać i obrócić w klótni
              przeciwko mnie.
              W końcu wyjechalam z kraju, co też bylo kolejnym dowodem na to, że ją
              zostawilam. Dla mnie byla to szansa na ulożenie sobie życia bez jej ciąglej
              krytyki i dyktowania mi co mam robić. Oczywiście tamte wszystkie lata ciągle
              siedzą we mnie i często jest tak, że rozmowa z nią przez telefon czy odwiedziny
              w domu kończą się klótnią i moimi nerwami. Ale przynajmniej na codzien mogę żyć
              po swojemu.
              Najtrudniejsze jest chyba to, że ciągle jest między nami bardzo silna więź. Gdy
              bylam dzieckiem ta więź byla jeszcze silniejsza. Ona nie jest zlą kobietą. I na
              swój sposób ciągle ją kocham. Ale wiem, że aby móc normalnie żyć musialam się
              od niej w jakiś sposób uwolnić.
              Gorąco polecam książkę Susan Forward pt "Toksyczni Rodzice"
              Mi bardzo pomogla. Wiem, że terapia również bardzo by się przydala. Nawet jeśli
              nie uda Ci się terapia wspólnie z matką to warto chodzić samej by walczyć o
              siebie i swoje malżeństwo.
              • lilka_27 Re: Czy moje małżeństwo wytrzyma toksyczną mamę? 05.06.05, 15:27
                Ollie,
                dużo znaczy dla mnie to, co napisałaś. Ja też cały czas czuję się, jakbym
                wyrządzała jej wielką krzywdę próbując żyć po swojemu. Walczę z tym, bo wiem,
                że wcale tak nie jest. Ona nie ma prawa wypominać mi, ile dla mnie poświęciła.
                Przecież tam gdzie jest miłość, nie ma poświęcenia. Staram się tłumaczyć mamie,
                że oddam to z nawiązką moim dzieciom. I jej, gdy będzie mnie kiedyś naprawdę
                potrzebowała. Tak się spłaca pokoleniowy dług. Na razie chcę ja zmusić, by
                zrozumiała, że ma dopiero 49 lat i może sobie jeszcze ułożyć życie. Że świat
                się nie zawalił, bo ja mam swoja rodzinę. Że nie jest nieporadną staruszką,
                która nie może sobie dać rady. A to chce mi wmówić za wszelka cenę. Twierdzi:
                tyle dla ciebie zrobiłam, a ty jesteś taka niewdzięczna. Kiedy zdarzają się
                spokojne dni ona jest cudowna. Ale nie zwierzam się jej jak przed laty, bo
                wiem, że wykorzysta to przeciw mnie w kolejnej awanturze. Chciałabym, żeby było
                dobrze. Nie musi być przecież sama. Ciagle ma córke i zięcia, a być moze
                niedługo będzie miała i wnuka. Jak jej przetłumaczyć, że sama swoim zachowaniem
                skazuje się na samotność? Bo ja już nie mam siły walczyć. Chcę nareszcie
                normalnie żyć. Nie chcę się jej bać i wysłuchiwać kolejnych obelg.
                Lilka
                • ollie1 Re: Czy moje małżeństwo wytrzyma toksyczną mamę? 05.06.05, 18:24
                  Lilka, ja nie wiem czy da się przetlumaczyć.
                  Naczytalam się na ten temat mądrych książek, z mądrymi ludźmi gadalam. I
                  teoretycznie wszystko można zrozumieć. Ale potem przelożyć to na emocje i
                  codzienne zachowania jest bardzo trudno.
                  Calkiem niedawno dotarlo do mnie, że pomimo mojego buntu ja ciągle szukam u
                  niej akceptacji, potwierdzenia. Pamiętam dokladnie kiedy pierwszy raz
                  przywiozlam Mojego do domu. Ile tygodni wcześniej biegalam po sklepach, żeby mu
                  kupić jakieś koszule, które mamie się będą podobaly. Wydawalo mi się, że te
                  które ma nie są wystarczająco dobre. Przez ponad rok nie powiedzialam jej czym
                  on się zajmuje ponieważ wiem, że w jej mniemaniu nie jest to "konkretny,
                  przyszlościowy zawód". Czulam presję wytlumaczenia się kiedy odeszlam ze
                  swojej "porządnej pracy".
                  I tak bylo zawsze. Ten bunt i walka o niezależność przeplatana z potrzebą
                  akceptacji u najbliższej osoby.

                  Co do poświęcania rodziców to czytalam kiedyś wspanialy artykul na ten temat.
                  Oczywiście idealną sytuacją jest gdy rodzice kochają dziecko bezinteresowną
                  milością i gdy ono dorasta pozwalają mu odejść bez poczucia winy. Ale dziecko
                  nierzadko sluży dowartościowaniu się rodziców, spelnieniu ich planów i
                  nadziei, utrzymaniu malżeństwa lub jakimkolwiek innym, często nieuświadamianym
                  celom. Wtedy dziecko nie jest akceptowane za to kim jest ale za to jak wypelnia
                  przypisaną mu rolę i jak dobrze spelnia potrzeby rodziców. Gdy dziecko chce się
                  z tej gry wyplątać często obciążane jest poczuciem winy, określane jako
                  niewdzieczne "bo przecież my/ja dla ciebie tyle poświęciliśmy"
                  Jest to rodzaj manipulacji emocjonalnej, często oczywiście niezamierzonej bo
                  matka rzeczywiście czuje się skrzywdzona i opuszczona. Jest to również sposób
                  na utrzymanie kontroli emocjonalnej nad dorastającym dzieckiem, próbą jego
                  zatrzymania.
                  Najtrudniejsze jest to, że matka ma poczucie autentycznej krzywdy, wmawia sobie
                  i dziecku, że ono się od niej odwraca, że ją opuszcza. I trudno strasznie, żeby
                  jakieś racjonalne argumenty to przebily. Dziecko ma poczucie, że jest matce to
                  winne, że jego prawo do wlasnego, samodzielnego życia jest mniej ważne.
                  Niemal w każdej rozmowie telefonicznej po mojej wyprowadzce moja mama mówila
                  mi, że nie może spać. Mówila, że nie potrafi usnąć w pustym domu. Że ta
                  bezsenność ją wykańcza bo niewyspana nie może funkcjonowac również za dnia.
                  Podkreślala, że kiedy tylko ktoś nocuje w domu ( na przyklad mój brat) to ona
                  potrafi zasnąć bez problemu. Kiedy przyjechalam w odwiedziny co rano mówila, że
                  teraz przynajmniej może zasnąć bo ja jestem w domu.
                  I cóż ja moglam jej na to odpowiedzieć. Przecież nie może oczekiwać, że
                  sprowadzę sie znów do domu i będę z nią mieszkać do końca życia. I ona
                  oczywiście mi prztakuje, ale dalej mówi swoje wprawiając mnie w poczucie winy.
                  Nie potrafię tego zmienić.
                  Ale wiem, że jestem o wiele spokojniejsza kiedy potrafię powiedzieć sobie: "Ok,
                  ona ma 50 lat, ja jej nie zmienię, ja jej już nie przekonam. Jeśli ona chce tak
                  myśleć to jej wybór. Ja nie powinnam się czuć źle z tego powodu. Mam prawo żyć
                  po swojemu czy ona to zaakceptuje czy nie."
                  Twoja mama z pewnością przechodzi teraz ciężki czas. Ty zalożylaś wlasną
                  rodzinę, nie potrzebujesz już jej ciąglej troski i opieki. Jej zostaje już
                  tylko starość i śmierć. W samotności. Wiem, że moja tak wlaśnie myśli i
                  przyznaję, że jest to rzeczywiście ponura perspektywa. Dlatego próbuje prośbą i
                  groźbą Cie przy sobie zatrzymać. Wmawiać Ci, że nie da sobie bez Ciebie rady,
                  że jesteś niewdzięczna bo nie chcesz dla niej poświęcić swojego życia.
                  Ja staram się swojej tlumaczyć, że teraz może przecież być jej najlepszy czas.
                  Nie ma już żadnych zobowiązań, obciążeń, może nareszcie pomyśleć o sobie, o tym
                  wszystkim co zawsze chciala zrobić a nigdy nie miala czasu bo dzieci, bo praca.
                  Ona przyznaje mi rację, ale zaraz potem twierdzi, że sensem jej życia zawsze
                  byly dzieci i ona nie potrafi inaczej. Raz nawet zapisala się na basen i
                  aerobik, poznala troche ludzi, trochę się rozpogodzila i bylo między nami o
                  wiele lepiej. Niestety, ciągle jest taka huśtawka nastrojów.
                  Nie wiem co jeszcze mogę Ci napisać. Rozumiem Twoją sytuację doskonale, niemal
                  każde Twoje zdanie mogę odnieść do siebie. Tyle, że ja na przyklad nie pozwalam
                  jej mówić źle o moim facecie. Wyznaczylam pewne granice i dzięki żelaznej
                  konsekwencji w ich egzekwowaniu zauważam, że mama je respektuje.
                  We czwartek wracam do domu więc poszukam i prześlę Ci ten artykul, o którym
                  wspomnialam. Jeśli chcesz pogadać bardziej prywatnie to pisz na maila
                  ollie1@gazeta.pl
                  Póki co trzymaj się!
                  • ollie1 Re: Czy moje małżeństwo wytrzyma toksyczną mamę? 05.06.05, 18:35
                    ps byl tu kiedyś taki wątek od prawie 40 letniej kobiety, która ciągle jeszcze
                    mieszkala z matką bo nie potrafila się od niej uniezależnić. Nigdy nie byla w
                    prawdziwym związku z facetem, nikogo do domu nie może przyprowadzić bo matka
                    zaraz ingerowala. Ta kobieta dostala propozycję pracy w innym mieście i prosila
                    o radę czy ma tą pracę przyjąć i jak powiedzieć o tym matce. Wszyscy radzili
                    jej, żeby tę pracę wzięla, przeniosla sie do innego miasta, przecięla tę
                    pępowinę. W końcu ona stwierdzila, że to i tak nie ma sensu bo matka jak się
                    dowiedziala to powiedziala, że zadzwoni do szefa córki i powie mu takie rzeczy
                    (!), że ona napewno tej pracy nie dostanie.
                    • lilka_27 Re: Czy moje małżeństwo wytrzyma toksyczną mamę? 05.06.05, 20:19
                      Dziękuję Ollie. Napisze do ciebie na pewno. Każdą sytuacje opowiedziana rzez
                      Ciebie, moge odnieść do mnie. Nic dodać nic ująć. Po prostu kalka.
                      Na razie tyle, bo goni mnie czas. Buziaki
                      Lilka
Pełna wersja