dlaczego matki ropbia kaleki ze swoich synuniow ?

19.06.05, 21:47
i wychodza takie nieprzystosowane samce do zycia w rodzinie...myslalam ze
mnie krew zaleje moj szwagier osoba
dmuchana i chuchana z kazdej strony od zawsze jest taka osobka ze mi sie noz
w kieszeni otwiera najczestsza scena jaest taka:on wielce zmeczony po pracy
za kolkiem 8 godz z czego polowa spedzona na spotkaniach w przyjemnych
miejscach...wraca do domku siada na fotelu zapala papieroska i tu wkracza
mamusia....synuniu podac ci cos itp...matka sciera facetowi 30letniemu
kurze,pierze skarpetki uklada ciuszki i schyla sie w uklonie pytajac"co
jeszcze"?a ten skipuje sobie papieroska i glupkowato sie usmiecha.....a
mamusia dalej skacze i banana ma na twarzy o zgrozo....taka
sluzaca....mamuncia wyjechala i jest tak ze rzecz rzucona lezy tygobdniami w
tym miejscu gdzie lezala....o zgrozo....pytanie do takich matek"dlaczego
robicie kaleki emocjonalne z waszych pupili"?

    • annb Re: dlaczego matki ropbia kaleki ze swoich synuni 19.06.05, 23:08
      wiosenna2 ale co cię to boli?
      nie twój cyrk nie twoje małpy
      to układ pomiędzy twoim szwagrem i twoją teściową
      i niech tak zostanie,
      :-)
      • zamyslony73 Re: dlaczego matki robia kaleki ze swoich córeczek 20.06.05, 11:08
        No właśnie, czemu? Czemu tak trudno trafić dzisiaj na dziewczynę, która umie
        coś ugotować, posortować pranie, wyprasować koszulę, czy umyć podłogę?

        Z moich obserwacji wynika, że mieszkania singli wyglądają o niebo lepiej, niż
        mieszkania singielek. I częściej w lodówce coś stoi.

        A poza tym - nie generalizujmy :)
        • florencja29 Re: dlaczego matki robia kaleki ze swoich córecze 20.06.05, 11:58
          Przeprawszam bardzo, umie i owszem, szwagier jak by sie postarał to by tez
          umiał. Tylko tutaj nie chodzi o to, kto umie, tylko o to kto te prace wykonuje.
          Co z tego, że dziewczyna umie, a facet to nie umie, czy nie chce umieć?
        • monia993 Re: dlaczego matki robia kaleki ze swoich córecze 20.06.05, 15:34
          Czy zauwazyłes moze tak całkie przypadkiem ze to własnie ostatnio trudno
          znalesc kobiete która pierze, sprzata, prasuje no i najwazniejsze myje
          podłoge!!!!!! Moze dopiero (podkreslam DOPIERO) kobiety stały sie nie zalezne,
          stawiaja na kariere i własna kase!!!! a nie całe zycie zalezne od takich typów
          jak TY.
        • scholastyka1 Re: dlaczego matki robia kaleki ze swoich córecze 20.06.05, 21:05
          O cholera. Jaki ty subtelny jesteś - Panie zamyślony.
          Tym umyciem podłogi to mnie dobiłeś. Jak żywa stanęła mi przed oczami scena
          ze "Znachora " - Bożena Dykiel myje podłogę, warto to obejrzeć, otóż drogi
          panie ona w tym filmie gra rolę kobiety, która nic innego nie umie tylko
          pierze, wyżyma szmatę, itd, itp...zwłaszcza że nie jest u siebie - to nie jest
          jej dom. CO TEŻ JEST GŁOŚNO PODKRESLONE.
          Zapomniałeś drogi, subtelny, zamyslony, ze jeszcze oprocz sortowania prania,
          TWOJA KOBIETA ( do sprzatania ) powinna cerować, pomyć okna, pobielić chlewik,
          wydoić krowy, sprzątnąć piwnicę, posortować ziemniaki ( na te do jedzenia i na
          sadzeniaki ), nasadzić kury na jajka, obrządzić prosiaki, w nocy ( no bo kiedy )
          zrobić ci z 50 słoików dzemu truskawkowego, bo lubisz, a i zapomniałam, że
          makaron, też opowinien być "domowej" roboty, bo smaczniejszy.
          Zapomniałeś zamyslonu,że podłoge możesz umyć sam, a sortowanie bielizny, nie
          jest czynnością, po wykonaniu ktorej większość męzczyzn umiera.
          Pozdrawiam cie serdzecznie jako kobieta, która ma dokładnie to samo
          wykształcenie wyzsze co jej mąz.
          Ps. Nie kończyliśmy Szkoły WYższej Mycia Podłog.

          • fian5 Re: dlaczego matki robia kaleki ze swoich córecze 20.06.05, 21:58
            scholastyka1 napisała: Pozdrawiam cie serdzecznie jako kobieta, która ma
            dokładnie to samo
            > wykształcenie wyzsze co jej mąz.

            Dzisiaj każdy ma dyplom ale to chyba nie jest najważniejsze w związku.Jeśli
            kobieta nie potrafi wykonac podstawowych rzeczy to dyplom niech sobie powiesi na
            gwóżdż.A juz najlepiej jesli pokaże że potrafi zrobić koło siebie,bo sa takie co
            nawet tego nie potrafia ale gadac o dyplomach i o realizowaniu się to już
            potrafią wszystkie.A już największym szczęściem jest znalezienie jelenia co to
            zrobi wszystko sam i bedzie przepraszał jesli z czymś nie nadąży.
            • miss_dronio Re: dlaczego matki robia kaleki ze swoich córecze 21.06.05, 20:13
              Wybacz ale jedyny komentarz do Twojego postu jaki mi przychodzi do głowy to:
              współczuje Twojej partnerce.
              "Kobieta musi umiec zrobic wokół siebie bo inaczaj jej dyplom jest nic nie
              warty ale zasada ta nie dotyczy mężczyzn". KOSZMAR. Ja myslałam, ze tacy od
              segregowania ludzi ze względu na płeć (kobieta=sprzataczka) wymarli kilkaset
              lat temu. Zachowam sobie link do Twojego postu, jako argument dla wszystkich,
              którzy twierdzą, ze organizacje feministyczne nie mają juz o co walczyc;)
              • fian5 Re: dlaczego matki robia kaleki ze swoich córecze 21.06.05, 21:16
                miss_dronio napisała:

                Jeśli juz czytasz
                to czytaj uważnie w czym tkwi problem.Poprzewracałaś moja wypowiedz tak jak
                tobie pasowało.Nie jest tam napisane ze jesli ma dyplom a nic nie potrafi to ten
                dyplom jest nic nie warty.Bardzo waski horyzont myślenia.
                • miss_dronio Re: dlaczego matki robia kaleki ze swoich córecze 21.06.05, 21:32
                  > tobie pasowało.Nie jest tam napisane ze jesli ma dyplom a nic nie potrafi to
                  >ten
                  > dyplom jest nic nie warty
                  jak ma dyplom to chyba jednak cos potrafi.
                  > Bardzo waski horyzont myślenia.
                  Zgadzam się -wybitnie wąziutki. Jak pory w szkle Vicora.
                  • fian5 Re: dlaczego matki robia kaleki ze swoich córecze 21.06.05, 21:37
                    miss_dronio
                    > jak ma dyplom to chyba jednak cos potrafi

                    Owszem jak ma sie dyplom to kazdy cos potrafi ale nie do konca.Niektorzy maja
                    jednak problemy jak zrobic zakupy,ugotowac itd.Czyżby to była nieprawda.
              • fian5 Re: dlaczego matki robia kaleki ze swoich córecze 21.06.05, 21:34
                miss_dronio napisała:
                Zachowam sobie link do Twojego postu, jako argument dla wszystkich,
                > którzy twierdzą, ze organizacje feministyczne nie mają juz o co walczyć

                Tak to poważny argument dla myślących inaczej takich jak ty droga pani.
                • miss_dronio Re: dlaczego matki robia kaleki ze swoich córecze 22.06.05, 14:31
                  > Tak to poważny argument dla myślących inaczej takich jak ty droga pani.
                  Az taka ciemnota i nietolerancja to będzie argument z tych cięższego kalibru,
                  drogi panie;)
                  • fian5 Re: dlaczego matki robia kaleki ze swoich córecze 22.06.05, 22:03
                    Oj żebyś ty była taka madra zawsze i wszędzie to by wszyscy pewnie skorzystali
                    na tym.Nie jestem na szczęscie facetem tu sie pomyliłaś .Nie szoruję
                    podłog,garów również ale tez nie obnosze sie swoim wykształceniem bo mam je dla
                    siebie.
                    • miss_dronio Re: dlaczego matki robia kaleki ze swoich córecze 23.06.05, 20:09
                      > Oj żebyś ty była taka madra zawsze i wszędzie to by wszyscy pewnie skorzystali
                      I korzystają! I to jeszcze jak! Tylko w tym semstrze skorzystała przesło setka
                      moich studentów;)
                      > ale tez nie obnosze sie swoim wykształceniem bo mam je dla
                      > siebie.
                      Jak się nie obnosisz to po co w ogóle o nim wspominasz??
                      • fian5 Re: dlaczego matki robia kaleki ze swoich córecze 23.06.05, 22:05

                        miss_dronio napisała:
                        > Jak się nie obnosisz to po co w ogóle o nim wspominasz??

                        Odpowiadałam "scholastyce"a ty wtrąciłaś sie.To ona obnosiła sie dlatego
                        zwrociłam na to uwagę.

                        > I korzystają! I to jeszcze jak! Tylko w tym semstrze skorzystała przesło setka
                        > moich studentów;)

                        Moja siostra jest asystentką-doktorantem na Politechnice ale tak dużo czasu nie
                        ma na net.
                        • miss_dronio Re: dlaczego matki robia kaleki ze swoich córecze 23.06.05, 22:30
                          Przeczytalam specjalnie post Scholastyki i nie zauważyłam tam najmniejszych
                          oznak "wywyższania się";) A w Twoim poście jak najbardziej. Haha -już nawet
                          wykształcenie swojej siostry wywloklaś jako argument. Oj nieładnie:)
                          • fian5 Re: dlaczego matki robia kaleki ze swoich córecze 24.06.05, 08:33
                            Nie wiem jak to z tymi twoimi studentami ale skoro ty niczego nie rozumiesz to
                            oni pewnie tez.Piszac o siostrze miałam na myśli to ze ona nie ma tyle czasu na
                            takie pierdoły a wykonuje te samą prace i tylko to miałam na myśli.Naprawde
                            szkoda czsu na rozmowe z toba.Pozdrawiam
    • carimera Re: dlaczego matki ropbia kaleki ze swoich synuni 20.06.05, 11:29
      wiosenna2 napisała:

      > i wychodza takie nieprzystosowane samce do zycia w rodzinie...myslalam ze
      > mnie krew zaleje moj szwagier osoba

      Ja znam podobny przypadek mamusi która może nie tak do końca jak ty opisujesz
      była służącą ale nad wyraz opiekuńcza.Syn siedział jako kawaler do 29 lat w domu
      i oprócz nauki bo jest ze tak powiem naukowcem taki jego zawód nic innego nie
      robił.Rok do tyłu poznał kobietę rok młodsza od siebie i pobrali się.Musiał
      stanąć na wysokośći zadania bo dostał takiego lebra ktory równiez ma podobny
      zawod ale oprocz tego nic innego nie potrafi.No może cokolwiek koło
      siebie.Dziecko jest praktycznie na jego głowie,prasowanie,sprzatanie i wiele
      innych czynnosci.Obiad jest wtedy jak teściowa wezmie dziecko do siebie.No
      tragedia.Aż mu sie dziwie że facet wytrzymuje nerwowo.Okazuje sie że mamusie
      również hoduja córki na leworęczne ,również za nie robia wszystko ,piora
      majtki,prasuja,sprzataja im pokoje itd.Pisanie tylko o maminsynkach jest stronnicze.
      • wielorak Re: dlaczego matki ropbia kaleki ze swoich synuni 20.06.05, 11:46
        Macie racje, dziewczyny są często większymi leniami i bałaganiarami. osobiście
        znam takie przypadki ale mężczyzn pielęgnowanych przez mamusie to jak nie lubię
    • g0sik Re: dlaczego matki ropbia kaleki ze swoich synuni 20.06.05, 12:18
      Wszystko zależy od kobiety. Jeśli jest dla faceta jak mamusia to później tylko
      płacz i zgrzytanie zębów. Mój mąż też był obsługiwany przez mamę i siostrę, a
      teraz bardzo aktywnie uczestniczy w pracach domowych. Co prawda na początku
      trochę się buntował ale szybko się nauczył że żona to nie służąca. A jak jego
      mama się rozczulała, że synek musi sam np. koszule prasować lub zmywać to
      zaproponowałam żeby mu nadal prasowała. Nic nie stoi na przeszkodzie, mieszka
      blisko więc syn koszule może jej raz w tygodniu hurtem podrzucać. Teraz mam w
      domu wzorowego męża. I nie jest to żaden odosobniony przypadek.....
      • cytrusowa gosik 20.06.05, 16:47
        podrzuc prosze pare dobrych rad - bo u mnie zanosi sie na kontynuacje
        maminsynka niestety, mimo ze ja sie buntuje.ale nie wiem gdzie robie blad
        • g0sik Re: gosik 20.06.05, 17:11
          Cholercia nie wiem jakie dobre rady można by Ci było podrzucić. Przez 6
          lat "chodzenia" tłukłam ukochanemu do głowy, że jak mam mieć więcej obowiązków
          to po co mi mąż. Tłumaczyłam, że żona to nie służąca i zakiełkowało. A może ja
          po prostu trafiłam na taki samouczący się egzemplarz? Albo On to wszystko robi
          z miłości...?
          • cytrusowa Re: gosik 20.06.05, 17:34
            wiesz co? moj jest kochany, fakt ze krotko mieszkalismy przed slubem razem, ale
            teraz po prostu wychodza takie rzeczy banalne ale wkurzajace - na przyklad
            jedziemy reazem na zakupy, wnosilmy zakupy ale on nigdy ich nie rozpakuje,
            staweia mi w kuychni i juz.

            pokroi chleb ale okruszkow nie sprzątnie - to takie banalne rzeczy, ale jak za
            kazdtym razem bede po nim to roibc, to sie przyzwyczai

            co jeszcze...sprzątanie - no tu razem sprzątamy, wie musi i robi.
            ale ogolnie sprowadza to sie do tego, ze o wszystkim musze mu przypominac, a
            nie chce za bardzo - oczekuje, ze sam na to wpadnie.

            bo to wyglada, jakbym zrzędziła, prawda?

            no z prasowaniem to zalatwione - po prostu pranie wyschnie, swoje sprzątne,
            jego zostawiam na kupce albo wrzuce do szafy. lezy sobie kilka dni, az bedzie
            mu potrzebne:-)

            taki maly balaganiarz.

            Gosik - po prostu nie wiem jal uniknąc trucia - bo mi sie wydaje, ze truje
            ciagle przypominając zeby cos zrobil, bo sma na to nie wpadnie.
            bo to tak wtglada - jakby caly czas trula, ja tak czuje. a on tak reaguje, ze
            wszystko niby robi zle, bo wciaz mu o czyms mowie
            • g0sik Re: gosik 20.06.05, 22:07
              No to mamy podobne egzemplarze w domu:) W kwestii okruchów i zakupów identyczna
              sytuacja. Tyle że ja wolę zakupy rozpakować sama, bo przynajmniej wiem gdzie co
              jest. Jak nakruszy to pytam dlaczego nic nie powiedział, że kupił kury...a
              jeśli nie kupił to trudno dzisiaj jeszcze musi sam po sobie posprzątać. Powoli
              (po 3 latach mieszkania razem) przyzwyczaja się że pusty karton po soku lub
              opakowanie po czekoladzie wyrzuca się do kosza na śmieci, a nie zostawia na
              blacie w kuchni.

              Wiesz ja się nie zastanawiam czy truję, pewnie tak ale nauczyłam się, że jak
              małżonek czegoś nie zrobi z własnej inicjatywy to trudno trzeba pokazać palcem.
              Metoda przypominania nie jest wcale taka zła, bo po pewnym czasie niektóre
              rzeczy wchodzą w nawyk. I tak np. mycie podłóg - teraz już wiadomo, że w naszym
              domku to typowo męskie zajęcie:)) Pozdrawiam
              • cytrusowa Re: gosik 21.06.05, 14:53
                dzieki za pomysly - teraz juz wiem, w ktorą stronę pojdę:-)
                • feruza Re: gosik 08.07.05, 21:09
                  No to macie nowoczesniejsze modele facetow, bo moj nie przeszedl chyba
                  upgrade'u.
                  Juz mu 25 razy mowilam, ze brudnych ubran nie wrzuca sie spowrotem do szafy
                  tylko do kubla na bielizne. Wczoraj znowu powtorka: godzina 23:10, on nie ma
                  ani jednej koszuli! No i sobie mysle, ze pranie sie suszy a tam zadnej koszuli.
                  Okazalo sie ze zuzyte ubranie spowrotem dal do szafy, bo mamusia jemu sama w
                  szafie obwachiwala i wyciagala.
                  Rece opadaja. Ale po wypraniu tych koszul w nocy mam nadzieje ze juz to sobie
                  zapamieta, nie?

                  Okruszki, to standard w tych modelach widocznie.

                  Brudny talerz to tez norma, bo u niego w domu zbierali, zbierali az sie
                  wysypalo ze zlewu, to wtedy grzali wode i zmywali (mama zmywala of course). A
                  ja takiego czegos nienawidze, i mam czysty pusty zlew w kuchni, a on mi jebut
                  brudny talerz do tego i idzie wrrrrrrrrrrrrrr..... .

                  I lazi za mna, gdzie sa jego skarpetki. W srode po tym pytaniu po prostu
                  wyszlam z domu, i poszlam kupic gazete do kiosku, bo normalnie bym wybuchla.
                  Idac sobie uswiadomilam, ze ojciec jego zawsze mowil mamie zeby mu dala
                  skarpetki. To jest naprawde niesamowite, ze oni wszystko przynosza jak zaraze z
                  domu rodzinnego.

                  Trzeba im potem robic pranie mozgu, bo doslownie sie nie da.
                  Jestem juz zalamana ile to wszystko potrwa i zaczynam myslec ze tego nie
                  wytrzymam dluzej.

    • iurandum Egoistyczne uzależnienie 20.06.05, 18:18
      Bliskośc z dzieckiem wiekszości kobiet rekompensuje brak bliskości z partnerem.
      Niestety...

      "Statystyki są bezlitosne: faceci wydają na bukiety z okazji Dnia Matki trzy
      razy więcej niż na walentynkowe kwiaty dla ukochanej. Matkom kupują też
      droższe prezenty niż kochankom, i to aż o 40 proc!
      - Ta wiadomość doda otuchy tysiącom matek, które obawiają się, że synowie
      zapomną o nich, gdy stworzą związek z inną kobietą - tak Anglicy skomentowali
      wyniki badań przeprowadzonych u nich na początku roku."
      serwisy.gazeta.pl/metro/1,50145,2729176.html

      Zobaczcie wątek:
      etata > Mamisynek - przyszłość złych relacji z matką
      forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=568&w=24375106
    • esterka8 Re: dlaczego matki ropbia kaleki ze swoich synuni 21.06.05, 22:54
      Cytrusowa, a to ja nie wiedziałam, że TY masz w domu mojego męża;))) ja czasem
      jak mi się nie chce gadać, to robię za niego a tak na ogół to gadam i gadam i
      gadam.... no i trochę działa... ale to nie wynikało z tego, że jego mama robiła
      za niego, wcale nie. On po prostu ma ważniejsze rzeczy na głowie...;))) czasem
      macham ręką...
      • cytrusowa esterka 22.06.05, 09:50
        no popatrz - to jest uniwersalny typ męża:-)

        Mnie się też czasem nie chce gadać, bo po prostu zal wysiłku, hihihi.
        I zdecydowanie mama jesgo robila wszystko za niego - model ten wyglada tak, ze
        ktokolwiek przyjdzie do teściowej - mowie o rodzinie - ona wszystko zrobi i
        poda sama, pod nos.
        I wszystko za tę osobę zrobi. O moim mężu nie wspomnę i jego bracie, bo to już
        ekstremum.
        Ale opowiem ci taką sytuację, która ostatnio nam sie przydazyla - otoz ja od
        początku popelnilam ten blad i pomagalam teściowej (początkowo to zeby sie moze
        przypodobac? - cholera wie), moja mama kochana razu pewnego mnie ostrzegla i
        przemowila do rozsądku no i razu pewnego w trakcie kolacji i pod koniec nie
        zerwalam sie, by pomoc tesciowej - bo wszyscy tradycyjnie siedzą i ona nie chce
        by pomagac, oczywiscie poza mną, mnie wola bym jej pomogla - no i sie nie
        ruszylam, w wslasciwie ruszalam sie strasznie powoli i w miedzyczasie stal sie
        cud! - moj mąz sie ruszyl i sam mi przygotowal cos tam, a potem poznosil
        naczynia itp.
        Czyli, że oni jednak potrafią, prawda?

        no i juz mam obraną taktykę - nie wyręczam teściowej, skoro tak kocha służyć -
        ta taktykę staram sie wprowadzać do domu naszego, ale oczywiscie nie zawsze sie
        udaje:-)
        Znasz to pewnie z autopsji:-)

        Wiesz, to czego musimy sie nauczyc, to cierpliwosc, hihih. Moj sprzątnie po
        sobie np. naczynia, ale moze następnego dnia wieczorem albo i pozniej.

        Oni, ci nasi kochani faceci uczą nas wielkiej cierpliwosci:-)
        • molly20 Re: esterka 22.06.05, 10:38
          cytrusowa napisała:
          > przypodobac? - cholera wie), moja mama kochana razu pewnego mnie ostrzegla i
          > przemowila do rozsądku no i razu pewnego w trakcie kolacji i pod koniec nie
          > zerwalam sie, by pomoc tesciowej - bo wszyscy tradycyjnie siedzą i ona nie chce


          Sama widzisz do czego sa zdolne mamy córek.Córka idzie do teściowej na wypas a
          ona ja jeszcze ostrzega zeby tyłka nie ruszała i nie pomagała.Tyle synowych
          pisze na temat toksycznych teściowych ale żadna nie napisze ze jej mama tez
          ustawia córkę przeciw teściowej.
          • amwaw Re: esterka 22.06.05, 10:47
            Molly20, wiem, że czasem to trudne do zrozumienia, ale cytrusowa pisała do
            Esterki( patrz tytuł- zmacznie na przyszłość ułatwi Ci to zrozumienie), a nie
            do Ciebie.
            Boze, skad sie biora tacy ludzie?!Tylko marudza, ochrzaniają i jeczą...
            • molly20 Re: esterka 22.06.05, 11:07
              amwaw napisała:

              Czytac potrafię,a kim ty tu jestes na tym forum ze zwracasz uwage innym?.Nic
              złego nie napisałam.Poprostu podkresliłam że teściowe wszystkie sa toksyczne bez
              wzgledu na to po czyjej stronie stoją.A tobie jesli cos nie pasuje to poprostu
              nie czytaj.Widać że nie masz co robić. .
              • cytrusowa molly 22.06.05, 15:53
                bardzo prosze nie komentuj w ten sposob zachowania mojej mamy, dobrze?
                na dodatek zle zinterpretowałas to, co moja mama mi powiedziala.

                zresztą jak wspomniane - to bylo do esterki

                pozdrawiam
                • molly20 Re: molly 22.06.05, 21:57
                  cytrusowa napisała:

                  > bardzo prosze nie komentuj w ten sposob zachowania mojej mamy,

                  w takim razie jak okreslilabys na miejscu czytajacego podpowiedzi jakie stosuje
                  twoja matka.
                  • cytrusowa Re: molly 22.06.05, 22:32
                    prosze cie bardzo - jesli jestes tym szczerze zainteresowana.
                    po prostu powiedziala, bym sie tak nie wychylala, bo pozniej tesciowa bedzie
                    oczekiwała ode mnie pomocy zawsze. mimo, ze od czlonkow swojej "rodzonej"
                    rodziny tego nie oczekuje.
                    Raz sie wychylilam zeby pomoc, bo chcialam sobie zapunktowac, i tesciowka
                    mysli, ze tak juz bedzie zawsze.
                    i to tylko o to chodzilo - mama mi to uświadomiła. i słusznie zresztą.
                    • esterka8 cytrusowa 22.06.05, 23:10
                      ja akurat u mojej teściowej punktuje w inny sposób.. bo rozumiesz, ona uważa,
                      że nie ma już na tego mojego wpływu, no więc jak jesteśmy u teściów i teściowa
                      leci do kuchni robić herbate, albo obiad, to mówię do mojego: idź pomóc mamie,
                      albo Ty mi zrób herbatę, no i on idzie... a po obiedzie mówię do niego: weź
                      wynieś te talerze dobrze Kotuś? no i idzie, bo co ma poczynić... a moja
                      tesciowa promienieje.... ona serio za niego nie robiła, tylko, że od niego nie
                      wymagała- w jego pokoju był bałagan, a ze go całymi dniami nie było w domu to
                      jadał na mieście raczej... więc tak się przyzwyczaił, że na mieście się nie
                      zmywa;))) no a w domu faktycznie można pozmywać za tydzien.... może to bracia
                      są? tylko z innej matki?
                      • amwaw Re: cytrusowa 22.06.05, 23:14
                        BTW Ja tak odskocze od wątku rodzinnego, jeżeli mogę, i się zapytam( jeżeli
                        można)-Esterka- jak brzuszek?Nic się nie dzieje?
                        • esterka8 amwaw 22.06.05, 23:18
                          toś mnie namierzyła;))) niestety nic się nie dzieje, byłam dziś w szpitalu, ale
                          moje dziecko ma w nosie ten świat, a termin był tydzień temu... w niedzielę
                          albo urodzi sie sam, albo wywołają, albo ciąć będą....
                          • amwaw Re: amwaw 22.06.05, 23:23
                            :-o
                            To ja trzymam BARDZO mocno kciuki za zainteresowanie dzieciaczka światek
                            zewnętrznym.BARDZO, naprawde...
                            • esterka8 Re: amwaw 22.06.05, 23:33
                              dzięki dobra Kobieto! a Twój brzuszek dobrze? Tobie jeszcze nieco zostało...
                              ale szybko zleci;)))
                              • amwaw esterka 23.06.05, 22:45
                                Eeee, mój brzuszek to nawet doskonale( mały, nieprzeszkadzający, dziecko chyba
                                się do kregosłupa przyssało, bo prawie go nie widać), ale czytałam, że się
                                denerwujesz, że się martwisz i śledzę ten wątek jak dobry serial telewizyjny
                                (...czy to już....czy jeszcze...co stanie się dzisiaj...). No i kibicuje:)
                                Mam nadzieję, że dzieciaczek mimo chwilowych oporów zdecyduje się na wycieczke
                                bez popychania;) Za co ściskam kciuki...kurcze, strasznie Ci zazdroszcze-
                                jeszcze chwilkę i bedziesz maluszka trzymała na rekach( byleby ta droga była
                                szybka...) a ja jeszcze tyle sie naczekam....
                                Wiec- trzymam kciki ardzo mocno...
                                Pozdrawiam
                    • molly20 Re: molly 23.06.05, 14:28
                      cytrusowa napisała:
                      > i to tylko o to chodzilo - mama mi to uświadomiła. i słusznie zresztą.

                      Nie rozumiem takiej postawy,a wiesz dlaczego?bo wyobraz sobie gdyby tesciowa
                      ustawiała swojego syna w podobnej sprawie jak twoja mama a ty bys o tym sie
                      dowiedziała .Jak by twoja była reakcja?Ja poprostu zahaczyłam o twoj post bo w
                      ktoryms z postow było napisane ze tesciowe sa toksyczne po obu stronach i nie
                      wszyscy sie z tym zgadzaja a ja uwazam ze to jest prawda .
                      • cytrusowa Re: molly 23.06.05, 14:37
                        ehhh, molly - szkoda, ze internet nie sprzyja dokładnej interpretacji
                        wyrażanych uczuć, zdan itp. No i internet sprzyja niestety zbyt pobieżnej
                        lekturze, bez zrozumienia jak mi sie czasem wydaje.
                        Ty to odebralas, jakby moja mama byla toksyczna - a na jakiej podstawie, bo sie
                        tak wlasnie zastanawiam:-)

                        czy twoja mama nie dzieli sie z Tobą swoimi doświadczeniami nie tylko z
                        małżeństwa ale i z życia codziennego? na pewno tak - i na pewno z wielu rad
                        korzystasz.
                        I cja ci nie mowie, ze twoja mama jest wlasnie dlatego toksyczna.


                        Nieważne zresztą, nie wdajwajmy się w bezcelowe dyskusje, bo nie o to chodzi -
                        nie taki był poczatek i moje slowa nie prowadzily ku temu: były tylko
                        odpowiedzą dla kogoś innego na inny troche temat:-)
                        • molly20 Re: molly 23.06.05, 17:26
                          cytrusowa napisała:
                          Sprytnie się wywinęłaś .Nie odpowiedziałaś na moje pytanie.

                          czy twoja mama nie dzieli sie z Tobą swoimi doświadczeniami nie tylko z
                          > małżeństwa ale i z życia codziennego? na pewno tak - i na pewno z wielu rad
                          > korzystas

                          Korzystam z dobrych rad ale tylko z dobrych.Najukochańsza mama potrafi czasami
                          tak doradzić że szkoda gadać.Każda z mam była synową i teraz ma wprawę jak
                          doradzać córce.

                          >
                          > Nieważne zresztą, nie wdajwajmy się w bezcelowe dyskusje, bo nie o to chodzi -

                          Twoje wypowiedzi sa ciekawe nie wspomne o tym że sprytnie osiągasz cel w swoim
                          działaniu.Mam bardzo podobna do ciebie szwagierkę i dlatego zaczęłam z toba
                          rozmowę.Tyle tylko ze jej jak cos nie pasuje to mówi tej osobie wprost bez
                          żadnych podchodów i niewazne czy to mama czy tesciowa czy ktos tam inny.
                          • cytrusowa Re: molly 23.06.05, 20:13
                            przyznaję bez ukrycia - jak to czytam co piszesz o mnie (gratulacje za
                            znajomośc mojej osoby;-), ja siebie az tak dobrze nie znam) - ze mi ręce opadły
                            po przeczytaniu twgo, co piszesz.

                            > Korzystam z dobrych rad ale tylko z dobrych
                            ale tu musze sie wtrącić - skąd wiesz, ktore rady twojej mamy są doibre, a
                            ktore nie? przecież jesteś młodą mężatką i dopeiro się uczysz, a poza tym nie
                            jestes obiektywna, bo rady pochodzą od ukochanej i bliskiej ci osoby


                            Dlatego, zeby znow nie zostac posądzoną o jakieś wywijanie(!) się od odp. czy
                            cos bardziej abstrakkcyjniego, już nie będę nawet prostowac tego, co piszesz.

                            Tylko jedno - czy ty masz 20 lat, jak na to nic wskazuje?
                            To taka babska ciekawość:-)
                            • molly20 Re: molly 24.06.05, 09:18
                              cytrusowa napisała:
                              > Dlatego, zeby znow nie zostac posądzoną o jakieś wywijanie(!) się od odp. czy
                              > cos bardziej abstrakkcyjniego, już nie będę nawet prostowac tego, co piszesz.

                              Masz racje odpowiada sie na pytania na ktore znajduje sie odpowiedz.
                              Co do twojej babskiej ciekawosci to mam o 10 lat wiecej i i cztery lata stazu
                              małzenskiego.

                              ale tu musze sie wtrącić - skąd wiesz, ktore rady twojej mamy są doibre

                              Nie korzystam z żadnych rad,ani mamy ani przyjaciół i jakoś bez problemów mi sie
                              wiedzie.Nieraz najlepsza rada od największego przyjaciela okazuje sie być blędem
                              w działaniu.Dlatego kieruję się rozsądkiem.Pozdrawiam i życzę miłego dnia.
                              • cytrusowa Re: molly 24.06.05, 16:15
                                > Nie korzystam z żadnych rad,ani mamy ani przyjaciół i jakoś bez problemów mi
                                sie wiedzie.Nieraz najlepsza rada od największego przyjaciela okazuje sie być
                                blędem<

                                >Korzystam z dobrych rad ale tylko z dobrych.Najukochańsza mama potrafi czasami
                                tak doradzić że szkoda gadać.<

                                Czyli jednak korzystasz z rad:-)

                                Dziekuję za pozdrowienia

                                > Co do twojej babskiej ciekawosci to mam o 10 lat wiecej i i cztery lata stazu
                                > małzenskiego.
                                czy ja gdzies wspomnialam nasz staż?
                              • ulka32 Re: molly 24.06.05, 16:37
                                Widzę molly ze masz duzo cierpliwosci .Tyle napisałaś a nie dostałaś
                                wyczerpujacej odpowiedzi na zadane jej pytanie.I nie licz na to ze ci
                                kiedykolwiek odpowie na takie pytanie.Wszystko pisała,wszystkiego sie czepiała
                                ale pisała tylko to co było jej wygodne.Tupeciary tak mają.
                                • cytrusowa taaaa 24.06.05, 16:40
                                  jesli per ona to do mnie, to pisz tak dalej.
                                  i fajnie ze mnie nazwalas tupeciarą - podoba mi sie. zmienie nic na tupeciare:-)
                                  sciskam cie mocno, fajna jestes, i masz takie celne obserwacje
                                  • triss_merigold6 Mama miała rację, Cytrusowa 08.07.05, 21:21
                                    Nadgorliwość gorsza od faszyzmu. Co za pomysł, żeby w gościach będąc rzucać się
                                    zmywać gary. Pomóc tesciowej może po pierwsze jej mąż o ile istnieje, po drugie
                                    jej własne dzieci. No chyba, że u teściowej zalegacie na tydzień a nie
                                    dwugodzinny obiad.
                                    Przyzwyczaisz a potem odmówisz raz i będzie kwas oraz fochy. Syn mamie powinien
                                    pomóc z tego stołu sprzątnąć.
                                    Zresztą w ogóle na spoufalaniu się z rodziną rzadko kto dobrze wychodzi, układy
                                    świetne i miłe dla obu stron są wyjątkowe.
                                    • cytrusowa Re: Mama miała rację, Cytrusowa 09.07.05, 13:05
                                      triss_merigold6, oj tak, coraz bardziej utwierdam sie w przekonaianiu, zeby
                                      lepiej sie nie spoufalac za bardzo. zresztą juz teraz widzę, ze czasem sobie
                                      tesciowka za duzo pozwala. musze sie nauczyc mowic NIE.

                                      pozdraiwma was cieplutko
                                      • moboj Re: Mama miała rację, Cytrusowa 09.07.05, 13:09
                                        z rodziną najlepiej na zdjęciu - i to najlepiej ustawić się, żeby można było w
                                        razie czego częśc zdjęcia uciąć:) tę zasadę stosuję od dawna i jak na razie
                                        świetnie na tym wychodzę.
                                        od swoich gości nie wymagam sprzątania po sobie, więc nie widzę też powodu,
                                        żeby u kogoś rzucać się do noszenia bądź zmywania garów. a "teściowa" ma dwóch
                                        dorosłych synów, którym raczek nie urwało, więc oni moga posprzątać, w końcu są
                                        w swoim rodzinnym domu.
                                        • fian5 Re: Dobra rada dla synowych 09.07.05, 16:47
                                          moboj napisała:

                                          > dorosłych synów, którym raczek nie urwało, więc oni moga posprzątać, w końcu sa
                                          >
                                          > w swoim rodzinnym domu


                                          Najlepszym wyjsciem nie chodzic do teściowej na wyżerę i nie miec pretensji ze
                                          trzeba pomóc w zmywaniu.Dośc że ktos pod gębę podstawi to jeszcze ma
                                          pozmywać.Dobre hahahaaaaaaaaaaa.
                                          • moboj Re: Dobra rada dla synowych 09.07.05, 16:50
                                            a Ty zapraszasz gości, żeby Ci posprzątali po tym, co sobie i im pod gębę (jak
                                            to uroczo raczyłeś napisać) podstawiłeś? bo ja nie. i nie sprzątam u innych.
                                            proste.
                                            • fian5 Re: Dobra rada dla synowych 09.07.05, 19:36
                                              moboj napisała
                                              > to uroczo raczyłeś napisać)
                                              Nie jestem facetem to po pierwsze.Natomiast widze zasadnicza różnice miedzy
                                              wizytami u znajomych czy u rodziców.Nie wyobrazam sobie uroczystosci na ktora
                                              zostalam zaproszona przez rodzicow czy przez tesciow ludzi w sumie juz starszych
                                              zeby matka czy tesciowa podstawiala pod nos i zabierala .Staram sie byc grzeczna
                                              i pomagam a juz przynajmniej pytam czy potrzebuje mojej pomocy.Nie nazywaj tego
                                              sprzataniem bo one sa od nas czesto poltora razy starsze i juz inaczej sie
                                              poruszaja.U mnie nikt nie sprzata po gosciach ale jesli jest to okolicznosc
                                              gdzie jest troszke wiecej osob to zawsze ktos mnie pyta choc ja w moim wieku
                                              jeszcze nie potrzebuje pomocy.Ale kiedys bede napewno.Trzeba to umiec zrozumiec
                                              a rznac damy przy stole i to u kogo?u rodzicow!! Nie przesadzaj.
                                              • moboj Re: Dobra rada dla synowych 09.07.05, 19:51
                                                u swoich rodziców sprzątam, bo jestem - choć już nie bardzo - u siebie.
                                                u "teściów" mój nieslubny jest u siebie, więc on pomaga. proste i jasne.
                                                • fian5 Re: Dobra rada dla synowych 09.07.05, 20:07
                                                  moboj napisała:

                                                  mój nieslubny jest u siebie,

                                                  No to juz naprawde przesadzasz.Nazywasz osobe ktora nie ma z toba nic wspolnego
                                                  i byc moze nie bedzie miec "tesciowa"Zacznij zabierac glos jak zostaniesz
                                                  zona.Bardzo mnie to rozbawilo.
                                                  • moboj Re: Dobra rada dla synowych 09.07.05, 20:46
                                                    :):):):) no boki zrywać. następna co to uważa, że tylko żony coś wiedzą o zyciu.

                                                    aha, moja "teściowa" (wersja dla Ciebie: mama mojego partnera) nazywa mnie
                                                    synową:):):)

                                                    hahaha:):):)
                                                  • cytrusowa taaa 09.07.05, 20:53
                                                    widze, ze znow jakis problem - moze ja tylko przypomne, ze nie chodzi o to, ze
                                                    nie mam ochoty pomoc, czy nie szanuje starszej babki.
                                                    Ona wszystkim podstawia pod nos wszstko, dogadza - niewazne czy mlodszy czy
                                                    starszy. ale najchetniej panom: braciom i synkom, nawet mojemu tacie. a jesli
                                                    chodzi o mnie, to prawdopodobnie mysli, ze ja przejmę takis am sposob
                                                    rozumowania i ustawienia domowej hierarchii. i tylko to.
                                                    A my z mężem mamy i uczymy sie i wprowadzamy partnerski model małżeństwa, a nie
                                                    służebny. I tyle.

                                                    Pozdraiwam

                                                    ps. ja jak ide w gosci,t eż nie sprzątam po nich, i tak samo jak do nas
                                                    przychodzą - sama sprzątam z mężem. nie pozwalam gosciom
                                                  • moboj Re: Dobra rada dla synowych 09.07.05, 20:55
                                                    jeszcze dodam, że po 10 latach trwania naszego związku nikt się w mojej czy
                                                    jego rodzinie w formalności nie bawi i za słówka nie łapie:)
                                                  • fian5 Re: Dobra rada dla synowych 09.07.05, 20:59
                                                    moboj napisała: aha, moja "teściowa" (wersja dla Ciebie: mama mojego partnera)
                                                    nazywa mnie
                                                    > synową:):):)

                                                    Chce ci moze zrobic przyjemnosc.10 lat zwiazku i nic.hahaha
                                                  • moboj Re: Dobra rada dla synowych 09.07.05, 21:02
                                                    nie dla każdego wykjście za mąż musi być konieczną zdobyczą życiową:):):)
                                                    szkoda, że nie bierzesz pod uwagę, że ludzie czasem tak żyją, bo tak chcą. nie
                                                    udał Ci się "dowcip":)
                                                  • fian5 Re: Dobra rada dla synowych 09.07.05, 21:19
                                                    moboj napisała:


                                                    > nie dla każdego wykjście za mąż musi być konieczną zdobyczą życiową:)

                                                    Malzestwo dla ciebie to zdobycz zyciowa ????


                                                    "że nie bierzesz pod uwagę, że ludzie czasem tak żyją, bo tak chcą."

                                                    Nie dlatego ze tak chca.Tak czasami musza.Tyle tylko ze nie napisza czemu tak
                                                    musza.Powiedz mi ktora kobieta nie chce wziac slubu.Nie zartuj sobie ze mnie.Nie
                                                    znam blizej takiej kobiety ktora chcialaby tak zyc.Z mojej strony to nie byl
                                                    dowcip ,poprostu takie opowiesci mnie dziwia.
                                                  • moboj Re: Dobra rada dla synowych 09.07.05, 21:27
                                                    no to właśnie trafiłaś na taką osobę. nigdy nie marzyłam o slubie, o białej
                                                    kiecce, a tym bardziej o weselu. mój mężczyzna też nie. dodatkowo ja jestem
                                                    ateistką, więc ceregiele kościelne w grę nie wchodzą. nigdy nie bawiły mnie
                                                    ceremonie, uroczystości itp. taki mam charakter. oboje jesteśmy ze sobą
                                                    wystarczająco dlugo, zeby być siebie pewnym i bez papierków, a jak nam się
                                                    kiedyś zachce to weźmiemy skromny cywilny: my + świadkowie. a na razie dobrze
                                                    jest tak jak jest, można spokojnie żyć bez ślubu.
                                                    życzę więcej otwartości. to, ze tobie się coś w głowie nie mieści to nie
                                                    znaczy, że to coś nie istnieje.
                                                    pozdrawiam.
                                                  • fian5 Re: Dobra rada dla synowych 09.07.05, 21:33
                                                    Podejrzewam ze takich osob jak ja jest wiecej,bo to ze cos takiego istnieje to
                                                    fakt ale ze to jest norma to przykro stwierdzic ale to nienormalne.Rowniez
                                                    pozdrawiam
                                                  • moboj Re: Dobra rada dla synowych 09.07.05, 21:38
                                                    na szczęście opinie obcych ludzi nigdy nas nie obchodziły:) tym bardziej osób,
                                                    które mają się za diabli wiedzą kogo wyznaczając innym to, co ma być normalne a
                                                    co nie. no ale to taki wyznacznik naszego polskiego piekiełka, że jeden chce
                                                    robić za sumienie u drugiego.
                                                  • chicarica Re: Dobra rada dla synowych 10.07.05, 09:16
                                                    No to trafiłaś, moja droga, na kolejną taką osobę: na mnie. Co prawda wezmę ślub
                                                    pewnie za jakiś rok - półtora, ale naprawdę jest mi wszystko jedno i nie marzę o
                                                    białej sukni itp. Ślub weźmiemy dlatego, że mój mężczyzna jest wierzący i dla
                                                    niego to ważne. Dla mnie równie dobrze mogłoby go nie być.
                                                    Nie każdy myśli tak jak Ty i śmieszne dla mnie jest, że nie potrafisz pojąć że
                                                    ktoś inny musi mieć takie samo podejście do życia, związku i w ogóle wszystkiego
                                                    jak Ty. A już w ogóle rozśmieszyło mnie to Twoje strofowanie moboj że ma na
                                                    teściową nie mówić teściowa - ależ w tym wyższość pobrzmiewała, "ja jestem
                                                    mężatką i jestem lepsza niż Ty" - hahahahahaa :) No czad po prostu, wieś i
                                                    ciaśniuchny horyzont że hej.

                                                    A Ty pewnie uważasz ślub za swoje wielkie życiowe osiągnięcie. No cóż, każdy ma
                                                    osiągnięcia na swoją miarę ;)
                                                  • molly20 Re: krotko i na temat 10.07.05, 09:46
                                                    chicarica napisała:

                                                    Jak się nie ma co sie lubi to lubi co się ma.Nie gadajcie głupot o tych białych
                                                    sukienkach bo kazda chciałaby załozyc tyle tylko ze trzeba znalezć faceta ktory
                                                    rowniez tego chce.Nie powiecie chyba ze baba 30 letnia nie chciałaby miec
                                                    rodziny,dobrego męża i dziecka.Poprostu tak sobie poukładała w życiu ze teraz
                                                    problem gdzie znależć w miare młodego i nie z odzysku,bez zobowiazań.A tu tylko
                                                    w kazdej wypowiedzi tylko temat tesciowej i maminsynka.
                                                  • ag_k krotko i naprawdę na temat 10.07.05, 09:59
                                                    > tu tylko
                                                    > w kazdej wypowiedzi tylko temat tesciowej i maminsynka.

                                                    Może dlatego, że to JEST wątek o teściowych i maminsynkach? A nie o tym "czego
                                                    chce każda kobieta i dlaczego ślubu"?
                                                  • moboj Re: krotko i na temat 10.07.05, 10:54
                                                    rany, słyszałam kiedyś, że stereotypy ułatwiają glupim ludziom życie, ale nie
                                                    sądziłam, że aż tak. każda kobita chce białej kiecki, a każdy Polak to pijak i
                                                    złodziej. rany, świat nie jest tylko czarny i biały. są jeszcze inne odcienie.
                                                    to, że ja czegoś chcę nie znaczy, że tego samego masz chcieć ty, czy inna
                                                    kobieta. ja żyję tak, Ty inaczej, proste. mi jest dobrze z moim życiem, Tobie
                                                    ze swoim, ale to nie znaczy, że mi by było dobrze z Twoim i odwrotnie.
                                                    akurat w moim związku to ja byłam stroną, która nie chce kiecki, kościoła i
                                                    tego typu ceregieli, a mój facet chciał, bo tak został wychowany. na szczęscie
                                                    mu przeszło:)
                                                    Chicarica, czy tylko my tu nie oszalałyśmy???
                                                  • molly20 Re: krotko i na temat 10.07.05, 11:27
                                                    moboj napisała: > Chicarica, czy tylko my tu nie oszalałyśmy??

                                                    Jestem juz pewna, ze to szalenstwo te teksty, moglabys pisac bajeczki dla
                                                    grzecznych dzieci.
                                                  • moboj Re: krotko i na temat 10.07.05, 11:53
                                                    mam nadzieję, ze nie jesteś psychologiem, albo kimś w tym stylu, bo bardzo
                                                    słabo znasz się na ludziach:)
                                                    owszem, mogłabym pisac, ale chyba tylko dla tych niegrzecznych:) te grzeczne
                                                    mogłyby się za bardzo zgorszyć.

                                                    a tymczasem jak jeszcze ktoś ma ochotę popastwić się nade mną bądź Chicaricą za
                                                    odmienne poglądy to proszę sobie założyć oddzielny wątek. z tego wypowiedzi OT
                                                    będę usuwać.
                                                  • chicarica Re: krotko i na temat 10.07.05, 20:23
                                                    Moboj, to nie tak.
                                                    Każdy człowiek myśli stereotypami, w sensie takim że każdy sobie jakoś tam
                                                    grupuje zjawiska po to, żeby je zrozumieć. To się nazywa "cognitive frames", nie
                                                    wiem jak po polsku, "ramy poznawcze"? Inaczej niemożliwe jest stworzenie sobie
                                                    jakiegokolwiek wewnętrznego obrazu świata, po prostu tak funkcjonuje ludzki
                                                    mózg. Gdybyśmy nie potrafili grupować zjawisk, to chyba byśmy ześwirowali z
                                                    nadmiaru wrażeń.
                                                    Różnica między ludźmi inteligentnymi a jełopami zaczyna się gdzie indziej.
                                                    Powiedzmy, że człowiek napotyka zjawisko, które nie pasuje mu do stworzonych
                                                    przez niego ram - pojawia się tzw. dysonans poznawczy. I teraz: człowiek
                                                    inteligentny reorganizuje swój ogląd świata w taki sposób, żeby to nowe zjawisko
                                                    weń wpasować, bowiem inteligencja polega przede wszystkim na zdolności
                                                    dostosowania się do zmieniających się bodźców z zewnątrz. Jełop natomiast,
                                                    ponieważ zrewidowanie swoich ram poznawczych wymaga myślenia, a to sprawia mu
                                                    wręcz fizyczny ból, stara się natychmiast dopasować rzeczywistość do swoich
                                                    własnych przekonań, bowiem dysonans poznawczy powoduje u niego wewnętrzny niepokój.
                                                    Tu mamy do czynienia z tą drugą sytuacją: ktoś wmawia Ci, że Ty na pewno chcesz
                                                    ślubu, tylko jeszcze o tym nie wiesz, bowiem nie pasujesz do obrazu
                                                    rzeczywistości stworzonego sobie przez tą osobę. Opcja druga: zostaniesz uznana
                                                    za anomalię, a anomalie nie wymagają przeprowadzania rewolucji w światopoglądzie.
                                                    Człowiek inteligentny powiedziałby: większość kobiet chce ślubu, ale są pewne
                                                    kobiety, które go nie chcą. Jełop powie: wszystkie kobiety chcą ślubu, a jeśli
                                                    jakaś twierdzi że nie chce, to albo jest nienormalna, albo tak naprawdę chce
                                                    tylko się nie przyznaje.
                                                  • moboj dzięki za wykład:) 10.07.05, 20:35
                                                    takie psychologiczno - socjologiczne gadki to nie moja specjalizacja, tym
                                                    bardziej warto poczytać:) moja działka to afazje i inne takie:)
                                                    masz oczywiście rację:) a ja chyba ostatnio na same jełopy trafiam:) no ale
                                                    ostatecznie to ja już wolę być nienormalna, niż grzeczna mamuśkowata kobiecina:)
                                                  • chicarica Re: dzięki za wykład:) 10.07.05, 20:37
                                                    To amatorszczyzna na własny użytek, psychologowie nie używają określenia "jełop"
                                                    ;) Może i szkoda, bo jak jełop by usłyszał z ust autorytetu że jest jełopem, to
                                                    może by się wziął za siebie ;)
                                                  • chicarica Re: krotko i na temat 10.07.05, 20:10
                                                    No cóż, tak się składa że akurat mnie ta biała sukienka zwisa kalafiorem, więc
                                                    mi nie wmawiaj co ja chcę a co nie, bo sama wiem najlepiej. Natomiast
                                                    najprawdopodobniej niedługo właśnie tę sukienkę przywdzieję, bo mojemu
                                                    mężczyźnie na tym zależy. Więc przestań pieprzyć że każda kobieta chce tylko
                                                    faceci nie chcą. W ogóle przestań pieprzyć o czymś, o czym nie masz pojęcia, bo
                                                    jak widać Twoja teoria się nie sprawdza.
                                                  • molly20 Re: krotko i na temat 10.07.05, 21:38
                                                    chicarica napisała:


                                                    > No cóż, tak się składa że akurat mnie ta biała sukienka zwisa kalafiorem

                                                    niedługo właśnie tę sukienkę przywdzieję, bo mojemu
                                                    > mężczyźnie na tym zależy.

                                                    Można mu wspólczuc życia z takim jadowitym babsztylem.

                                                    . W ogóle przestań pieprzyć
                                                    Słownictwo to pasuje do ciebie jak ulał.Pewnie twoja fizjonomia taka sama.
                                                  • chicarica Re: krotko i na temat 10.07.05, 22:19
                                                    Nie wiesz nic na temat mojej fizjonomii i zapewne nigdy się nie dowiesz. Co do
                                                    jadowitych babsztyli, uważam że po tym co tu nawypisywałaś nie powinnaś się na
                                                    ten temat wypowiadać.
                                                    Atakujesz personalnie bo nie masz argumentów na temat. I tyle.
                                                  • chicarica Re: krotko i na temat 10.07.05, 22:21
                                                    Zapomniałam dodać: nie odpisuj, z jarmarcznymi przekupami nie zamierzam więcej
                                                    dyskutować.
                                                  • fian5 Re: Dobra rada dla synowych 10.07.05, 13:15
                                                    chicarica napisała:

                                                    A już w ogóle rozśmieszyło mnie to Twoje strofowanie moboj że ma na
                                                    > teściową nie mówić teściowa -

                                                    Jeśli już czytasz teksty to czytaj uważnie!!!
                                                    Najpierw ta kobieta musi zostac formalna żoną czyli tez synowa zeby moc nazywac
                                                    męża mamę teściową.Taki nieformalny zwiazek nazywa sie konkubinatem.Teściowych
                                                    i synowych w takim związku nie ma.

                                                    No czad po prostu, wieś i
                                                    > ciaśniuchny horyzont że hej.


                                                    No widzisz to co wyzej to chyba tylko tyczy Ciebie.

                                                    > A Ty pewnie uważasz ślub za swoje wielkie życiowe osiągnięcie. No cóż, każdy ma
                                                    > osiągnięcia na swoją miarę ;)

                                                    Co do osiągnięc to nie tylko wykształcenie,dobry zawód i posada,choc na to nie
                                                    narzekam.Dla mnie jest najważniejsza rodzina .Nie mierz nikogo swoja miara bo
                                                    dla mnie ona jest za krótka.
                                                  • chicarica Re: Dobra rada dla synowych 10.07.05, 20:25
                                                    Tym niemniej, kiedy jest to konkubinat, stosunki między nieżoną a rodzicami męża
                                                    przypominają te pomiędzy mężatką a teściami. Kwestia nomenklatury jest tu
                                                    drugorzędna więc nie rozumiem dlaczego moboj miałaby się nie wypowiadać na temat
                                                    tych stosunków.
                                                    Mam kolegę żyjącego od 5 lat w konkubinacie, na jego dziewczynę wszyscy mówią
                                                    "żona", trochę z przymrużeniem oka, ale wszyscy traktują go jak żonatego. Czy
                                                    uważasz, że jego dziewczyna nabyła już prawo do zaszczytnego tytułu "żonki"?
                                                  • fian5 Re: Dobra rada dla synowych 10.07.05, 22:03
                                                    chicarica napisała: > Mam kolegę żyjącego od 5 lat w konkubinacie, na jego
                                                    dziewczynę wszyscy mówią
                                                    > "żona", trochę z przymrużeniem oka,

                                                    No właśnie o tym mowie"trochę z przymrużeniem oka".Tak własnie wyglada
                                                    grzeczność i delikatność znajomych i nic poza tym.Używasz w swoich wypowiedziach
                                                    takich słow ktore nie maja miejsca i ublizasz innym.Nie wiem czy rozumiesz słowo
                                                    jełop.Pewnie nie bo gdybys rozumiała w tym temacie ono nie ma miejsca.Kończe.
                                                  • chicarica Re: Dobra rada dla synowych 10.07.05, 22:18
                                                    Delikatność? Ten kolega za 2 tygodnie bierze ślub. W świadomości mojej ani
                                                    znajomych status jego dziewczyny praktycznie się nie zmieni - od dawna
                                                    traktowana była jak żona i w tej kwestii ślub jest tylko formalnością.
                                                  • triss_merigold6 Pax, pax 10.07.05, 22:35
                                                    Wypowiem się jako MĘŻATKA I MATKA: z punktu widzenia relacji z matką stałego
                                                    chłopa (konkubenta lub męża) lepszy jest układ bezślubny. Zawsze wyznawałam
                                                    zasadę, że obca oraz niespokrewniona w żaden sposób kobieta może mi skoczyć z
                                                    uwagami tudzież "mądrościami" życiowymi oraz poglądem co powinnam jej synowi
                                                    robić. Ma być miła, uprzejma i trzymać dystans ponieważ ja jestem miła,
                                                    uprzejma i trzymam dystans.
                                                    W momencie gdy stawałam się 2 x synową matki mężów ten dystans traciły. W
                                                    dobrej wierze zresztą, bo chciały traktować mnie jak córkę. Sorry Batory ale ja
                                                    mam rodziców. I wyłącznie moi rodzice byli upoważnieni do robienia mi uwag,
                                                    dawania rad oraz krytyki. Teściowe - nie.
                                                    Większość kobiet tego dystansu zachować nie potrafi, bo łudzą się, że z obcą,
                                                    starszą o pokolenie i stojącą po stronie własnego dziecka (słusznie zresztą)
                                                    kobietą można się zaprzyjaźnić.
                                                    IMO warto i należy utrzymywać jak najbardziej poprawne relacje ale bez zbędnego
                                                    spoufalania się, zwierzeń czy doradzania.
                                                    Ani jedna ani druga - obecna teściowa nie krytykowały mnie w mojej obecności.
                                                    Zresztą nie wyobrażam sobie, żeby ktokolwiek się ośmielił, szczerze mówiąc.
    • vikta007 Re: dlaczego matki ropbia kaleki ze swoich synuni 25.06.05, 18:19
      Moze ci pupilkowie zawsze byli emocjonalnymi kalekami?
      Moja mama zawsze sie starala i nadal sie stara pomagac nam we wszystkim.
      Z przyjemnoscia szykowala nam sniadania do szkoly (pracy), pierze, sprzata,
      gotuje, bo to wszystko lubi robic i sprawia jej przyjemnosc pomaganie nam.
      Nas jest troje rodzenstwa ( w tym dwoch chlopakow) i zadne z nas nie jest
      kaleka emocjonalnym, a nasza mame kochamy ponad wszystko i sami bysmy, jakbysmy
      mogli, przyniesli jej gwiazdke z nieba.
Inne wątki na temat:
Pełna wersja