miimiimii
30.06.05, 11:36
mąż prowadzi własną firmę, która rzeczywiście jest bardzo dochodowa, jednak
absorbuje go całkowicie.. ja na 3/4 etatu prowadzę biuro firmy znajomej.
jestem w 28tygodniu ciąży, bardzo potrzebuję zainteresowania i uwagi, ciepła
i czułości i jeszcze raz zainteresowania i uwagi.. a nasz dzień wyglada
nastepujaco- wstajemy przed 9, szybko prysznic, śniadanko i na 10 oboje do
pracy. kończę pracę o 16, jakieś zakupy, wracam do domu. sprzątam po
poprzednim dniu i gotuję obiad. mąż kończy pracę niby o 18, jednak przeważnue
to się przedłuża i w domu laduje ok19. jemy. potem oczywiście trzeba gdzies
gnać, z kimś sie spotkać czy cokolwiek. wybiegamy, wracamy po 23. ja już
jestem padnięta!! zaqsypiam na stojaco. wiec łazienka i spać. maż siedzi
przed telewizorem czy przed komputerem.. potem otwieram oko i juz jest
następny dzień i błędne koło. wogóle nie mamy dla siebie czasu.. maż mówi, ze
jestem jego cienie, ze wszędzie za nim łażę.. a ja chchiałabym, zeby
poświęcił mi troche swojej uwagi. tak samo jak chce spędzać czas sam na sam z
jakimś kolegą , to zeby spędził sam na sam troche czasu ze mna!:(( nie mam
już siły.. nie wiem jak z nim rozmawiać i jakich argumentów używać.. przecież
to, ze śpimy w jednym domu nie czyni z nas rodziny!! w ten sposób stajemy sie
sobie obcy i obojętni..
po powrocie z pracy jeszcze około godziny odchodzi co wieczór na rozmowy
telefoniczne, oczywiscie słuzbowe.. cały tydzień czekam na weekend, co
tydzień
łudzę się, ze moze troche sie nakarmie przebywaniem z nim.. ale w sobotę on
też
pracuje, plus minus do 15. potem albo wyjeżdżamy na włościa jego rodziców,
gdzie wiadomo, ze nie ja jestem w centrum jego zainteresowania, bo przecież
ze
mną "spędza cały czas" aich nie widział dłużej. tam owszem jest pięknie, ale
mi
nie chodzi o piękne widoki, tylko o spędzanie czasu z człowiekiem którego
kocham.. a jak nie jedziemy tam, to albo do innego miasta, gdzie równiez
prowadzi firmę i tam oczywiscie są spotkania z koleżkami i oczywiscie zarzut,
ze jestem jego cieniem.. albo ewentualnie ktoś przyjeżdża na weekend do
naszego
miasta i itak nie mozemy poprzebywać troche sami.. maż mówi, ze to dlatego,
ze
ja nie mam sie czym zajać.. g ó w n o! bo ja znajdę sobie zajecie, tylko dla
mnie tworzenie rodziny nie polega na udawadnianiu sobie nawzajem jak dużo
czasu
jesteśmy w stanie zagospodarować sobie bez udziału tej drugiej osoby, ale
właśnie na jak największej ilości rzeczy robieniu razem..
czuję sie taka samotna i niepotrzebna.. najważniejsze są pieniadze i cholerne
interesy.. ja ciągle jestem na dalszym planie.. czuję, ze tak naprawdę mam
tylko małego chłopczyka, którego wcale nie ma.. nie chcę tak żyć!