dyskryminacja?ale dlaczego?

08.07.05, 02:15
witam mam pytanie do Was chodzi mi mianowicie o to ze nie chce miec dzieci
(mam prawie 27 lat jestem mloda mezatka) i moje nastawienie raczej sie nie
zmieni (nie sadze zreszta aby sie kiedykolwiek zmienilo)mowie o tym otwarcie
i szczerze,ale dziwi mnie reakcja ludzi:dlaczego?co sie stalo?czesto tez
nieukrywane obrzydzenie(???)tak jakby to mial byc jakis wyznacznik jestes
mezatka to musisz miec DZIECI ale czy napewno musimy?ja swiadomie nie
chce.kolezanki sie odsuwaja bo o czym ze mna moga dyskutowac o rozbitym
kolanie/przeciez nie bo ja sie i tak nie znam bo...."dziecka nie mam"czy
nasze spoleczenstweo musi byc takie okrutne?nie czuje sie przez to gorsza ani
lepsza po prostu nie wszyscy musza miec dzieci tylko po co ta wrogosc kiedy
sie do tego przyznam?i prosze nie pisac jakie to wielkie szczescie mnie omija
bo dla mnie to nie jest...szczescie...
    • geesje Re: dyskryminacja?ale dlaczego? 08.07.05, 06:35
      Doskonale Cię rozumiem.
      Z innego co prawda forum, ale temat ten sam - poczytaj.
      forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=24676&w=25654274
    • moboj Re: dyskryminacja?ale dlaczego? 08.07.05, 09:06
      dlaczego? bo ludzie nie lubią tych, którzy myślą inaczej, mają poglądy inne niż
      te popularne. w naszym społeczeństwie dobrze być średniakiem i się nie
      wychylać. zresztą to dobrze widac na wielu forach internetowych - wystarczy
      napisać, że kasa jest dla Ciebie ważna, że nie chcesz wyjść za mąż, że nie
      chcesz urodzić, że nie ugotujesz mężowi obiadu - i można zostać zjedzonym.
    • dr_tusia Re: dyskryminacja?ale dlaczego? 08.07.05, 10:22
      To cenne, ze masz odwage mowic szczerze o swojej koncepcji na zycie. Lepiej
      przeciez swiadomie powiedziec "nie chce byc mama", niz zostac nia i skrzywdzic
      dziecko. Ja marze o dzieciach, ale szanuje osoby, ktore chca czegos innego,
      sama mam taka b.bliska kolezanke, ktora zawsze mowila, ze nie chce dzieci- i
      wcale nie brakuje nam tematow do rozmowy.
      Nie przejmuj sie- znajdziesz ludzi, ktorzy uszanuja inne Twoje
      zalety.Pozdrowionka:)
      • onuferek Re: dyskryminacja?ale dlaczego? 08.07.05, 10:33
        Jak ci ciotunia jedna z drugą, albo ktoś inny będzie życzył pięknego
        dzidziusia, to powiedz na wzajem, drugi raz nie będzie
    • oxygen100 Re: dyskryminacja?ale dlaczego? 08.07.05, 13:07
      Tusiu ale dlaczego myslisz ze jesli nie chce sie miec dziecka to sie je
      skrzywdzi. Wiele kobiet nie wykazuje instynktu macierzynskiego nawet nie chce
      slyszec o dzieciach ale jesli juz urodza kochaja je i zycie by za nie oddaly??
      Wydaje mi sie ze takie podejscie jest raczej typowe niz jakies patologie
      spoleczne.
      Sama dzieci nie mam i do konca nie wiem czy chce czy nie. Mimo zaawansowanego
      wieku (33)i ponad 8 letniego stazu malzenskiego. Nasze spoleczenstwo od zawsze
      bylo wscipskie niestety. Za to pomysl ze w wielu krajach kobiety rodza dzieci
      grubo po 30-tce i jakos nie rwa z tego powodu wlosow z glowy. Nie dajmy sie
      zwariowac bo wkrotce paranoja siegnie zenitu i pojdzie w swiat zabobon ze
      kobieta jest zdolna do zaplodnienia tylko po pierwszej miesiaczce bo pozniej
      jej plodnosc dramatycznie spada:))
      • dr_tusia Re: dyskryminacja?ale dlaczego? 08.07.05, 13:50
        > Tusiu ale dlaczego myslisz ze jesli nie chce sie miec dziecka to sie je
        > skrzywdzi. Wiele kobiet nie wykazuje instynktu macierzynskiego nawet nie chce
        > slyszec o dzieciach ale jesli juz urodza kochaja je i zycie by za nie
        oddaly??

        Nie, nie to mialam na mysli. Oczywiscie w wielu osobach instynkt budzi sie
        dopiero po urodzeniu dziecka i- choc nie planowaly- sa swietnymi mamami. Mialam
        raczej na mysli kobiety, ktore nie chcialy, urodzily "bo wypada", pod presja
        rodziny itp. a potem... Potem skrzywdzily niestety. To jest chyba najgorsze co
        mozna zrobic.
        Nie umialy powiedziec szczerze "nie chce byc mama, mam inny pomysl na zycie".

        Nie dajmy sie
        > zwariowac bo wkrotce paranoja siegnie zenitu i pojdzie w swiat zabobon ze
        > kobieta jest zdolna do zaplodnienia tylko po pierwszej miesiaczce bo pozniej
        > jej plodnosc dramatycznie spada:))

        Hehe :))
      • mayya2 Re: dyskryminacja?ale dlaczego? 10.07.05, 16:37
        ...zaawansowanego wieku....ale mnie oxygen rozsmieszylas!!!!!!
    • baranka81 Re: dyskryminacja?ale dlaczego? 08.07.05, 13:20
      bez przesady z tą dyskryminacją od razu! Wśród moich starszych znajomych
      znajomych (ok. 30-33) jest wiele par bezdzietnych i nikt nie robi z tego powodu
      problemu ani nikogo nie piętnuje. alni wśród znajomych, ani w rodzinach.
      Przynajmniej nikt się nie skarży.
      Zgadzam się z tym, ze jesli ktos nie hcce dzieci, to niech ich na sile nie ma,
      bo tylko sie niepotrzebnie bedzie męczył.
      • ruiza Re: dyskryminacja?ale dlaczego? 08.07.05, 13:46
        Ja też uważam, że przesadzacie z tą dyskryminacją. Wydaje mi się, że czasy się
        zmieniły i teraz juiż takiE zachowania mają miejsce zdecydowanie rzadziej.
        Owszem, w rodzinie ktoś tam napomknie od czasu do czasu na temat dziecka, ale
        jakoś się nie dziwię, że nasi rodzice chcieliby mieć wnuki... Poza tym nie są
        wcale nahalni... Wśród znajomych też jedni mają dzieci, inni nie - czasem
        spotykam się z pytaniami o dziecko, ale to pytania, i nigdy nie spotkałam się z
        oburzeniem... A jeśli nawet któraś mama mówi, że jest szczęsliwa mając dziecko,
        to odbieram to jako wyraz jej uczuć (bo przecież ma prawo się tym cieszyć), a
        nie atak na mnie...
        A tak w ogóle to w przyszłości chcę mieć dziecko :-)
        • livia79 Re: dyskryminacja?ale dlaczego? 08.07.05, 16:57
          A ja niestety spotkalam sie ze swietym oburzeniem. Dziecka rowniez raczej nie
          chce miec, choc jesli sie takie pojawi, postaram sie stworzyc mu kochajaca,
          wspaniala rodzine. Instynktu maciezynskiego nie odczuwam wcale, mam swoje
          pasje, mam dwa zawody i nieco inne pomysly na zycie. Moj przyszly maz mysli
          podobnie. Ludzi oburza fakt, ze mam 26 lat, skonczone dwa kierunki studiow,
          wspanialego narzeczonego, a nie planuje dziecka. Zostalam wielkokrotnie nazwana
          totalna egoistka. A tymczasem:
          1. oboje, mimo wyksztalcenia, zarabiamy grosze (na panstwowych posadach)
          2. nie mamy mieszkania, nikt nam nie zostawi go w spadku, nie stac nas na
          wynajmowanie, wolimy uzbierac sobie troszke na ksiazeczki, potem wziac
          niewielki kredyt na malenka kawalerke i zamiast za czyjes - placic za swoje.
          3. nie zamierzamy mieszkac z dzieckiem u rodzicow, bo oni rowniez zyja bardzo
          skromnie, sa chorzy, zmeczeni i nie maja obowiazku wychowywania i lozenia na
          nasze dziecko.
          To co najbardziej mnie denerwuje, to teksty "Przeciez macie rodzicow,
          postarajcie sie o dziecko i zamieszkajcie u nich, to takie szczescie!" nie
          bylabym wiec egoistka, gdybym z niemowlakiem, glodowa pensyjka, mezem, bez
          perspektyw odlozenia na wlasne mieszkanie, spokojnie siedziala na glowie u
          rodzicow. "Wielkim szczesciem" dla mego tescia lub mojej mamy (w pojedynke
          pracuja na swe rodziny) byloby piecioro lub szescioro doroslych domownikow w
          malym mieszkaniu, niemowlak i wiecznie puste garnki. O tym, ze za dziecmi nie
          przepadam, niespecjalnie mnie one wzruszaja i rozczulaja juz absolutnie glosno
          powiedziec nie moge. Nie spotykam sie z objawami "dyskryminacji" w towarzystwie
          ludzi mlodych, mlodych malzenstw. Najgorsze sa niestety osoby
          starsze, "ustawione", z mieszkaniem, pelnym kontem w banku; lub takie, co od
          pokoleń mieszkaja z calym drobiazgiem, babciami, dziadkami na 16m kw. i
          uwazaja, ze inne zycie nie istnieje. Mam tez znajomych odrzucajacych zupelnie
          pojecie antykoncepcji - ci maja dwoje malutkich dzieci (a bedzie ich przybywac)
          i najzwyczajniej w swiecie gloduja pod koniec kazdego miesiaca (zarabiaja
          grosiki, najnizsza krajowa, nikt im nie pomaga). Niestety to wlasnie oni sa mi
          stawiani za przyklad - "nie boja sie odpowiedzialnosci, kochaja dzieci, tworza
          pelna ciepla rodzine, dlaczego nie bierzesz z nich przykladu?!" - a ja
          zwyczajnie nie chce tak zyc. Rozumiem ich postawy i wybory, szkoda, ze malo kto
          rozumie moje.
          • livia79 Re: dyskryminacja?ale dlaczego? 08.07.05, 17:05
            Jescze chcialabym dodac, ze nie irytuja mnie mamy szczesliwe z powodu
            posiadania dziecka, ciesze sie razem z nimi i zawsze staram sie powiedziec o
            bobasie cos takiego, zeby matka poczula sie jeszcze bardziej dumna. Irytuja
            mnie jedynie mamusie, zachowujace sie (przepraszam za porownanie) jak krowki z
            reklamy sera Turek, nawolujace "mmmmmmuuuuuusisz sprobowac" (oczywiscie
            maciezynstwa). A ja niczego nie musze, jesli nie chce. Zwierze wam sie, ze byl
            czas (ponad miesiac), gdy bylam przekonana, ze jestem w ciazy. Najpierw lekki
            szok, a potem... cieplo na sercu, wielkie cieplo. Stad wiem, ze kochalabym
            swego malucha. Ale teraz, gdy dziecka jednak nie ma, te uczucia opadly. Znow
            nie chce byc mama. Moze to sie zmieni. Na razie nie chce byc namawiana,
            nagabywana, nie chce, by ktos nazywal mnie egoistka. I nie czuje sie winna z
            tego powodu.
          • geesje Normalność? Odpowiedzialność? 08.07.05, 17:29
            > A ja niestety spotkalam sie ze swietym oburzeniem. Dziecka rowniez raczej nie
            > chce miec, choc jesli sie takie pojawi, postaram sie stworzyc mu kochajaca,
            > wspaniala rodzine. Instynktu maciezynskiego nie odczuwam wcale, mam swoje
            > totalna egoistka. A tymczasem:
            > To co najbardziej mnie denerwuje, to teksty "Przeciez macie rodzicow,
            > postarajcie sie o dziecko i zamieszkajcie u nich, to takie szczescie!" nie
            > bylabym wiec egoistka, gdybym z niemowlakiem, glodowa pensyjka, mezem, bez
            > perspektyw odlozenia na wlasne mieszkanie, spokojnie siedziala na glowie u
            > rodzicow. "Wielkim szczesciem" dla mego tescia lub mojej mamy (w pojedynke
            > pracuja na swe rodziny) byloby piecioro lub szescioro doroslych domownikow w
            > malym mieszkaniu, niemowlak i wiecznie puste garnki.

            Z takim podejściem spotykałam się niestety wielokrotnie. I wydaje mi się, że
            właśnie wyrazem mojej odpowiedzialności jest fakt nieposiadania dziecka. Bo
            rodzice czy teściowie nie mają żadnego obowiązku łożenia na dzieci swoich
            dzieci.

            O tym, ze za dziecmi nie
            > przepadam, niespecjalnie mnie one wzruszaja i rozczulaja juz absolutnie
            >glosno powiedziec nie moge. Nie spotykam sie z objawami "dyskryminacji" w
            >towarzystwie ludzi mlodych, mlodych malzenstw. Najgorsze sa niestety osoby
            > starsze, "ustawione", z mieszkaniem, pelnym kontem w banku; lub takie, co od
            > pokoleń mieszkaja z calym drobiazgiem, babciami, dziadkami na 16m kw. i
            > uwazaja, ze inne zycie nie istnieje.

            Ich sprawa, ich zycie, ich wybór. Tylko że ja ich nie pouczam, nie mówię jak
            mają żyć, niech oni nie wchodzą do mojego życia. Czy nie o to chodzi?
            • ruiza Re: Normalność? Odpowiedzialność? 11.07.05, 21:53
              i jeszcze jedno mi przyszło do głowy w związku z rzekomą dyskryminacją - mam
              jednak wrażenie, że dyskryminowane to są jednak matki z dziećmi... Nawet dziś
              mogłabym zajść w ciążę i byłabym cholernie szczęśliwa, gdybym wiedziała, że po
              urlopie macierzyńskim będę mogła wrócić do pracy... Już słyszano w firmie słowa:
              "koniec z ciążami", "żadnych dzieci"...
              A ja niestety, na utratę pracy pozwolić sobie w naszej sytuacji finansowej nie
              mogę... I moim zdaniem to jest dyskryminacja...
              • moboj Re: Normalność? Odpowiedzialność? 11.07.05, 22:09
                Ruiza, ja się wcale pracodawcom nie dziwię. kobiety same na siebie bata
                ukręciły. popatrz sobie na jakieś emamuśkowe fora. mnóstwo tam wątków: który
                gibekolog w tym, czy w tym mieście wystawia L4... albo: była u tego nie
                wystawił, dopiero czwarty wystawił..., albo: czuję się dobrze, ale wole sobie
                posiedzieć w domu. no do jasnej cholery ciąza to nie choroba, można spokojnie
                pracować. te zagrożone niech leżą, ale reszta niech spokojnie pracuje, może
                wtedy pracodawcy nabiorą zaufania. a w innym wypadku to nie ma się co dziwić,
                ze pierwszym pytaniem na rozmowie kwalifikacyjnej jest pytanie o planowane
                potomstwo. tak długo jak kobiety będą kombinować i migać się od pracy w czasie
                ciązy tak długo będzie źle.


                no ale nie o pracodawcach ten wątek przecież. sama spotkałam się z bardzo
                dziwnymi i czasem wręcz chamskimi reakcjami na moją wypowiedź, że sprawa
                instynktu macierzyńskiego mnie nie dotyczy, że zabezpieczamy się tak, żeby tych
                dzieci nie mieć, że nie chcemy, że może za 5 lat pomyślimy. zdarzały nam się
                naprawdę dziwne reakcje. najłagodniejsze to te w stylu: no jak to, przecież
                każda kobieta musi urodzić dziecko. nie bez powodu takie jak ja udzielają się
                na forach dla kobiet, które jednak tych dzieci nie chcą, bo na innych są
                traktowane co najmniej dziwnie.
                • ruiza Re: Normalność? Odpowiedzialność? 11.07.05, 22:39
                  kurcze, no pewnie masz sporo racji moboj... Chociaż myślę, że są takie zawody i
                  takie okoliczności pracy, że nie wyobrażam sobie, żeby pracowała tam np. kobieta
                  w 7 miesiącu ciąży... A ja wcale nie chcę zwiewać na żadne zwolnienia, bo nie
                  lubię się nudzić w domu - naprawdę wolałabym pracować. Tylko czy to zostanie
                  potem docenione? Jedna z koleżanek u mnie w pracy pracowała do 2 tygodni przed
                  porodem, i to ponad przepisowych 8 godzin dziennie - w fotelu przy biurku to już
                  nawet nie siedziała, tylko na wpół-leżała... Nie dostała premii kwartalnej,
                  którą dostają wszyscy odgórnie w zasadzie za nic, bo była tydzień czy 2 na
                  zwolnieniu lekarskim w 9 miesiącu ciąży... A po macierzyńskim niestety nie było
                  już dla niej zajęcia, choć jest naprawdę świetną specjalistką i najbardziej
                  zaradną, przedsiębiorczą, energiczną i samodzielną kobietą, jaką znam... Na
                  szczęście gdzie indziej ją docenili, ale strachu przed bezrobociem się najdła...
                • mkolaczynska Re: Normalność? Odpowiedzialność? 14.07.05, 13:31

                  A przepraszam mam małe pytanie czy byłaś w ciąży? Bo jesli nie byłaś to chyba
                  cię rozczaruje ale "ciążowe dolegliwości" mogą być naprawde nie do przezycia w
                  pracy. Rozumiem że to nie choroba, ale słowo można się czuć jak umierający
                  człowiek
                  • moboj Re: Normalność? Odpowiedzialność? 14.07.05, 14:40
                    ja nie miałam na myśli przypadków, kiedy uzasadnione jest pójście na
                    zwolnienie. miałam na myśli przypadki, kiedy kobiety czują się super, ale po
                    prostu nie chce im się ruszyć i popracować, więc wysepiają L4 od lekarza. takie
                    przypadki mnie dziwią po prostu. mam koleżanki czy dziewczyny z rodziny, które
                    pracowały niemal do dnia porodu, więc chyba jednak można.
                    • mkolaczynska Re: Normalność? Odpowiedzialność? 14.07.05, 16:02
                      moboj napisała:

                      > ja nie miałam na myśli przypadków, kiedy uzasadnione jest pójście na
                      > zwolnienie. miałam na myśli przypadki, kiedy kobiety czują się super, ale po
                      > prostu nie chce im się ruszyć i popracować, więc wysepiają L4 od lekarza.
                      takie
                      >
                      > przypadki mnie dziwią po prostu. mam koleżanki czy dziewczyny z rodziny,
                      które
                      > pracowały niemal do dnia porodu, więc chyba jednak można.

                      Ja oczywiście wiem ze mozna zawsze mozna, ale jak sobie wyobrażasz chodzenie do
                      pracy na 8h z dojazdem ok 2h w obydwie strony. Nic nie chce mówić, ale pod
                      koniec ciąży7-9 miesiąc masz w brzuchu dodatkowe3-5kg pod skórą. Możesz mi
                      wierzyć że wtedy wiele rzeczy boli.(ścięgna, skóra, kręgosłup, uda, tyłek-
                      pomine inne przy/nieprzyjemności)Po mojej ciąży wiem na pewno chodzenie z czymś
                      takim przed sobą to jest duży wysiłek, bez biegania do i z pracy, bez
                      konieczności jedzenia czegoś gorącego dopiero po godzinie 18, to samo w sobie
                      jest strasznym obciążeniem dla organizmu dla ciebie, czasem trudno to
                      wytrzymać. Jak ktoś pisze że w zasadzie jest ok i dobrze się czuje to jednak
                      jest to dopiero ok 4-6 miesiąca, wtedy jest w miare ok.
    • olinek1981 Re: dyskryminacja?ale dlaczego? 15.07.05, 12:44
      Teraz tak mówisz. Mam to w swojej rodzinie - siostra męża też nie chciała mieć
      dzieci jeszcze do zeszłego roku (35 lat). Ja wyszłam za mąż za jej brata mając
      już synka (4,5 roku) z poprzedniego małżeństwa i co? Muszę się prosić o
      widzenie z własnym dzieckiem! Rozpieszczają go (ona i jej mąż) kupują zabawki,
      zabierają na spacery i na weekendy. I ostatnio przyznała się że teraz bardzo
      żałuje że nie ma swojego dziecka, a niestwty już nie będzie mogła mieć!
      Także lepiej dobrze się zastanów zanim będzie za późno!
      Pozdrawiam
Pełna wersja