mike2005 19.07.05, 23:07 Witam. Wklejam link do wątku pierwotnie założonego przeze mnie na Forum Kobieta i zapraszam do dyskusji. forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=16&w=25988679&a=25988679 Odpowiedz Link czytaj wygodnie posty
burza4 Re: Żony gołodupców - wątek z FK 20.07.05, 10:29 tamta dyskusja jak zwykle zeszła w stronę pyskówek, forum kobieta niespecjalnie służy konstruktywnej wymianie poglądów:) Pytasz - jak się żyje jako żona gołodupca? no różnie - bo wiele zależy od faceta. Miałam to wątpliwe szczęście za pierwszym podejściem. Bardziej niż mizerne zarobki przeszkadzalo mi podejście byłego męża do ich wydatkowania. Bowiem dysponował nimi w sposób, powiedziałabym, dość swobodny - nabywał jakieś nietanie gadżety np. do komputera, nie bacząc na to że rachunki spadają na moje barki. To jeden aspekt. Drugi - to wysoce niekomfortowa dla faceta sytuacja, gdy żona zarabia lepiej. Więc co się w takiej sytuaji robi? najprościej - zdeprymować jej osiągnięcia, głosząc wszem i wobec teorie opierające się na zasadzie że "głupi to ma zawsze szczęście" - co ma usprawiedliwić fakt, że on - ten ewidentnie mądrzejszy:) - zarabia 1/3 tego co ta kretynka, jego żona... że jego zwalniają z kolejnej pracy, a ta dostaje kolejną premię... Odpowiedz Link
maya2006 Re: Żony gołodupców - wątek z FK 20.07.05, 11:04 1) mezyczyzni i kobiety maja rozum i rece do pracy-tak wiec wychodzenie z zalozenia ze to zadanie faceta utrzymac kobiete jest juz bledem 2) sprawa sie komplikuje, jezeli chce sie zalozyc rodzine. bo wtedy jeden musi na przynajmniej pare miesiecy zrezygnowac z pracy (chociaz sa podobno ludzie, ktorzy wyzyja w trzy osoby z 700 zl, ale nie zajmujmy sie tu cudami tylko rzeczywistoscia) 3) jezeli sie kogos kocha, kto nie ma pieniedzy to trzeba sie z tym liczyc, ze jezeli ten czlowiek nie awansuje, to samemu trzeba bedzie zarobic. i juz. mysle, ze ludzie sa dziwni, podobnie jak laska , ktora pisze, ze jest mezatka od paru lat, a mysli o bylym. i jak tu myslec, ze ludzkosc ma rozum? Odpowiedz Link
burza4 Re: Żony gołodupców - wątek z FK 20.07.05, 12:30 maya2006 napisała: > 3) jezeli sie kogos kocha, kto nie ma pieniedzy to trzeba sie z tym liczyc, ze > jezeli ten czlowiek nie awansuje, to samemu trzeba bedzie zarobic. i juz. Niby "i już" ale nie jest to takie proste. Dla mnie istotny jest szacunek do partnera, jakiś cień podziwu, facet powinien mi czymś imponować. I trudno o to po prostu w sytuacji, kiedy jemu nic nigdy nie wychodzi. zaczynasz się zastanawiać czemu on zamiast cieszyć się twoim sukcesem coraz bardziej dołuje cię na kazdym kroku? sukces zawodowy oznacza w praktyce że mniej czasu możesz poświęcić domowi - słyszysz więc, że jesteś beznadziejną żoną, matką, gospodynią... on co prawda wraca do domu 2 godziny przed tobą, ale od progu wita cię pretensjami, że sam musiał odkurzyć, że żyjecie w chlewie, bo "panience się zachciało karierę robić". Jednak pieniążki z tej kariery przy wydawaniu go nie kłują... opowiada znajomym, jak to mu ciężko - i jak to jest zaniedbany - musi np. zakupy robić, albo obiad przygotować, to nic, że w grę wchodzi jedynie ugotowanie obranych już kartofli, ale lepiej malować obraz uciśnionego, zaniedbanego męża... podświadomie zaczynasz widzieć całokształt - wymagania w stosunku do ciebie rosną: tyraj ile wlezie, zarabiaj - to ok, bo on ma wiecznie pod górkę, całe życie trafia WYŁĄCZNIE na szefów-kretynów, którzy mają niezasłuzone pretensje do niego, musi pracowac z debilami, podczas gdy ty - zapewne chodzisz do pracy wypocząć. Ale jednocześnie bądź żoną i matką tak, jakbyś nie pracowała w ogóle... Łapiesz się więc na tym, że coś tu nie gra. Zaczynasz mieć pretensję o to, że facet jest nieudacznikiem, skoro tobie się udało raz, drugi, trzeci - czemu on ma za sobą nieustające pasmo porażek? świadomość, że wszystko jest na twoich barkach nie sprzyja - masz wrażenie, że sama nosisz spodnie, w związku z tym na faceta zaczynasz patrzeć bardziej jak na zależne od siebie dziecko niż mężczyznę... a do dziecka, nawet wyrośniętego:) traci się pociąg seksualny:) itd, itd - i kochanie diabli wzięli:) Odpowiedz Link
maya2006 Re: Żony gołodupców - wątek z FK 20.07.05, 18:43 burza4 napisała: > maya2006 napisała: > > > 3) jezeli sie kogos kocha, kto nie ma pieniedzy to trzeba sie z tym liczy > c, ze > > jezeli ten czlowiek nie awansuje, to samemu trzeba bedzie zarobic. i juz. > > > Niby "i już" ale nie jest to takie proste. Dla mnie istotny jest szacunek do > partnera, jakiś cień podziwu, facet powinien mi czymś imponować. I trudno o to > po prostu w sytuacji, kiedy jemu nic nigdy nie wychodzi. > > zaczynasz się zastanawiać czemu on zamiast cieszyć się twoim sukcesem coraz > bardziej dołuje cię na kazdym kroku? sukces zawodowy oznacza w praktyce że > mniej czasu możesz poświęcić domowi - słyszysz więc, że jesteś beznadziejną > żoną, matką, gospodynią... on co prawda wraca do domu 2 godziny przed tobą, ale > > od progu wita cię pretensjami, że sam musiał odkurzyć, że żyjecie w chlewie, > bo "panience się zachciało karierę robić". Jednak pieniążki z tej kariery przy > wydawaniu go nie kłują... opowiada znajomym, jak to mu ciężko - i jak to jest > zaniedbany - musi np. zakupy robić, albo obiad przygotować, to nic, że w grę > wchodzi jedynie ugotowanie obranych już kartofli, ale lepiej malować obraz > uciśnionego, zaniedbanego męża... > > podświadomie zaczynasz widzieć całokształt - wymagania w stosunku do ciebie > rosną: tyraj ile wlezie, zarabiaj - to ok, bo on ma wiecznie pod górkę, całe > życie trafia WYŁĄCZNIE na szefów-kretynów, którzy mają niezasłuzone pretensje > do niego, musi pracowac z debilami, podczas gdy ty - zapewne chodzisz do pracy > wypocząć. Ale jednocześnie bądź żoną i matką tak, jakbyś nie pracowała w > ogóle... Łapiesz się więc na tym, że coś tu nie gra. Zaczynasz mieć pretensję o > > to, że facet jest nieudacznikiem, skoro tobie się udało raz, drugi, trzeci - > czemu on ma za sobą nieustające pasmo porażek? świadomość, że wszystko jest na > twoich barkach nie sprzyja - masz wrażenie, że sama nosisz spodnie, w związku z > > tym na faceta zaczynasz patrzeć bardziej jak na zależne od siebie dziecko niż > mężczyznę... a do dziecka, nawet wyrośniętego:) traci się pociąg seksualny:) > itd, itd - i kochanie diabli wzięli:) ja zakladam, ze ten facet bez pieniedzy jest kims, kogo kocham i podziwiam. badzmy szczerzy on MUSI miec dobry charakter, musi byc KIMS, bo inaczej to po jaki h... z nim byc??? Odpowiedz Link
burza4 Re: Żony gołodupców - wątek z FK 21.07.05, 15:41 maya2006 napisała: > ja zakladam, ze ten facet bez pieniedzy jest kims, kogo kocham i podziwiam. > badzmy szczerzy on MUSI miec dobry charakter, musi byc KIMS, bo inaczej to po > jaki h... z nim byc??? dlategoż się rozwiodłam:) - wierz mi nie da się tkwić w nieustającym podziwie dla nieudacznika i wiecznego chłopca:) Odpowiedz Link
moni261 Re: Żony gołodupców - wątek z FK 22.07.05, 10:20 burza4 ja mam ten sam problem, nie dość, że grosze zarabia to uważa ,że ja mam wymagania jak szlachcianka, i choćby zakup nowych firan (do mieszkania teściów) to naprawdę niepotrzebny wydatek, a dziurawe podłogi i każdy mebel z "innej parafii" to też nie problem bo przecież nasi rodzice mieli gorzej, a łóżko z deska wbijajacą sie w plecy to juz tylko mały szczególik, bo przeciez trzeba się wozic autkiem, jeździc na rybki, żreć pizzę i hamburgery... Odpowiedz Link
diabollo2005 Re: Żony gołodupców - wątek z FK 24.07.05, 12:36 Mając 7 klas i religie nie pisałbym tekstów z tak rażącymi błędami ortograficznymi.Bądź uprzejma i pisząc dyrdymały powinnaś sie Królowo zastanowić nad problemem, który poruszasz.Z wyrazami szacunku..Nieśmiały :) Odpowiedz Link
oxygen100 Re: Żony gołodupców - wątek z FK 20.07.05, 11:17 to nie jest kwestia ile kto zaraia tylko jakie ma koszty:))Mozna zarabiac i 20 tys a stalych kosztow miec np. 15 tys wiec takie zarobki to nie taka znowu rewelacja:)) --- Zmijowatosc...to tak naturalne jak karmienie piersia:)) Moja kotka:) foto.onet.pl/albumy/album.html?id=41382&q=moja%20kocina&k=2 Odpowiedz Link
gocha221 Re: Żony gołodupców - wątek z FK 20.07.05, 14:05 Przeczytałam watek z FK i zgadzma się z Toba w tym ,że zakładanie rodziny, decydowanie się na dzieci przy b. małych zarobkach a potem bieganie do pomocy społ. i ciagłe narzekanie jest głupotą. Ale absolutnie sie nie zgadzam, że lepsze zarobki 3000zł i mieszkanie u rodziców niż samodzielność z 1000zł. Moim zdaniem wolnośc, samodzielnośc jest o wiele ważneijsza. To jeszce zalezy od potrzeb, ale tak naprawde wiekszośc z nich jest napedzana przez media i specy od marketingu. Mój facet nie jest gołodupcem, zarabia wystaczjaco na swoje potrzeby, szczególnie że stała prace zacząl niecały rok temu. W sumie (ja jeszcze studiuje, zarabiam ale bez kokosów:) mamy do dyspozycji ok.2400-2600, czyli daleko od 3000/osobe i jest super. Na nic nie brakuje, odkładamy na sprzet i dalszą nauke (mój chłopak przeniośl sie na swoim drugim fakultecie na zaoczne, ja jestem maniaczką kursów językowych). Na autobusy i tramwaje nie narzekamy, za niewiele ponad 30 zl/miesiecznie jezdzimy do woli, a na komunikacje nie narzekamy. Żyłka nam w d...od tego nie peka, zapewniam Cie. Wydaje mi się, ze ludzie sami sobie wmawiaja potrzeby typu: zagraniczny samochód, markowe perfumy i ciuchy, a jak ich na to nie stac to są nieszczęśliwi. Moja kumpela ma nowego faceta: on ma 32 lata (ona 23), zarabia ok. 3000zl, wiec jak dla mnie b. duzo. Mieszka z rodzicami i młodsza siostrą. Stołuje się w domu, rano czeka na niego sniadanko podstwione pod twarz, do domu nie dokłada. I przez te lata dobrego zarabiania na nic nie odłozyl, nie skończył studiów, nigdzie nie był, jedyne co ma to uzywany samochód. To dopiero jest dla mnie gołodupiec. Odpowiedz Link
mike2005 Re: Żony gołodupców - wątek z FK 20.07.05, 17:51 gocha221 napisała: > Moja kumpela ma nowego faceta: on ma 32 lata (ona 23), zarabia ok. 3000zl, wiec > jak dla mnie b. duzo. Mieszka z rodzicami i młodsza siostrą. Stołuje się w domu > rano czeka na niego sniadanko podstwione pod twarz, do domu nie dokłada. I przez > te lata dobrego zarabiania na nic nie odłozyl, nie skończył studiów, nigdzie nie > był, jedyne co ma to uzywany samochód. To dopiero jest dla mnie gołodupiec. Może wszystko przepił;) A posiadanie "zagranicznego samochodu" to w dzisiejszych czasach naprawdę nie jest luksusem. Odpowiedz Link
maya2006 Re: Żony gołodupców - wątek z FK 20.07.05, 18:49 gocha221 napisała: > "Wydaje mi się, ze ludzie sami sobie wmawiaja potrzeby typu: zagraniczny > samochód, markowe perfumy i ciuchy, a jak ich na to nie stac to są nieszczęśliwi." takie twierdzenie spotykam czesto na forum. czy naprawde to jest to co ludzie robia z pieniedzmi? tylko samochod, markowe ciuchy i perfumy. mowimy o marzeniach dresiarzy? na latanie samolotem, wyjazd na nowa zelandie, na kurs jogi czy masaz, na ksiazki i na samochod, by nim spontanicznie i wygodnie wyskoczyc na weekendowy wypad zeglarski. ..lub na weekend w paryzu- na to potrzeba tez pieniedzy. owszem, rozumiem, ze ktos ma przejsciowa ciezka sytuacje finansowa, ale dlaczego odrazu w ten sposob o innych? Odpowiedz Link
gocha221 Re: Żony gołodupców - wątek z FK 20.07.05, 23:21 Dalam taki przykład z prostego powodu: nie stac mnie na w/w przyjemności i jest OK,ale czesto słysze narzekania znajomych (nie dresiarzy) ze na to im brak i robia z tego problem bez mała zyciowy. Kilka lat temu, moja obecnie 30-letnia kuzynka, była prawie nieszczesliwa, bo nie miała na flakon perfum za 400zł. A dziewczyna teoretycznie inteligentna, rozwija sie, właśnie konczy drugie studia podyplomowe. Ale tak się nakręciła, ze uwierzyla w nieszczescie spowodowane brakiem perfum:-)) A co do innych rzeczy, które wymieniłas: podroże- tu sie zgodze, kasa jest potrzebna, ale nie az tak wielka, nie Tylko NZ ładna. Wierze, ze są osoby ktorych jedyna wielka pasją i namietnościa jest podrózowanie(mój znajomy, obiezyświat, robi to TANIO, nie wiem jak, podziwiam go za odwgę:-,a le cała moda na sporty ekstremalne, egzotyczne (koniecznie )podróże, zwraiowane i spontaniczne wypady to tez marketing. Niestety. Podejrzewam, ze tylko niewielki procent osób ma naturalny "zew natury" i potrzebe "adrenaliny (teraz jak nie masz takiej potrzeby, to wypadasz z trendu i dziwny jestes i nudny:-))Ksiązki: czytam na tony, korzystam z bibilotek publicznych, pozyczamy sobie nawzajem ze znajomymi, czasami cos kupuję, na kursy i rozwijanie swoich pasji mam, kosztem własnie kosmetyków, ubrań, chodzenia do pubu,samochodu, bo te rzeczy są mi zbędne. Masaz - najprzyjemniej jak mi zrobi mój chłopak, darmowo, cały fitness itp. rzeczy mam za darmo w świetnym klubie, akurat tam pracuje:-)) Chodzi mi o to, ze te same potrzeby można zaspokoic sposobem, tanio lub taniej, szukac sposobu, a nie zakładac ze jak sie nie ma 3000z//mc/osobe to już tragedia, głód, pomór i wstyd jezdzenia MPK:-))) Pozdrawiam:)) Odpowiedz Link
maya2006 gocha 21.07.05, 13:12 to co napisalas jest prawdziwe. z tym, ze chyba mowimy o tej samej sprawie, w roznym kontekscie. ja nie zaprzeczam, ze mozna tanio podrozowac i masaz miec od chlopaka itd. jezeli cie to zadowala to przeciez nie problem, ale wydaje mie sie, ze przez to, ze ty tak zyjesz, probujesz zaprzeczyc, ze posiadanie pieniedzy i mozliwosc wlasnie podrozy do (wezmy np. te nieszczesna NZ)dalekiego kraju, jazda samowchodem., KUPOWANIE ksiazek jest czyms niesamowicie fajnym. nie wszyscy ludzie, majacy pieniadze to nowobogaccy jezdzacy mercedesem, latajacy do miejsc trendy. a tak to z twoich wypowiedzi rozumiem. moze cie po prostu zle zrozumialam Odpowiedz Link
mala.ela Re: Żony gołodupców - wątek z FK 20.07.05, 15:12 a ja zastanawiam się, gdzie miałyscie oczy i co myślałyście wychodząc za maż za faceta "którego główną formę spędzania wolnego czasu stanowi siedzenie w domu, który lubuje się w narzekaniu, jak to ciężko żyje się w naszym kraju". Nie zauważyłyście tego wcześniej? A może myslałyscie, że go zmienicie? rozumiem ludzi, którzy się starają, ale nie maja kasy, ale nie rozumiem takich co się nie staraja i narzekaja. U mnie też sie nie przelewa, mamy 2000 dochodu, dziecko w drodze, raty na samochodzie. Nie ma większych szans na zwiększenie dochodu, ale qrcze oboje się staramy, żadne z nas nie leży do góry brzuchem i nie narzeka. Mój mąż jest zaradny, widziałam to jeszcze przed ślubem (zawsze w wakacje pracował, szukał możliwości odbycia praktyk - nie poszedł do pracy z pustym cv), ale obserwuuję mojego szwagra: to taki gołodupiec: narzeka że kasy nie ma ale w wakacje nie idzie do pracy "bo nie wie gdzie szukac, bo tam gdzie szukał płacą marne grosze" - w życiu bym się nie zdecydowała na ślub z kimś takim. Przecież właśnie pokazuje jak poważnie podchodzi do sprawy zarabiania na życie. Odpowiedz Link
beti1970 Re: Żony gołodupców - wątek z FK 20.07.05, 22:47 ja też takiego gołodupca miałam, budowaliśmy dom, ja zarabiałam 3 razy więcej od niego i zasuwałam w robocie żeby szybciej tę chałpę skończyć - jak kiedyś wróciłam z roboty o 9 wieczór półzywa z zmęczenia - powiedział do naszych synów: widzicie dzieci tą pania w drzwiach - to wasza mamusia. odeszłam od niego 4 lata temu, teraz on mieszka w tym domu, ja musiałam sobie wybudować nowy z nowym facetem, do dziś spłacam kredyt budowlany na tamten dom, utrzymuję dzieci, swego czasu nawet mojemu ex opłacałam studia (!!!) - myślałam (o ja naiwna !!!) że jak zmieni wykształcenie to znajdzie robotę, teraz on jest bez pracy, bez kasy, utrzymuje go tatuś emeryt. Odpowiedz Link
beti1970 Re: Żony gołodupców - wątek z FK 20.07.05, 22:49 ale jeszcze parę lat temu jak miał kasę (dzieci mieszkały z nim - i mu na nich dawałam) to tak: a to se sztangi kupił, a to worek do boksowania, a to tatuaż se zrobił i tak se rozpierniczał kaskę i taki jest. Odpowiedz Link
ruiza Re: Żony gołodupców - wątek z FK 20.07.05, 23:36 Jak to jest być żoną gołodupca (to chyba jednak pojęcie względne)? Fajnie! A już na pewno fajniej niż żoną lenia. Nie rozumiem, dlaczego miałabym WYMAGAĆ od faceta, żeby to tylko on pracował na nas dwoje i jeszcze żeby zarabiał nie wiadomo jakie pieniądze... A ja co niby w tym czasie? Mnie Bozia też rąk ani rozumu nie pozbawiła, więc...? Dopóki pracuje, ma pomysły na jakąś niewielką dodatkową kaskę i się stara - nie widzę problemu. Oboje zarabiamy zdaje się poniżej śrdniej krajowej, ale jak na razie żadne z nas nie jest frustratem, wręcz przeciwnie:-) Odpowiedz Link
kruszynka301 Re: Żony gołodupców - wątek z FK 21.07.05, 08:49 "Nie rozumiem, dlaczego miałabym > WYMAGAĆ od faceta, żeby to tylko on pracował na nas dwoje i jeszcze żeby > zarabiał nie wiadomo jakie pieniądze..." Nie chodzi o to, żeby facet nas utrzymywał, tylko żeby nasze zarobki były mniej więcej równe. Pierwszy mąż co prawda zarabiał tyle samo co ja, ale uważał, że to są jego pieniądze, więc może je przegrać na giełdzie. tak więc dom utrzymywałam ja. Nigdy więcej takiego faceta, szkoda nerwów. Oczywiście, z jednej mojej pensji, nie wystarczało na żadne luksusy - ot, taka egzystencja i uważanie, żeby szanownego małżonka nie urazić większym wydatkiem "bo on pieniądze zainwestuje na giełdzie". Doszło do tego, że wyznaczał mi kieszonkowe (500 zł) resztę mojej wypłaty inwestował. Obecny mąż zarabia podobnie jak ja, mamy wspólne pasje - podróże, nurkowanie, i jesteśmy szczęśliwi. Nigdy więcej gołodupców, to nie życie, to szara egzystencja. Odpowiedz Link
oxygen100 Re: Żony gołodupców - wątek z FK 21.07.05, 10:08 Nie chodzi o to, żeby facet nas utrzymywał, tylko żeby nasze zarobki były mniej więcej równe hm.... to nie zawsze da sie zrobic:)) U nas to glownie slubny zarabia a moje zarobki to raczej przeznaczone sa na fanaberie. Nie zarabiam duzo chociaz zdarzaja sie naprawde duze profity z roznych grantow i mam nadzieje ze wkrotce takze z patentu ale ile razy wspominam ze mam ochote rzucic w cholere prace naukowa i poszukac pracy w jakiejs firmie jest protest ze strony slubnego. Tak po prawdzie tez sobie nie wyobrazam ze moglabym robic cos innego np zajmowac sie jakas sprzedaza itp..tylko po to aby zarabiac dajmy na to nie 1800 a 2500. Roznica niewielka a jednak moje ambicje bylyby niezaspokojone:)) Odpowiedz Link
ruiza Re: Żony gołodupców - wątek z FK 21.07.05, 12:57 a ja wcale nie uważam, że kobieta i mężczyzna powinni zarabiać mniej więcej po równo, jak twierdzi kruszynka - powinni tak sobie wszystko ułożyć, żeby obie strony były zadowolone. Tak jak napisała oxygen = jej ślubny zarabia i nie ma nic przeciwko, że ona zarabia nieco mniej, a ona jest zadowolona, że robi to, co lubi... Ja też bym nie chciała, żeby więcej zarabiający facet wymagał ode mnie, żebym za wszelką cenę zarabiała tyle co on. Nie ważne kto i ile - ważne, żeby obu stronom odpowiadał przyjety układ.... Moim zdaniem oczywiście..:-) Odpowiedz Link
maya2006 Re: Żony gołodupców - wątek z FK 21.07.05, 13:15 podzielam zdanie ruizy, bo jakos normalne jest ze facet zarabia wiecej. normalne jets ze facet zarabia a ona w domu siedzi. aLE straszne jest jak ona wiecej zarabia? wyrachowanie to jest slowo, ktore do tego pasuje... Odpowiedz Link
burza4 Re: Żony gołodupców - wątek z FK 21.07.05, 15:50 Ja na to patrzę nie przez pryzmat konkretnej kwoty, ale po prostu zaradności życiowej. Chodzi o to, żeby facet był partnerem, a nie pijawką - na bazie powyższych wypowiedzi można wywnioskować, że nie jest istotne ile zarabia, ale jak widzi swój wkład w rodzinę - i ten finansowy i ten niefinansowy. Wierz mi, dla wielu facetów jest straszne, jeśli żona zarabia więcej:) Odpowiedz Link
oxygen100 Re: Żony gołodupców - wątek z FK 21.07.05, 16:36 ale z drugiej strony zaradnosc prowadzaca do tego ze malzonek lamie prawo np dilujac narkotykami czy kradnac radia tez nie jest szcytem marzen:)) Odpowiedz Link
miedzymorze [OT] zachwycilam się 23.07.05, 22:48 Oxy, Twoje maleństwo jest absolutnie przepiękne ... pozdr, mi Odpowiedz Link
maya2006 Re: Żony gołodupców - wątek z FK 21.07.05, 17:23 moze w tymwszystkim chodzi o jakas taka umowe, bo jezeli on zalozmy bylby pedagogiem, a ona ma stanowisko kierownicze i zarabia wiecej, to przeicez on chyba nie jest niezaradny? co ma zrobic? pojechac do anglii lub do niemiec sprzatac? lub na budowe? to chyba wszytskie nauczycielki z pl powinnismy spotkac w holandii na znieraniu truskawe(no pieczarek, czy co sie tam zbiera?) Odpowiedz Link
ruiza Re: Żony gołodupców - wątek z FK 21.07.05, 18:28 O właśnie maya2006 - chodzi o umowę, taką, żeby obu stronom odpowiadała... Odpowiedz Link
kruszynka301 Re: Żony gołodupców - wątek z FK 21.07.05, 19:57 uiza napisała: > O właśnie maya2006 - chodzi o umowę, taką, żeby obu stronom odpowiadała... Jeżeli kobieta zarabia kilkakrotnie więcej niż mężczyzna, to umowa, odpowiadająca obu stronom jest utopią!!! Przerabiałam coś takiego w pierwszym związku, więc teraz wiem, że mężczyzna MUSI przynajmniej zarabiać tyle samo co żona, a najlepiej jeszcze więcej..... Dla własnego dobrego samopoczucia i męskiego ego. Nie wierzę, że możliwa jest pełna harmonia przy zarobkach powiedzmy żona 4000, mąż 1000. Przecież w związkach się negocjuje, dochodzi do kompromisu, np w kwestiach wakacji. Bardzo łatwo jest się zapomnieć i powiedzieć do męża "ja zarabiam, ja płacę za wczasy, więc ja wybieram". Jeżeli, jak to było w moim przypadku, mąż makler tracił całą swoją niemałą pensję na giełdzie, czułam się niezręcznie, będąc zmuszona do finansowania wczasów dla nas obojga, kupowania sprzętu do domu, idt. W gruncie rzeczy mężczyzna jest wielkim dzieckiem, musi mieć pieniądze na zabawki (czyli felgi do samochodu, komputer, sprrzęt itp - rzeczy, które nam się wydają nieistotne;) Naprawdę, o wiele lepiej czuję się w związku z majętnym i dobrze zarabiającym mężem, niż takim, na którego trzeba wykładać pieniądze, lub, co gorsza spłacać jego długi;). Odpowiedz Link
maya2006 Re: Żony gołodupców - wątek z FK 21.07.05, 20:11 kruszynka, sorry, ale jak mialabym miec takiego faceta, to dziekuje. mam wraznie, ze opisujesz syna.. Odpowiedz Link
maya2006 Re: Żony gołodupców - wątek z FK 21.07.05, 20:12 acha, i trzeba miec wiele taktu i milosci, zeby nie powiedziec: "ja place i ja decyduje". nigdy tego od faceta, nie uslyszalam, i jak tu stoje nie mialabym serca takiego czegos powiedziec:-( Odpowiedz Link
kruszynka301 Re: Żony gołodupców - wątek z FK 21.07.05, 20:40 maya2006 napisała: > acha, i trzeba miec wiele taktu i milosci, zeby nie powiedziec: "ja place i ja > decyduje". nigdy tego od faceta, nie uslyszalam, i jak tu stoje nie mialabym > serca takiego czegos powiedziec:-( ja nie miałam takiej cierpliwości po 9 latach - jeżeli eks stracił całe swoje pieniądze i zabierał się za rozdysponowanie mojej pensji ze swoim podejściem "naukowym" - no to nie wytrzymywałam psychicznie. Zresztą, porzucił mnie później dla kobiety, która nie ma nic do powiedzenia, i jest wpatrzona w niego jak w obraz. Ponieważ z moim drugim mężem żyjemy jak dwa gołąbki, nie kłócimy się, zawsze dochodzimy do kompromisu bez podnoszenia głosu i wybuchów wściekłości - nie czuję się już Ksantypą, jaką zapewne byłam dla pierwszego męża;) Odpowiedz Link
maya2006 kruszynka 22.07.05, 00:06 kruszynka301 napisała: > > ja nie miałam takiej cierpliwości po 9 latach - jeżeli eks stracił całe swoje p > ieniądze i zabierał się za rozdysponowanie mojej pensji ze swoim podejściem "na > ukowym" - no to nie wytrzymywałam psychicznie. > kruszynka, i dobrze zrobilas, ze z tym skonczylas:-) mysle, ze problem pieniedzy zaczyna byc ogromnym problemem wtedy, gdy w innych dziedzinach zycia tez sa problemy. wtedy chyba nie ma czlowiek cieprliwosci i ochoty na kompromisy.(mysle, ze ty nie bylas interesowna, ze szkoda ci bylo pieniedzy , mysle ze on tez w innych dziedzinach cie zawiodl. moze sie myle..) i pelne prawo sie do tego ma. ale nie zawsze tak jest, tzn. nie zawsze jak kobieta zarabia wiecej, musi byc taki problem. Odpowiedz Link
kruszynka301 Re: Żony gołodupców - wątek z FK 21.07.05, 20:30 każdy mężczyzna ma w sobie coś z dziecka, mój obecny jeszcze jest ukochanym i rozpieszczonym przez babcię i mamę jedynakiem - no cóż, więcej jest z nim zabawy niż prozy życia (nie wie co to rachunki, ile kosztują podstawowe rzeczy, gra na komputerze do późna w nocy, zresztą z moim rodzonym bratem, itd), - ale to temat na osobny wątek. Kiedyś na tym forum zresztą byli humorystycznie opisywani nasi mężowie-dzieci, mój nie wypadł najgorzej;). Odpowiedz Link
denay Re: Żony gołodupców - wątek z FK 21.07.05, 20:43 nie wiedziec czemu moj sie nie moze doczekac, kiedy zaczne porzadnie zarabiac (ewntualnie brac lapowki :D), bo mu obiecalam w chwili slabosci jego wymarzony motor... I masz babo placek...:)))) Odpowiedz Link
itacare Re: Żony gołodupców - wątek z FK 22.07.05, 13:31 Jak wychodziłam za mąż, oboje byliśmy studentami gołodupcami, ale wiedziałam, że on ma potencjał i nawet jeśli kokosów nie zarobi, to przynajmniej w domu wszystko zrobi, a nie tylko będzie na kanapie brzuchem do góry leżał. Po studiach ja zarabiałam 3x więcej od niego, ale żadnemu z nas to nie przeszkadzało - wspólne konto, wspólne wydatki, wspólne oszczędzanie. Dzięki temu ostatniemu teraz dorobiliśmy się sporego mieszkania i nagle mąż postanowił założyć własną firmę. Jeśli przyniesie spodziewane zyski, jego zarobki przewyższą moje kilka razy. Niestety, skończy się gotowanie przez niego obiadków i zajmowanie się domem ;-) Odpowiedz Link
sloag Re: Żony gołodupców - wątek z FK 24.07.05, 15:09 jak tak poczytałam sobie Wasze wypowiedzi, to dały mio one do myślenia. poznałam swojego męża na studiach, ja wtedy miałam więcej kasy od niego: stypendium naukowe+ to co zarobiłam+kasa od rodziców, on utrzymywał sie tylko z kredytu studenckiego. po studiach sytuacja zmieniła się, ja marna praca z marną pensją, on dostał się do firmy w której stopniowo awansował, wiązało się to z podwyżakmi ale i przenosinami z miasta do miasta. dookoła wszyscy znajomi nie rozumieli moich oporów związanych z przeprowzdkami i porzucaniem kolejnych moich prac, marnych ale jedank zdobytych z trudem.Mój mąz do pewnego momentu tez tego nie rozumiał, chociaż zgadzał się ze mną, że nawet ta niewielka moja pensja jest nam niezbędna, dlatego dośc długo zagryzałam zęby i w kolejnych miejscach pracowałam kompletnie nie wykorzystując wukształcemnia czy umiejętności. rok temu przeprowadziliśmy sie po raz kolejny, mam nadzieję ostatni ja w nowym miejscu znalazłąm wymażona pracę, za większą pensję, ciągle jednak mniejszą niż pensja mojego męza, ale jest ok.do tej pory męczyłam się, że teoretycznie startowalismy z tego samego miejsca a wylądowaloiśmy na przeciwstawnych biegunach, byłam sfrustrowna, zadrosna i nieszczęśliwa.to ja byłąm gołodupcem, bolało, ale zperspektywy musze przyznać, ze mój mąż zachowął sie prawie w 100 % ok, każdemu zdarzją się potknięcia. niogdy nie usłyszałam od niego, że jestem "pierdołą", żed za mało zarabiam itp.nie mamy wiele, jeszcze jestemy przed kredytem mieszkaniowym- bo ciągłe przeprowadzki, nie mammy super autka, ani ciuchów, ale żyjemy sobie spokojnie, ciekawie spedzamy czas, mamy na ksiązki, kino, teatr, wystawy.wiem, ze trzeba bedzie zacinąc pasa- mieszkanko, potomek ale damy radę!każde z nas prze te lata uczył się czegos o sobie i tej drugiej osobie. mnie już umieją ciewszyć sukcesy ukochanego, on wierzy we mnie jak nikt, czasem mnie to złości, bo interpretuję to sobie w ten sposob, że będzie sie ze mnie smiał jak coś położę, ale jak tak się zastanowić to lepiej tak. no ale saie rozpisałam, tak jakos w te niedzielę, gdy mąż w delagacji a ja sama z kotem sobie siedzę i piszę sorki za literówki ;) Odpowiedz Link
sloag Re: Żony gołodupców - wątek z FK 24.07.05, 21:37 a tak w ogóle to nie jest w porządku już samo okreslenie- gołodupiec, ja wiem , ze pieniądze są ważne, ale to nie one moga być wyznacznikiem szacunku dla drugiej osoby! miała rację osoba pisząca o tym, że kobiety tez maja ręce i mogą zarabiac, domagamy sie równouprawnienia ale to facet ma więcej zarabiać, chcemy partnerstwa ale to tylko facet ma przynosic kwiaty i jak Ci mężcyźni się mają nie pogubic??? wiem to po swoim przykładzie, na szczęście mam cierpliwego męża, takiego od sniadanek w wolne wspolne weekendy, kwiatków bez okazji, prezencików, romantycznych spacerków i dni lenia, które polegaja na nie robieniu nic,ale i wspólnym sprzataniu- oczywiście po wcześniejszym przypomnieniu - nie jest aż taki idealny ;) Odpowiedz Link
axela Re: Żony gołodupców - wątek z FK 25.07.05, 13:37 wlasnie golodupiec to takie troche wiejskie okreslemnie faceta bez ziemi, przynajmniej mi sie tak kojarzy. Jak wychodzilam za maz a bylo to dopiero dwa lata temu zarabialam trzy razy tyle co moj maz on sie uczyl zarabial doksztalcal ja edukacje wtedy juz zakonczylam. Ale nigdy nie powiedzialm ja place ja decyduje. Przychodzila do mnie po kase na cos do kompa czy plyty. Pytalam dlaczego nie wezmie sobie z konta przeciez ma karte. TEraz jestesmy uk ja nie mam tu szans na wykonywanie swojego zawodu on dzial w informatyce i zarabia trzy razy tyle co ja a musze powiedziec ze placa mi wysmienicie. I co dalej przychodzi po pieniadze pytam czemu a on na to ze poprostu on nie zna pinu a gdzies wyrzucil ten list co to z banku przyszedl a poza tym co za roznica kto z banku wezmie. Zgadzam sie ze tragedia to jest wyjsc za lenia nieroba i pijawke ale za kogos kto w dniu slubu nie zarabia kilku tys zl. Mlodzi ludzie powinni si erazem dorabiac. Wychodzac za maz za ustawionego goscia z chata i mieszkaniem jest wysokie prawdopodobienstwo ze przy jakiejs klotni uslyszysz ze to wszystko jest wlasciwie jego. A tego wlasnie bym nie zniosla Odpowiedz Link
ruiza Re: Żony gołodupców - wątek z FK 08.08.05, 18:53 Zgadzam się z Axelą w 100 procentach! Odpowiedz Link
dzieciak2103 Re: Żony gołodupców - wątek z FK 11.08.05, 13:55 nie jestem jeszcze jego zona ale nie jest latwo zyc z kims kto nie ma za wiele kasy. kasa to nie wszystko ale sa limity. nie tak latwo oplaty samemu robic bo facet w danym terminie nie ma(a czasami jest ich naprawde duzo), a potem czekac az polowe kasy odda. np. w tym miesiacu bylo duzo oplat wieksza polowa mojej pensji, a i na wakacje jedziemy za kilka dni. oczywiscie ma on na wakacje ale nie na oplaty ( nawet sie nie zapytal czy mi starczy) dzisiaj bylam i zaplacilam a zeby mi oddal to musze poczekac az do wrzesnia. fajnie co zyc z takim facetem! Odpowiedz Link
axela Re: Żony gołodupców - wątek z FK 25.07.05, 13:38 Sorki znaki interpunkcyjne mi sie zapodzialy Odpowiedz Link
milka755 Re: Żony gołodupców - wątek z FK 25.07.05, 14:15 Jak ja wychodziłam za mąż, mój mąż zarabiał 650 zł, ja miałam zasiłek dla bezrobotnych, nie mieliśmy własnego mieszkania, a w drodze było drugie dziecko ! Po 9 latach małżeństwa mamy własny domek, własna firmę, dzieci już troje, i mimo, że jedziemy na kredytach, jesteśmy bardzo szczęśliwi i dumni z siebie, bo nikt nam nic nie dał, do wszystkiego doszliśmy sami, a wielu naszych znajomych, którzy finansowo od początku stali o wiele lepiej, już dawno jest po rozwodzie, albo są nieszcześliwi w małżeństwie...! Ja tam z roku na rok coraz bardziej kocham swojego "gołodupca" :-) Sama nie miałam wiele na starcie, i nie chciałabym, żeby mi facet kiedyś wypomniał, że wszystko było jego...! Odpowiedz Link
siulaczek Re: Żony gołodupców - wątek z FK 02.08.05, 13:19 A mnie interesuje, ile zarabia gołodupiec. Podajcie mi proszę widełki, bo chcę wiedzieć za kogo wyszłam. Odpowiedz Link
niutaki Re: a ja bym chciała żeby mój mąż zarabiał 1000 02.08.05, 13:39 i żebym była pewna, że co miesiąc ten tysiąc dostanie, naprawdę. Odpowiedz Link
siulaczek BARDZO MNIE CIEKAWI ILE??? 03.08.05, 10:26 Bardzo, bardzo. Czytając większość wypowiedzi, można dojśc do wniosku, że wszyscy na tym forum to szczęściarze finansowi. Ten ZARABIA więcej niż inni, ten MA więcej niż inni. Dlatego bardzo mnie ciekawi, ile dla Was zarabia gołodupiec. Niutaki napisała, że jej wystarczyłby tysiąc, tysiąc, ale pewny, co miesiąc. Ciekawią mnie Wasze opinie. Pozdrawiam. Odpowiedz Link
kaa6 Re: Żony gołodupców - wątek z FK 12.08.05, 16:15 Powiedz, mike, w czym tkwi Twój problem?Mamusia nie kochała?Dziewczyna zostawiła dla innego, który więcej kasy miał?Może udaj się do jakiegoś psychologa albo coś, bo widzę, że masz jakąś niezdrową obsesję na punkcie, jak Ty to określasz,"dojrzałości finansowej", cokolwiek to w Twoim wypaczonym pojęciu znaczy. Odpowiedz Link
pinkdot Re: Żony gołodupców - wątek z FK 13.08.05, 11:58 Najprawdopodobniej córeczka nie wybrała jak tatuś mike by sobie tego życzył i teraz musi wspomagać finansowo dziecko i zięcia, którego nie znosi i uważa za "gołodupca". A upust swojej wściekłości daje na forum kobieta, wesele itp. ...Frustrat, może z kasą ale strasznt frustrat, i kto wie czy nie impotent;). Odpowiedz Link
stookkrootkaa Re: Żony gołodupców - wątek z FK 17.08.05, 11:42 jeszcze nie jestesmy malzenstwem, ale mieszkalismy jakis czas razem. najczesciej to on zarabial, bo ja ciegle mialam problemy z praca. pomimo, ze to byly jego pieniadze to pytal czy moze cos sobie kupic. nie zarabia zbyt duzo, ale mimo wszystko chce z nim byc, bo widze, ze nie unika pracy, a i w domu cos zrobi. a to jest dla mnie najwazniejsze - widziec, ze facet pracy sie nie boi i zrobi wszystko, zeby ja miec. jestem nawet gotowa rezygnowac ze swoich przyjemnoscii, pragnien, potrzeby odsuwac na bok, aby tylko moc w niego inwestowac (on sie jeszcze uczy, ja na razie zakonczylam swoja edukacje). czasami narzeka, ze tyra za marne grosze, ale nigdy mi nie wypomnial, ze ja nie pracuje, albo, ze zarabiam mniej od niego (gdy juz pracuje). moze to dlatego, ze jestemy krotko i dopiero wkraczamy we wspolna przyszlosc, wiec nie ma jeszcze zadnych pretesji o kase. a moze to dlatego, ze najwazniejsza dla nas jest milosc...... Odpowiedz Link