Nie kocha mnie...

22.08.05, 09:53
Powiedział po prawie rocznym związku (z czego 6 miesięcy wspólnego
mieszkania), że mnie bardzo lubi, zależy mu i chce ze mną być... Wprawdzie
nikomu nigdy wcześniej nie powiedział, że go kocha. Ale chyba rozumiecie jak
się czuję - ja Jego kocham. Wiem, że to nie Jego wina, że uczuć nie można
wymusić, mam nadzieję, że się kiedyś poijawią, jednak jakoś nie mogę i jest
mi źle. Dużo we mnie w tej sprawie sprzeczności: z jednej strony nie lubię
gierek, z drugiej chętnie bym wzbudziła w nim poczucie zazdrośći, jakoś
chciałą go "ruszyć". Sama nie wiem co zrobić. Co sądzicie, kobietki? Może
macie podobne doświadczenia?
    • f.io Re: Nie kocha mnie... 22.08.05, 10:26
      Nie martw się, mała. Facetów trzeba "brać na spokojnie" ;-). Nie denerwuj się,
      nie przejmuj, wydaje mi się, że własnie przez to, że nie miał jakichś wzorców w
      przeszłości, może nawet nie zaznał miłości i nie umie reagować. Na pewno jest
      to dla niego nowe, zaskakujące uczucie. Jak się oswoi, to odwzajemni. Wiem z
      doświadczenia, że związek może być wtedy nawet trwalszy niż taki "od pierwszego
      wejrzenia". Pozdrawiam, uszka do góry!!
    • 18lipcowa1 Re: Nie kocha mnie... 22.08.05, 10:36
      matarella napisała:

      > Powiedział po prawie rocznym związku (z czego 6 miesięcy wspólnego
      > mieszkania), że mnie bardzo lubi, zależy mu i chce ze mną być... Wprawdzie
      > nikomu nigdy wcześniej nie powiedział, że go kocha. Ale chyba rozumiecie jak
      > się czuję - ja Jego kocham. Wiem, że to nie Jego wina, że uczuć nie można
      > wymusić, mam nadzieję, że się kiedyś poijawią, jednak jakoś nie mogę i jest
      > mi źle. Dużo we mnie w tej sprawie sprzeczności: z jednej strony nie lubię
      > gierek, z drugiej chętnie bym wzbudziła w nim poczucie zazdrośći, jakoś
      > chciałą go "ruszyć". Sama nie wiem co zrobić. Co sądzicie, kobietki? Może
      > macie podobne doświadczenia?


      Rozumiem że chcesz go zmusić aby Cię pokochał?
      Nie wiem jak mozna to zrobić? Ponoć nikt nie wymyślił na to jeszcze sposobu.
    • matarella Re: Nie kocha mnie... 22.08.05, 10:52
      Nie zrozumiałaś mnie. Nie chcę go zmusić. Po prostu chcę być kochana.
      Zastanawiam się, czy to z jego strony przyjdzie czy nie... Bo jeśli nie, to nie
      będę mogła z nim być, nawet bardzo go kochając :-(
      • twitti Re: Nie kocha mnie... 22.08.05, 11:43
        Moja kolezanka miala podobnie.. Ona go pokochala, powiedziala mu to...On tego
        nie powiedzial...Rozstali sie...Nie dlatego ze nie powiedzial, poprostu nie
        wyszlo,bo jej nie kochal! Nawet jesli tego nie mowi,to nie znaczy ze nie kocha!
        Jesli natomiast nie kocha, to nie ma sensu z nim byc, bo juz nie pokocha!
      • 18lipcowa1 Re: Nie kocha mnie... 22.08.05, 12:48
        matarella napisała:

        > Nie zrozumiałaś mnie. Nie chcę go zmusić. Po prostu chcę być kochana.
        > Zastanawiam się, czy to z jego strony przyjdzie czy nie... Bo jeśli nie, to
        nie
        >
        > będę mogła z nim być, nawet bardzo go kochając :-(

        Jeśli przez rok nie przyszło to wątpię by przyszło teraz.
        • matarella Re: Nie kocha mnie... 22.08.05, 12:57
          A uważasz, że istnieje tu jakiś deadline? On mnie zapytał: "A co rozumiem
          przez: kocham Cię?". To dla mnie dowód, że On tego nie wie. I skoro wcześniej
          nikomu nie powiedział (a ma już trochę lat)... Czy nie byłoby za proste tak
          odejść? Rozpłakał się, kiedy mu powiedziałam, że nie dam tak rady... Też nigdy
          nie widziałam go płaczącego, z absolutnie żadnego powodu...
          • twitti Re: Nie kocha mnie... 22.08.05, 13:03
            Jesli sie rozplakal to chyba nie jest zle! bo faceci nie placza z byle powodu.W
            takim razie moze powinnas jednak dac mu szanse, moze on na prawde nie potrafi
            tego powiedziec!Ja mowilam o sytuacji gdy facet nie mowi ze kocha, bo nie
            kocha. A teraz widze (tak mi sie wydaje) ze chlopak Cie na prawde kocha!
            Czasem lepsze jest gdy ktos kocha a tego nie mowi, niz nieszczere zapewnienie o
            milosci...
            • axela Re: Nie kocha mnie... 22.08.05, 13:16
              dziwne, bardzo dziwne.
              Z jednej strony placze z drugiej nie kocha.
              No coz jedno jest pewne jak sobie sam z tym nie poradzi to Ty mu nie pomozesz.
              Serce nie sluga
            • matarella Re: Nie kocha mnie... 22.08.05, 14:30
              No własnie ja nie myślę, że jest "tak źle". Nie brakuje mi czułości, widzę, że
              On się stara, że mu zależy na mnie, troszczy się. Wiem, że z mojego powodu nie
              wyjechal na długi kontrakt za granicę... Z natury jest mało mówny - np. nie
              prawił mi prawie komplementów, dopóki mu nie powiedziałam w żartach, że ostatnio
              coś słyszałam chyba pół roku temu (od tego czasu prawi). Nie jest to prosty
              przypadek, raczej z tych, co to im trzeba pokazać albo powiedzieć. W czasie
              tamtej rozmowy powiedział jeszcze, że nie jest z tych, co rzucają deklaracjami i
              że znamy się "dopiero" 10miesięcy...
              • mosiia Re: Nie kocha mnie... 22.08.05, 15:44
                matarella napisała:

                > powiedział jeszcze, że nie jest z tych, co rzucają deklaracjami
                > i
                > że znamy się "dopiero" 10miesięcy...

                Ciesz się,bo ja mam dziwne wrażenie, że facet właśnie poważnie podchodzi do
                życia...A 10 miesięcy wobec całego życia wspólnego (bo rozumiem, że do taki Ci
                się marzy) to uwierz mi....to naprawdę mało.
                Pozdrawiam
    • axela Re: Nie kocha mnie... 22.08.05, 14:38
      no wiesz zawsze lepszy taki co deklaracjami nie rzuca, niz taki ktory rzeca a
      potem sie jak gowniarz wycofuje
    • iirishh Re: Nie kocha mnie... 22.08.05, 17:04
      z tego co wyczytalam wyciagam tabliczke z 'daj mu szanse'.
      mialam podobnie jak Twoj partner. chociaz moze z innego powodu,ale argumentacja
      podobna - bo troche jeszcze wtedy mlodziutka bylam,jak stwierdzilam,ze ja po
      prostu nie potrafie tak kochac jak kocha mnie on...i dopiero jak z wlasnej
      glupoty prawie go stracilam, to cos do mnie doszlo - no i teraz to jestesmy juz
      po slubie ;)

      jesli Ci zalezy, to naucz go tej milosci. a jesli faktycznie nie dasz rady, to
      moze samo sie jakos uturla.. a jesli sie nie uturla, to znaczy, ze nie bylo Wam
      dane. wspolczuje Ci strasznie i jemu tez wspolczuje, bo mniej wiecej wiem co
      oboje mozecie przezywac...

      ja wprawdzie sama sie naumialam w ekspresowym tempie i otworzyly mi sie oczy na
      niektore sprawy, ale nie wiem czy ten sposob podziala na facetow ;)
      zycze wszystkiego dobrego
    • letsgostarted Re: Nie kocha mnie... 22.08.05, 20:18
      Kiedyś, po pijaku ;-) mój niemąż powiedzial mi (jak go dusilam o to nieszczesne
      kochanie), ze jestem dla niego największym przyjacielem i to jest ważniejsze
      niz milosc.
      Najpierw bylam zla, potem w tkz. "szoku" a teraz to rozumiem.
      On mnie kocha, tylko ta milosc jest inna niż ta moja do niego.

      Zresztą, to ze mnie kocha tez kilka razy uslyszalam i wiem, ze slowa nie są
      ważne. W końcu mieszkamy razem 5 i 1/2 roku. Trudno zdefiniować milość (nie
      mylić z zakochaniem, czy zauroczeniem na początku).
      • matarella A może jednak :-) 22.08.05, 21:49
        Wiecie co? Najpierw byłam w szoku, zanosiłam się z płaczu i nie mogłam przestać.
        Nie wiedzialam co ze sobą zrobić. Kiedy to On się rozpłakał (aż do zaniesienia
        się), bardzo mnie to ruszyło i postanowiłam nie dyskwalifikować go. Od tego dnia
        minęło kilkadziesiąt godzin, a widę ile się zmieniło. Po pierwsze ulzyło mi, że
        mogę wreszcie mówić "kocham Cię", po drugie, że On się stara jeszcze bvardziej niż
        wcześniej. Nawet w łóżku zaiskrzyło. Choć jeszcze dzisiaj chodziłam lekko markotna
        i wałkowałam sprawę po tysiąc razy, po południu wydarzyło się coś. Coś w Jego
        stylu. Przyszedł z pracy z "prezencikiem" - pakietem plików do podpisania, żebym
        mogła za free korzystać z super przychodni firmy, w której pracuje. A taki
        pakiet przysługuje tylko mężowi/żonie, względnie partnerowi życiowemu :-). Coraz
        lepiej widzę, że za niego zawsze będą bardziej mówić czyny niż słowa.
        I jakoś napełnia mnie to spokojem i optymizmem :-). Może za wcześnie zaczęłam
        dopatrywać się problemu.
        A na wyznanie spokojnie poczekam...
        Dzięki wszystkim za opinie i porady!!
        • slepafuria77 Re: A może jednak :-) 26.08.05, 12:12
          Ja bym na Twoim miejscu nie mowila hop.
          Poczucie winy go ruszylo i tyle.
          Patrz na sprawe z dystansem.

    • a_weasley "Kocham" - nie zawsze łatwo powiedzieć 23.08.05, 01:37
      Ja swojej obecnej, owszem, złożyłem taką deklarację po dwóch miesiącach z
      groszami. Ale mój brat swojej obecnej żonie powiedział, że ją kocha, po, o ile
      pamiętam, trzech latach związku.
    • wojtow Re: Nie kocha mnie... 27.08.05, 19:15
      doceń jego szczerość
      lepsza najgorsza prawda niż życie w zakłamaniu
      • maya2006 Re: Nie kocha mnie... 27.08.05, 21:29
        a moze on nie wie co to znaczy kochac? tz. definicja?
        co dla ciebie autoirko postu znaczy "kochac". moze macie ta same odczucia a inne
        nazewnictwo?
Inne wątki na temat:
Pełna wersja