Koleżanki mają dzieci, a ja nie mam o czym z nimi

29.08.05, 15:10
Wokół mnie same młode matki lub mężatki (niektóre nawet bardzo
młode).Większość koleżanek z któymi utrzymuję kontakt (podstawówka, liceum,
uczelnia a nawet osiedle) są już matkami lub mężatkami lub przygotowują się
do ślubu. Ja nie jestem mężatką, notabene nie wiem czy będę, bo mnie i mojemu
M papier nie potrzebny (i przede wszystkim nie stać nad, a rodziny mamy
liczne), mieszkamy oddzielnie (każde z rodzicami, a wspólne mieszkanie
dostaniemy za jakieś dwa lata), dzieci nie mamy i nie wiem czy będziemy mieli
(primo moje problemy gin, po drugie zwyczajnie nas nie stać - jak to brzmi).
No i właśnie, spotykam się z moimi koleżankami a one wciąż mówią o swoich
dzieciach, o pierwszym ząbku, pierwszym słowie, o przygotowaniach do ślubu, o
wrażeniach ze ślubu, narzekają na mężów itd. Absolutnie nie jestem zazdrosna,
cieszę się i gratuluję tym znajomym, ale widzę że nie jest już to samo, nie
plotkujemy o modzie, urodzie, kosmetykach itp, tylko ja wysłuchuję opowieści
o pierwszej kupie Kasi, albo o tym jak się śmieje Marek, a czasem nawet muszę
bawić dzieci koleżanek, które same są zmęczone macieżyństwem i wykorzystują
okazje kiedy je odwiedzam i pakują mi swoje dzieci w ramiona.To nie jest też
tak że nie lubię dzieci, czy nie chcę komuś pomóc, ale to się notorycznie
powtarza, rozumiem że koleżanka jest zajęta dzieckiem, że macieżyństwo to
duże emocje i radość, ale odwiedzam koleżanki aby się spotkać z nimi a nie
bawić ich dzieci, albo non-stop wysłychiwać opowieści wciąż tej samej treści.
Dzieje się tak też w odwrotną stronę, znajomi którzy mają dzieci przestali
się odzywać, bo stwierdzili że muszą poszukać par z dziećmi żeby ich pociechy
miały się z kim bawić (dowiedzieliśmy się przypadkiem). Doszło do tego że
niektórych znajomych nie widziałam od kilku miesięcy, bo straciliśmy tematy
do rozmów, grono moich znajomych się pomniejsza. Czy naprawdę muszę być w
ciąży i urodzić dziecko lub wziąć ślub, żeby mieć o czym gadać z koleżankami
które znam od lat, żeby znajomi mający dzieci przestali mnie pytać kiedy na
nas kolej albo kiedy ich zaprosimy na ślub?? Czy Wy macie podobne odczucia
wśród swoich znajomych ?
    • otocja Zapomnij... 29.08.05, 15:29
      To juz masz przechlapane...
      1. akceptujesz to - wbrew sobie
      2. nieakceptujesz - zostaniesz przez towarzystwo rodzinne wykleta
      3. olewasz - po jakims czasie bedziesz zadowolona i znajdziesz innych znajomych

      Niestety dziecioroby ( juz widze stada matek napadajacych na mnie z ryjem )
      maja syndrom szczenieczka tylko rozbudowany i przedłuzony w czasie.

      Fajnie jest jak zna sie pary z dziecmi co potrafia je zostawić gdzies czasem
      pobawic sie i nie gadac o nich - znam takie ale sa i takie co potrafia sie
      zachwycac kolorem sraczki. Jak kto woli
      • dr_tusia Re: Zapomnij... 30.08.05, 15:21
        Cholera, co za splycanie wszystkiego... Opamietaj sie, dziewczyno!!
        • casita Re: Zapomnij... 30.08.05, 16:38
          Nie sądzę,że moja wypowiedź to spłycenie wszytskiego i nie zamierzam się
          opamietać- radzę dobrze przeczytać wszytskie posty dotyczące głównego postu, a
          czytając Twoją wcześniejszą wypowiedź mniemam ,że czułabyś się i czujesz
          dobrze w towarzytswie osób, których głównym i jedynym tematem jest ich dziecko.
          A autorce głównego postu chodziło raczej o zapoznaniu się ze zdaniem osób które
          są w podobnej sytuacji i którym to delikatnie mówiąc przeszkadza bądź ich
          wnerwia . pozdrawiam
    • monjan Re: Koleżanki mają dzieci, a ja nie mam o czym z 29.08.05, 15:52
      wg mnie to naturalna kolej rzeczy
      rozumioem tez ze moze Ciebie to denerwowac- w koncu nie iwesz o czym oni mowia...
      albo poszukaj nowych znajomych-tak jak Ty bezdzietnych, niezameznych, albo
      zaakceptuj te sytuacje
      swoja droga zobaczysz ze i na ciebie przyjdzie czas i tez bedzie jeden temat do
      gadania...
      pozdrawiam
    • axela mam podobna sytuacje 29.08.05, 15:57
      Wszystkie kupelki ze szkoly ktore powpadaly wiecznie pytaja czemu ja dwa lata
      po slubie WCIAZ nie mam dzieci. Odpowiedz ze chcemy sie czegos dorobic, i
      nacieszyc soba traktuja jaj wymowke.
      Czasem mi sie wydaje ze to niestety dorabianie ideologi do wlasnego stylu zycia.
      Troche mi przykro czasami ale generalnie sie nie przejmuje
      Glowa do gory!
    • triss_merigold6 Re: Koleżanki mają dzieci, a ja nie mam o czym z 29.08.05, 16:41
      Uwierz, że są matki, którym nie odbija szajba w czasie ciąży i po rozwiązaniu.
      Ja na przykład (bardzo skromnie, bardzo skromnie).:))))
      Z koleżankami bezdzietnymi spotykam się własnie po to, żeby o dzieciach nie
      rozmawiać, jak przychodzą do mnie również tematy okołodziecięce można załatwić
      w 15 minut a resztę czasu spędzić na dyskusjach o czyms bardziej interesującym
      OBIE strony.
      Widocznie dla koleżanek zapłodnienie i ślub to jedyne życiowe osiągnięcia i
      zainteresowania.
      • mama007 Re: Koleżanki mają dzieci, a ja nie mam o czym z 29.08.05, 17:04
        hej,
        popieram tris. ja tez jak wychodze albo spotykam sie z dziewczynami jakimis to nie po to, by gadac o dzieciach - to mam 24/dobre 7 dni w tygodniu :))
        a moze czas na nowych znajomych...? bo ci chyba niereformowalni :/
        pozdrawiam
        Aga
      • moboj Re: Koleżanki mają dzieci, a ja nie mam o czym z 29.08.05, 17:26
        popieram Triss. na szczęście są jeszcze dziewczyny, które nie "nabrały
        tożsamości żony" i hormony im nie walnęły do głowy i można z nimi fajnie
        pogadać na każdy temat, niekoniecznie o rzadkiej kupce dziecka. w moim gronie
        koleżanek tylko ja jestem niezamężna (ale w stałym związku od 10 lat) i nie
        widzę, żeby sytuacja w czasie spotkań była dziwna. no ale to trzeba trafić na
        normalne, fajne babki, dla których "zafasolkowanie" to nie jedyne osiągnięcie
        życiowe:)
    • sand_witch Re: Koleżanki mają dzieci, a ja nie mam o czym z 29.08.05, 17:19
      Moja bardzo dobra przyjaźń skończyła się, gdy przyjaciółka wyszła za mąż a ja
      nie. Nagle ona miała dom i obowiązki i straciłyśmy te wspólne fale, na których
      nadawałyśmy przez kilka lat.
      Albo przeczekaj, albo zmień towarzystwo. Innej rady nie ma.
      • inieitak Re: Koleżanki mają dzieci, a ja nie mam o czym z 29.08.05, 18:06
        Trudno będzie nam zmienić towarzystwo, mamy z M wspólnych znajomych, a nawet
        jeśli to ja znam jego przyjaciół on moich, większość z nich jest po ślubie,
        planuje ślub, ma dzieci albo planuje dzieci. Faceci to jeszcze są Ok, ale ich
        żony/dziewczyny/narzeczone to jakiś koszmar, non stop słyszę to samo. Owszem są
        też tacy którzy są sparowani ale bez konkretnych planów, jednak mamy inne
        zainteresowania, nie zawsze jest tak że jacyś znajomi mojego M przypadają mnie
        do gustu i odwrotnie. Nasi znajomi byli wyselekcjonowani przez nas oboje,
        abyśmy razem mogli aktywnie uczestniczyć w jakichś spotkaniach,a teraz faceci
        idą na strnę pogadać o męskich sprawach, a ja wysłuchuję o kupkach albo bawię
        czyjeś dziecko.
        Mam też przyjaciółkę od serca, nawet dwie, z tym że jedna mieszka daleko, a
        druga ma swoje życie - faceta, pracę, studia i nie zawsze jednocześnie mamy
        czas aby się spotkać.
        • mayya2 Re: Koleżanki mają dzieci, a ja nie mam o czym z 29.08.05, 23:33
          Mam kolezanke z ktora mamy wspolnych znajomych. Ona nie cierpiala kiedy inne
          caly czas "gledzily" o swoich dzieciach, mezach, kupkach, potowkach, etc. Kiedy
          ona urodzila dziecko, zrobila sie dokladnie taka sama.....bo jej dzieciatko
          (nie dziecko) juz zrobilo taka kupe a nie inna a ja nawet nie wiem jak to
          wspaniale jest miec dzieciatko.

          Ja sama narazie nie planuje dzieci. Najpierw chce sie dorobic, zeby potem moc
          zapewnic dziecku dobra przyszlosc. Moi znajomi i rodzina polozyli na mnie
          krzyzyk bo 3 lata po slubie i jeszcze nie ma dzieci? Dla nich oznacza to, ze
          ich po prostu miec nie moge. Moze niedlugo beda proponowali mi adopcje.....
          • ruiza Re: Koleżanki mają dzieci, a ja nie mam o czym z 30.08.05, 09:01
            a ja nie jestem pewna, czy rzeczywiście chodzi o to, które "osiągnięcia" są
            wystarczająco ambitne, a które nie, jak niektóre z Was sugerują (że niby
            dziecko jest marzeniem malo ambitnym, dorabianie się - bardzo ambitnym???). Dla
            każdego ważne jest coś innego i chyba nikt nie ma prawa tego podważać (bo
            osoby, które stawiają na rodzinę, też mogą być zadziwone, jak dla kogoś innego
            może liczyć się tylko kariera czy pieniądze..). To, że tematy do rozmów są
            różne jest chyba naturalne - każdy dzieli się tym, co się wokól niego dzieje,
            czego doświadczył. Niezamęzna i bezdzietna własnie wróciła z zakupów, dyskoteki
            czy wakacji, no to o czym będzie opowiadać na spotkaniu? O zakupach, dyskotece
            albo wakacjach, bo to dla niej najważniejsze, najprzyjemniejsze itp. A mężatka
            i matka, której dziecko właśnie dziś zrobiło pierwszy krok, będzie opowiadać o
            tym, bo to jest właśnie najważniejsze i najprzyjemniejsze... Z jej punktu
            widzenia to pewnie Wy tracicie czas na podniecanie się jakimiś mało istotnymi w
            zyciu szczegółami jak kosmetyki czy ciuchy...
            Moim zdaniem takie różnice wynikają nie tylko z tego, czy ktoś ma dzieci, czy
            nie, ale z wszelkich innych różnic: osoba towarzyska i domatorka, ktoś kto
            uwielbia góry, i ktoś kto ich nie cierpi, itd...
            • dr_tusia Re: Koleżanki mają dzieci, a ja nie mam o czym z 30.08.05, 11:19
              No i bardzo slusznie!!
              Czy macierzynstwo nie jest wspanialym zyciowym osiagnieciem? Czy ksztaltowanie
              czlowieka nie jest najpiekniejsza, najtrwalsza- i najtrudniejsza rzecza, jaka
              mozna zrobic, najwiekszym wyzwaniem? Jedyne, co mozemy po sobie zostawic, co
              nie pojdzie w niepamiec wraz z naszym odejsciem- to nasze dziecko, ktore bedzie
              wartosciowym czlowiekiem, a nie nasza firma czy willa z basenem.
              Nie mam jeszcze dzieci- ale z najwieksza rozkosza i przyjemnoscia spotykam sie
              z dzieciatymi koleznakami, bawie ich dzieci, rozmawiamy o nich godzinami. Potem
              one potrafia wlaczyc sie rozmowe o innych rzecach, innych sprawach- akurat w
              naszym gronie nigdy nie byly to dyskoteki ani zakupy na szczescie. Przyjazn
              polega chyba wlasnie na tym, by dzielic wzajemnie swoje wazne sprawy... Jesli
              nasi faceci po powrocie z pracy opowiadaja o niej stale- to jest naturalne, bo
              spedzaja tam caly dzien, zyja wiele godzin tymi przezyciami, a przezycia mamy
              sa mniej cenne??
              • inieitak Re: Koleżanki mają dzieci, a ja nie mam o czym z 30.08.05, 12:31
                > Czy macierzynstwo nie jest wspanialym zyciowym osiagnieciem?

                Nigdzie nie napisałam że nie jest :) Wręcz przeciwnie sama chcę być matką, ale
                jest wiele czynnikó które przemawiają za tym aby poczekać. Nie widzę siebie w
                roli samotnej (a właściwie samej) 30-letniej pracoholiczki popijającej z
                kumpelkami w weekendy drinki w modnych drogich klubach, chciałabym za jakiś
                czas założyć rodzinę, ale czekam na dobry moment, niestety bardzo wiele zależy
                od sytuacji finansowej.

                Jedyne, co mozemy po sobie zostawic, co
                > nie pojdzie w niepamiec wraz z naszym odejsciem- to nasze dziecko, ktore
                bedzie
                >
                > wartosciowym czlowiekiem, a nie nasza firma czy willa z basenem.

                Zgadzam się!

                > Nie mam jeszcze dzieci- ale z najwieksza rozkosza i przyjemnoscia spotykam
                sie
                > z dzieciatymi koleznakami, bawie ich dzieci, rozmawiamy o nich godzinami

                Ja właśnie dlatego, że nie mam jeszcze dzieci chciałabym pogadać o czymś innym,
                bo na rozmowy o dzieciach jeszcze przyjdzie dla mnie czas. Aczkolwiek nie jest
                też tak że unikam tego tematu, wręcz przeciwnie mam wiele do powiedzenia bo
                opiekowałam się kiedyś dziećmi, ale nie mam ochoty o tym gadać non-stop.

                a przezycia mamy
                > sa mniej cenne??

                Uważam że są cenniejsze niż opowieści o pracy, czy dyskotekach lecz
                niekoniecznie dla kobiety która jeszcze matką nie jest. Jak pisałam rozumiem
                moje koleżanki, chcą się podzielić swoimi emocjami, bo właściwie po urodzeniu
                dziecka ich świat się wokół niego kręci, są dumne z postępów swoich pociech - i
                dobrze, nie mam nic przeciwko. Jednak chciałabym aby i one zrozumiały mnie, bo
                kiedy się spotykamy ja niekoniecznie mam ochotę słuchać kilka godzin o ich
                dzieciach. Uważam że młoda matka nie powinna się ograniczać do dziecka, mimo że
                ma napewno niewiele czasu, ale sądzę że można znaleźć chwilkę na poczytanie
                nowinek w gazecie, obejrzenie ciekawego filmu w TV czy ciekawą lekturę.Podam
                prosty przykład: ja jadę na wakacje i robię dużo zdjęć, odwiedzam koleżankę aby
                opowiedzieć o wyjeździe, pokazać fotki, ona ma dziecko więc opowiada mi o nim
                i... nie daje dojść do słowa, zbliża się czas aby skończyć spotkanie a ja nie
                wyjęłam nawet zdjęć z torby. OK koleżankę nie muszą interesować moje podróże,
                ale mnie nie musi interesować jej dziecko !! Spotykamy się aby pogadać,
                doradzić sobie, zwierzyć, pocieszyć, opowiedzieć co się ciekawego ostatnio
                wydarzyło - ale każda ze stron chce być wysłuchana i nie rozumiem czemu ta
                która ma dziecko zasługuje na więcej uwagi ?

                • nemezis26 Re: Koleżanki mają dzieci, a ja nie mam o czym z 30.08.05, 12:54
                  Zgadzam sie i rozumiem Cie doskonale. Ja tez zamierzam zalozyc rodzine, nie mam bron boze awersji
                  do dzieci - bardzo je lubie i chce z pewnoscia urodzic wlasne.
                  Ale sprowadzanie sensu zycia do posiadania potomstwa wydaje mi sie cokolwiek przesadzone. Niektore
                  kobiety w okresie macierzynstwa infantylnieja. Nagle na szafce nocnej zamiast Dostojewskiego
                  spoczywa godnie pasjonujaca lektura "Twoich najwazniejszych 9 miesiecy" czy cos rownie zajmujacego.
                  Wiele matek przyznaje, ze macierzynstwo zmniejszylo ich sprawnosc i wydolnosc intelektualna, co
                  oczywiscie nie jest tragedia, jesli cos sie z tym robi. I jedno jest pewne: pierwszy zabek karolka czy
                  innego dzidziusia nie jest z cala pewnoscia wart wiecej uwagi od Twoich zdjec. Kiedys na ten temat,
                  bardzo fajnie pisala Agata Gornicka-Boratynska w Wysokich Obcasach. Polecam.
                  Ja np. ostatnio gadalam z moja przyjaciolka o tym, co bedzie gdy ja zdecyduje sie na dziecko. Ona sie
                  nie spieszy i martwi sie troche, ze nasze rozmowy sprowadza sie do najlepszych spoczkow czy
                  odciagaczy pokarmu, podczas gdy dla niej to bedzie jak rozmowa o fizyce kwantowej. Mam nadzieje,
                  ze nie bede terrorystka i moja wrazliwosc na swiat zewnetrzny nie ograniczy sie do zabkowania...
                  to tyle ode mnie.
                  Jeszcze tylko dodam: absurdem jest dla mnie twierdzenie, ze dziecko to najlepsze, co mozemy po
                  sobie pozostawic i w ogole najlepsze, co nam sie moze przytrafic. Co za koszmarny egocentryzm,
                  urodzic dziecko, by nie pojsc w niepamiec... :) Niezle. Ja tam znam pere rzeczy, ktorych mozna w zyciu
                  poza rodzeniem dzieci dokonac ;) I podkreslam: zamierzam miec dziecko. ale mnie z tego powodu nie
                  odmozdza.
                  • chiara76 wspaniały post! 30.08.05, 12:58
                    nemezis26 napisała:

                    > Zgadzam sie i rozumiem Cie doskonale. Ja tez zamierzam zalozyc rodzine, nie
                    mam
                    > bron boze awersji
                    > do dzieci - bardzo je lubie i chce z pewnoscia urodzic wlasne.
                    > Ale sprowadzanie sensu zycia do posiadania potomstwa wydaje mi sie cokolwiek
                    pr
                    > zesadzone. Niektore
                    > kobiety w okresie macierzynstwa infantylnieja. Nagle na szafce nocnej zamiast
                    D
                    > ostojewskiego
                    > spoczywa godnie pasjonujaca lektura "Twoich najwazniejszych 9 miesiecy" czy
                    cos
                    > rownie zajmujacego.
                    > Wiele matek przyznaje, ze macierzynstwo zmniejszylo ich sprawnosc i wydolnosc
                    i
                    > ntelektualna, co
                    > oczywiscie nie jest tragedia, jesli cos sie z tym robi. I jedno jest pewne:
                    pie
                    > rwszy zabek karolka czy
                    > innego dzidziusia nie jest z cala pewnoscia wart wiecej uwagi od Twoich
                    zdjec.
                    > Kiedys na ten temat,
                    > bardzo fajnie pisala Agata Gornicka-Boratynska w Wysokich Obcasach. Polecam.
                    > Ja np. ostatnio gadalam z moja przyjaciolka o tym, co bedzie gdy ja zdecyduje
                    s
                    > ie na dziecko. Ona sie
                    > nie spieszy i martwi sie troche, ze nasze rozmowy sprowadza sie do
                    najlepszych
                    > spoczkow czy
                    > odciagaczy pokarmu, podczas gdy dla niej to bedzie jak rozmowa o fizyce
                    kwantow
                    > ej. Mam nadzieje,
                    > ze nie bede terrorystka i moja wrazliwosc na swiat zewnetrzny nie ograniczy
                    sie
                    > do zabkowania...
                    > to tyle ode mnie.
                    > Jeszcze tylko dodam: absurdem jest dla mnie twierdzenie, ze dziecko to
                    najlepsz
                    > e, co mozemy po
                    > sobie pozostawic i w ogole najlepsze, co nam sie moze przytrafic. Co za
                    koszmar
                    > ny egocentryzm,
                    > urodzic dziecko, by nie pojsc w niepamiec... :) Niezle. Ja tam znam pere
                    rzeczy
                    > , ktorych mozna w zyciu
                    > poza rodzeniem dzieci dokonac ;) I podkreslam: zamierzam miec dziecko. ale
                    mnie
                    > z tego powodu nie
                    > odmozdza.


                    Bardzo mi się podoba Twój wpis.
                    Podoba mi się też to , co Napisałaś na końcu.
                    Pozdrawiam.
          • florencja29 Re: Koleżanki mają dzieci, a ja nie mam o czym z 31.08.05, 12:42
            To jest ciekawe, ja mam tak samo, jesteśmy razem z moim facetem 8 lat (nie mamy
            ślubu), a jego mama jest pewna, że ja nie mogę mieć dzieci (on może, bo ma
            dziecko z kobietą, z którą był przede mną).
            I za jego mamą cała jego rodzina tak uważa. Dla niektórych nie istnieje cos
            takiego, że można np. nie chcieć mieć dzicka do jakigoś czasu, lub w ogóle. Wiem
            to od mojego faceta, a jego mama mnie nie pytała osobiescie, więc nie dementuję,
            choć to "trochę" przykre.
            • florencja29 ten post powyżej był do mayya2 31.08.05, 12:45
              coś mi się zupełnie źle wysłało
    • chiara76 Re: Koleżanki mają dzieci, a ja nie mam o czym z 30.08.05, 12:42
      oj tak, znam ten ból.
      Hmmm, pozostaje Ci albo słuchać ich opowieści (na zasadzie, że syty nie
      zrozumie głodnego chyba),
      albo znaleźć nowych znajomych niekoniecznie bezdzietnych, ale takich, którzy
      mają także o czym innym do powiedzenia, sama mam takich, jedni mają 3 dzieci,
      ale na szczęście umieją je "sprzedać" babciom i zabawić się jak za starcyh
      dobrych czasów.
    • casita Re: Koleżanki mają dzieci, a ja nie mam o czym z 30.08.05, 13:51
      Czytając wypowiedzi nasuwa mi się jedno- wszytsko zależy od danych osób. Ja
      osobiście mam kilka znajomych, które mają już od dawien dawna dzieci, jedne
      tylko czekaja na to abym jak najszybciej dołączyła do ich grona, inne wręcz
      przeciwnie "umieją rozmawiać" o innych znacznie fascynujących rzeczach niż
      osiągniecia i rozwój ich pociech.
      Dlaczego tak jest? - wydaje mi się,że uzależnione jest to od podejścia samych
      naszych znajomych do tej kwestii.
      Jedni nie widzą i nie będą widzieć nic innego jak tylko swoje pociechy -
      dochodzą i będą dochodzić do wniosku,że najważniejszym priorytetem w życiu ich
      samych jest ta mała osóbka i od teraz każdy, a przede wszytskim otaczające ich
      grono znajomych powinno tak samo uważać, i to jest smutne, a nawet żałosne.
      Tacy ludzie powinni się dobrze zastanowić nad swoją postawą- tylko czy oni to
      dostrzagają- raczej nie!
      • axela Re: Koleżanki mają dzieci, a ja nie mam o czym z 30.08.05, 15:33
        to ze priorytetem jest dziecko to jedno, a to ze ciaza i urodzenie dziecka toi
        jedynie fizjologia i natura i nikt jeszcze za to nobla nie dostal to drugie.
        Ciezko jest jednak wychowac dziecko mamie ktora ma zawezony swiat tylko do jego
        kupek i zabkow. CO taka mama moze dziecku o swiecie powiedziec.
        Ja rowaniez mam kolezanki ktore urodzily dzieci i zachowuja sie normalnie,
        mowia o dzieciach ale tez rozmaiwiaja na wiele innych tematow. Czuje sie
        mamami, zonami, kobietami a nie tylko zapedzonymi do pieluch i garow
        niewolnicami.
        Jest jeszcze kwestia meza, ktory nie chce sluchac jedynie o dzicku bo chce miec
        rowniez zone a nie tylko matke swojego dzicka przy sobie.
        • dr_tusia Re: Koleżanki mają dzieci, a ja nie mam o czym z 31.08.05, 11:46
          Taaa... wspanialy, modny, nowoczesny jest ten jakze latwo dostrzegalny trend-
          kobieta skupiona na swoim upragnionym macierzynstwie to "odmozdzony
          dzieciorob", a ta, ktora stara sie tworzyc domowe ciepleko najblizszym
          to "niewolnica garow". Jesli chcemy pozostawic po sobie jakis nieprzemijajacy
          okruszek czegos dobrego- czyli wartosciowego czlowieka- to... uwaga... "szczyt
          egocentryzmu".
          Wiecie co... to forum ma zly tytul. Nie wiem, jaki bylby sluszny, bo
          nawet "wojujace feministki" chyba tez cosik nie pasuje...
          Nie pije tutaj do autorki watku, bo jej obserwacja nie jest pozbawiona
          subtelnosci, ale do reszty niektorych wypowiedzi. Niepojete.

          I powiem Wam w sekrecie, ze moje kolezanki- przyjaciolki, ktore sa mlodymi
          mamami rekrutuja sie glownie ze srodowisk turystycznych, przewodnickich, to
          ludzie, ktorzy nie przestali po zalozeniu rodziny prowadzic zycia towrzyskiego,
          podrozowac, czytac, z racji przedwodnickiej profwesji normalne sa dyskusje o
          szeroko pojetych gorach, kulturze, etnografi, historii, jezyku. Czyzby ich nie
          odmozdzylo? Pomimo tego, ze wciaz najwazniejszym, najwdzieczniejszym i zawsze
          aktualnym tematem sa dzieci. Wspaniale, kochane maluchy, ktore juz teraz
          uczestnicza w tym turystycznym zyciu i wchodza w srodowisko. Ktorymi cieszymy
          sie wszyscy- bo jakos tak sie utozsamiamy nie tylko z wlasnymi dziecmi, skoro
          znamy je niemal od poczecia. Uwielbiamy je obserwowac, rozmawiac o nich,
          przezywac rodzicielstwo przyjaciol.

          Wyglada na to,ze strasznie ograniczeni jestesmy...

          Ale wole byc "ograniczona" niz tak zimna i plytka- to co piszecie o
          najwiekszych w zyciu swietosciach, malzenstwie, rodzicielstwie- to tylko dowod
          na powszechny upadek wartosci. Nie wiem, dlaczego to, co przez cale pokolenia
          bylo cenne, wartosciowe, bylo celem samym w sobie teraz w oczach niektorych
          jest jakims zlem koniecznym, ciagla licytacja...
          Takie smutne odnosze wrazenie czytajac to wszystko. Przerazajace.

          Pozdrawiam szczesliwe mlode zakochane w swoich dzieciaczkach mamy:)
          • triss_merigold6 Re: Koleżanki mają dzieci, a ja nie mam o czym z 31.08.05, 11:57
            Wrzuć na luz, co?
            Tematy dziecięce interesują przeważnie rodziców. Podobnie jak psie - psiarzy.
            Są ludzie z ktorymi można porozmawiać o wszystkim i są zafiksowani na jednym
            temacie.
            Jako bezdzietną dzieci nudziły mnie śmiertelnie, teraz poza własnym też nudzą.
            Jeśli kobieta po urodzeniu dziecka potrafi rozmawiać tylko i wyłącznie o cudzie
            macierzyństwa to jest ograniczona tak samo jak ta, co opowiada wyłącznie o
            sukcesach w pracy.
            Rozmowa z założenia powinna interesować obie (lub więcej) strony: porozmawiamy
            trochę o dzieciach, ja się pochwalę pierwszym ząbkiem ale potem posłucham z
            zainteresowaniem ciebie i tego co masz do powiedzenia.

            Jesli któraś sądzi, że tematy bezdzietnych ograniczają się do imprez, ciuchów,
            kariery i kosmetyków to jest zwyczajnie głupia albo ma głupie towarzystwo.
            • sand_witch Re: Koleżanki mają dzieci, a ja nie mam o czym z 31.08.05, 13:26
              Wszystko zależy od człowieka.
              To normalne, że matki gadają o swoich dzieciach. Fajnie jest, kiedy nie TYLKO o
              tym.
              Mam takie znajome, które poza dziećmi swoimi świata nie widzą i starają się tym
              zarazić wszystkich wokoło. Zgroza! Ale mam też takie, które kochają dzieci swe
              bardzo, ale czasem lubią od nich odpocząć - i tu wkraczam ja.
              Mogę rozmawiać o cudzych dzieciach, ale bez przesady :)

              • inieitak Re: Koleżanki mają dzieci, a ja nie mam o czym z 31.08.05, 13:55
                No właśnie ale czy starać się jakoś ratować te znajomości, może pogadać z
                koleżankami ? Zaznaczam że nie chodzi tu tylko o moje przyjaciółki - bo im mogę
                im powiedzieć że chciałąbym abyśmy pogadały o czymś innym (choć wiem że niektóe
                po prostu przestaną do mnie dzwonić), ale również o partnerki przyjaciół mojego
                faceta i tu sprawa jest gorsza, bo odwiedzamy ich razem, a tylko ja wysłuchuję
                dziecięcych nowinek, i nie znam tych dziewczyn na tyle aby im zwrócić uwagę.
                Nie chcę też aby mojemu facetowi było przykro że nie odwiedzam z nim jego
                znajomych, zresztą nie chcę by doszło do tego że każde z nas będzie odwiedzało
                swoich przyjaciół
          • axela tusia? 31.08.05, 12:05
            o czym Ty piszesz?
            Nikt nie twierdzi ze matka ma sie nie skupiac na dziecku. Ma sie skupiac bo
            maluszek wymaga od niej tego skupienia, wymaga od niej uwagi i milosci.
            I to jest piekne. Mowienie zdrobniale do dzieci tez jest slodkie i mile, ale
            ciumkanie 24 na dobe to juz jest zenada.
            Kobiety nie maja lekko, wiadomo bycie zona, mama i soba wymaga poswiecen ale
            przestanmy robic z siebie wieczne cierpietnice.
            Fajnie ze masz znajomych, ktorzy majac dzieci dalej zyja tez troszke dla
            siebie, ale takich ludzi jest coraz mniej.
            Ja tez mam znajomych ktorzy z tym roku na zagle przyjechali do nas z 9
            tygodniowa Anusia i bylo fajnie, pomagalismy wszyscy.
            Czemu piszesz o niewolnicach i dzieciorobach. Przeciez kazda z Nas chce miec
            dzieci, wychowac je na wartosciowych ludzi, miec dobre i kochajace rodziny.
            Ale czy nie widzisz, ze kobiety majac dziecko za czesto oddaja sie tylko
            dziecku, a potem sa nieszczesliwe bo maz nie rozumie, bo znajomi urwali
            kontakty, bo wszyscy maja swoje zycie a one nie.
            Spojrz na druga strone medalu.
Pełna wersja