ona_czyli_ja
02.09.05, 17:21
kurde, wiedziałam, że tak będzie!
wszystkie te powiedzenia "kochajmy się jak bracia, liczmy się jak
Żydzi", "pieniądze to najlepszy sposób żeby stracić przyjaciół"...
otóż mój brat prowadzi własną firmę do spółki z kilkoma osobami, zatrudniają
kilkanaście osób, interes idzie bardzo dobrze, brat, choć młodszy ode mnie
właśnie kupił sobie duże mieszkanie w Warszawie, samochód...
ja aktualnie jestem bezrobotna, czukam pracy, mój mąż utrzymuje nas oboje i z
kasą jest bardzo cienko.
Niedawno mój brat zadzwonił do mnie późnym wieczorem, że jest mu do pracy
potrzebne tłumaczenie. Ponieważ znam biegle niemiecki a mój mąż jest Niemcem
powiedziałam, że nie ma problemu, niech wysyła. Okazało się, że jest to długi
i bardzo specjalistyczny tekst i że jest pilnie potrzebny na następny dzień
rano. Mój mąż zażartował, że ma nadzieję, że firma brata nieźle nam za to
zapłaci. Brat powiedział, że oczywiście, byle tylko udało nam się to
przetłumaczyć bo to bardzo ważny dokument. Siedzieliśmy oboje całą noc. Mąż
rano poszedł do pracy, ja odesłałam przetłumaczony tekst dla brata. W
odpowiedzi on napisał, że ma jeszcze jeden podobny, też bardzo pilny i że
napewno się rozliczymy. Nie spierałam się wtedy o kwoty, bo uważałam, że nie
ma co być drobiazgowym. Znów spędziłam cały dzień tłumacząc ten drugi
dokument, równie długi i powikłany jak ten pierwszy.
Brat był nieopisanie wdzięczny, że tak szybko i skutecznie się uwinęłam i
obiecał, że jak będzie miał coś więcej to podrzuci. A ja cieszyłam się na
możliwość dodatkowego zarobku.
Niestety, minęło kilka miesięcy a ja nie miałam żadnych wieści od brata w
sprawie pieniędzy. Głupio było mi się upominać, ale sytuacja moja i męża
zrobiła się naprawdę kiepska. W końcu zwróciłam się do brata o tamte
pieniądze. Zapytał ile sobie życzę. Podałam mu kwotę, moim zdaniem niezbyt
wygórowaną i otwartą do negocjacji. Brak wytrzeszczył oczy, że chcę tak dużo.
Więc zapytałam go ile on proponuje. Odpowiedział, że będzie mi winny
przysługę.
Mnie po prostu zatkało. Owszem, pewnie nie są to puste słowa, ale poczułam
się bardzo dziwnie. Mój mąż uważa, że brat powinien mi coś zapłacić. Moja
mama uważa, że ja powinnam to była zrobić za darmo, jako pomoc w rodzinie. A
ja jestem skołowana i już nie wiem kto ma rację. Między mną a bratem zapadło
milczenie. On pewnie uważa, że jestem wyrachowana materialistka, która
bezinteresownie nie pomoże. Ja uważam, że skoro tak się umawialiśmy na
początku, że skoro to było kilkadziesiąt godzin mojej pracy poświęconej jego
firmie i coś co przyniesie mu konkretny zysk to jakaś zapłata mi się należy.
W końcu powiedziałam mu, że dobrze, skoro tak uważa to niech tak będzie,
chociaż nie czuję, że to jest w porządku. Ale widzę, że on się teraz uniesie
honorem, zapłaci mi i się na mnie obrazi na długie lata (potrafi tak).
Dodam, że moja starsza siostra też u niego pracowała, ale bardzo krótko, bo
właśnie kwestie finansowe były bardzo sporne. Nie znam szczegółów bo żadne z
nich nie chciało o tym mówić, ale atmosfera między nimi teraz jest
nieciekawa.
Znam mojego brata i wiem, że w kwestii pieniędzy on jest właśnie strasznym
sknerą. Powinnam była przewidzieć, że tak to się skończy. Ale czy mogłam
odmówić gdy zwrócił się do mnie o pomoc?
Jak uważacie, kto ma racje? I co dalej zrobić?