CZY FACET POWINIEN PŁACIC ZA CIEBIE?

03.09.05, 17:58
mieszkam z chłopakiem 5 miesiecy, pracuje u niego- mam ok pensje ale ciezko
pracuje czaem wrecz za duzo...
czemu pisze... na poczatku B. mnie zapraszał wszedzie i płacił za mnie - nie
ukrywam ze byłam zawsze do tego przyzwyczajona - odkad pracuje u niego i
mieszkamy razem - rozliczamy sie max co do grosika i jeśli gdzies wychodzimy
zawsze płace za siebie.. nei dlatego ze chce ale jestem zmuszona... czy to
nienormalne ze chce czasem poczuc sie kobieco i np otrzymać zaproszenie do
kina ot tak czy do restauracji( zaznaczam ze on dobrze zarabia)

ost rozmawialismy o tym i on stw ze wymagajac od neigo zeby mi stawiał czuje
sie jakbym go naciagała... ale w perspektywie tego ze miałby to byc keidys
moj maż?

bedziemy zawsze miec odrebne konto?
hmm...
teraz wychodzi tak ze ja np wykładam prawie cała kase na zywnosc i dziwnie
sie czuje z tym wszystkim nie wiem co myslec.
    • nemezis26 Re: CZY FACET POWINIEN PŁACIC ZA CIEBIE? 03.09.05, 18:09
      A Ty go czasem gdzies zapraszasz?
      A poza tym, jak placisz za siebie, to nie czujesz sie KOBIECO? To fajnie masz...
      Jesli faktycznie cala kase na jedzenie wykladasz Ty, to lipa jak dla mnie. Ale
      cos mi sie wydaje, ze sie po prostu przyzwyczailas i masz syndrom ksiezniczki.
      Ja tam zawsze placilam za siebie, no chyba ze adorator byl wyjatkowo rozrzutny,
      to sie nogami nie zapieralam...
      • agulka25 Re: CZY FACET POWINIEN PŁACIC ZA CIEBIE? 03.09.05, 18:49
        a ja powiem tak, uwazam, ze powinno byc sprawiedliwie -raz ty placisz raz on...a
        w ogole to troszke dziwne skoro jestescie razemod 5 mcy i obydwoje zarabiaci
        (dla mnie to dziwny uklad)...ja przed slubem nie opieralam sie, zeby moj maz
        mnie zaprosil do kina czy knajpki i zaplacil...milo bylo, ale ja czesto
        rewanzowalam sie np.plyta czy jakims fajnym ciuszkiemmm....potem jeszcze moj
        narzyczony stracil prace, wiec tylko ja miala kase i co? i nie chcial nigdzie
        chodzic, bo stwierdzil, ze czuje sie podle jak ja place za cokolwiek... a teraz?
        po slubie latek kilka- mamy wspolne konto i nie rozliczamy sie co do grosika (co
        prawda ja kontroluje wydatki, bo bysmy popadli w dlugi) i nikt nikogo nie
        wylicza...jestesmy szczesliwi...


        pozdrawiam

        agulka
        • men_punkt_widzenia POWINIEN TO ROBIC NATURALNIE 08.09.05, 12:12
          widzicie,
          płacenie za kobiete jest dla faceta niezauwazalna przyjemnoscia - przynajmniej
          powinno.
          ja zawsze staram sie placic za kobiete - nawet jesli mam trudniejszy czas i
          wiem ze odczuje to na budzecie.
          place NIE dlatego by pokazac jej ze jestem szarmancki (czy hojny), NIE dlatego
          by wyraznie lechtac swa proznosc (choc nie da sie ukryc ze sprawia to
          przyjemnosc zarowno kobiecie jak i facetowi).
          I gdzies mam mowienie o rownouprawnieniu (w ustach faceta takie slowa to
          hipokryzja!) czy tym bardziej o 'naciaganiu' (w ustach faceta to zwykle
          CHAMSTWO).

          spotykamy sie prywatnie, spedzamy mile czas, prze\ychodzi rachunek, ktory
          kobieta ZAUWAZA (czyloi mimo, iz to naturalnie nie traktuje faktu placenie
          przez faceta jako naturane;) moze nawet zaproponowac wspoluczestnictwo w
          kosztach (chyba ze ja zapraszam to nie ma o tym mowy!) ale placi i tak facet.
          bo kobieta nie wyglada slicznie w towarzystwie faceta patrzacego sie jak ona
          grzebie w portmonetce i szelesci pieniedzmi.
          ot, taka subtrelna gra.
          JESLI:
          1. kobieta wyraźnie pokazuje ze MAM za nia placic - nie sadze by kiedykolwiek
          jeszcze miala mnie okazje ze soba ujrzec (tym bardziej 'na miescie')
          2. nie mam wystarczajaco pieniedzy - staram sie nie umawiac w miejscach, w
          ktorych mnie nie stac na pokrycie calej naleznosci - nawet jesli mialoby mnie
          to chwilowo zrujnowac (zdarzalo mi sie i to - cierpialem potem dumnie do
          momentu ;naprawy' budzetu:))))
          3. kobieta mocno nalega - ustepuje tylko na jeden argument: jesli ona
          zaprawsza i wobec tego wyraznie zyczy sobie zaplacic (tykle jest juz wczesniej
          byla przeze mnie zapraszana).

          koniec

          to nie sa jakies rycerskie zasady!!!
          tu chodzi o wlasne samopoczucie - jesli facet czuje sie super bo wychodzi z
          knajpy i mysli sobie ze zjadl za tyle ale za to zaoszczedzil na kobiecie drugie
          tyle to przepraszam serdecznie - moze zarabiac i 20000 na miesiac i bedzie (ze
          uzyje term. kaczorowej) 'dziadem'.
          i mercedes, wczasy na dominikanie tego nie zmienia.

          a jesli kobiecie te braki zrekompensuja dobra materialne to wszystko ok:)
          jezeli nie to trzymajcie sie z dala od takiech facetow - lub uczcie ich tego o
          czym w domu zapomniano;)

          pozdrawiam]

          facet

          PS.
          jelsi cokolwiek nieskladnie to przepraszam:)
          • lena.k1 Re: POWINIEN TO ROBIC NATURALNIE 08.09.05, 12:23
            no i to mi się podoba :)
    • amwaw Re: CZY FACET POWINIEN PŁACIC ZA CIEBIE? 03.09.05, 18:56
      Nigdy nie naciągałam męża na wydatki, nie płacił za mnie, co najwyżej dawał
      kwiaty.W czasie chodzenia- zakupy wspólne, na wyjazdach każdy za siebie itp Nie
      widze powodu dla którego miałoby być inaczej, nie ma to dla mnie żadnego
      związku z kobiecością. Niezależnie od tego ile zarabiał( nie rozumiem związku z
      jego zarobkami- to przecież jego sprawa).Konto wspólne- po ślubie.Dopóki nie ma
      ślubu można dywagować nad tym czy to w perspektywie będzie mąż czy nie. Nie
      rozumiem koncepcji wypominania komuś nie stawiania wyjścia do restauracji czy
      kina, prowadzenia nt temat rozmów- wstydziłabym się, bo uważam że nie należy
      zaglądać komuś do portfela. To jego pieniądze, nie uważam, żeby miał obowiązek
      coś stawiać z racji tego, że jest mężczyzną. To tylko moje zdanie, moje
      podejście do spraw pieniężnych, może trochę ostre, ale-takie mam.
      Stawiać sobie pozwalałam- łosiom piwo w knajpie,ale nie wtedy kiedy traktowałam
      kogoś w miare poważnie.
      Pozdrawiam
      • beau13 Re: CZY FACET POWINIEN PŁACIC ZA CIEBIE? 03.09.05, 19:28
        hmm... czytam i wyciagam wnioski... hmmm.. to nie jest problem zeby płacic za
        siebie.. wczesniej jak wychodzlismy wydatki rozkładały sie mniej wiecej po
        połowie - jak ja płąciłam za kino to on za kawe, on za restauracje - ja za coś
        innego i nie było takiego podziału idiotycznego..( teraz to mi sie nie chce
        nawet wychodzic)..ostatnio czesto było ze to ja miałam tylko kase ze soba.. bo
        on np nie wybral z banku...chodzi o to ,ze to ja czuje sie w tym ukladzie
        troche nie bardzo ... bo jesli on ode mnie podczas zakupów pozycza po
        kilkanascie złotych i nie robie z tego probl to dlaczego mam mu oddawac za mc
        donalda 2 złote-strasznie złozony ten problem i nie chce rozmawaiac o tym ze
        znajomymi wole opinie osob. których nie znam.. anyway thx
        • amwaw Re: CZY FACET POWINIEN PŁACIC ZA CIEBIE? 03.09.05, 19:36
          To wyjaśnij sprawę, że wszystko ma być po równo- w związku jak w przyjaźni-
          lepiej wszystko wyjaśnić do bólu niż mają być niedopowiedzenia i żale.Fifty-
          fifty. Nikt potem nie czuje się naciągany- ani Ty ani On. I nie ma problemów.
          Pozdrawiam
    • stookkrootkaa Re: CZY FACET POWINIEN PŁACIC ZA CIEBIE? 04.09.05, 20:21
      u nas placi ten kto ma kase. chociaz to moj Skarbeniek woli placic za nas oboje
      niz ja place tez za niego.
      • titicaka Re: CZY FACET POWINIEN PŁACIC ZA CIEBIE? 05.09.05, 10:46
        "Czy facet powinien placic za Ciebie?"
        Wlasnie ,ze powinien !
        Beata
        • poprzejsciach29 Re: CZY FACET POWINIEN PŁACIC ZA CIEBIE? 08.09.05, 08:23
          dziewczyny nie dajcie się zwariować, kobieta ma i tak zdecydowanie więcej
          obowiązków od faceta dajcie sobie terochę przyjemności. Bo w życiu niestety
          bywa tak , że dla faceta jedna nie do końca dobrze załatwiona sprawa jest
          ważniejsza niż 10 dobrze załatwionych, i tak Was nie docenią, mogą się
          jedeynie cieszyć że trafili na idiotkę która jak pies stara się odczytać ich
          pragnienia. Ja jestem w takim układzie, że mam faceta który u mnie pomieszkuje-
          4 dni w tygodniu, ponieważ nie mieszka tylko mnie odwiedza czuje się jak gość i
          to podkreśla, oczekuje przyjęcia jak gośc i królewskiego traktowania - czyli
          gotowe przed nos, na początku nie traktowałam tego w skali problemu, dziś się
          duszę jak mój gośc po zdjęciu butów kieuje swoje kroki w kierunku lodówki,
          niestety żarcie naprawde sporo kosztuje, a mój gośc nie pyta mnie czy mam czy
          nie, zostawienie pustej lodówki też na wiele się nie zdało, zauważył że ja to
          się mogę odchudzać ale jak on przyjeżdża to powinnam być przygotowana.
          Oczywiście często przy tym powtarza mnie że mnie kocha i chciałby ze mną być,co
          średnio w tej chwili sobie wyobrażam - beznadziejny układ, a tak dobrze się
          zapowiadałao
    • burza4 Re: CZY FACET POWINIEN PŁACIC ZA CIEBIE? 05.09.05, 10:49
      Wszystko pięknie, sprawiedliwie, fifty-fifty... czy aby na pewno? Ciekawe, że
      to równouprawnienie kończy się zazwyczaj na dokładaniu się do rachunków.
      Kobiety uparły się wykorzenić skądinąd miłe zjawisko, ale jakoś panowie nie
      rewanżują się np. przejmowaniem domowych obowiązków, skąd - najspokojniej w
      świecie nadal podrzucają swoje brudne skarpetki do prania - zamiast prać nasze
      gacie. Co więc zyskujemy? dodatkowe obowiązki na własne życzenie? to ja
      dziekuję.

      Nigdy nie płaciłam za siebie - i szczerze mówiąc - nie umówiłabym się z
      facetem, który tego oczekuje. Dla mnie jest oczywiste, że facet z klasą
      zapraszając swoją kobietę płaci rachunek. Nie widzę powodu, żebym miała z
      własnej inicjatywy rezygnować z ostatnich przejawów rycerskości. Dla mnie
      zachowanie faceta to dziadowsczyzna. W knajpie dzieli rachunek co do grosika, a
      jakoś się nie dopytuje o rachunki za żarcie?
      • vinca Re: CZY FACET POWINIEN PŁACIC ZA CIEBIE? 05.09.05, 11:21
        Dla mnie jest oczywiste, że facet z klasą
        > zapraszając swoją kobietę płaci rachunek.

        Co to znaczy "swoją kobietę"?? To ty jego piesek jesteś?? Jak można tak o sobie
        mówić i dawać facetowi poczucie posiadania Ciebie? A gdzie Twoja godność i
        niezależność?

        O wiele lepiej jako kobieta się czuję, gdy mogę zapłacić za siebie i stać mnie
        na to.
        Ale widocznie inne poczucie kobiecości mamy...
        • burza4 Re: CZY FACET POWINIEN PŁACIC ZA CIEBIE? 05.09.05, 12:11
          Moja droga - nieżalezna byłam zawsze, zarabiam też dobrze, ale czemuż miałabym
          odbierać facetowi możliwość okazania, że się o mnie troszczy i zabiega? on mi
          bilet do teatru, ja mu obiad w niedzielę, tak to wyglada na co dzień - i
          uważam, że to przyzwoity układ. Tymczasem z kompletnie niezrozumiałych dla mnie
          powodów część kobiet wręcz domaga się partycypowania w kosztach np. kina, ale
          przy garach i tak stoją samodzielnie. To ma być niby "godniejsze"? to ja
          dziękuję, wolę się poniżać byciem zapraszaną na kolację.

          Obrazoburczo powiem tak:
          - czy w ostatnich latach sytuacja kobiet zmieniła się na lepsze? nie
          - czy wreszcie zarabiamy tyle samo co facet na analogicznym stanowisku? nie
          - czy wywalczyłyśmy równy podział domowych obowiązków? nie... itd, itd.
          - to w imię czego mam rezygnować z maleńkich gestów, z tych minimalnych
          przywilejów kobiety? czy kilkadziesiąt ugotowanych obiadów, kilkanaście prań i
          prasowań itd. nie rekompensuje facetowi wydanych - w porywach raz na miesiąc -
          20 zł na bilet??

          co w zamian zyskujemy? Nadzieję, że może faceci się ockną i trafią do nich
          argumenty "płacę za siebie, jestem równorzędnym partnerem, zabieraj się za
          sprzątanie"? nie rozśmieszajcie mnie proszę. płacenie za siebie stało się
          zasranym obowiązkiem kobiety za którym nic nie idzie, po czym para wraca do
          domu, on siada przed telewizorem, a ona leci wyprasować stertę prania -
          niezależnie rzecz jasna. Dałyście się wyrolować, drogie panie.

          Nawiasem mówiąc - nie mam problemu z kasą, bo zawsze zarabiałam sporo powyżej
          średniej krajowej - ale to że mnie stać, nie znaczy, że muszę zrezygnować z
          tego żeby facet się raz na jakiś czas o mnie zadbał - skoro ja w innej formie
          to robię na co dzień? Mimo całego swojego zaangazowania w sprawy domowe mój
          mąż - jak typowy facet nadal ma podświadomie zakodowane, że on może oczekiwać
          ode mnie, a sam - wykazuje się jedynie gestem dobrej woli robiąc w domu to czy
          tamto.

          Sytuacja, kiedy w stalym związku facet rozlicza się co do złotówki z ukochaną
          jest dla mnie żenująca. Moja kumpela została przez małżonka zaproszona na
          weekend z okazji 10 rocznicy slubu, po czym małżonek co do grosza wyliczył jej
          połowę wszystkich kosztów łącznie z benzyną... dla mnie to paranoja.
          • vinca Re: CZY FACET POWINIEN PŁACIC ZA CIEBIE? 05.09.05, 13:41
            > Moja droga - nieżalezna byłam zawsze, zarabiam też dobrze, ale czemuż
            miałabym
            > odbierać facetowi możliwość okazania, że się o mnie troszczy i zabiega? on mi
            > bilet do teatru, ja mu obiad w niedzielę, tak to wyglada na co dzień - i
            > uważam, że to przyzwoity układ.

            Nie napisałaś wyżej o takim układzie, a Twój poprzedni post odczytałam zgoła
            inaczej.

            Tymczasem z kompletnie niezrozumiałych dla mnie
            >
            > powodów część kobiet wręcz domaga się partycypowania w kosztach np. kina, ale
            > przy garach i tak stoją samodzielnie. To ma być niby "godniejsze"?

            Oczywiście, że to godniejsze nie jest - nawet nie ma o czym dyskutować. Pytanie
            rodzi się natomiast DLACZEGO kobiety na taki układ sie godzą.

            > - czy wywalczyłyśmy równy podział domowych obowiązków? nie... itd, itd.

            Ależ o to właśnie trzeba walczyć! A najlepiej znaleźć takiego człowieka do
            życia razem który to WIE i z którym nie trzeba prowadzić bojów o umycie
            szklanki po sobie. Niestety wystarczy poczytać to forum by zrozumieć, że wielu
            kobietom rola pomywaczki, praczki czy sprzataczki itp po prostu odpowiada. Co z
            tego, ze ona sobie pomarudzi od czasu do czasu - poględzi ale za chwilę i tak
            pójdzie wyprać skarpetki mężusiowi.

            czy kilkadziesiąt ugotowanych obiadów, kilkanaście prań i
            >
            > prasowań itd. nie rekompensuje facetowi wydanych - w porywach raz na miesiąc -

            > 20 zł na bilet??

            Nie wiem, bo mój niemąż nie musi mi niczego rekompensować. Raz gotuje on, raz
            ja - samo wychodzi ze mniej więcej po równo. Tak jest nie tylko z gotowaniem i
            wolę na co dzień żyć we wzglednym partnerstwie niż zeby raz na miesiąc łaskawie
            musiał wynagradzać mi moje trudy i starania;-))

            > Nawiasem mówiąc - nie mam problemu z kasą, bo zawsze zarabiałam sporo powyżej
            > średniej krajowej - ale to że mnie stać, nie znaczy, że muszę zrezygnować z
            > tego żeby facet się raz na jakiś czas o mnie zadbał - skoro ja w innej formie
            > to robię na co dzień?


            A dlaczego dałaś się wrobić w usługiwanie facetowi na co dzień?

            > Sytuacja, kiedy w stalym związku facet rozlicza się co do złotówki z ukochaną
            > jest dla mnie żenująca. Moja kumpela została przez małżonka zaproszona na
            > weekend z okazji 10 rocznicy slubu, po czym małżonek co do grosza wyliczył
            jej
            > połowę wszystkich kosztów łącznie z benzyną... dla mnie to paranoja.

            No bo to jest paranoja ale takie sytuacje raczej nie są zbyt częste i trzeba
            przyznać - mocno skrajne.



          • paola23 Re: CZY FACET POWINIEN PŁACIC ZA CIEBIE? 08.09.05, 13:24
            Zgadzam się z Tobą.
            Co prawda tylko aspiruje do tego by zarabiac powyżej średniej i nie mam aż tak
            dużych pieniędzy by móc partycypować równo w wydatkach związanych z wspólnym
            spędzaniem czasu (a mój ma kosztowne gusta). Nasz układ jest taki, on płaci za
            kino, wyjazdy etc. Ja mu za to robie pikniki na trawie lub wymyslam szalone
            miejsca do zwiedzania, lub ciągne go na dziwaczne teatry lub wystawy
            (ewentualnie prasuje mu jego pranie, bo nienawidzi tego robić). I jest ok. Nie
            muszę się rzucać by płacić swoją część rachunku, bo daje mu cenniejsze dary.
            Opierać równość układu tylko na sprawach finansowych jest poprostu pujściem na
            łatwizne.

            A tak pozatym: facet ma mieć czystą koszule, spodnie i pujsć do fryzjera
            kosztującego w porywach 25 zł (exlusiv to 45) i mieć zadbany zarost. Zegarek i
            inne atrybuty nie są konieczne. Natomiast dziewczyna jak chce dobrze wyglądać to
            fryzjer, kosmetyczka, kosmetyki, cienie, kremy, balsamy, ciuchy w liczbie
            mnogiej i dodatki do nich - pod tym wzgledem jesteśmy droższe w urzymaniu nawet
            jak oszczedzamy na czymkolwiek się da. A jak o to nie zadbamy, to cóż... który
            mężczyzna dostrzeże naszą piekną duszę pod przesuszoną szopą włosów i świecącą
            się cerą?
      • annb Re: CZY FACET POWINIEN PŁACIC ZA CIEBIE? 05.09.05, 11:23
        burza4 ciekawie napisane
        jest w tym sporo racji
      • amwaw Re: CZY FACET POWINIEN PŁACIC ZA CIEBIE? 05.09.05, 11:48
        > Wszystko pięknie, sprawiedliwie, fifty-fifty... czy aby na pewno? Ciekawe, że
        > to równouprawnienie kończy się zazwyczaj na dokładaniu się do rachunków.
        A nieprawda, natomiast takie podejście prosto prowadzi do utrzymywania stanu
        ogólnie przyjętego- czyli facet przychodzi do domku, a na stole paruje obiadek
        zrobiony przez umordowaną czasem do granic możliwości żonę,a dlaczego?Bo jest
        facetem z klasą,a faceci z klasą płacą, ale też wymagają.Sory- dla mnie to
        podejście właśnie przestarzałe- podział- chłopiec robi to dziewczynka to. Facet
        funduje, a kobieta siedzi w domu i uważa to za oczywiste( no bo przecież
        panowie nie
        > rewanżują się np. przejmowaniem domowych obowiązków,).
        Bo w przeciwnym razie to jak? Z jednej strony facet w domu sprząta, a z drugiej
        stawia kolacje? Nie- chcesz mieć fifty fifty w zajęciach domowych- to miej
        fifty fifty w wydatkach na Ciebie i na niego. Inaczej zawsze jest to
        nieuczciwe, ewentualnie wypada pozostać przy starym podziale ról.Ale
        długofalowo- jest to raczej mało opłacalne.

        skąd - najspokojniej w
        > świecie nadal podrzucają swoje brudne skarpetki do prania - zamiast prać
        nasze
        > gacie.
        Widzisz,przy moim podejściu fifty fifty owszem- rewanżuje się. A w zasadzie-
        uważa to za oczywiste,podobnie jak chodzenie po zakupy,robienie obiadów i
        sprzątanie w domu w połowie zakresu tych obowiązków(no, powiedzmy- po zakupy
        chodzi zawsze on, a ostatnio z racji mojego zwiększonego obciążenia- on też
        robi codziennie obiady). Kwestia wyrobienia dobrych nawyków.

        Dla mnie jest oczywiste, że facet z klasą
        > zapraszając swoją kobietę płaci rachunek.
        A. Nigdy nie uważałam, że jestem czyjąś kobietą, nawet po podpisaniu parafki-
        jestem Z KIMŚ a nie CZYJAŚ
        B. Chyba z etapu " zapraszania" już dawno odeszliśmy, no, chyba, że jest to
        ustawiczne chodzenie za rękę, a nie głębsza znajomość z mieszkaniem włącznie.
        Przy głębszej jest "idziemy do kina?" a przy pobieżnej " dałabyś się zaprosić
        do kina?". Opcja druga raczej długo nie ciągnie.

        Nie widzę powodu, żebym miała z
        > własnej inicjatywy rezygnować z ostatnich przejawów rycerskości
        Rycerskość przejawia się w otwieraniu drzwi samochodu, w całowaniu w rękę, w
        przepuszczaniu w kolejce i w kwiatach dawanych teściowej,nie ma nic związanego
        z zarobkami i płaceniem. Można być rycerskim nie mając grosza przy duszy i nie
        mając nawet na postawienie dziewczynie kina a można być chamem opływając w
        pieniądze i fundując co 2 -gi dzień kolacje+ wyjścia...I u takiego chama mimo
        tych dowodów rycerskości ze świeczką klasy nie znajdziesz...
        pozdrawiam
        • burza4 Re: CZY FACET POWINIEN PŁACIC ZA CIEBIE? 05.09.05, 14:43
          amwaw napisała:

          > A nieprawda, natomiast takie podejście prosto prowadzi do utrzymywania stanu
          > ogólnie przyjętego- czyli facet przychodzi do domku, a na stole paruje
          obiadek > zrobiony przez umordowaną czasem do granic możliwości żonę,a dlaczego?

          Wiesz co? przejrzyj na oczy - chodzi mi po prostu o to, że same sobie dokładamy
          obowiązków, a nic nam jakoś nie ubywa. I czemu do cholery taka ma być
          kolejność??? najpierw bierzemy na siebie dodatkowe zadania, a potem jedynie
          mamy cień szansy na to że ktoś może się zlituje i ulży nam gdzie indziej?

          A czemu nie odwrotnie? czemu NAJPIERW facet nie miałby wziąć na siebie fifty-
          fifty obowiązków, a potem - w rewanżu - kobieta nie miałaby partycypować w
          różnych kosztach? w takim układzie - proszę bardzo. W twoim wariancie - mam
          nieodparte wrażenie, ze ktoś tu nas wpuszcza w maliny.

          Stereotypowy podział istnieje - czy tego chcesz czy nie. Poczytaj posty, to
          zrozumiesz o co mi chodzi. Kobiety co najwyżej mają pretensję, że nie "pomaga",
          jakoś nie widziałam postów pt. "rozwiodę się, bo nigdy nie zrobił obiadu".
          Statystycznie jesteśmy odległe o lata świetlne od podziału obowiązków fifty-
          fifty.

          > Widzisz,przy moim podejściu fifty fifty owszem- rewanżuje się. A w zasadzie-
          > uważa to za oczywiste,podobnie jak chodzenie po zakupy,robienie obiadów i
          > sprzątanie w domu w połowie zakresu tych obowiązków

          Ale weź pod uwagę, że "nasi" to raczej wyjątki - wielu facetów w domu nie
          kiwnie nawet palcem, albo poświęci w porywach 15 minut dziennie - to jest ta
          norma. Fajnie jak się da wypracować dobre nawyki, ale na to potrzeba lat orki
          na ugorze - wbrew teściowej, własnej matce, i koleżankom, które zamiast wziąć
          się za swoich - współczują biedakowi... paru pokoleń trzeba, żeby zmienić
          nastawienie. PÓKI kobiety nie dochrapią się jakichś efektów na tym polu - nie
          widzę powodu, żeby zwalniać facetów ze spektakularnych gestów typu kupno
          biletów do kina. Tym bardziej, że statystycznie - jak się popatrzy na stosunek
          ilości tych biletów do ilości obiadów/prań itp. to naprawdę - znikoma to
          rekompensata z męskiej strony za CODZIENNY trud wkładany w utrzymanie domu. Tak
          na to patrzę.


          > A. Nigdy nie uważałam, że jestem czyjąś kobietą, nawet po podpisaniu parafki-
          > jestem Z KIMŚ a nie CZYJAŚ

          Czepiasz się słówek, jakby to coś zmieniało. Mąż jest "mój", ja jestem "jego"
          żoną - i co z tego? żadne z nas nie jest podporządkowane drugiemu.

          Można być rycerskim nie mając grosza przy duszy i nie
          > mając nawet na postawienie dziewczynie kina a można być chamem opływając w
          > pieniądze i fundując co 2 -gi dzień kolacje+ wyjścia...

          Święta prawda. Tylko że jeśli mi rycerski facet podsuwa rachunek bo to moja
          kolej albo siedzi i liczy co do złotówki, to jakoś jego romantyczne zaloty
          więdną. Nie czujesz różnicy? albo się chce być rycerzem, albo liczykrupą.

          nie jestem ortodoksyjna, kiedy idziemy do kina często płacę z tego prostego
          powodu, że mąż nie nosi gotówki. Nie mam z tym problemu. Natomiast gdyby on
          zapłacił i wyliczył ile mam mu oddać, to bym popatrzyła na niego jak na kmiotka
          a nie rycerza.
          • amwaw Re: CZY FACET POWINIEN PŁACIC ZA CIEBIE? 05.09.05, 15:41
            > Wiesz co? przejrzyj na oczy - chodzi mi po prostu o to, że same sobie
            dokładamy
            >
            > obowiązków, a nic nam jakoś nie ubywa.

            Zależy komu.

            najpierw bierzemy na siebie dodatkowe zadania, a potem jedynie
            > mamy cień szansy na to że ktoś może się zlituje i ulży nam gdzie indziej?

            Współczuje, ale to Twój a nie reszty świata przypadek. Nie oceniaj innych przez
            swój pryzmat. Nade mną nikt się nie lituje(??), a ja nie biorę dodatkowych
            zadań. Właśnie meritum sprawy jest takie,żeby na siebie nie brać dodatkowych
            obowiązków, a nie wymieniać je na płacenie w kinie.

            > A czemu nie odwrotnie? czemu NAJPIERW facet nie miałby wziąć na siebie fifty-
            > fifty obowiązków, a potem - w rewanżu - kobieta nie miałaby partycypować w
            > różnych kosztach?

            Bez różnicy kto najpierw-dorośli ludzie nie urządzają przepychanek, kto
            pierwszy tylko rozmawiają. Dla mnie nie ma żadnego znaczenia kto pierwszy
            wyciągnie pomocną dłoń, zresztą- no matko- o tym się rozmawia i tworzy w
            związku a nie przepycha i walczy o każdą pięść ziemi.

            W twoim wariancie - mam
            > nieodparte wrażenie, ze ktoś tu nas wpuszcza w maliny.
            No, w tym temacie się nie wypowiem, bo po pierwsze nie obchodzi mnie Twoje
            wrażenie,po drugie i tak Cię nie przekonam, nawet gdybym chciała, ale- tak
            jest. Dodam więcej- wśród prawie wszystkich moich znajomych jest taki podział
            do obowiązków, nikt nie narzeka, nikt nie zbiera skarpetek, nikt nie lata za
            facetem ze ścierką. Dwie ręce ma- każde pracuje i zarabia m/w tyle samo- czyli
            tyle samo ma czasu -nic nie predysponuje go do posiadania mniejszego zakresu
            obowiązku niż mnie. Nie wyobrażam sobie innego układu i szczerze mówiąc uważam,
            że co poniektóre kobiety same gotują sobie ten los- akceptując taki a nie inny
            porządek rzeczy, uważając, że facet robi łaskę pomagając w domu. Łaski nie robi-
            to jego obowiązek- taki sam jak mój.

            > Stereotypowy podział istnieje - czy tego chcesz czy nie. Poczytaj posty, to
            > zrozumiesz o co mi chodzi. Kobiety co najwyżej mają pretensję, że
            nie "pomaga",

            Jak napisałam- ich wina, szczególnie jak przykładają do tego na wstępie rękę.

            > Statystycznie jesteśmy odległe o lata świetlne od podziału obowiązków fifty-
            > fifty.
            Oczywiście, część tak, ale poddawanie się takiemu porządkowi jest zupełnie bez
            sensu. Zresztą to forum naprawde nie jest miarodajne.

            > Czepiasz się słówek, jakby to coś zmieniało. Mąż jest "mój", ja jestem "jego"
            > żoną - i co z tego? żadne z nas nie jest podporządkowane drugiemu.

            Właśnie na samym początku napisałaś, że tak.

            > Święta prawda. Tylko że jeśli mi rycerski facet podsuwa rachunek bo to moja
            > kolej albo siedzi i liczy co do złotówki, to jakoś jego romantyczne zaloty
            > więdną. Nie czujesz różnicy? albo się chce być rycerzem, albo liczykrupą.
            Każdy placi za siebie- jak kobieta płaci sama z siebie swoją część nikt jej
            rachunku przed nos nie kładzie. Nic nie robiąc i mając nadzieje, że on postawi
            sama prowokuje mało miłą i dwuznaczną etycznie sytuację.Wtedy rzeczywiście
            zaloty więdną, bo kobieta jak zakładam czuje się głupio.

            > nie jestem ortodoksyjna, kiedy idziemy do kina często płacę z tego prostego
            > powodu, że mąż nie nosi gotówki. Nie mam z tym problemu. Natomiast gdyby on
            > zapłacił i wyliczył ile mam mu oddać, to bym popatrzyła na niego jak na
            kmiotka
            >
            > a nie rycerza.
            Ja mówiłam nt "chodzenia" w małżeństwie zupełnie nie rozumiem posiadania
            tylko "swoich" a nie wspólnych pieniędzy,u mnie kasa jest wspólna, nikt nikogo
            nie rozlicza. Co innego-jak napisałam przed ślubem-wtedy wg mnie nie ma się
            prawa do portfela komuś zaglądać.
            pozdr
      • nemezis26 Re: CZY FACET POWINIEN PŁACIC ZA CIEBIE? 05.09.05, 13:53
        Co Ty bredzisz? Przyzwyczailas faceta, ze mu pierzesz skarpety to pierz do usranej smierci. Co to ma
        wspolnego z placniem za siebie? Moj maz nie odwazylby sie podrzucic mi brudnych skarpet do prania.
        Ale to widac inna mentalnosc... Spokojnego prania zycze! :D
        • mikams75 Re: CZY FACET POWINIEN PŁACIC ZA CIEBIE? 07.09.05, 21:29
          rzeczywiscie jakby skarpety byly najwiekszym problemem w malzenstwie. Wrzuca
          sie do pralki, siada do pisania na forum i za godzine wyjmuje. Kapelusz z glowy
          nie spadnie przy tym. A faceta mozna zagonic do innych "robot", bo wlasne
          skarpety i gacie tez wole sobie wyprac bez "pomocy" meza.

          Burza 4 ma sporo racji w tym co pisze!
      • poprzejsciach29 Re: CZY FACET POWINIEN PŁACIC ZA CIEBIE? 08.09.05, 07:56
        popieram jak najbardziej, faceci są po prostu wygodni, i przebywanie z
        panienką , która wokół niego wszystko zrobi aby mu było dobrze , dodatkowo za
        siebie zapłaci a nawet za niego to po prostu bajka...., Drogie koleżanki a czy
        Wy będąc z takim facetem nie macie poczucia wykorzystania ???, bo ja mam, bo
        to że akurat w moim układzie ja jestem stroną lepiej zarabiającą nie oznacza,
        że będę sponsorować mojego faceta a on tego oczekuje, faceci są z natury
        leniwi i wspierając ich finansowo w egzystencji gasimy wszelki zapał do
        działania.
    • ollie1 Re: CZY FACET POWINIEN PŁACIC ZA CIEBIE? 05.09.05, 12:42
      a ja się zgadzam z burzą w całej rozciągłości!
      bo ta kobieca walka i niezależność to właśnie tak wygląda. Upieramy się, żeby
      dzielić rachunek w restauracji na pół a potem wracamy do domu i on nogi na
      kanapę a my mu piwko pod nos i zabieramy się za zmywanie czy prasowanie.
      Skoro ma być fifty fifty to niech będzie do końca. Kucharka i sprzątaczka też
      kosztuje.
      Zresztą we wszystkim są jakieś granice i jeśli facet upomina się o 2zł wydane w
      McDonaldzie to wybaczcie, ale jest to żenada. Mnie jeden gość po uroczym
      wieczorze kiedyś powiedział, że odprowadzi mnie do stacji metra (w centrum
      miasta!) jak mu dam na bilet! A potem nie mógł pojąć dlaczego ja się z nim
      więcej nie chcę spotkać.
      Mnie oburza również to, że to kobieta płaci za jedzenie. Niby dlaczego? Nie
      dość, że ma ugotować to jeszcze za wszystko zapłacić? A on sobie swoje zarobki
      na konto odłoży.
      Nie daj się dziewczyno tak rolować. Skoro on tak bardzo chce się rozliczać to
      proszę bardzo, rozliczajcie się, ale sprawiedliwie. A nie że tylko on wylicza
      Tobie co wydał. Może kiedy Ty zaczniesz dzielić rachunki ze spożywczego to coś
      do niego dotrze.
      Ale masz rację, perspektywa takiego męża jest mało zachęcająca.
      • nemezis26 Re: CZY FACET POWINIEN PŁACIC ZA CIEBIE? 05.09.05, 13:59
        O czym Wy dziewczyny rozmawiacie? Na boga, jakie nogi na kanape, jakie piwko? Z kim Wy zyjecie? Ja
        podaje mojemu mezowi piwko jesli akurat jestem w kuchni... Jesli ja sobie leze na kanapie, to jest
        odwrotnie. Ja mam przy sobie kase - ja place. On ma kase - on placi. Proste jak drut. Jesli oczywiscie
        obie strony maja klase. Z wami laski o rownouprawnieniu to jak ze szczerbatym o sucharach. Na
        Emancypantkach Prusa sie zatrzymalyscie.
        • izzunia Re: CZY FACET POWINIEN PŁACIC ZA CIEBIE? 05.09.05, 14:10
          ja dodam tylko tyle, ze placi ta strona, ktora ma kase i tyle. nie pracuje na
          etacie i siedze w domu - to sprzatam, gotuje, piore, itd, ale mam karte (od
          niego), zeby zrobic zakupy, itd. jesli pracuje i regularnie mam gotowke, to
          rozliczamy rachunki wspolnie - tez w zaleznosci od tego kto w danej chwili ma
          wolna gotowke.
          obawiam sie, ze do tego potrzeba zrozumienia obu stron.
        • burza4 Re: CZY FACET POWINIEN PŁACIC ZA CIEBIE? 05.09.05, 16:18
          Dla jasności - nie tylko skarpet mężowi nie piorę - co więcej - on pierze moje.
          Gacie zresztą też. Z własnej inicjatywy. Do tego sprząta częściej niż ja, siaty
          targamy na zmianę, choć częściej on się do tego rwie. Jedynie do gotowania się
          nie garnie, bo nie umie i już.

          Ale to, że i u mnie i u niektórych znajomych par jest jakiś podział obowiązków
          w domu - nie zamyka mi oczu na fakt, że - mówcie co chcecie drogie feministki -
          nie jest to ogólnie przyjętą normąw naszym kraju. Szczególnie - poza dużymi
          miastami.

          Proponowana przez feministki walka o równouprawnienie przypomina mi jako żywo
          politykę - "podnieśmy podatki, MOŻE nam się polepszy". Śmieszą mnie sztandarowe
          gesty "płacę za siebie, więc jestem niezależna" - niezależność to coś, czego
          nie muszę nikomu udowadniać pustymi gestami.

    • czaroffnica24 Re: CZY FACET POWINIEN PŁACIC ZA CIEBIE? 05.09.05, 15:14
      pracuję, zarabiam, płacę za siebie

      Nie rozumiem co jest kobiecego w byciu utrzymanką? Gdyby facet miał płacić za
      mnie czułabym się jak dziecko, za które płacą rodzice, a nie jak dorosła
      kobieta która potrafi zarobić na swoje przyjemności.
    • amhali Re: CZY FACET POWINIEN PŁACIC ZA CIEBIE? 06.09.05, 17:00
      Heh smieszna dyskusja troche, ale sie wlacze aby przedstawic moj punkt
      widzenia :)

      A jak ja do tego tematu podchodze? Nie wyobrazam sobie zupelnie zwiazku gdzie
      mialabym liczyc dokladnie ile ja zarobilam i ile wydalam na tylko moje
      przyjemnosci (chocby pol rachunku w restauracji) etc. Zarabiamy oboje,
      aczkolwiek za jakis czas ja zaczne zarabiac mniej od niego najprawdopodobniej
      bo z powodu dziecka czesc zarobkow mi odpadnie, a nawet gdybym wcale nie
      zarabiala przez kilka miesiecy nie czulabym sie gorzej. Kase mamy wspolna,
      glownie ja nia rozporzadzam bo maz mi przelwa wiekszosc na konto do ktorego nie
      ma karty, ale jak chce zrobi sobie przelew odemnie na swoje konto i jest luz,
      nikt nikogo nie rozlicza ile wydal na co, czy to sprawiedliwe "fift-fifty" jak
      mowicie,...dla mnie takie rozliczanie co do grosza, czy co do skarpetki upranej
      jest troche smieszne :)

      Podobnie z tymi obiadami raz ty - raz ja, jakos mi sie to kojarzy z przykrym
      obowiazkiem, robi ten co ma ochote, jak nikt nie ma ochoty to albo nie jemy,
      albo idziemy do restauracji. Jak mam czas i ochote robie obiady przez tydzien
      ale do glowy by mi nie przyszlo zeby mezowi to wypominac. Tak samo jak nie
      robie obiadow przez tydzien to maz mi nic nie wypomina bo z jakiej racji?

      pozdrawiam serdecznie
      ___________________
      amh
      i Maleństwo
      • men_punkt_widzenia Re: CZY FACET POWINIEN PŁACIC ZA CIEBIE? 09.09.05, 12:21
        podoba mi sie to podejscie:)

        tego problemu nie ma - nie istnieje -jesli facet placi to nie ma sprawy ale za
        to kobieta w ogole nie oczekuje tego..
        wiec pieniadze schodza na 4 plan. jesli wybijaja sie na pierwszy to nie
        zwiastuja niczego dobrego ani w zwiazku ani nie swiadcza dobrze o ludziach:)

        amhali napisała:

        > Heh smieszna dyskusja troche, ale sie wlacze aby przedstawic moj punkt
        > widzenia :)
        >
        > A jak ja do tego tematu podchodze? Nie wyobrazam sobie zupelnie zwiazku gdzie
        > mialabym liczyc dokladnie ile ja zarobilam i ile wydalam na tylko moje
        > przyjemnosci (chocby pol rachunku w restauracji) etc. Zarabiamy oboje,
        > aczkolwiek za jakis czas ja zaczne zarabiac mniej od niego najprawdopodobniej
        > bo z powodu dziecka czesc zarobkow mi odpadnie, a nawet gdybym wcale nie
        > zarabiala przez kilka miesiecy nie czulabym sie gorzej. Kase mamy wspolna,
        > glownie ja nia rozporzadzam bo maz mi przelwa wiekszosc na konto do ktorego
        nie
        >
        > ma karty, ale jak chce zrobi sobie przelew odemnie na swoje konto i jest luz,
        > nikt nikogo nie rozlicza ile wydal na co, czy to sprawiedliwe "fift-fifty"
        jak
        > mowicie,...dla mnie takie rozliczanie co do grosza, czy co do skarpetki
        upranej
        >
        > jest troche smieszne :)
        >
        > Podobnie z tymi obiadami raz ty - raz ja, jakos mi sie to kojarzy z przykrym
        > obowiazkiem, robi ten co ma ochote, jak nikt nie ma ochoty to albo nie jemy,
        > albo idziemy do restauracji. Jak mam czas i ochote robie obiady przez tydzien
        > ale do glowy by mi nie przyszlo zeby mezowi to wypominac. Tak samo jak nie
        > robie obiadow przez tydzien to maz mi nic nie wypomina bo z jakiej racji?
        >
        > pozdrawiam serdecznie
        > ___________________
        > amh
        > i Maleństwo
    • monisia98 Re: CZY FACET POWINIEN PŁACIC ZA CIEBIE? 07.09.05, 16:06
      o boze skad tys takiego sknerusa mc kaczke wycignela chyba z lamusa !!! FACET
      ZAWSZE PŁACI !!!
      • cytrusowa Re: CZY FACET POWINIEN PŁACIC ZA CIEBIE? 07.09.05, 16:34
        to ja was zapraszam do Niemiec - tu jest taki zwyczaj, ze kelner pyta od razu
        czy placi sie osobno.
        I jeszcze bym zrozumiala jak idą znajomi gdzies do lokalu, ale pary....co do
        grosza sie składjaą. nawet te najbardziej zakochane.
        A to, co wprawilo mnie kilka razy w osłupienie to były małżeństwa płacące
        osobno!!!!!!!!
        to chyba juz nie jest normalne, prawda?
        • amwaw Re: CZY FACET POWINIEN PŁACIC ZA CIEBIE? 07.09.05, 22:04
          No to już raczej nie:)
          A Polska strzeliła gooola:D( btw)!!!!!
          • beau13 Re: CZY FACET POWINIEN PŁACIC ZA CIEBIE? 07.09.05, 23:17
            hmm... przeczytałam wszystkie posty i dopiero mam metlik.... ciesze sie ze ktos
            podziela moje zdanie, z drugiej strony jestem reformowalna i moge płacić za
            siebie jeśli to jest fifty- fifty, ale chyba nie bede czuła sie z tym ok do
            końca...

            zwłaszcza ze o tych obiadkach w moim przypadku to prawda, ja gotuje w naszym
            zwiazku, bo lubie i potrafie to robic niezle..

            musze to wszystko przeanalizować i wyciagnąć jakieś konstuktywne wnioski ...


            ps.jednak my kobiety jesteśmy wspaniałe .. to jest moja pierwsza refleksja po
            przeczytaniu calości!!!!
      • men_punkt_widzenia monisia98: CZY FACET POWINIEN PŁACIC TOBIE? 09.09.05, 12:29
        monisia98 napisała:

        > o boze skad tys takiego sknerusa mc kaczke wycignela chyba z lamusa !!! FACET
        > ZAWSZE PŁACI !!!

        smutne co piszesz.
        ze mna nie poszlabys na wiecej niz jednego drinka:P

        twoje boskie przeswiadczenie ze FACET ZAWSZE PŁACI wynika z czego?
        1. bo jestes ladna i mozesz miec kazdego wiec niech ten, ktoremu laskawie
        użyczasz swych wdzięków, towarzystwa itp. niech chociaz za to placi...
        2. czy tez facet placi bo to pokazuje ze ma gest i jest hojny??
        3. bo TAK MA BYC i tyle??

        w kazdym przypadku patrzysz na niego jak na ladnie ubrany portfel. i wnioskuje
        ze on nie placi za ciebie tylko tobie..

        jesli chcesz znac moje pelniejsze zdanie - przeczytaj wyzej.

        pozdrawiam

        ps
        ZAWSZE PŁACE ZA KOBIETY ale nie im.
Inne wątki na temat:
Pełna wersja