mam dosyć jego wymówek...

23.09.05, 00:10
Może niektóre z Was mnie pamiętają, bo problem wraca. Jesteśmy razem długo,
prawie 7 lat. On nie deklaruje żadnych poważnych planów. Tzn.deklaruje -
"kiedyś"...
Przeczekałam czas, kiedy mówił, że "najpierw trzeba skończyć studia".
Przeczekałam, kiedy twierdził, że "najpierw musi znaleźć pracę".
Doczekałam momentu, kiedy "praca powinna być stała, żeby można było mówić o
jakiejkolwiek przyszłości"... Cały czas mówimy tu o jego pracy, bo ja pracuję
już od dawna...
Ostatnio usłyszałam, że "ty lepiej obroń pracę"...
Aż mi się śmiać chce przez łzy i zastanawiam się co on jeszcze wymyśli...
I nie naciskam, chyba nigdy nie usłyszał ode mnie "to kiedy ślub", zawsze
chciałam, żeby to wyszło od niego, żebym nie musiała się prosić...
A ja, idiotka, znowu uwierzyłam, że jak tylko dostanie ten etat... Teraz
jeszcze muszę obronić pracę... A później co? Skończyć czterdziestkę?
    • pepperann Re: mam dosyć jego wymówek... 23.09.05, 00:24
      Nie ma dwóch takich samych związków, więc mogę się mylić. Ale z tego co
      widziałam, takie zachowanie faceta oznacza, że się nie zadeklaruje i że nie chce
      przejść na kolejny etap związku. Woli , żeby było tak jak jest.

      Najbardziej drastyczny przykład. Dokładnie to samo. Będzie ślub gdy: on obroni
      pracę magisterską, ona obroni pracę magisterską (jakby nie wiem co to
      zmieniało), on znajdzie stałą pracę, on zmieni pracę itpd. A ona stale czekałą
      na romantyczne zzaręczyny. Każdy współny wyjazd, miała nadzieję że on
      przygotował niespodziankę. W końcu - oznajmił, że ślubu nie będize, bo po co im
      papierek, niech żyją w wolnym związku. A jak ona zaszła w ciążę (nie wiem do
      jakiego stopnia była to wpadka, do jakiego prowokacja) - koleś się zwinął.

      To tak tylko, ku przestrodze. Mam nadzieję, że u Ciebie tak nie będzie oczywiście.

      Chociaż to trudne - ja na Twoim miejscu bym z nim porozmawiała otwarcie, czego
      ty oczekujesz. Trudno, nie będzie romatycznych zaręczyn, ale może szczerze
      porozmawiacie. 7 lat to bardzo długo i masz prawo oczekiwać, że Wasz związek nie
      będzie stał w miejscu. Niestety jest dużo takich przechodzonych związków, w
      których ludzie nie podjęli żadnej decyzji co dalej i zwykle takie pary się
      rozpadają pod wpływem pojawienia się innej osoby. Tak długo, jak mu tego nie
      powiesz, on bedzie udawał, że nie wiem, o co ci chodzi. Powodzenia.
      • babuzonek Re: mam dosyć jego wymówek... 23.09.05, 01:01
        Dla wyjaśnienia - nie nawet nie chodzi o ślub. I chyba to jest najżałosniejsze
        w tym wszystkim. Owszem, napisałam (właściwie w swego rodzaju przenośni), że on
        nigdy nie usłyszał ode mnie "kiedy ślub", ale nawet nie w tym rzecz. Mnie do
        ślubu nie ciągnie, przynajmniej nie od razu, uważam to raczej za "przykrą
        konieczność", całe to zamieszanie. Uważam, że nie sam ślub jest tu tak naprawdę
        ważny, tylko wspólne życie. I na tym by mi zależało- żebysmy zamieszkali
        razem...
        Jest mieszkanie, czeka właściwie, trzeba tylko być w stanie się w nim utrzymać.
        W sumie mogłabym tam zamieszkać sama, ale mam wrażenie, że to by mu tylko
        ułatwiło - wpadałby sobie wygodnie, nie byłoby "przeszkadzająych" rodziców, a
        tak naprawdę zero obowiązków, odpowiedzialności...
        Dlatego czekałam - na jego "możliwość podjęcia wspólnego życia" (związaną z
        końcem studiów, pracą etc.), z trudem, ale starałam się zrozumieć jego
        argumety. Ale teraz, kiedy nagle przeszkodą stała się moja nieobroniona jeszcze
        magisterka, tym bardziej wygląda mi to na wymówki po prostu.
        Zła jestem sama na siebie, bo już wiele razy tłumaczyłam sobie, że nie jest
        wart tego czekania, że jemu na wspólnym zyciu nie zależy, że powinnam dać sobie
        z nim spokój, a znowu dałam się omamić.
        • pepperann Re: mam dosyć jego wymówek... 23.09.05, 13:12
          Zrozumiałam, że chodzi o ślub , ale nieważne. W jednym związku to może być ślub,
          w innym - wspólne zamieszkanie. Schemat zostaje ten sam. Niestety, ta sytuacja
          wygląda kiepsko, facet nie chce się zaangażować bardziej. To smutne, ale jest
          bardzo wielu facetów, którzy cenią sobie najbardziej własną wygodę. Co on
          zyskałby zamieszkując z Tobą? Zazwyczaj, aby zobaczyć w tym jakąś zmianę na
          lepsze, trzeba bardzo kochać tę drugą osobę i dążyć do określenia się, założenia
          domu. Wielu facetów tego się boi. NIestety, często okazuje się, że są zdolni do
          budowania domu tylko że z kim innym.

          Sądząc z poprzednich Twoich postów, wydaje mi się, że nie jest przyzwyczajony
          dbać o Ciebie, starać się, że mało od niego wymagasz.

          Jeśli chcesz dać wam jakąś szansę, a nie skreślać go - porozmawiaj z nim, że
          wspólne mieszkanie jest dla ciebie ważne, dowiedz się, dlaczego on nie chce z
          tobą mieszkać. Jeśli poczęstuje cię wymówkami - sama odpowiedz sobie na
          pytanie, co się za tym kryje. I określ sama dla siebie termin, jak długo
          jeszcze czekasz (np. miesiąc, albo pół roku, w zalezności od tego, ile jesteś w
          stanie mieć jeszcze nadzieję).

          WIem, że bardzo trudno jest odejść, kiedy alternatywą jest bycie samą. Musisz
          się zastanowic, czy wolisz być z nim na dotychczasowych zasadach, czy zależy Ci
          na trwałym związku, miłości zdolnej do przkraczania swojego egoizmu i budowaniu
          domu/rodziny.



    • mike2005 Re: mam dosyć jego wymówek... 23.09.05, 01:38
      babuzonek napisała:
      > A ja, idiotka, znowu uwierzyłam, że jak tylko dostanie ten etat... Teraz
      > jeszcze muszę obronić pracę... A później co? Skończyć czterdziestkę?

      No to teraz pora na doktorat:)
      A tak poważnie, to chyba masz całkiem trzeźwo myślącego faceta, który ma
      racjonalne podejście do życia. A może lepszy byłby lekkoduch wychodzący z
      założenia, że zawsze "jakoś to będzie"???
      Zawieranie związku małżeńskiego stanowi wyznacznik pewnej dojrzałości, także
      finansowej. A może marzy Ci się utrzymywanie gołodupca? W dzisiejszych czasach
      kasa w naszym kraju liczy się jak nigdy wcześniej i szanse przetrwania mają
      tylko najsilniejsi. A Twój facet pewnie chce zaczekać, aż wreszcie będzie
      zarabiał przez duże Z, coś tam odłoży i będzie mógł pomyśleć o ułożeniu sobie
      życia.
      • prawie.normalny.facet Re: mam dosyć jego wymówek... 23.09.05, 01:58
        czesc mike2005,
        zastanawiam sie czy Ty zadales sobie trud przeczytania tego co napisala w
        poprzednim poscie babuzonek. Zwroc uwage, ze Jej nawet nie zalezy tak bardzo na
        slubie tylko na tym, zeby jej facet zechcial z Nia zamieszkac. Po 7-iu
        wspolnych latach przynajmniej czegos takiego moznaby oczekiwac od drugiej
        osoby. A co do jego tzw. kariery to chyba zamieszkamnie razem nie zrujnujne mu
        zycia zawodowego. Dziewczyna ma prawo po tylu latach oczekiwac jakiejs
        stabilizacji i tego, ze ich zwiazek bedzie bardziej dojzaly.
    • prawie.normalny.facet Re: mam dosyć jego wymówek... 23.09.05, 02:01
      czesc babuzonek,
      bardzo dobrze Cie rozumiem i tak jak radzilo Ci juz kilka osob powinnas
      powaznie porozmawiac ze swoim facetem. A jak on nadal nic z tym nie zrobi to
      moze zastanow sie czy warto to dalej ciagnac. Moze w takiej sytuacji lepiej
      p;oszukac kogos bardziej odpowiedzialengo.
      zycze powodzenia i pozdrawiam.
      • wielorak Re: mam dosyć jego wymówek... 23.09.05, 10:06
        współczuję kochaniutka
        ale i pocieszę że mam podobną sytuację ale z krótszym w stażu związku
        też nie myślę jeszcze o ślubie
        ale przynajmniej jakieś "zapewnienie"
        tak zeby miec to poczucie bezpieczeństwa
        żeby za 5 lat tak po prostu nie odszedł bo on miał inne plany na życie
        w dodatku nie związane ze mną
        cieżko tak się żyje- znam ten problem
        i co my mozemy zrobić?
        odejść
        albo zostac i czekać jak księżniczki z bajki na księcia który może się okazać żabą
    • baranka81 Re: mam dosyć jego wymówek... 23.09.05, 11:40
      A ja mam może trochę prowokacyjne pytanie… czy po tym wszystkim co opisujesz
      jeszcze tak naprawdę, szczerze, chcesz z nim zamieszkać? Czy uważasz, że
      bylibyście szczęśliwi? Ty masz do niego żal, on by się wprowadził robiąc Ci
      łaskę *skoro tak nudziła, to niech jej będzie, przeprowadzę się do niej* i
      ogólnie cały układ byłby oparty na wzajemnych ukrytych pretensjach.
      Czy to nie jest trochę tak że teraz to już po prostu byś chciała, żeby stanęło
      na Twoim? Czytając Twój post mam wrażenie, że na początku chęć zamieszkania z
      nim wynikała z chęci budowania wspólnego życia, miłości itd. A czy teraz nadal
      masz na to ochotę? Bo wprowadzać się do wspólnego lokum tylko dlatego bo kiedyś
      o tym marzyłaś, może się okazać kiepskim pomysłem…
      A to co Ci radzi reszta, czyli szczera rozmowa, na pewno nie zaszkodzi… Tylko
      przed rozmową proponuję zacząć myśleć o sobie, i o swoim szczęściu, a nie o
      wiecznym czekaniu na ukochanego (?). A pomijając wszystko, facet, który musi
      dać się prosić, żeby zamieszkać z dziewczyną nie jest moim zdaniem wart
      zachodu. mimo 7 lat spędzonych razem.
      • kotekkk Re: mam dosyć jego wymówek... 23.09.05, 12:03
        zgadzam się. W pewnym momencie uczuc typu żal i rozczarowanie może być po
        prostu więcej niż tego co dobre , tego co spowodowało ze chciałaś żebyście byli
        razem. Ja wspominam te wszystkie rozczarowania gdy wracałam ze wspólnych
        weekendów, wakacji... czekałam , ze mój facet potraktuje mnie jak księżniczkę
        i takie tam... że usłysze jak ON bardzo pragnie być ze mną...
        W tej chwili zastanawiam sę czy potafiłabym zapomnieć o tym żalu i
        rozczarowaniu i żyć jakgdyby nidy nic i być szczęśliwa. Czasem czeka się za
        długo.
        pozdrawiam.
        • crazygirl00 Re: mam dosyć jego wymówek... 23.09.05, 12:37
          tez tak kiedys mialam.chodzilam z moim kilka lat a on ciagle mowil,że mamy
          jeszcze czas bo trzeba zrobic to czy tamto.w koncu porozmawialam z nim uczciwie
          i powiedzialam,zeby sie zadeklarowal czego on naprawde chce i na ile powaznie
          traktuje nasz zwiazek bo mi tez lata leca i nie wiem na czym stoje...
          jestem od ponad miesiaca szczesliwa mezatka;)
    • barbie4 Re: mam dosyć jego wymówek... 23.09.05, 12:50
      buuuu.....
      sytuacja analogiczna, musial sie obronic, znalesc prace itp.
      ciagle "nie był gotowy" i trzeba było na cos zbierac pieniadze- wakacje,
      samochód itp.
      no i po 11 latach , z dnia na dzien zostawił mnie. SZOK !!
      po 3 tyg. poznał jakas panienke a po 3 miesiacach ozenił sie, oczywiscie z nia
      nie ze mna :-)
      teraz sie z tego smieje, ale nie było mi wtedy wesoło.
      nie chce cie denerwowac, kazda sytuacja i osoba jest inna, ale po własnym
      doswiadczeniu wiem ze jesli jest sie z kims tyle czasu i sie "nie jest jeszcze
      gotowym" to juz sie chyba nie bedzie....
    • bacha1979 Re: mam dosyć jego wymówek... 23.09.05, 13:43
      Nie wiem babuzonku, co Ci można poradzić. Sprawa nie jest prost i choćbyśmy
      wszytkie jednym głosem wołały- kopnij go w tyłek, pewnie tak nie zrobisz i
      trudno Cię nie rozumieć. Jestescie ze sobą bardzo długo,tak więc wcale nie jest
      prosto powiedzieć "cześć"!
      No ale z drugiej strony- facet zwleka i anwet nie o to chodzi. Wnioskuję, że
      wie, zę Tobie ejst źle w tej sytacji. I co?? nadal nić nie robi.
      Nie wiem, czy stawianie sprawy na ostrzu noża jest dobrym pomyśłem, ale chyba
      jednka bym zaryzkowała i "wóz albo przewóz".
      Nie możesz tkwić w zwiazku, w którym facet nieupełnie liczy sie z Twoimi
      potrzebami. Zwyczjanie szkoda życia no a przy tym młodsza nie bedziesz.
      Trzymam kciuki za Ciebie, uszy do góry!!!
    • kubusia_pa byłam w analogicznej sytuacji... 23.09.05, 14:17
      Podobny staż z facetem i oczekiwania( chyba za duże jak na niego).Też nie
      zależalo mi na ślubie, a jedynie na tym żeby razem zamieszkać, mieć do cholery
      jakieś wspólne plany na przyszłość.Na bazie moich "wygórowanych" oczekiwań
      nawarstwiły się inne problemy, bo nie miałam zamiaru udawać że nie ma
      problemu.On szukał ciągle jakichś wymówek, unikał poważnej rozmowy a ja nie mam
      15 lat. W końcu nie miałam już siły tego ciągnąć i od miesiąca jestem sama.Nie
      powiem że było łatwo po tylu wspólnych latach.Ale to była właściwa decyzja.Wiec
      się trzymaj- nie jesteś sama:).
      • barbie4 Re: byłam w analogicznej sytuacji... 23.09.05, 14:25
        a mi zalezało na slubie,
        gornolotne słowo- papierek, ale bardzo istotne z kazdego punktu widzenia,
        naprawdę
        i finansowego i psychicznego
        • kubusia_pa Re: byłam w analogicznej sytuacji... 23.09.05, 14:32
          Ja wychodzę z założenia że najlepiej jest najpiew pomieszkać ze sobą, zobaczyć
          jak układa się zwyczajne życie we dwoje w natłoku zwyczajnych codziennych
          problemów.
          Moj były nie był na to gotowy, miałam wrażenie że zatrzymał się na etapie
          spotkań i wspólnych wakacji( które oczywiście ja musiałam zorganizować!).
          • szczurza_mama Re: byłam w analogicznej sytuacji... 04.10.05, 02:39
            rany... właśnie założyłąm posta w tej samej sprawie i dopiero teraz trafiłam na
            ten wątek. Mam dokładnie taki sam problem i juz dłuzej tego chyba nie zniosę.
            Jednak ja mam o tyle gorszej, że ja mam mieszkanie, w którym mieszkam sama i on
            rzeczywiscie czuje sie tutaj jak u siebie, jednocześnie nie ma żadnych
            obowiązków, bo wytłumaczenie jest jedno "to nie mój dom". Mamy po 24,5 roku, ja
            wcześniej pracowałam a on nie i to ja miałam kasę, płaciłam za wszystko. zPrzez
            4 miesiace byłam teraz bezrobotna a on w tym czsie był na stażu i miał te swoje
            500 zł na miesiąc, troche mi pomagał finansowo, szczególnie jeśli chodzi o
            wydatki na jedzenie, ale tak to nic więcej, żadnych kwiatów, drobnego
            prezenciku. Jak ostatnio byliśmy na festynie w zamku w Czersku to kupił jakis
            kamień z runą i mi pokazał, ja myślałam, że to dla mnie i zaczęłąm mu dziękować,
            a on zabrał i powiedział, że to dla niego i nie ma pieniędzy żeby mi kupić.
            Zrobiło mi sie strasznie głupio...

            Generalnie on ciagle mi mówi, że chce byc ze mną, chce sie ożenić i mieć dzieci,
            ale na razie chce sie wyszaleć, bo niedługo będzie miał wiecej pieniędzy, bo
            dostanie etat. Jego wielkim marzeniem jest też mieć samochód, bez względu jak
            mało ekonomiczne by to było, bo benzyna drozeje. Ja nie chcę ślubu, ja chcę żeby
            on sie wprowadził do mnie (mieszkam dwie stacje metra od niego) i żebysmy
            zobaczyli czy wogóle do siebie pasujemy. Ale on nie chce...

            A ja zaczynam dojrzewać do tego by znaleźć innego mężczyznę i zakochać się,
            poczuć sie prawdziwą kobietą i by ktos powiedział, że jestem, dla niego
            najważniejsza. Bo cos czuje, że od niego tego już nigdy nie usłyszę.
Pełna wersja