babuzonek
23.09.05, 00:10
Może niektóre z Was mnie pamiętają, bo problem wraca. Jesteśmy razem długo,
prawie 7 lat. On nie deklaruje żadnych poważnych planów. Tzn.deklaruje -
"kiedyś"...
Przeczekałam czas, kiedy mówił, że "najpierw trzeba skończyć studia".
Przeczekałam, kiedy twierdził, że "najpierw musi znaleźć pracę".
Doczekałam momentu, kiedy "praca powinna być stała, żeby można było mówić o
jakiejkolwiek przyszłości"... Cały czas mówimy tu o jego pracy, bo ja pracuję
już od dawna...
Ostatnio usłyszałam, że "ty lepiej obroń pracę"...
Aż mi się śmiać chce przez łzy i zastanawiam się co on jeszcze wymyśli...
I nie naciskam, chyba nigdy nie usłyszał ode mnie "to kiedy ślub", zawsze
chciałam, żeby to wyszło od niego, żebym nie musiała się prosić...
A ja, idiotka, znowu uwierzyłam, że jak tylko dostanie ten etat... Teraz
jeszcze muszę obronić pracę... A później co? Skończyć czterdziestkę?