co mam w sobie zmienic zeby bylo ok?

26.09.05, 08:06
rozwala mi sie kolejny zwiazek i to dosc dlugi i to w identyczny
sposob .dopoki nie jestem na maxa zaangazowany i mam do wszystkiego dystans
widze ze kobieta czuje "respekt" nie chce mnie stracic wiele miesiecy jest
raj w zwiazku .ona sie stara angazuje zalelezy jej.potem gdy zaczynam coraz
mocniej kochac....zaczynam w podswiadomosci bac sie ze ja strace moze troche
taki zwiazek zaczyna byc za powazny dla kobiet(19-20 lat).nie wiem...ale gdy
zaczyna sie coraz mocniejsze zaangazowanie i chyba daje za duzo
siebie .kobieta zaczyna robic sie za pewna.potem zaczynaja sie hustawki.i ja
jestem stanowczy pokazuje jej ze tak byc nie moze ale chyba robie to za
krotko.potem jest dalej hustawka dobrze zle.zwiazek sie konczy.a za jakis
czas ona chce wrocic ale ja juz nie chce.nie wiem czy ja trafiam na
nieodpowiednie kobiety,czy za duzo daje z siebie a powinienenm byc bardziej
osttry i grac na ostrzu noza.......nie wiem naprawde.ale mam dosyc tego
wszystkiego przeciez nie bede gral jakiegos macho bo nawet nie mam
zamiaru......wiec co mam zrobic?
    • dosia26 Re: co mam w sobie zmienic zeby bylo ok? 26.09.05, 13:51
      No wiesz, jeżeli nie traktujesz bycia z dziewczyną/kobietą na
      zasadzie "pięciominótówki" (bo wtedy angażować się naprawdę nie musisz), to
      zdaj sobie może na początek sprawę z faktu, że po wstępnym etapie zauroczenia,
      nawet do kilku mcy, przychodzi czas na docieranie, czyli już nie tylko
      radosne "ochy,achy,etc", ale jakby w końcu popracowanie nad tym, że jesteście
      razem nie tylko z powodu zadowolenia erotycznego, ale dlatego, że macie wspólne
      dążenia i sprawy, które zbliżają was jakby w odleglejszej perspektywie. Nie
      znaczy to od razu, że masz jej kupować pierścionek zaręczynowy, bo na wszystko
      przychodzi czas, tylko warto naprawdę mieć swiadomość tego, że bycie z drugim
      człowiekiem ewoluuje w czasie,a wobec tego nie może pozostać na etapie
      wiecznego trzymania się za rączki i patrzenia sobie w oczka.

      To tyle tytułem podzielenia się pierwszą refleksją na temat twojego postu,
      dosia26
      • samiecc Re: co mam w sobie zmienic zeby bylo ok? 26.09.05, 20:00
        wlasnie nie traktuje .jesli slysze od kobiety teksty o wspolnym byciu i slysze
        to czesto itp .im dluzej to trwa tym mocniej sie angazuje chyba miekkne trace
        ten dystans i pewnosc ze wszystko kontroluje co robie.i nie wiem czy to nie
        jest klopot.ale z czasem poprostu angazuje sie w takie cos coraz mocniej i
        powazniej.moze za powaznie:(
        • dosia26 Re: co mam w sobie zmienic zeby bylo ok? 26.09.05, 21:48
          Co to znaczy "często" i co to znaczy "teksty o wspólnym byciu" ? Za rok, dwa,
          trzydzieści lat też, czy może macie inną miarę " wspólnego bycia" ? Jaki
          dystans, do czego lub kogo ? Do tego, że i tak to się nie uda, ale jak widzisz,
          że jest "dobrze" to wtedy się oddajesz i uważasz, że to nie tak ? Z jakiego
          punktu wyjścia rozpoczynasz w ogóle bycie z kobietą ?
          Sorry z atą psychoanalizę, ale jak ruszasz wątek to postudiujmy go trochę, może
          coś z tego będzie ...
    • john_malkovitch Re: co mam w sobie zmienic zeby bylo ok? 26.09.05, 20:01
      Człowieku, idź na kurs języka polskiego..
      Trochę szcunku do własnej osoby..
      • samiecc Re: co mam w sobie zmienic zeby bylo ok? 27.09.05, 06:31
        zaczyna sie od zwyklych spotkan wiadomo piwo spacery itd .ale dosc czesto po
        niedlugim czasie jak cos zaiskrzy to wszystko posuwa sie coraz szybciej .tyle
        ze przez kilka pierwszych miesiecy gdy jest ok chyba czuje sie pewnie mocny a
        przede wszystkim swobodnie.gdy zwiazek jest juz blisko roku np wiadmo czlowiek
        sie angazuje chce byc z ta druga polowka.oboje mowia ze chca byc razem nic ich
        nie rozlaczy ,ze chca zamieszkac wspolnie ,chca miec razem dzieci.tego typy
        teksty w duzych ilosciach slyszalem od tej czy innej kobiety.ze to jest to, ze
        ona nie chce nikogo innego, ze mam podejscie do kobiet umiem sprawic ze czuje
        sie wyjatkowa przy mnie , ze jestem cieply i czuly .wiadomo gdy sie to swietnie
        toczy slyszy sie takie teksty to ja tez daje calego siebie.potem zaczyna sie
        cos psuc.odnosze wrazenie ze kobieta zaczyna czuc sie za pewnie przestaje sie
        starac walczyc o taki zwiazek bo mysli na zasadzie i tak mam milosc opieke wiec
        po co dawac wiecej.potem zaczyna sie taka hustawka dobrze zle az po dluzszym
        czasie konczy sie rozstaniem.kilka razy slyszalem od wielu kobiet jeden tekst
        ze jestem naprawde super facetem ale ze jestem "za dobry"....chyba mam to
        rozumiec ze powinienem sie mniej angazowac i mniej dawac z siebie nawet gdy w
        zwiazku jest super,chyba chodzi o zostawienie sobie takiej chlodenj malej
        przestrzeni w tym wszystkim dla siebie.tyle ze ja nie umiem grac bo jak kocham
        to kocham na maxa...
      • samiecc Re: co mam w sobie zmienic zeby bylo ok? 27.09.05, 06:39
        im dluzej trwa zwiazek i jesli ma za soba np 8-12 miesiecy super przezyc
        bliskosci i cos zaczyna sie psuc.....ja ide na kompromis skupiam sie bardziej
        na nas ,na tym aby bylo ok .a odnosze ze z tym kompromisem jest tak ze to ja
        sie naginam za duzo a partnerka za malo.i to jest dla niej wygdone .ja daje
        100% ona coraz mniej .nie wiem moze powinienem stawiac sprawe na ostzu noza i
        mowic od razu na samym poczatku ze robimy tak i tak albo to nie ma sensu
        • daimona odpowiem tak 27.09.05, 11:05
          po roku, bywa, zaczynają spadać łuski z oczu - i może miałeś pecha, ze spotkałeś
          takie, a nie inne dziewczyny. Bo młody chyba dosyć jesteś.
          W tym wieku obie strony obdarowują się dość czesto tekstami: "za dobry/za dobra
          jesteś dla mnie" i rzucają.
          Po prostu nadal bądź sobą, kochaj, ale nie ograniczaj drugiejosoby. I tyle.
          Trudno wypoiwedzieć się w 100%, nie słysząc wersji drugiej strony.
          • samiecc Re: odpowiem tak 27.09.05, 20:31
            wiesz o to chodzi ze my sobie od razu powiedzielismy ze nie robimy
            wiezenia .oprucz dyskotek lazilismy razem lub osobno w zaleznosci kto jak mial
            ochote.a co doskotek to bylo tak ze ona ze wzgledow zdrowotnych i tak nie mogla
            chodzic.lecz od dluzszego czasu z roznych powodow ona nie mogla nigdzie wyjsc a
            ja w 90% rezygnowalem z wielu rzeczy by byc przy niej.mysle ze gdy zaczelo byc
            zle to ona poprosila mnie bym dal jej czas wrecz plakala i widac ze nie bylo to
            naciagane....no i zostalem.a wtedy chyba powinienenm powiedziec ze nie ma czasu
            w zwiazku i ze powinienem sie z nia rozejsc i nie pozwolic wrocic spotkac sie
            itd dopoki nie poczucje od niej tego czegos.a nie bylem konsekwenty i to caly
            problem
            • dosia26 Re: odpowiem tak 28.09.05, 20:53
              Ależ ty strasznie mieszasz! I w ogóle fatalnie czyta się wypowiedzi, które
              pisane są w taki sposób, połowa treści jest dla mnie niezrozumiała przez tak
              zlany tekst ! Zaczynam mieć wrażenie, że szukasz tak naprawdę problemu poza
              sobą i tylko ty się tak całkiem angażujesz, a te twoje dziewczyny są jakieś
              niezrównoważone emocjonalnie i ze strasznymi problemami w funkcjonowaniu. Czego
              tak naprawdę szukasz w byciu z drgim człowiekiem ? Ustal priorytety i nie mów
              sobie od razu, że to ta jedyna i właściwa. A może zacznij od tego, że nawet na
              udanym seksie niespecjalnie da się zbudować długotrwałą i wartościową relację
              bliskości.
              Pozdrawiam, dosia26
Inne wątki na temat:
Pełna wersja