mąż jedynak+ teściowa = nie mam już siły!!!

26.09.05, 14:14
Witam,
wiem, ze ten temat był wałkowany na tym forum tysiące razy. Ale niestety nie
znalazłam tu rozwiązania mojego problemu.
Mieszkamy na szczęście osobno (chodzi mi o teściów). Mamy 3 letni staż
małżeński, 2-letnią córeczkę i...jest coraz gorzej.
Ostatnio pokłóciłam się z jego matką o moje dziecko, którym się opiekowała
podczas gdy my pracowaliśmy. Wina leżała po jej stronie, jednak mój mąż i tak
trzymał stronę mamusi.
Miniony weekend to koszmar. Wałkowaliśmy temat kupna większego mieszkania
(mieszkamy w kawalerce). On nie zgodzi się na wzięcie kredytu (nie mówi tego,
ale tak ma wpojone od swoich rodziców: rzadnych rat, rzadnych pozyczek,
rzadnych kredytów). W każdej naszej decyzji czuję rękę teściów. Mąż
zaprzecza, ale myślę, ze wszystko z nimi konsultuje i zawsze ma takie samo
zdanie jak oni. Nie mogę znieść, ze ktoś wciąż steruje moimj życiem.
A ja już nie mogę. Nie wiem co mam zrobić. Groziłam już nawet rozwodem, ale
okazuje się, ze mamusia jest dla niego ważniejsza niż żona i córka...
    • rosa_de_vratislavia Re: mąż jedynak+ teściowa = nie mam już siły!!! 26.09.05, 14:28
      allika napisała:

      > > Mieszkamy na szczęście osobno (chodzi mi o teściów). Mamy 3 letni staż
      > małżeński, 2-letnią córeczkę i...jest coraz gorzej.
      > Ostatnio pokłóciłam się z jego matką o moje dziecko, którym się opiekowała
      > podczas gdy my pracowaliśmy. Wina leżała po jej stronie, jednak mój mąż i tak
      > trzymał stronę mamusi.

      Przede wszystkim nie ma powodów, zeby teściowa opiekowała sie dzieckiem. Ona
      nie ma takiego obowiązku, a Wy, godząc się na taki układ, automatycznie macie u
      niej "dług wdzięczności".
      O ile pani w złobku czy niani mozecie powiedzieć jak ma postepować z dzieckiem,
      o tyle teściowej trochę nie wypada pouczać, zwłaszcza jeśli pomaga Wam z dobrej
      woli... tak wiec IMO pierwszy krok to zorganozowanie tej opieki inaczej.
      Żłobek dla dwulatki może okazać się całkiem dobrym rozwiazaniem, a Ty nie
      bedziesz musiała słuchac np. wypominania "Ja się Waszym dzieckiem opiekuje,
      poświecam swój czas a Ty taka niewdzięczna..."
      Poza tym teściowej sie coś od zycia nalezy, a bycie darmową nianią jest dośc
      męczące i mało atrakcyjne ;-)
      Powodzenia w odcinaniu pepowiny!
      > Miniony weekend to koszmar. Wałkowaliśmy temat kupna większego mieszkania
      > (mieszkamy w kawalerce). On nie zgodzi się na wzięcie kredytu (nie mówi tego,
      > ale tak ma wpojone od swoich rodziców: rzadnych rat, rzadnych pozyczek,
      > rzadnych kredytów). W każdej naszej decyzji czuję rękę teściów. Mąż
      > zaprzecza, ale myślę, ze wszystko z nimi konsultuje i zawsze ma takie samo
      > zdanie jak oni. Nie mogę znieść, ze ktoś wciąż steruje moimj życiem.
      > A ja już nie mogę. Nie wiem co mam zrobić. Groziłam już nawet rozwodem, ale
      > okazuje się, ze mamusia jest dla niego ważniejsza niż żona i córka...
    • dzenifer mąż mamisynek + teściowa = nie mam już siły!!! 26.09.05, 16:44
      kochana, mam ten sam problem. rozmumiem cie doskonale. niestety nie ma zadnego
      lekarstwa na "kochane mamuski", ja po ostatniej wizycie, stwierdzilam, iz moja
      noga nie postanie w jej domu i ograniczenie kontaktow to najlepsze rozwiazanie.
      ona tez ma swoje sposoby, nagle stala sie bardzo mila, zaczela mnie wychwalac
      (wczesniej sama krytyka i (doslownie mi tak mowi) "moj syn jest lepszy od
      ciebie, nie zaslugujeszz na niego").
      teraz ukochany synek mamusi sam chodzi do niej w odwiedziny i tak jest dla mnie
      o wiele lepiej. napisze ci jeszcze cos smiesznego, nie odwiedzala nas chyba od
      roku, zawsze my musielismy isc do nich, kilka dni temu przyszla do mnie po
      pieniadze ("pozycza" tak bardzo czetso, mimo iz oni lepiej stoja finansowo niz
      my), a jak jej powiedzialam, ze kupujemy to stwierdzila: no to musisz zaczac
      oszczedzac. zabrala pieniadze i poszla... ja mam oszczedzac, zeby ona miala na
      swoje wydatki... pozyczaj ciagle od nas pieniadze, mojego meza traktuje jak
      prywatnego kierowce, wydzwania po kilka razy dziennie i ciagle trzeba jej
      pomagac. mamusia mieszka z pracujacym mezem, pracujaca b. dobrze zarabiajaca
      corka, druga corka rozwodka z corka, mamusia ma dosyc dobra rente (prawie
      4tys). nic dodac nic ujac...
      dlatego ogranicz z mamusia stosunki, przestan jej sluchac i dziecko nie
      zostawiaj pod jej opieka. pozdrawiam
      • allika Re: mąż mamisynek + teściowa = nie mam już siły!! 27.09.05, 08:54
        Dziewczyny, właśnie tak zrobiłam a jest jeszcze gorzej!
        Przestałam bywać u teściów,przestałam posyłac do nich dziecko, znalazłam jej
        żłobek ale wczoraj okazało się, ze mój maż ma zamiar nadal je tam zaprowadzać.
        Mój mąż pracuje w systemia zmianowym i czasami ma dni wolne. Wtedy rzeczywiście
        mała zamiast iść do żłobka mogłaby z nim zostać, ale wiem, ze nie będą razem,
        tylko wywiazie ją do teściów. I wczoraj gdy powiedział mi, że chce na cały
        dzień zabrać małą do rodziców ostro mu się postawiłam mówiąc, ze zaprowadzam ją
        do żłobka (pomimo, ze on jest cały dzień w domu). Wiem, ze to nie jest jego
        pomysł tylko dziadków. Kiedy na 3 tygodnie odseparowałam dziecko od nioch chyba
        zrozumieli co tracą i stęsknili się za wnuczką. Ja jednak chcę utrzec nosa
        teściowej i w końcu pokazać jej kto ma ostatnie słowo w stosunku do mojego
        dziecka. To ja jestem jej matką i ja będę decydowała kto ma się moją córką
        opiekować. A do tej pory przez 2 lata słyszałam wciąż od niej co robię nie tak.
        Teraz powiedziałam DOŚĆ!
        Może niektórym z Was wydam się wredna w stosunku do teściowej, ale gdybyście
        usłyszeli tyle przykrych słów, tyle upokorzeń zrozumielibyście.
        A mąż?
        Po wczorajszej awanturze pojechał spać do mamusi! Powiedział, ze mnie
        nienawidzi! I zawsze, gdy powiem coś nie tak na jego mamusię, pojawia się z
        jego strony słowo rozwód. Czy uważacie, ze takie powinny być relacje pomiędzy
        małżonkami? Że rodzic, nawet gdy nie ma racji zawsze będzie priorytetem? Bo ja
        myślę, ze mąż powinien w każdej sytuacji stać za żoną murem i odwrotnie. Nie
        mówię, że ma zrywać kontakty z matką bo ja nie mogę się z nią dogadać. Ale na
        Boga nie popierać jej w każdej sytuacji, nawet gdy nie ma racji a do mnie
        odwracać się tyłem! Po co mi taki mąż??????
        • kruszynka301 Re: mąż mamisynek + teściowa = nie mam już siły!! 27.09.05, 09:23
          też jestem żoną jedynaka, z teściową się uwielbiamy, więc sytuacja, jaką opisujesz, jest mi trochę obca.
          Jednak:
          - nigdy nie powiedziałabym mężowi czegoś złego o jego mamie - jeśli już, to mówię to wprost teściowej, mówię też dlaczego tak sądzę. To samo ona o mnie, nigdy mąż nie jest stroną w naszym sporze.
          - kiedy sobie coś wymyślę, zazwyczaj się konsultuję ze wszystkimi, jeśli mąż i teściowa byliby przeciwni, to raczej nie robię tego, co zamierzyłam - jeśli kilka osób razem podejmuje decyzję, prawdopodobieństwo podjęcia lepszej decyzji jest większe.
          Rezultat powyższych działań:
          - wszyscy są zadowoleni, wszyscy się szanujemy, czasami mamy inne zdania, ale to przecież normalne. Do kłótni nigdy nie doszło. Teściowa zawsze wie na bieżąco, co się u nas dzieje (zarówno ode mnie, jak i od męża). Nie widzę w tym niczego złego. Na dodatek mieszkamy z moimi rodzicami i rodzeństwem (11 dorosłych osób w domu + dzieci + zwierzaczki!), więc sztukę kompromisu i wzajemnego współżycia mamy opanowaną do perfekcji - i świetnie się razem czujemy.
        • anusia29 Re: mąż mamisynek + teściowa = nie mam już siły!! 27.09.05, 09:29
          faktycznie, nie masz najlepszej relacji z mężem. Mój mąz zawsze trzyma MOJA
          stronę (heh, nawet jak nie mam racji... ale to ja jestem jego połówką :)))
          porozmawiaj z mężem otwarcie, a jeśli rozmowa nic nie da - zastanów się czy to
          jest to czego chcesz - dostosowywac się do jego mamy, byc tą drugą (po
          matce!!!) może warto posłuchac jego rad i się rozwieźć? jesteś młoda - nie ten
          to inny; dziecko nie jest przeszkodą. A długodystansowe dołowanie negatywnie
          się na Tobie odbije. Istnieje też szansa, że Twoja decyzja o rozwodzsie
          podziała na niego jak kubeł zimnej wody. A jesli nie - krzyż na drogę . Uwierz.
          • allika Re: mąż mamisynek + teściowa = nie mam już siły!! 27.09.05, 09:41
            Chyba masz rację. Chyba nie warto trwonić życia przy kimś kto nigdy Cię nie
            poprze i zawsze być tą drugą. Nie tego oczekiwałam biorąc z nim ślub. A tak jak
            te scysje początkowo były nie aż tak poważne, ja zresztą wiele puszczałam mimo
            uszu, tak teraz staje się to wszystko niedowytrzymania. Może więc warto zacząć
            dojrzewać do myśli o rozwodzie i zajrzeć na forum "Samodzielni". Szkoda tylko
            dziecka.
            • anusia29 Re: mąż mamisynek + teściowa = nie mam już siły!! 27.09.05, 09:55
              właśnie nie szkoda dziecka. Ja jestem dzieckiem z rodziny, gdzie (sytuacja
              podobna do Twojej!) matka tkwiła nieszczęśliwa w małżeństwie "dla dobra
              dziecka". Koszmar! Wolałabym 1000 razy, żeby się rozwiedli. Tak to nie miałam
              ani normalnego domu, ani szczęśliwej matki, co się negatywnie na mnie odbiło.
              Do tej pory nie lubie tam jeździć... czasem rozwód jest najlepszym dla dziecka
              rozwiązaniem. Ono widzi więcej niż Ci się wydaje; niestety.
            • dzenifer Re: mąż mamisynek + teściowa = nie mam już siły!! 27.09.05, 13:57
              nie wiem, czy rozwod jest rozwiazaniem wszystkih problemow, a takie rady
              pojawiaja sie tu czesto. mysle,ze zawsze warto powalczyc o to co was
              laczy/laczylo kiedys. domyslam sie, iz rozmowa z twoim mezem nie daje rezultau.
              sprobuj moze (zamiast definitywnej separacji) wyprowadzic sie na jakis czas.
              wtedy oboje bedziecie miec czas na przemyslenia i bedziecie mogli podjac
              decyzje nie "na goraco". ja wlasnie tak mam zamiar zrobic, powiedzialam juz
              mojemu, ze jade do mojej mamusi na jakis czas, aby wszystko sobie poukladac, bo
              nie tak sobie wyobrazalam nasz wspolne zycie. moze wtedy zrozumie jak bardzo
              zalezy mu na tobie i waszej corci. rozumiem, ze go kochasz, wiec nie decyduj
              sie tak latwo na rozwod, zreszta, przeciez tesciowej wlasnie o to chodzi.
              chcesz,aby ona wygrala? ps ogladalam kilka dni temu film o tesciowej i synowej
              z fonda i lopez(smieszny, ale niektore sytuacje wprost wyject z mojego zycia),
              szkoda, ze takie zakonczenia sa tylko w kinie... trzymaj sie i walcz!
              nie daj jej wygrac!
    • molly20 Re: mąż jedynak+ teściowa = nie mam już siły!!! 27.09.05, 11:20

      allika napisała:

      Tak niestety wygladaja sytuacje gdzie to teściowa chce czy tez nie musi zostać
      niańka i prawdopodobnie czasami nie ma na to ochoty ale tez nie potrafi odmowic
      ...Nie jestem zwolenniczka robienia z matek darmowych opiekunek.Babcia powinna
      być babcia.One naprawde nic juz nie musza.Od opieki sa żłobki,opiekunki za
      wynagrodzenie.Zapewniam cie ze nie miałabys problemu .
      • anusia29 Re: mąż jedynak+ teściowa = nie mam już siły!!! 27.09.05, 11:23
        heh, przeczytaj dzisiejszy post alliki - właśnie tak zrobiła (żłobek) a problem
        jeszcze wiekszy
        niestety, czasem związek syna z matką jest zbyt silny
        • molly20 Re: mąż jedynak+ teściowa = nie mam już siły!!! 27.09.05, 12:19
          anusia29 napisała

          Witaj Anusiu!
          Ja uwazam ze post alliki jest dosc interesujacy choc nie rozumiem tak do konca
          całej sytuacji.Otoż skoro allika załatwiła żłobek dla dziecka to powiedz czemu
          dziecko ma nie isc do żlobka wtedy kiedy to mąż ma wolny dzien od pracy.TO ona
          sama doprowadza do takiej sytuacji gdzie to wtedy wystepuje ten problem opieki
          całodniowej i maz chcac nie chca byc moze nie radzac sobie ucieka z dzieckiem do
          matki.Gdyby poszlo do żlobka a maz dostał zadanie aby cos konkretnego zrobił w
          domu czy załatwił jakies domowe sprawy nie byłoby problemu.Uważąm że ona robi
          sztuczne problemy.Poza tym brak kontaktu wnuczka czy wnuczki z babcia to nic
          dobrego.Dorośli maja i moga miec ze soba problemy natomiast gra dzieckiem jest
          nie do przyjęcia. dziecko nie jest tylko własnościa matki ale ojca rowniez i
          nikt mu nie zabroni odwiedzać matki z własnym dzieckiem.Takie zachowania młodych
          mężatek jest żałosne.Kazda z nas jest matka i zwiazek z naszymi dziecmi jest tez
          silny tyle tylko ze my kobiety nie potrafimy zrozumiec miłosci syna do matki.Nie
          wolno nam z nia rywalizowac bo miłosc naszych meżow do nas polega na czyms innym.
          • anusia29 Re: mąż jedynak+ teściowa = nie mam już siły!!! 27.09.05, 12:31
            witaj Molly :)
            Widzisz, ja zrozumiwłam sprawę tak, że to mąż nie chce żłobka i nie chce małej
            doń prowadzać jak ma wolne. Woli prowadzać ją do swojej mamy.
            Owszem, kontakt wnuków z dziadkami jest pozytytwny; niemniej nie zawsze. Bywają
            toksyczni dziadkowie (tak jak i toksyczni rodzice) i w tym przypadku myslę, że
            teściowa jest dla alliki nieco toksyczna. Chocby dlatego, że cały czas ją
            krytykuje. Pewnie także wobec dziecka, co jest już skandaliczne (jesli tak
            jest, a przypuszczam, że tak - znam niestety takie motywy aż za dobrze)
            • molly20 Re: mąż jedynak+ teściowa = nie mam już siły!!! 27.09.05, 12:53
              anusia29 napisała:

              Mam w rodzinie bliskiej bardzo podobne problemy i przygladajac sie na to z
              bliska powiem szczerze"prawda jest jak pupa ,każdy ma swoją". Ja nie jestem
              stronnicza bo zeby to zrozumiec trzeba wysłuchac obu stron.Mnie tez w zyciu było
              nie łatwo,ale wiesz kiedy mozna zrozumiec swoje błędy?wtedy kiedy braknie
              tesciow czy rodzicw.My tez nie jestesmy doskonałe.Poza tym tez bedziemy tesciowymi.

              Owszem, kontakt wnuków z dziadkami jest pozytytwny; niemniej nie zawsze. Bywają
              >
              > toksyczni dziadkowie (tak jak i toksyczni rodzice) i w tym przypadku myslę, że
              > teściowa jest dla alliki nieco toksyczna.

              W tym przypadku nie zgodze sie z toba poniewaz babcia na 2 letnie dziecko nie
              moze miec zadnego negatywnego wpływu.Bo ani jeszcze nie potrafi dziecko
              zrozumiec ze moga one wzajemnie sie nie lubic.Krzywdy napewno dziecku nie robi i
              w to nie uwierzę.Poza tym problem może autorka watku rozwiazac prowadzajac
              dziecko do swojej mamy.
              • anusia29 Re: mąż jedynak+ teściowa = nie mam już siły!!! 27.09.05, 15:28
                no niestety nie masz racji, dziecko, w okresie niewerbalnym (przed ukończeniem
                2 rż) wszystko rozumie i w tym okresie właśnie powstaje większość nerwic oraz
                zaburzeń osobowści
            • allika Re: mąż jedynak+ teściowa = nie mam już siły!!! 27.09.05, 12:55
              Witajcie Dziewczyny!
              Z tym żłobkiem jest dokładnie tak jak piszesz Anusiu. Wiem, że sprawy pomiędzy
              mną a moją teściową załatwiam przy pomocy dziecka, ale tylko w ten sposób mogę
              dać jej odczuć, ze odpowiada się za to co się mówi, a na przyszłość należy się
              zastanowić zanim się coś powie. Zawsze byłam przeciwniczką izolowania dzieci od
              dziadków, nawet gdy dorośli nie utrzymują z nimi kontaktu. Nie mówię, ze będę
              tak postępowała już zawsze, ale na razie, po tym wszystkim nie jestem w stanie
              posłać do nich mojego dziecka.
              Co byście powiedziały, gdyby teściowa wykrzyczała Wam, że: "Jaką ty jesteś
              matką, ty ją tylko urodziłaś, a dziecko, to jednostka społeczna, że spędza z
              nimi więcej czasu niż ze mną (dla sprostowania:bo ich syn nie jest w stanie
              utrzymać rodziny, ja zarabiam więcej od niego, a na jego pensji umarlibyśmy z
              głodu, zresztą codziennie o 16 jestem w domu!)czy wreszcie, że podtruwałam moje
              dziecko własnym mlekiem (są takie domniemania, że mała zaraziła się ode mnie
              gronkowcem, ale to nie zostało wyjaśnione do dzisiaj). Co byście powiedziały,
              gdyby teściowa poiła wasze dziecko czerwonym winem (jest emerytowanym pediatrą
              i jakiś tam profesor 40 lat temu powiedział jej, ze niewielkie ilości
              czerwonego wina pobudzają u dzieci produkcję erytrocytów), albo gdyby teściowa
              powiedziała Wam, ze się nie znacie na wychowaniu i pielęgnowaniu dzieci, bo po
              pierwsze jestem za smarkata (mam 29 lat) a po drugie mam wiedzę z gazet a ona z
              książek medycznych (tylko, że jej metody leczenia i wychowawcze pochodzą sprzed
              40 lat!!!). I gdybyście nie mogły pójść z malutkim dzieckiem do okulisty z
              pozatykanymi kanalikami łzowymi ani profilaktycznie zrobić usg bioderek, bo jak
              mamusia mówi, ze jest ok, to jest ok a nie można przecież podważać diagnozy
              mamusi. A poza tym to ja jestem chisteryczką, bo wciaż wymyślam jakieś choroby
              dziecku.
              A mąż w tym wszystkim przytakuje mamusi????
              • allika Re: mąż jedynak+ teściowa = nie mam już siły!!! 29.09.05, 13:49
                Cześć,
                Postanowiliśmy spróbować jeszcze raz. Pewnie jeszcze nie raz tu zajrzę z
                płaczem (odpukać), ale w przypadku naszego małzeństwa tak właśnie jest. Mam
                wrażenie, ze popadamy z jednej skrajności w drugą: od wielkiej miłości do
                obrzucania się przykrymi słowami. Tydzień tak tydzień tak, i tak w kółko. Ale
                najgorsze jest to, ze ten drugi tydzień jest coraz to okrutniejszy, posuwamy
                się do coraz to poważniejszych kroków (mam na myśli groźby rozwodem,
                wyprowadzki na trochę - kiedyś tego nie było). Psychicznie jestem tym strasznie
                wykończona. Wróciła mi nerwica, którą kiedych przechodziłam w okresie studiów
                (tak mana marginesie on nie uznaje takich chorób, według niego to tylko moje
                widzimisie), znów jestem na prochach.
                Ale tak w gruncie rzeczy chyba się kochamy. Potrafię myśleć o rozwodzie, ale
                tylko w tych najtrudniejszych momentach, kiedy jestem wściekła i bezsilna, ale
                kiedy trochę ochłonę, nie wyobrażam sobie życia bez niego.......
                Nie wiem co będzie dalej. Czas pokarze. Zrozumiałam, ze nie mogę izolować
                córeczki od jego rodziców, to rozwaliłoby nasz związek całkowicie. A w zwiazku
                liczą się kompromisy, czyż nie? Chociaż jest to dla mnie bardzo trudne.
                Ja natomiast nie zamierzam utrzymywać kontaktów z teściami. Nie będe ich
                odwiedzać nie będzie wtedy kłótni między mną z tą wstrętną babą więc moze wtedy
                będziemy mniej się kłócić z męzem. Moze wszystko to trzeba najpierw przerobić i
                przeżyć na własnej skórze, żeby potem wiedzieć na przyszłość jak postępować?
                Czasem tu wpadnę poinformować Was jak u nas, a moze (odpukać!) wypłakać się.
                Mimo wszystko po takim "wypisaniu się tutaj" i wyrzuceniu wszystkiego z siebie
                na sercu robi się trochę lżej.
                Pozdrawiam Wszystkich
Pełna wersja