doradzcie.. pomozcie... sama nie wiem...

04.10.05, 19:51
Sama juz nie wiem co mam o tym myslec. Jestesmy z moim chlopakiem juz 4 lata
razem, niedlugo konczymy studia i wlasciwie nic nie stoi na przeszkodzie,
zebysmy jakos formalnie zaczeli planowac nasza przyszlosc (slub, rodzina, itp.).
Niestety odkad jego brat sie ozenil, moj chlopak chyba sie poczul czescia jego
malzenstwa i rodziny, jego bratowa traktuje go jak swojego drugiego meza,
ktoremu mozna kazac i on wszystko zalatwi. Denerwowalo mnie juz przed ich
slubem, ze moj chlopak zawsze byl u niej na posylki, zawsze spelnial jej
zyczenia, zalatwial wszystko o co go poprosili. Nie pomyslcie ze jestem
zazdrosna, bo milo miec chlopaka, ktory nie jest egoista i pomaga innym, ale
niestety, kiedy ja sie znalazlam w potrzebie, sama kilkaset kilometrow od
domu, moj chlopak odmowil mi pomocy tlumaczac, ze ma rodzinne sprawy (obiecal
babci zawiezc ja na zakupy, mogl to bez problemu przelozyc na inny termin, ale
nie zrobil tego). Strasznie przykro i ciezko mi wtedy bylo, ale jakos dalam
sobie rade.
Teraz bratowa jest w ciazy, wzyscy na nia dmuchaja i chuchaja, wszystko jej
podstawiaja pod nos i wyreczaja we wszystkim (choc jest to normalna zdrowa
ciaza). Nawet mama mojego "lubego" jest zdania, ze jesli nie ma meza bratowej
w domu, to moj chlopak osobiscie powinien jej sluzyc. Doszlo do tego, ze
wakacje spedzilam sama w domu, bo moj chlopak musial byc w ich rodzinnej
miejscowosci, na wypadek gdyby ciezarna bratowa czegos potrzebowala kiedy maz
jest w pracy. Jak sie okazalo przydal sie jak znalazl, bo jej wlasny maz
musial sluzbowo wyjechac na dlugi czas, wiec moj chlopak wozil ja i jej mame
na zakupy, podwozil do lekarza, itp. Przed chwila tez mnie poinformowal, ze
konczymy rozmowe, bo on za 5 minut wychodzi po bratowa, zeby ja zawiezc do domu.
Nie wiem po co ja to pisze, powiedzcie mi tylko, jesli macie doswiadczenie,
czy takie cos ma sie szanse zmienic? To znaczy czy i na ile tacy ludzie sie
zmieniaja. Jesli zalozylibysmy wlasna rodzine, czy on przestalby zyc zyciem
brata i zaczal swoim? To jest tak, ze jak jestesmy sami w miescie w ktorym
studiujemy (do obu naszych miast rodzinnych daleko), to jest ok. Ale jesli
tylko brat lub bratowa maja jakis problem lub o cos poprosza, on natychmiast
wszystko rzuca i leci z pomoca (rowniez finansowa i to bez zastanowienia, co
mnie zaczyna przerazac). No i mam zal do tej jego bratowej, ze go sobie tak
podporzadkowuje. Bo on juz nie jest malym chlopcem, jesli ma 25 lat, to
powinna go traktowac powazniej i moze czasem pomyslec o mnie.
Jest mi po prostu strasznie przykro :( Dwa razy juz mu powiedzialam, ze to
koniec, ale on mnie nie chce zostawic. Twierdzi ze mnie kocha i nie moze beze
mnie zyc. Ale ja bym chciala byc dla niego najwazniejsza, a jesli przegrywam z
bratem i bratowa, to mnie to zalamuje. No coz, ale moze za duzo wymagam... :(
    • kasia191273 Re: doradzcie.. pomozcie... sama nie wiem... 04.10.05, 21:02
      nie wymagasz za wiele

      ta sytuacja jest chora
    • happiest1 Re: doradzcie.. pomozcie... sama nie wiem... 04.10.05, 22:14
      Mysle ze bratowa moze nawet nieswiadomie to wykorzystuje bo twoj chlopak jej na
      to pozwala i sie do tego przyzwyczaila.
      Z jednej strony to dobrze ze ma bliski kontakt z rodzina ale to Ty powinnas byc
      na pierwszym miejscu. Watpie zeby sie zmienil po slubie. Chyba ze bratowa i brat
      przestana go o wszystko prosic.
    • anusia29 Re: doradzcie.. pomozcie... sama nie wiem... 05.10.05, 12:21
      porozmawiaj z nim, tak jak to nam tu opisałaś - że chcesz być najważniejsza, że
      nie odpowiada ci takie (również finansowe!) zaangażowanie, mów o wszystkim co
      cię boli. I daj wybór: albo sytuacja się zmieni, albo Ty wyp[isujesz się z
      takiego układu bo jest ponad Twoje siły. Masz do tego pełne prawo.
    • pepperann Re: doradzcie.. pomozcie... sama nie wiem... 05.10.05, 12:57
      Sytuacja jest co najmniej dziwna. Fajnie, jak chłopak kocha rodzinę, ale są
      pewne granice. Wygląda na to, że nie przeciął pępowiny z rodziną, w której jest
      trochę chory układ.
    • kosmitos Re: doradzcie.. pomozcie... sama nie wiem... 05.10.05, 14:18
      co do bratowej to dla niej to pewnie normalne, zawsze mogą na niego liczyć więc
      korzystają i może nawet nie wiedzą, że ci to przeszkadza; a co do faceta-daj mu
      kopa, żeby się opamiętał
    • kolezka3 Re: doradzcie.. pomozcie... sama nie wiem... 06.10.05, 07:36
      ...może to jego dziecko...
    • caroll5 Re: doradzcie.. pomozcie... sama nie wiem... 06.10.05, 11:18
      A może on kocha swoją bratową?Żartuje..No cóż wyglada to mi na przykład jednak
      typowego mamisynka dla którego żona, dziewczyna jest jednak w drugiej
      kolejnosci po mamusi i rodzinie.
      • ewadorra Re: doradzcie.. pomozcie... sama nie wiem... 06.10.05, 14:05
        Dzieki dziewczyny za porady. Probowalam z nim wiele razy rozmawiac, ale nic nie
        daje skutku. On krotko ucina, ze przesadzam i ze ja dla swojego rodzenstwa tez
        duzo robie. No tak, tylko ze moje rodzenstwo jest mlodsze, jeszcze sie uczy i
        wiekszosc czasu spedza tylko z mama, bo tato ma prace z dala od domu. Jak mu
        takie cos wygarniam, to on zazwyczaj malo mowi, albo powie mi cos takiego ze
        czuje sie winna i jak wariatka.
        Najgorsze jest to, ze ta cala jego rodzina mnie dobija. Zanim byl ze mna, mial
        przelotny (?) romans z siostra bratowej. Jest to dziewczyna skadinad
        sympatyczna, ale taki typ zdobywczyni, pobawi sie i porzuci. No i lubi
        pieniadze, a moj chlopak byl biednym studentem kiedy sie spotykali. Wiec go
        zostawila, troche porozpaczal i poznal mnie. I na poczatku bylo dobrze, ale w
        miare jak nasza przyjazn zaczela sie zaciesniac i poznawalam jego rodzine, bylo
        mi tam coraz gorzej. Jego krewni nie widza nic zlego w tym, ze niesympatycznie
        mnie potraktuja, rzuca jakims zlosliwym komentarzem, albo dopieka ("przeciez to
        tylko zarty" - ale mnie to boli). Ja tam dla siebie miejsca nie widze,
        powiedzialam mojemu chlopakowi, ze ja do jego rodziny nie pasuje, ale on zawsze
        robi taka mine, albo tak na mnie popatrzy, ze czuje, ze nie mam racji, ze moje
        problemy z nim sa wydumane, itp.
        A z ta byla dziewczyna, to dla mnie zawsze bedzie podejrzane, bo oni np.
        spotykaja sie na piwo, pisza mejle, itp., tylko ze ja nigdy nic o tym nie wiem.
        Gdyby mi moj chlopak powiedzial od razu, mimochodem, to byla bym spokojna. A
        tak, to ja sie np. po jakims czasem zupelnie przypadkiem dowiaduje o ich
        spotkaniu no i oczywiscie wyobraznia zaczyna dzialac... Moj chlopak nie ma
        zamiaru zrezygnowac z tej znajomosci, a teraz bedzie ona intensywniejsza, bo
        oboje zostana rodzicami chrzestnymi tego malucha, ktorego ma urodzic bratowa.
        No i oczywiscie konkluzja jak zawsze taka, ze to ja przesadzam.
        Dobra, przepraszam was bardzo za ten slowotok, ale musialam sie komus wyzalic.
        Zobaczymy jak sie to potoczy, ale ja juz wlasciwie postanowilam, ze przerwiemy
        jednym krotkim cieciem ta nasza znajomosc.
        Pozdrawiam i dziekuje za wysluchanie,
        Ewa
        • malenkajalenka Re: doradzcie.. pomozcie... sama nie wiem... 06.10.05, 14:48
          Ewo, to bardzo smutne, wiesz? Przykro się to czyta. Ja nie potrafiłabym zyć w
          związku, w którym mój mężczyzna mnie nie rozumie, nie wspiera, a takie poważne
          uwagi komentuje słowem "przesadzasz". Wiem, jak ważna jest rodzina, to
          naturalne, że chce się pomóc, ale to co się dzieje z Wami, z nim, to coś
          zupełnie innego. Ja na pewno zrezygnowałabym z tego związku, nie umiałabym być
          ta "drugą", ani już tymbardziej tą "trzecią". Jego zachowanie jest naprawdę nie
          w porządku, on nie powinien Ciebie lekceważyć, bagatelizować tego, że to dla
          Ciebie jest problem. Jeśli on ukrywa przed Tobą tyle rzeczy, a bratowa jest dla
          niego ważniejsza niż Ty, to nie jest Ciebie wart. Pomyśl o tym, bo później może
          być za późno. Może czeka gdzieś na Ciebie naprawdę wspaniały mężczyzna?
          • yottsche Re: doradzcie.. pomozcie... sama nie wiem... 07.10.05, 10:38
            podpisuję się całą klawiaturą pod wypowiedzią malenkiej
            • kiecha3 Re: doradzcie.. pomozcie... sama nie wiem... 07.10.05, 18:05
              maleńka ma w 10000000% rację....
              Facet nie może komentowac twoich problemów.." przesadzasz".. bo przesadza to sie
              kwiatki... a nie ludzkie uczucia i problemy... Jeżeli nie skończysz tego związku
              to jedyne co ci pozostaje to zmusić go żeby to on zabiegał o twoje względy...
              To on ma dzwonić, pytać, wyciągać cię na piwo czy na spacer... i miło by było
              gdyby poczól się zagrożony jakimś drugim facetem ;)
              To jest moje zdanko na ten temat.. wiem że dużo łatwiej sie piszę niż stosuje w
              rzeczywistości..
              W moim związku najlepiej sprawdza się nie ryk, czy płacz tylko ostentacyjne
              milczenie ( chociaz kochanie nie zawsze wie co zrobił źle, rozume że coś jest
              nie tak) .. a Jak to przezstaje skutkowac to albo na niego wjeźdzam( już bez
              kurtuazji :( ) albo po prostu wychodzę...

              Napisz co dalej...

              I nic sie nie martw.. czasem musi być źle... trzeba osiągnąc dno by miec sie od
              czego odbić ku słońcu ;) POWODZENIA
              • ewadorra Re: doradzcie.. pomozcie... sama nie wiem... 08.10.05, 15:58
                Dzieki za slowa otuchy :)
                I ladny komentarz "przesadza to sie kwiatki... a nie ludzkie uczucia i
                problemy", naprawde mi sie podobal :)
                Jak pisalam gdzies tam wczesniej, jestesmy juz razem 4 lata, psuc sie zaczelo
                po 2 latach (kiedy poznalam osobiscie jego dalsza rodzine: babcie, ciotke,
                wujka, itp. - oj dali mi popalic). "Walczylam" wtedy z moim chlopakiem wlasnie
                milczeniem (metoda odziedziczona po mamusi, metoda ktorej jako dziecko szczerze
                nienawidzilam, ale ktora jak sie okazuje sama stosuje). Milczenie zdaje sie na
                mojego chlopaka dzialac, bo kiedy sie po kilku razach zorientowal, ze ja sie
                moge do niego uparcie nieodzywac bez konca, to troche mu to dalo do myslenia.
                Niestety nasza sytuacja wyglada tak, ze oboje studiujemy poza domem, zeby bylo
                smiesznie to za granica, wiec jestemy na siebie troche skazani. W tym sensie,
                ze trzymajac sie razem jest nam latwiej i razniej, troche razem juz przeszlismy
                i tak sie czujemy bezpieczniej. To troche taka zastepcza rodzina.
                No i moj chlopak sie chyba za bardzo przyzwyczail i uznal, ze skoro 4 lata
                trzymamy sie razem, to tak juz bedzie zawsze. I mu to kiedys powiedzialam, ze
                niech sobie nie mysli, ze sobie mnie zaklepal na zawsze. Zaklepac to sobie
                mozna po slubie, a to i tez nie zawsze daje gwarancje (przepraszam szczesliwe
                mezatki).
                Troche sie opamietal, ale od kiedy bratowa jest w ciazy dostal fiola. Teraz
                dzwoni do niej z akademika, wypytuje jak sie czuje i o inne rozne rzeczy i
                ewidentnie sie jej podlizuje. A mnie sie robi niedobrze od tych slodkosci.
                Chyba zaczne wrednie podejrzewac, ze on ma z tym dzieckiem cos wspolnego, choc
                to oczywiscie nieprawda.
                Poza tym troche sie dziwie tej bratowej i bratu, toz to ich osobiste i intymne
                sprawy, a oni sie tym wszystkim bardzo chetnie dziela. Pol miasta jest
                zaangazowane emocjonalnie w ta ciaze.
                Kurcze, zeby jeszcze ten moj chlopak byl wrednym czy zlym czlowiekiem,
                ale "niestety" jest dobry. Tylko, ze ja mam prawo chciec byc dla niego
                najwazniejsza. Bo chyba nie moge od kogos takiego oczekiwac ze sie po slubie
                zmieni i nagle bede wazniejsza niz bra, jego zona i jej rodzina? Podobno po
                slubie nikt sie tak bardzo nie zmienia?
                Pozdrawiam, Ewa
          • caysee Re: doradzcie.. pomozcie... sama nie wiem... 09.10.05, 15:25
            Malenka bardzo dobrze posumowala jak mozna widzec wasza sytuacje z zewnatrz. I
            ja rowniez jestem zdania, ze moze na ciebie czeka ktos inny, lepszy. Tez bylam z
            kims, kto mi nie do konca odpowiadal. Zostawilam go, a niedlugo potem poznalam
            najwspanialszego czlowieka, jakiego moge sobie wyobrazic. Wlasnie jestesmy po
            zareczynach.
            Nie warto kisic sie w zlym zwiazku i robic prob czy moze malzenstwo cos zmieni.
            Lepiej zmienic partnera.

            Napisz koniecznie co stalo sie dalej!
            • karolina784 Re: doradzcie.. pomozcie... sama nie wiem... 09.10.05, 15:57
              Mój mąż podobnie traktuje swoją siostrę. Obok jego matki jest najważnejsza. Nie
              potrafi na nią krytycznie spojrzeć i trzeźwo oceniż jej postępowania. tak było
              już przed ślubem, ale ja to bagatelizowałam. Niestety poślubie było tylko
              gorzej i nawet narodziny dziecka tego nie zmieniły. Mam nadzieję, że twój
              scenariusz nie będzie tak czarny jak mój. Ja właśnie się rozwodzę.
              • kiecha3 Re: doradzcie.. pomozcie... sama nie wiem... 10.10.05, 08:21
                życie nie jest slodkie i różowe.... a szkoda...
                Prawdę mówisz o tym milczeniu.. mam tak jak ty.. znienawidzona metoda mamy,
                którą sama z upodobaniem stosuję...
                Jak możesz odpowiedz mi na pytanko: Ktore z was chce sie chajtać? ty? on? oboje?
                czy moze to jest tak że ty mówisz a on się zgadza..albo odwrotnie...
                Jak chcesz sie na nim trochę odegrać to zacznij z niego żartowac w toważystwie..
                śmieszność jest bardzo silna bronią, tylko musisz uważać.. żeby go nie zranic za
                mocno.. Ja tak czasami ( b. żadko) robię.. jak juz nie radzę sobie z jakimś
                zachowaniem.. mówie o tym w gronie znajomych/rodziny( choć to jest b.
                niebezpieczne, bo może się obrócić przeciwko tobie) jako świetny dowcip.. N.
                Moje kochanie jak jadł ze mną śniadanko..to owszem bez mrugnięcia sprzątnoł
                talerzyk i kubek... ALE TYLKO SWOJE.... no szewska pasja mnie ogarniała jak moje
                rzeczy zostawały... zwłaszcza że to ja robiłam śniadanie... i jakiś luksus mi
                sie należy--> choćby w postaci sprzątniętego stołu... długo mówiłam,
                tłumaczyłam, prosilam... jak grochem o ścianę... no i w końcu wpadłam na
                pomysł.. kiedyś kiedyś, przy okazji napomknełam o tym ( taki żarcik) przy jego
                rodzicach ( już mnie znają-w lutym bedzie 7 lat jak jesteśmy razem ) i odtamtej
                pory.. moje kochanie zawsze sprzątnie... niestety nawet jak jem.. a;le mam co
                chciałam...

                trzeba dobrze przemyśleć o co się prosi, bo marzenia czasem sie spełniają...

                wracając do twojej sprawy.. brak mi pomysłów.. może weź go kiedyś na spacer (
                bez telefonu i po uprzedniejszym upewnieniu się że bedzie miał wiecej czasu ) i
                powoli wytłumacz dokładnie o co ci chodzi.. z podaniem przykładów.. i zapytaj
                jak on by się poczół na twoim miejscu... za każdym razem proś by postawił się w
                takiej sytuacji ale po drugiej stronie.. po twojej stronie .. i stanowczo
                powtarzaj że taka sytuacja ci nie odpowiada ... i jeżeli się nie poprawi ( już
                na zawsze, nie na 1 miesiąc) to nie widzisz przyszłości dla tego związku.. Ja
                kiedyś mojemu kochanemu powiedziałam.. że ja nie pozwole się skrzywdzić i jeżeli
                kiedys spróbuje choćby, to odejdę bez mrugnięcia okiem.. to jest moje życie i
                to ja mam być w nim szczęśliwa, nie jakiś tam facet.. dziwnie--> zrozumiał od
                pierwszego razu ;)

                Pozdrawiam ... życze powodzenia..i napisz koniecznie co dalej :D
                • ewadorra Re: doradzcie.. pomozcie... sama nie wiem... 10.10.05, 17:44
                  Dzieki dziewczyny, troche lepiej sie robi, jak sie tak wymieni z kims mysli,
                  chocby nawet na ekranie. Jesli macie ochote poczytac co dalej, to napisze.
                  Dziecko brata i bratowej powinno sie pojawic za chwile na swiecie (termin juz
                  wlasciwie minal), wiec moze byc "wesolo". Poki co, moj luby na biezaco sie
                  informuje o stan zdrowia przyszlej mamy, uszczesliwia mnie jej zdjeciami w
                  stanie blogoslawionym i tylko patrzec, az mi postawi w ramce na biurku zdjecie
                  swojego przyszlego chrzesniaka.
                  Ale wiecie co... nie dam sie!!!
                  Pozdrawiam serdecznie, Ewa

                  PS Kiecha3, my na razie nie rozmawiamy o slubie, konczymy dopiero studia i to
                  nas na razie glownie absorbuje, ale zawsze niby jakas przyszlosc sie razem
                  planuje...
              • jane_24 Re: doradzcie.. pomozcie... sama nie wiem... 10.10.05, 09:43
                dla mojego męza też najważniejsze byly matka i siostra, i też się rozwodze, na
                szczęście nie zaryzykowałam dziecka
    • aa47 Re: doradzcie.. pomozcie... sama nie wiem... 10.10.05, 10:06
      To jest wszystko chore co tu piszesz... naprawdę nie wyobrażam sobie
      go+bratowa+brat.. a gdzie Ty jestes? na samym końcu... jeszcze będzie tak ze on u
      nich zamieszka i bedzie wstawał w nocy do jej dziecka...
      hmm za nim nie jest za późno ja bym odeszła... bo pewno nigdy nie wybierze Ciebie
      tylko rodzinę. Mimo wszystkiego 3mam kciuki żeby wszystko się poukładało po Twojej
      myśli...
    • ewadorra Jest dalszy ciag mojej historii... 01.11.05, 16:47
      Witam, kilka z Was prosilo zebym napisala co dalej, wiec pisze. Niestety nie
      jest najlepiej.
      W miedzyczasie bratowa urodzila dziecko, zostalismy o tym natchychmiast
      powiadomieni, bo mama mojego chlopaka byla uprzejma zadzwonic do nas o 5 rano z
      ta wiadomoscia (mieszkamy ok. 400 km od nich wszystkich). Ja sie wystraszylam,
      bo o tej porze nikt normalny nie dzwoni (no chyba ze cos sie stalo, ale to inny
      przypadek), ale moj chlopak uznal ze to normalne, wiec sie powstrzymalam od
      komentarzy.
      Niemalze od dnia porodu bratowa uprawia "rodzinny ekshibicjonizm" rozsylajac
      zdjecia malego w najroznieszych pozach, na liscie kontaktow jest ok. 30 osob.
      Rozumiem, ze mozna sie cieszyc dzieckiem, no ale coz, ja mam do tego chyba juz
      troche skrzywiony stosunek.
      Obecnie moj chlopak wlazi bratu i bratowej jak moze w ... wiadomo co. Kupuje im
      prezenty, niemalze wmuszajac, sam wymysla co tez im jest potrzebne. Na ostatnie
      urodziny, pare dni temu bratowa dostala od niego prezent wartosci ok. 160 zl.
      Jest mi strasznie przykro, bo ja na moje urodziny nigdy nie jestem tak
      rozpieszczana, w zeszlym roku dostalam tylko 1 smsa z zyczeniami urodzinowymi,
      nawet nie zadzwonil (chyba mu sie nie chcialo, bo mial i czas i mozliwosc). Z
      rzeczy materialnych nie dostaje nic. A chcialabym choc jednego malego kwiatka.
      No i niestety luby powrocil chyba do intensywniejszej znajomosci ze swoja byla
      kobieta (siostra bratowej). Umowil sie z nia w jakiejs sprawie u niej w
      mieszkaniu o 7 rano, zdaje sie ze miala byc w pizamce i po wpuszczeniu go do
      mieszkania wrocic do lozka (nie wiem tylko czy sama czy z nim, nie powiedzieli mi).
      Dla mnie to juz ewidentnie koniec, przez ten ostatni epizod z jego eks czuje sie
      troche upokorzona, tym bardziej ze on wie, jak dziala na mnie juz sama wzmianka
      o niej, no a jesli jeszcze ona mu sie pokazuje w kusym nocnym stroju, to ja
      dziekuje.
      Postanowilam, ze nie pozwole sie juz tak traktowac. Swiat jest pelen ciekawych
      ludzi, nie musze sie ograniczac do tego jednego. Inna sprawa, ze nie kazdy musi
      zyc w parze. Choc samemu smutno :(
      Dziekuje Wam za wysluchanie, pomoglo mi. I trzymajcie prosze kciuki.
      Pozdrawiam, Ewa.
      • metnia Re: Jest dalszy ciag mojej historii... 01.11.05, 23:15
        On Cie nie kocha. jestes bo jestes, przyzwyczaił sie, ale nie kocha. :( ja mysle ze gdzies czeka fcet idealny dla Ciebie, dojrzały, rozumiejacy Twoje potrzeby a nie taki dupek.
      • caysee Re: Jest dalszy ciag mojej historii... 02.11.05, 22:16
        Wedlug mnie podjelas sluszna decyzje. Widac, ze dla faceta bylas zbyt malo wazna
        w porownaniu do innych osob. Teraz tylko wylecz sie z niego i czekaj az
        przyplacze sie ktos inny, lepszy :) Mocno w to wierze i trzymam za ciebie kciuki :)
Pełna wersja