paulinka84
25.10.05, 10:23
Mam miesięczne dziecko. Jest bardzo grzeczne, więc jak zaczyna płakać cały
dom jest postawiony na nogi;) Teściowa odwiedza nas nie częściej niż raz na
tydzień lub raz na dwa tygodnie. Wraz z teściem twierdzą, że dziecko ma prawo
popłakać i upominają mnie, kiedy np. mały zaczyna płakać to, że ja biegnę do
wózka lub łóżeczka zobaczyć co się dzieje. Twierdzą, że takimi metodami nigdy
nie będę miała czasu dla siebie i że w ten sposób rozpieszczam dziecko. A ja
tak nie uważam. Uważam, że miesięczne dziecko jest stanowczo za małe, żeby
pozostawić je nawet na pare chwil i pozwolić żeby wrzeszczało. Poza tym mam
wystarczająco dużo czasu, żeby się dzieckiem zająć. To jest moje dziecko i
nie mam sumienia patrzec jak płacze. To chyba normalny instynkt macierzyński.
Była juz taka sytuacja, że teściowa trzymała małego na rękach a gdy zaczął
płakać i nie mogła go uspokoić nie chciała mi go dać, bo jak
twierdzi "dziecko musi popłakać". Ale do cholery.... dziecko to nie zabawka!
Za kilka dni mamy jechać do nich na weekend. Boję się, bo wiem, że jak mały
będzie płakać to nie pozwoli mi go nosić na rękach itd. Więc nie chcę tam
jechać. Ale jak wytłumaczyć mężwoi i jej, że nie chce jechać? Zeby nikt się
nie obraził? No i czy wy uważacie że to rozpieszczanie? Bo dla mnie to chyba
przesada....