Mlodziencze plany i marzenia...

01.11.05, 14:15
Znacie takie uczucie... zagubienia? W zyciu? Zatracenia tych mlodzienczych
planow, marzen i zasad? Dzis czuje sie fatalnie, moze to swieto wplynelo na
moje przemyslenia.

Nie tak mialo moje zycie wygladac... Nie popelnilam zadnych wielkich bledow,
jesli jednak je skumulowac ... stracilam pare ladnych lat przez niewlasciwe
wybory. W zyciu prywatnym szukalam ciagle czegos innego, myslalam ze zawsze
moze byc ktos bardziej dopasowany do mnie.

Niedlugo 30tka na karku, adoratorow jest troche, spotykam sie z kims od 5
miesiecy, ale znowu sie zastanawiam czy to jest to.

I nie traktujcie prosze mojego watku jak wyimaginowanego problemu. Zlapalam
doline. Moze bylam w niej caly czas, ale udawalo mi sie dobrze maskowac.
    • szczurza_mama Re: Mlodziencze plany i marzenia... 01.11.05, 16:29
      Ja tez miałam kiedys wielkie plany i myslałam, że swiat jest piękny i wszytsko
      mi sie w życiu uda. Mimo, ż enie miałąm szcześliwego dzieciństwa zawsze
      myślałam, że jak będe duza i będę mogła stanowic o sobie to będzie mi lżej.
      Niestety cały czas mam pod górkę, ciagle wiążę sie z facetami, którzy mnie
      ranią. Nigdy nie zwiazałam sie z kimś na krótko, nie toleruję związków bez
      miłości. WYprowadziłam sie z domu, mam pracę, zdałam maturę z dobtymi wynikami.
      Ze studiami mam jednak cały czas problem, bo nie moge sie zdecydowac czego tak
      naprawde chce sie uczyc, a teraz powinnam mieć juz magistra. I mieszkam sama...
      nie mam nikogo kto by mnie wspierał. A jak juz sie jakis znajdzie to tylko
      ściaga mnie w dół i zabiera moja energię. :(

      A kiedys myślałąm, że moję życie będzie piękne i będę sie śmiała do końca życia.
    • oliwka114 Re: Mlodziencze plany i marzenia... 01.11.05, 23:00
      witam ja mimo że mam dopiero 19latjuz teraz mam takie problemy przez moja
      glupote stracilam wszystkie lata mlodziencze w kwietniu zostane mama z osoba z
      ktora mialam juz nie byc pomimo tego iz go bardzo kocham boje sie ze bedzie
      taki jaki byl. Fakt ze jest wspanialym mezczyzna ale jego zazdrosc zakrywa to
      co on potrafi. potrafi kochac byc czuly jest madry. teraz nie mam wyjscia ale
      moge miec tylko nadzieje ze u gory jest mi pisane ze mam byc z nim i byc przez
      niego kochana.Nie uciekaj od miłości ona i tak cie znajdzie a drugim szczesciem
      jakie cie spotka po drodze to bedzie dziecko ja juz to czuje i naprawde z
      calego serca Ci tego zycze
    • wogrodrycha Re: Mlodziencze plany i marzenia... 02.11.05, 10:40
      Ja mam takie uczucie od kilku ładnych lat niemniej dotyczy to mojego życia
      zawodowego. Miała być wizja rozwoju, awansu, podwyżki płac by dorównać do
      reszty osób na podobnym jak ja stanowisku, niemniej pomimo ładnych paru lat i
      kilku przeszeregowań nadal pod tym względem czuję się niedoceniony. Awans był
      nieco później niż miał być no ale pensja pozostawia wiele do życzenia. Ogólnie
      to czuję się oszukany gdyż wcześniejsze obietnice nie zostały zrealizowane,
      poza tym czuję, że to co robię wymaga największej wszechstronności i
      zaangażowania, także po pracy. Otuchy dodaje mi tylko to, że jest jeszcze kilka
      osób w moim wieku, które zostały tak samo jak ja potraktowane. No i jeszcze ta
      obecność starych pierników, które koszą kasę o 1/3 większą niż ty a udają że
      pracują lub co gorsza przywłaszczają sobie sukces z roboty innych.
      Pewnie niektórzy napiszą - by rzucić to w cholerę, niemniej to co robię daje mi
      satysfakcję we wszystkich aspektach życia zawodowego za wyjątkiem satysfakcji
      finansowej. Taka nieuczciwość jest frustrująca do tego stopnia, ze czasami nie
      chce się pracować. Mam wtedy lekkiego moralniaka.

      Wcześniej ta chandra zawodowa nałożyła się z dołem uczuciowym. Właściwie wtedy
      gdy moja narzeczona z którą snuliśmy poważne plany nagle zmieniła zdanie,
      zaczęła kręcić na boku z jakimiś typami znikąd ukrywając to przede mną.
      Rozstaliśmy się - czułem się jakby mój poukładany świat się zawalił. Do tego
      najbardziej zaszła mi za skórę samotność, pomimo że bliscy byli tuż obok. Była
      depresja, dziwni ludzie, dziwne sytuacje, apatia, życie chwilą bez planów (za
      czym nie przepadam) no ale jakoś po 2 latach udało mi się z tego wykaraskać,
      także za sprawą życzliwych mi osób, które były blisko. Teraz mam już żonę i pod
      tym względem życie mi się ułożyło, czego i Tobie życzę. Uszy do góry! Listopad
      zawsze jest kijowy, no ale za kilka miesięcy znowu będzie wiosna, może wtedy
      będzie lepiej :-)
      • aga7610 Re: Mlodziencze plany i marzenia... 02.11.05, 12:08
        Dobrze wiedziec, ze nie tylko ja mam takie przemyslenia.

        Moje zwiazki byly poczatkowo dlugie, potem coraz czesciej bylam z kims przez 6-
        9 miesiecy. Na poczatku euforia, ze to w koncu ten, super, sielanka, plany na
        przyszlosc itd itp... Z czasem zauroczenie mija, widze wady - nie blachostki, z
        ktorymi nie potrafie sie pogodzic i zyc. NIe mam ochoty zmieniac faceta, bo za
        pozno. Wiec odchodze. I nastepny. I nastepny. I historia caly czas sie
        powtarza. Teraz znowu minelo kilka miesiecy odkad jestem w nowym zwiazku i
        znowu sie zastanawiam. Tylko jak dlugo tak mozna? Tym zachowaniem nigdy nie
        znajde faceta na stale. Z drugiej strony - czy musze byc z kims, jesli nie
        czuje sie na 100% szczesliwa, bo niedlugo bede "stara panna" ? I inne pytanie:
        czy mozna byc z kims szczesliwy, tak na 100% ??

        Widzicie, sama nie wiem.

        Wczoraj kumpela mnie wyciagnela na kolacje. Mialam przeczucie, ze znowu zladuje
        nad ranem do domu. I tak sie stalo. Z kolacji zrobila sie cala noc. Poszlysmy
        do lokalu, kiedys dalam wlascicielowi moj nr telefonu, wydzwanial, ale ja nie
        podpowiadalam. W koncu przestal. Teraz znowu mu zrobilam nadzieje, chociaz
        wiem, ze nie spotkam sie z nim, bo jestem przeciez w zwiazku. Sama sobie
        komplikuje zycie.

        • wogrodrycha Re: Mlodziencze plany i marzenia... 02.11.05, 13:59
          U mnie z kolei za czasów LO i poczatku studiów były krótkie związki. Potem
          szukałem 2 połówki myśląc b. perspektywicznie. No bo po co angażować się w
          związek z osoba której się w ogóle nie zna lub zna się na tyle, że coś
          poważniejszego nie wchodzi z róznych względów w rachubę.
          Moi żonaci znajomi zazdroscili mi wtedy wolności a ja z kolei zazdrosciłem im
          stabilizacji.
          Najgorszym rozwiazaniem wydaje mi się szukanie na siłę, czy wrecz "pomaganie"
          losowi, można wtedy zrobić szereg głupich rzeczy, których po latach będzie się
          żałować lub będzie sie chciało o nich zapomnieć.
          Chyba najlepiej nic nie robić na siłę, być sobą a sprawy pozostawic swojemu
          biegowi.
          Tak zrobiła moja dobra koleżanka, od 3 miesięcy szczęśliwa mężatka a przed tymi
          3 miesiącami 34-letnia panna.
Pełna wersja