Sytuacja raczej bez wyjścia, ale może ktoś pomoże

09.11.05, 15:22
Uwaga trochę się rozpisałam (przepraszam) :)
Od dawna podejrzewałam, że moja przyszła teściowa mnie nie lubi (ja również
za nią nie przepadam). Jednak byłam dla niej miła i serdeczna (czasem wbrew
sobie), bo wiem jak bardzo zależy mojemu facetowi żebyśmy miały dobry
kontakt. Często znosiłam jej nastroje, raz była dla mnie miła, innym razem
oschła – chwilami nie wiedziałam, co mam o niej sądzić. Za każdym razem, gdy
próbowałam mojemu facetowi zwrócić uwagę na to, że chyba tylko ja się staram
o ten dobry kontakt, On kwitował to tym, że jestem uprzedzona i wymyślam
sobie problemy. Kilka dni temu miała miejsce sytuacja, po której M przyznał
mi rację. Przyszliśmy do niego do domu, na moje ‘dzień dobry’ ledwo
dosłyszałam odpowiedź, po czym jego matka nakazała mi znużonym tonem,
zaczynając zdanie od ‘Ty….’ abym wyszła z pokoju (chyba do pokoju M).
Zrobiłam karpia i rzuciłam, że mogę w ogóle wyjść, co też uczyniłam. Mój M
też zrobił karpia, coś zaczął mówić do matki (czego już nie słyszałam) i
wyszedł za mną. Przyznał mi wtedy rację, mówił, że teraz powinnam ochłodzić
stosunki i ograniczać się do zwrotów urzędowych (proszę, dziękuję, do
widzenia itp.). wiem też, że tego samego wieczora rozmawiał ze swoją matką,
która jak gdyby nigdy nic stwierdziła, że „ Jeśli KOGOŚ uraziła to nie miała
tego na celu” i że „nie jestem jej koleżanką, aby mnie przepraszała” (to
mniej więcej powtórzył mi M) dodatkowo się obraziła na M. Ja przeprosin nie
oczekuję, oczekuję tylko, że mój facet przestanie mnie zmuszać do przyjaźni z
jego mamą (zwłaszcza, że chyba tylko ja się starałam) i skończy z oskarżaniem
mnie za każdym razem, gdy wynika między mną, a nią jakaś niemiła sytuacja.
Jednak widzę teraz, że oczekiwałam za, wiele, bo już następnego dnia M zaczął
przebąkiwać, że może coś źle zinterpretowałam, że jego mama użyła złych słów
i że nie powinnam brać tego do siebie, i że w sumie źle zrobiłam, że wtedy
wyszłam, tylko powinnam była wejść i zapytać, o co chodzi. Mnie ręce opadły.
Już kilka lat temu zdarzyła się podobna sytuacja, kiedy to mama M powiedziała
mi kilka ‘miłych słów’ i nakazała wyjście z jej domu. Jego nie było wtedy w
pokoju i chyba nie wierzy, że to się stało, mimo że świadkiem tego zdarzenia
była moja przyjaciółka. No i wtedy sprawa została rozwiązana tak, że nie
bywałam u nich bardzo długi czas, po czym jak przyszłam to wszyscy
zachowywali się jak gdyby nic się nie stało – nie było tematu.
Nie wiem już jak mam rozmawiać ze swoim facetem, czasem zastanawiam się czy
to jest tego warte, czy lepiej nie zakończyć tego związku i nie mieć więcej
styczności z tą rodziną (dodam, że taki stosunek do mnie jest nie tylko ze
strony jego mamy, ale także kilku osób z dalszej rodziny i rodzeństwa). Za
jakiś czas mamy zamieszkać razem, już zapowiedziałam mu, że chciałabym
ograniczyć SWOJE (nie jego) kontakty z jego rodziną, na co on mówi, że w
takim razie też nie będzie odwiedzał i zapraszał moich rodziców (??), a na
święta będziemy jeździć oddzielnie – to tak aktem zemsty chyba, bo nikt z
mojej rodziny mu nigdy złego słowa nie powiedział. Za każdym razem jak
poruszam temat jego rodziny on się wścieka, nie uznaje moich racji, przerywa
mi, wychodzi w trakcie rozmowy, albo odwraca kota ogonem, że to wszystko moja
wina, albo, że mam bujną wyobraźnię. Dodatkowo mówi, że chcę go skłócić z
rodziną i że jak postawię mu warunek (czego nie zrobię) ja albo jego mama, on
wybierze mamę, bo rodziny zmienić nie można (mnie widocznie tak i to, z jaką
łatwością). A ja po prostu chciałabym, aby uznał moje racje i przestał na
siłę zmuszać mnie do przyjaźni z jego rodzicami i stanął po mojej stronie,
kiedy mam rację.
Proszę nie piszcie tylko, że jedynym wyjściem jest rozstanie, biorę to pod
uwagę jako ostateczność, ale nie wiem, co w tej sytuacji zrobić, bo wiem, że
jak do nich pojadę i jego matka zacznie rozmowę na ten temat to albo powiem
jej, że nie mam na rozmowę ochoty, albo powiem, co mi leży na sercu i znów
będzie moja wina i M znów będzie wściekły. Ja już nie wiem jak go przekonać,
a wiem, że stąpam po kruchym lodzie.
    • kaska123 Re: Sytuacja raczej bez wyjścia, ale może ktoś po 09.11.05, 15:31
      Nie wiem czy go przekonasz, ale jak zamieszkacie razem lub wezmiecie slub moze
      byc gorzej. u moich rodzicow bylo podobnie. Tylko ze moj ojciec czesto bral
      strone mojej mamy (choc nie zawsze).
      To prawda ze slub bierzesz z facetem a nie z jego matka czy rodzina ale jesli
      on juz teraz widzi tylko Twoja wine i nie bierze Twojej strony....
      Znam wiele przykladow facetow zakochanych w swojeje dziewczynie, zonie (nie
      twierdze ze on Cie nie kocha) do tego stopnia ze porzucaja wszelkie kontakty z
      wlasna matka zktora mieli swietny kontakt ale matka powiedziala zle slowo na
      ich dziewczyne.
      Nie napisze ze najlepiej go rzucic ale... moze zamieszkajcie razem i zobaczysz,
      ale jesli on w ramach zemsty nie chce odwiedzac Twoich rodzicow to zachowuje
      sie jak maly chlopiec.
      • inieitak Re: Sytuacja raczej bez wyjścia, ale może ktoś po 09.11.05, 15:45
        Ale on chciałby zamieszkać ze mną, tyle że wcześniej wziać ślub :/ Ja nie
        miałam do tej pory nic przeciwko, ale od momentu kiedy sytuacja zaczyna się
        pogarszać zastanawiam się nad ślubem i nad dziećmi (które planowaliśmy w
        bliskiej przyszłości) - po prostu nie chciałabym żeby moje dzieci patrzyły na
        takie sceny (jak babcia neguje wszystko co robi mamusia, bo babci się wydaje że
        wszytsko wie lepiej) i miały za często styczność z tymi ludźmi.
        On oczywiście twierdzi że mnie kocha, zapewnia, ale rodzina i tak jest dla
        niego na 1 miejscu (oczywiście nie uważam, że to źle, ale czasem w tym
        przesadza).
        A z zamieszkaniem również różnie może być, bo rodzice mu sporą część pieniędzy
        dali na mieszkanie i mam wrażenie, że jak przyjdzie co do czego to będą
        kombinować jak tu się mnie pozbyć , a on im na to pozwoli - bo rodzina i to co
        mama powie jest najważniejsze :(
    • typson Re: Sytuacja raczej bez wyjścia, ale może ktoś po 09.11.05, 15:38
      wyglada na to, ze ich matka jest zwyklym chamem. I nic tu nie zmienisz. Jesli
      bardzo zalezy Ci na przekonaniu faceta do tej oczywistosci to pozycz od kogos
      dyktafon i nagraj kilka skeczów ;)

      Co do Twojej przyszlosci - hmm, najwazniejsze jest by twoj facet byl zawsze po
      twojej stronie. Uwazam, ze od momentu, gdy zwiazek jest oficjalny i powazny
      trzeba sie w pewien sposob odciąć od rodziny i stanowic jedność. Ty zawsze
      bronisz faceta a facet Ciebie. Spedzacie swieta zazem i ewentualnie zapraszacie
      rodziny. Jak sa problemy miedzy wami to rozwiazujecie je sami a nie wydzwaniacie
      do mamusi. Jesli jest inaczej, to jest niefajnie.

      Nie wiem co Ci doradzic. Sprobuj uksztaltowac faceta. jesli sie nie da to olej
      temat, sorki, taka prawda
    • gocha221 Re: Sytuacja raczej bez wyjścia, ale może ktoś po 09.11.05, 15:43
      Ciężka sytuacja, sczególnie ze wzgledu na sposób reakcji Twojego męzą(chłopaka,
      nie doczytalam).
      Ja mam podobnie, tzn. ograniczyłam kontakty z matka chłopaka do zera, tyle, ze
      on to zaakceptował.
      Wytłumaczyłam, ze ja nie akceptuje tej zasady, ze wybierajac kogoś musimy godzic
      sie na cała jego rodzine i udawac miłośc do niej, odwiedzac itd.
      Ja w jezdzeniu oddzielnym na Świeta itp. okazje nie wiedze nic złego, kazdy
      spedza czas ze swoja rodzina, po kilku dniach wracamy do siebie i jest super.
      To, ze Two facet ma "za karę" nie odwiedzać Twoich rodziców jest zwyczjanie
      głupie i dziecinne. Zreszta tak samo jak stawianie na ostrzu noża Waszego
      związku, bo Ty nie chcesz spedzac czasu z obca osoba (tzn. jego matka).
      Spróbuj jeszce porozmawiać, powiedziec ze Twoja postawa nie jest przeciwko
      niemu, ani właściwe przeciwko jego rodzinie ale ze czujesz sie źle w ich
      towarzystwie itp rzeczy. W końcu na Twoim dobrym samopoczuciu powinno mu jak
      najbardziej zależec, a jesli nie zależy...
      3maj się:-)
      • inieitak Re: Sytuacja raczej bez wyjścia, ale może ktoś po 09.11.05, 15:59
        Zawsze wydawało mi się że on jest bardziej samodzielny nawet ode mnie jeśli
        chodzi o rodzinę. Ja jestem zżyta ze swoimi rodzicami, są dla mnie
        autorytetami, ale nie znaczy, że mam klapki na oczach, i że wystawiam ich oraz
        ich zdanie na piedestał. Owszem liczę się z ich zastrzeżeniami, które mają do M
        (wynikającymi jak sądzę innym wychowaniem i innymi wzoracmi wyniesionymi z
        domu) ale nie znaczy to że nie mam własnego zdania. Często potrafię się
        wykłócać jeśli usłyszę na temat M coś co mi się nie podoba - jak pisałam moi
        rodzice nigdy nie powiedzieli mu nic krzywdzącego, ale są impulsywni i w
        naszych domowych kłótniach często rzucają jakieś zdanie o nim i jego
        niedoskonałościach, tyle że potrafią przyznać się do błędu, poza tym też mają
        prawo mieć swój pogląd na jego temat i w drugą stronę nie muszą we wszystkim
        zgadzać się ze mną, jak jak ja nie muszę z nimi.
        Dziękuję za słowa pocieszenia, już myślałam że naprawdę coś nie tak ze mną i z
        moją wyobraźnią:)
        • wegeta23 Re: Sytuacja raczej bez wyjścia, ale może ktoś po 09.11.05, 16:06
          z tobą jest wszystko jak najbardziej ok. Tylko te matki naszych facetow sa
          jakieś nie ten tego.... :) Moja przyszła teściowa razem z córeczką stwierdziły
          ze nei podoba im się data naszego ślubu. Bo w maju jest komunia dziecka siostry
          mojego narzeczonego. W dodatku nie potrafią nawet udawać że się cieszą. Dodam
          że z matką mojego M nigdy nie wypiłam nawet kawy, o dłuższej rozmowie nie ma
          nawet mowy. U niego w domu czuję się zawsze jak intruz ( a to już 7 lat!!!!)
          Na szczęście nie z nimi biorę ten ślub. A mój narzeczony hmmm chyba przejawia
          te same cechy co twój. Uważa że to nie jest aż taki poważny problem.
          • inieitak Re: Sytuacja raczej bez wyjścia, ale może ktoś po 09.11.05, 16:32
            U nas jest tak że niby mamy razem zamieszkać, a M nie poinformował o tym
            rodziców, bo nie widzi takiej potrzeby, także głupio mi się w ich towarzystwie
            (np. ostatnio miałam wątpliwą przyjemność spędzić z nimi kilka h w markecie)
            wogóle wypowiadać na temat jaką pralkę kupimy, jaki będzie kolor ścian itp.
            Jego mama owszem potrafi być bardzo miła, wypytuje mnie wtedy o różne rzeczy,
            rozmawia (myślałam że wreszcie nasze stosunki się polepszają), ale teraz widzę,
            że później obraca sie to przeciwko mnie, wykorzystuje te informacje, aby
            pokazać, że na niczym się nie znam i niczego nie wiem. Praktycznie w każdej
            rozmowie chce mi udowodnić, że wszystko wie lepiej, nie nadje dojść do słowa,
            albo przerywa w pół zdania - a wszystko robi z promiennym uśmiechem na twarzy,
            a jej syn uważa że mamusia traktuje mnie jak przyjaciółkę, przecież jest dla
            mnie taka miła, a on jest taki ślepy - i to mnie boli tak naprawdę, bo w całym
            tym wątku nie chodzi wcale o nią :(
            • justysg Re: Sytuacja raczej bez wyjścia, ale może ktoś po 09.11.05, 16:57
              Nic na siłę się nie da, twój M nie może cię zmuszać, żebyście się przyjaźniły.
              Ludzie są różni i nie wszystkich da się polubić.

              Każdy mężczyzna kocha swoją matkę i poszedłby za nią w ogień. Jednak, kiedy ma
              już przy swoim boku ukochaną kobietę, z którą chce przeżyć resztę życia,
              powinien przewartościować swoje uczucia.

              Ktoś kiedyś zadał pytanie, kogo ratować w następującej sytuacji. Mężczyzna stoi
              na brzegu rzeki, a jego matka i jego dopiero co poślubiona żona kąpią się w
              niej. Nagle obie kobiety zaczynają się topić. Mężczyzna nie wie, którą ma
              ratować: kocha bardzo jedną i drugą. Odpowiedź jest taka: powinien ratować
              żonę. Matka urodziła go i wychowała, natomiast żona ma być jego wsparciem i
              urodzić dzieci w przyszłości, dlatego to jej życie jest warte uratowania.
              Powinnaś porozmawiać ze swoim M - w moim przypadku powyższa historia
              uświadomiła mojemu narzeczonemu pewne wartości.

              Zgadza się, że rodziny nie można zmienić, matka zawsze będzie matką, ojciec
              ojcem, rodzony brat rodzonym bratem itd, ale żoną nie zawsze jest się do końca.
              Uświadom mu to, bo przecież powinno mu na tobie zależeć. W całej tej sytuacji
              to on powinien być mediatorem, który załagodzi tą bolącą sytuację. To on
              przecież wprowadził cię do tej rodziny.

              Zawsze możesz jeszcze spróbować szczerej rozmowy z jego matką i zapytać wprost,
              co jest w tobie nie tak. Spróbuj dowiedzieć się, czym sobie zasłużyłaś na takie
              traktowanie.
              • inieitak Re: Sytuacja raczej bez wyjścia, ale może ktoś po 09.11.05, 17:21
                On niestety mediatorem nie jest, przynajmniej nic mi o tym nie wiadomo, a nawet
                jeśli jest to kiepskim.
                > Nic na siłę się nie da, twój M nie może cię zmuszać, żebyście się
                przyjaźniły.
                > Ludzie są różni i nie wszystkich da się polubić.
                Kiedyś nawet w złości powiedział że jak się z nią nie polubię to będziemy
                musieli się rozstać :/ dorosły facet, do 30stki mu zostało mniej jak więcej, a
                zachowuje się jak gówniarz :((
                > Powinnaś porozmawiać ze swoim M - w moim przypadku powyższa historia
                > uświadomiła mojemu narzeczonemu pewne wartości.
                Ja nie chcę żeby on przestał kochać matkę, czy zaczął ją źle traktować. Miłość
                do matki, a do żony to zupełnie inna miłość, niemniej jednak przykro mi, że to
                z matki zdaniem zawsze się zgadza, ja jestem zawsze gorsza, na drugim miejscu.
                > Zgadza się, że rodziny nie można zmienić, matka zawsze będzie matką, ojciec
                > ojcem, rodzony brat rodzonym bratem itd, ale żoną nie zawsze jest się do końca
                Kiedyś po podobnym incydencie, tylko kiedy niemiłe słowa były kiserowane pod
                Jego adresem, powiedział że chętnie by się wyprowadził i nie dał im swojego
                adresu żeby dali mu święty spokój. Ale domyślam się że powiedział to po złości,
                a teraz ma kompletnie inne zdanie.
                • inieitak Re: Sytuacja raczej bez wyjścia, ale może ktoś po 09.11.05, 21:17
                  No cóż dziś przeprowadzaliśmy kolejną rozmowę i niestety nerwy wzięły górę,
                  stwierdził że mam jego matkę za chamkę, więc przytaknęłam, a on mi na to
                  krzyknął "to s...laj", więc kazałam mu wysiaść z samochodu. Trzasnął drzwiami i
                  poszedł w swoją stronę, a ja pojechałam w swoją.
                  Więc sprawa chyba rozwiązała się sama :(
                  • dosia26 Re: Sytuacja raczej bez wyjścia, ale może ktoś po 09.11.05, 21:56
                    Głowa do góry:) Trzymaj swojego stanowiska, bo niestety prawda jest taka, że
                    jak przed ślubem tak i po, a twój M mamusię ceni ponad wszystko...Ona zdaje się
                    być klasycznym modelem paskudnej teściowej, on niestety nadal ma pępowinkę, z
                    której dodatkowo sam nie zrezygnuje. Trzymam za ciebie kciki, bo rozumiesz
                    problem jaki może z tego wynikać w przyszłości i to świadczy o twojej
                    dojrzałości. Nie daj się udobruchać, on musi zrozumiec, że sytuacja nie jest
                    związana z twoją postawą lecz jego chorym uczuciem do matki.
                    • maadzik3 Re: Sytuacja raczej bez wyjścia, ale może ktoś po 09.11.05, 22:00
                      Coz, nie daj sie zbalamucic i raczej zapomnij o nim. Oczywiscie decyzja musi
                      byc Twoja, ale mam taka kolezanke (swietna dziewczyna), ktora uwierzyla ze on
                      dla niej rozluzni patologiczny zwiazek z matka (co zreszta obiecywal). Po 3
                      miesiacach od alubu ukochany zdecydowal ze u mamusi bylo lepiej. Juz sa po
                      rozwodzie.
                      M.
                      • inieitak Re: Sytuacja raczej bez wyjścia, ale może ktoś po 09.11.05, 22:13
                        Tylko do tej pory tak bardzo mi to nie przeszkadzało, nie zdarzały się aż takie
                        spięcia, raczej drobne spory, cóż myślałam że tak musi być. On nie jest taki że
                        codzień dzwoni do mamy, czy o wszystko ją pyta, ale jak widać gdy przyszło co
                        do czego to wyszło szydło z worka. On tłumaczy to tym, że chciałby mieć święty
                        spokój i tak ma stres w pracy, a również chcę spokoju, ale nie za cenę tego
                        żeby ktoś mi wszedł na głowę :/
                        Z jednej strony myślę że przecież będę z nim a nie z jego rodzicami, z drugiej
                        zastanawiam się czy chcę mieć do czynienia z tą rodziną. Bo jak pojadę i będę
                        oschła - będzie źle, jak nie pojadę wogóle - też będzie źle. To chyba nie ma
                        sensu. Prześpię się z tym i jutro zastanowię.
                        Dziękuję za odpowiedzi.
                  • metnia Re: Sytuacja raczej bez wyjścia, ale może ktoś po 14.11.05, 01:45
                    jaki cham! ale cóż prawda w oczy kole, to sie chlopak zdenerwowal ...:/

                    Uciekaj dziewczyno. milosc to szczescie a nie stresy i wieczne zamartwianie.
    • framberg Re: Sytuacja raczej bez wyjścia, ale może ktoś po 09.11.05, 22:33
      Po co ci taka dupa nie facet? Gdzie ty go znalazłaś?
    • avador Re: Sytuacja raczej bez wyjścia, ale może ktoś po 10.11.05, 10:28
      Jedyną radę, jaką usłyszałam od mojej babci ze strony ojca(laska generalnie ma
      wszystkich gdzieś) było: "jeśli nie lubisz rodziców swojego wybranka, nigdy sie
      z nim nie wiąż".Sprawdziłam. Na dwóch związkach nieformalnych i na jednym
      małżeństwie. Na przykładach znajomych i na swoim własnym zachowaniu. Prędzej,
      czy później wszyscy zachowujemy się dokładnie tak samo, jak któryś z naszych
      rodziców. Nie znam wyjątku, który obalałby twierdzenie mojej babci.
      Życzę powodzenia i siły do podjęcia właściwej DLA CIEBIE decyzji.
    • jesters_206 wyprowadz sie 300 km od rodziny - dziala 10.11.05, 12:20
      Jak w temacie
      Nie jest to proste przedsięwziecie ale skuteczne
      Od razu bedziesz ukochana synowa.

      Przetestowane, nic nie robi tak dobrze jak wizyta dwa razy w roku u mamusi

      JesterS
    • ewadorra Re: Sytuacja raczej bez wyjścia, ale może ktoś po 13.11.05, 12:26
      Witaj, ja z matka i babcia mojego chlopaka tez mialam "przeboje", nie byla moze
      chamska jak Twoja, ale tez lubila mi dokuczyc. I to wlasnie rodzina mojego
      chlopaka uswiadomila mnie, jaka to ja jestem nieurodziwa, madrala, to mam
      krzywe, tamto grube, itp., przy czym nigdy w zyciu nie uslyszalam czegos
      podobnego od nikogo, a najgorszy wrog byl bardziej sympatyczny niz oni. Po
      prostu nie wiedzieli jak ze mna rozmawiac i co mi powiedziec. A moj chlopak
      zawsze twierdzil ze to zarty, no a juz babci to musze wybaczyc wszystko ze
      wzgledu na jej wiek (choc jego babcia ma tylko 72 lata. moja miala 83 i byla
      aniolem).
      To po prostu sa tacy ludzie, nie zmienie ich, nie zmienie chlopaka i po wielu
      takich wyskokach postanowilam to zakonczyc. Ten chlopak mialby byc kiedys moim
      mezem i jesli on nie potrafi i najwyrazniej nie chce stanac w mojej obronie
      przeciw swojej rodzinie, to tym bardziej nie moge sie spodziewac, ze obroni
      mnie i np. nasze dzieci w innych sytuacjach.
      Poza tym wydaje mi sie, ze kazdy z nas jest do jakiegos stopnia "przesiakniety"
      charakterem swojej rodziny i sie nie zmieni. Trzeba chyba szukac innego
      chlopaka, z inna rodzina, taka ktora wyznaje podobne zasady i nie wyzywa sie na
      obcych. Ja mam dosyc swoich wlasnych kompleksow i nie potrzebuje, zeby mi
      jakies baby wynajdywaly coraz to nowsze wady, tylko dlatego ze siedza obie w
      domu i sie nudza i poza praniem i serialami nie maja innych zajec.
      Pozdrawiam.
      • karolina784 Re: Sytuacja raczej bez wyjścia, ale może ktoś po 14.11.05, 12:44
        jakbym czytała swoja historie. mnie tez nie lubili, a nawet wiecej. mój chłopak
        a potem maz nigdy nie stawał po mojj stronie. na takie sytuacje przed slubem
        nie zwracałam uwagi. potem było juz za póxno. tesciowa nawet odwarzyła sie mnie
        uderzyc, wtórujac w tym mojemu mezowi. podobnie traktowała mnie siostra meza. w
        pwenym momencie stwierdziłam ze mam dosyc. odeszłam, jestem w trakcie rozwodu.
        nie wiem jak bedzie z tobą, mam nadzieję ze nie tak jak ze mna. ale wex to pod
        uwage, ze to jest jego rodzina i ostatecznie on może wybrac ich a nie ciebie,
        jak to zrobił mój maz. zastanów sie, zanim zwiazesz sie z nim na stałe. moi
        rodzice tez nigdy nic złego mojemu mezowi nie zrobili, a on ich obrazał i
        potwornie nie nawidził. na moje prosby aby ograniczyc kontakty z jego rodziną,
        tak jak twj chłopak, od razu groził, ze w takim bądx razie i moja rodzina nie
        bedzie miała wstepu do naszego domu. teraz nie jestesmy razem od 3 miesiecy.
        razem z córeczka mieszkam u rodziców. na poczatku było strasznie, ale teraz
        jest coraz lepiej. pozdrawiam cie serdecznie i trzymam kciuki, aby wszysyko
        ułoyło sie jak najlepiej.
        • kiecha3 Re: Sytuacja raczej bez wyjścia, ale może ktoś po 15.11.05, 16:27
          wiecie co.. szczerze was nie rozumiem... Jak można pozwolić by facet tak do was
          mówił i tak się zachowywał... skąd wy ich bierzecie???? z rynsztoku??? Jak nisko
          musi upaść facet by uderzyć kobietę, jakim płytkim człowiekiem trzeba być by
          udeżyć żonę własnego dziecka?? nie rozumiem tego... gdyby mnie facet choć raz
          uderzył bym się go tylko zapytała czy jest z siebie dumny i po prostu wyszła na
          ulicę z domu z gorejącym policzkiem.. a co .. niech się sąsiedzi dowiedzą jaki
          to miły i sympatyczny człowiek...
          dziewczyny.. powiem dosłownie bierzdzie nogi za pas!!!!!! Karolina784 jestem z
          ciebie dumna że odważyłaś się. Teraz może być tylko lepiej.. mam tylko nadzieję
          że zgłosiłaś pobicie..( nie bedzie miał szans na prawa do dziecka)
          pozdrawiam i trzymam kciuki!!!!!!
          • mala.mi5 Re: Sytuacja raczej bez wyjścia, ale może ktoś po 15.11.05, 17:32
            wydaje mi sie że musiałabyś sie znaleźć w takiej sytuacji żeby to zrozumieć.
            ja tez tego kiedyś nie rozumiałam. aż trafiłam na takiego który uderzył mnie
            kilka razy a do tego wszystkiego jego rodzina tez mnie nie lubiła i co chwilę
            okazywało sie że nie tak się zachowuję, nie tak się ubieram i ogólnie jestem za
            mądra i za pewna siebie; doprowadził mnie do spółki ze swoja rodzina do takiego
            stanu że nawet się nie odwróciłam jak powiedziałam "żegnaj". i teraz to stara
            historia - ale zawsze zostaja niemiłe wspomnienia.
            zgadzam sie ze zdaniem którejś z dziewczyn "nie wiąż się z człowiekiem którego
            rodziny nie lubisz" - to święta prawda.
    • lulitek Re: Sytuacja raczej bez wyjścia, ale może ktoś po 15.11.05, 20:35
      a wiesz że szanse na to, że po ślubie będzie lepiej są jak 1: 1000000 ?
      albo przywyknij albo się przyzwyczaj ;)
      jest jeszcze trzecia wersja: kopnij w d.. tą rodzinkę i faceta, który nie trzyma
      twojej strony, a ma niby z tobą dzielić życie..klasyczny przykład faceta
      zdominowanego przez mamusię
      powodzenia!
      • katiaa1 Re: Sytuacja raczej bez wyjścia, ale może ktoś po 15.11.05, 23:05
        to ja się dołączam do was, bo widze wreszcie, że nie jestem sama..
        u mnie mamusia faceta miała wiele do powiedzenia, ale przebijał ją szwagier!
        zaprzyjaznil sie szybko z moim i tak go ustawiał, że bez niego żadna decyzja
        nie mogła zapaść..
        stał sie pupilkiem tej rodziny do tego stopnia, że nawet jak obrażał kogoś to
        nikt mu nie zwrócił uwagi tylko szczerzył zęby:/
        a ponieważ ja mu się stawiałam to dokładnie dziesięć dni temu kiedy
        powiedziałam, że nie wytrzymuje całej sytuacji rodzinnej i zapytałam czemu nie
        stanie nigdy po moje stronie w odpowiedzi usłyszałam, że wymyślam problemy,
        a gdy sie nie odzywałam to napisał mi SMS'a (po 3 latach bycia razem)
        "szkoda, że to sie tak skończyło...."
        a potem przywiózł mi moje rzeczy do domu:]

        a miały być niedługo zaręczyny!!!!!!!!!!!
        fajnie nie?
        • inieitak Re: Sytuacja raczej bez wyjścia, ale może ktoś po 16.11.05, 14:18
          No cóż cieszę się, że nie tylko ja mam taki problem i że nie mam jednak
          wybujałej wyobraźni. Rozmawialiśmy od tamtej pory już wiele razy, i on za
          każdym razem przekonuje mnie, że owszem staje po mojej stronie - szkoda tylko,
          że nigdy nie w mojej obecności. Przekonuje mnie, że po pierwsze jego mama ma
          mnie za osobę wartościową i bardzo mnie lubi, po drugie nawet jakby mnie nie
          lubiła to przecież nie będę brała ślubu z nią. Po części ma rację, ale jakoś mi
          leży na sercu ten nie rozwiązany problem, bo generalnie skończyło się na tym,
          że już u Niego nie bywam, od tamtego zdarzenia odwiedziłam go tylko raz i to
          będąc przekonaną, że jest sam w domu (mieliśmy później iść do znajomych). Sam
          nie był, jego mama łaskawie się przywitała i na tym się skończyło, mimo iż M.
          przekonywał mnie, że z mamą rozmawiał i ustalił że jak tylko ich odwiedzę to
          ona ze mną porozmawia (nie mam pojęcia o czym miałybyśmy rozmawiać). Generalnie
          czasem mam wrażenie, że naprawdę jestem uprzedzona, ale znowu z drugiej strony
          myślę sobie, że mój stosunek do nich jest w pełni uzasadniony. Próbowałam kilka
          razy jeszcze wracać do tego tematu, jednak dla Niego nie ma problemu, on chce
          żyć w spokoju i sprawa zamknięta. Poważnie zastanawiam się nad przyszłością
          tego związku, choć muszę przyznać, że oprócz powyższego problemu nie mam mu nic
          więcej do zarzucenia.
          • karolina784 Re: Sytuacja raczej bez wyjścia, ale może ktoś po 16.11.05, 22:26
            i znowu jak bym slyszala sama siebie: moze jestem zbyt uprzedzona. nie nie
            jestes. zaczynasz tylko szukac winy w sobie. i jak nastepnym razem tam
            pojdziesz, to bedziesz jeszcze bardziej miła i grzeczna, a oni jeszcze bardziej
            ci wejda na głowe. ja robilam to samo. tylko im ja byłam milsza, tym oni gorzej
            mnie traktowali. potem stwierdziłam,ze od poczatku trzeba bylo tesciowa wziac
            za morde i p...dolnac piescia w stół tak, aby wiedziała kto tu rządzi. ale ja
            byłam zbyt zakochana, zbyt dobre wychowana, zeby wdawac sie w dyskusja z
            prostaczką. nie zyczę ci tego, ale popatrz czy nasze historie nie sa podobne? i
            jeszcze jedno, moj mąż tez mówił,że zwraca uwagę swojej matce, ale nie będzie
            tego robił przy mnie, bo to jest jego matka. skąd masz pewnosć, ze on wogóle
            coś jej mówił, albo że za woim plecami nie przyznaje jej racji?
    • s.wioletta Re: Sytuacja raczej bez wyjścia, ale może ktoś po 16.11.05, 22:56
      Dziewczyno, wez Ty sie troche otrzasnij!
      Moja babcia mowi: Gdzie Cie lubią, bywaj rzadko,
      gdzie Cię nie lubią nie chodz wcale.
      Baba najwyraznie Cie nie trawi, po co zaszczycasz ją swoją
      obecnością? Trzeba się cenić!
      Twoj facet moze sobie mamusie odwiedzac i nie powinnas mu tego
      utrudniac, lecz nie pozwol, by zmuszał do tego Ciebie!
      Sorry, ale gdyby moja tesciowa poczestowała mnie jednym z takich
      tekstów, jakie przytoczyłaś, to byloby to nasze ostatnie spotkanie.
      No, chyba ze wyrazilaby skruchę:)
    • mk7911 Re: Sytuacja raczej bez wyjścia, ale może ktoś po 16.11.05, 23:12
      Cześć. Jestem ponad 2 lata po ślubie. Od samego początku nie przepadałam za
      teściową ani ona za mną. Obydwie jednak zachowywałysmy pozory. Moj M. nie jest
      jakoś uzależniony od swojej mamy, ale do otwartej konfrontacji nigdy nie chce
      doprowadzić. W lipcu ostatecznie pokłóciłyśmy się z teściową. I naprawdę nie
      robiłayśmy sobie takich afrontów, o jakich Ty piszesz. A jednak od lipca moje
      małżeństwo to koszmar. Moja teściowa, choć jest 600 km stąd cały czas jest
      między nami, dzieli nas. To mnie wykańcza od środka, zabiera mi radośc życia,
      niszczy nasz związek.

      Dlatego poważnie się zastanów. Rodzina mojego m. jest 600 km stąd, ale ona JEST
      i zawsze będzie. Nie da się tego oddzielić. Musisz mieć tego świadomość. Nie
      można żyć bez rodziny. Nie mogę kazać mojemu M. , aby o niej zapomniał. Przecież
      on ją kocha.

      Poza tym moja niechęć do mamy mojego M. przeradza się (wierzę, że podświadomie)
      w niechęć mojego m. do mojej rodziny... kółko zamknięte.

      I nigdy nie pozwalaj do siebie tak mówić jak to się zdarzyło Twojemu chłopakowi.
      Ja pierwsa zaczęłam w ten sposób zwracać się do swojego M. Długo nie musiałam
      czekać na odpowiedż. Przekraczać pewne granice jest łatwo, ale cofnąć tego się
      chyba nie da. I to też zostaje. Też nas dzieli.

      Wiem, że go kochasz, cieszysz sie na ślub, ale dobrze się zastanów, bo po ślubie
      bedzie pod względem kontaktów z rodziną tylko gorzej. Czy jestes w stanie to
      znieść? Poczekaj trochę, jeśli możesz. Serce boli, ale nie warto łamać sobie
      życia. Miłość w tym okresie, w którym Ty jesteś, powinna byc samą radością i
      szczęściem. A jeśli już zaczyna się od takich nieporozumień, to napiszę to,
      czego pewnie nie chcesz usłyszeć, ale ja bym od niego odeszła. Póki możesz.
Pełna wersja